Danuta Malon, Czekaliśmy 60 lat… Wspomnienie z uroczystości otwarcia Polskiego Cmentarza Wojennego w Katyniu (2000)

Ofi­cjal­ne wyjaz­dy do Katy­nia

Od roku 1989, kie­dy Pol­ska odzy­ska­ła nie­za­leż­ność poli­tycz­ną, a Zwią­zek Radziec­ki chy­lił się ku roz­pa­do­wi, o Zbrod­ni Katyń­skiej zaczę­to mówić ofi­cjal­nie. Do Katy­nia wyjeż­dża­ły pierw­sze piel­grzym­ki. Rodzi­ny zamor­do­wa­nych po raz pierw­szy mogły odwie­dzić miej­sce pogrze­ba­nia swe­go męża czy ojca, zapa­lić znicz. Wów­czas na tabli­cy przy dołach śmier­ci pol­skich ofi­ce­rów wid­niał napis: OFIAROM FASZYZMU OFICEROM POLSKIM ROZSTRZELANYM PRZEZ HITLEROWCÓW W 1941 ROKU. W pierw­szych dniach kwiet­nia 1990 wła­dze radziec­kie usu­nę­ły kłam­li­wy napis, zastę­pu­jąc go nowym epi­ta­fium: OFICEROM POLSKIM ZAMORDOWANYM W KATYNIU W 1940 ROKU.

Po oświad­cze­niu pre­zy­den­ta ZSRR o odpo­wie­dzial­no­ści NKWD za Zbrod­nię Katyń­ską, a w następ­stwie suk­ce­syw­nym prze­ka­zy­wa­niu Pol­sce doku­men­tów katyń­skich, Pol­ska i Zwią­zek Radziec­ki roz­po­czę­ły współ­pra­cę. Doty­czy­ła ona wyja­śnia­nia spra­wy Zbrod­ni Katyń­skiej, a tak­że moż­li­wo­ści budo­wa­nia na wscho­dzie Pol­skich Cmen­ta­rzy Wojen­nych. Poko­ny­wa­ne były wszyst­kie trud­no­ści natu­ry poli­tycz­nej, tech­nicz­nej i finan­so­wej, a było ich tak wie­le. Pol­ski rząd, w imie­niu któ­re­go pra­ce nad­zo­ro­wał sekre­tarz gene­ral­ny Rady Ochro­ny Pamię­ci Walk i Męczeń­stwa Andrzej Prze­woź­nik oraz Fede­ra­cja Rodzin Katyń­skich repre­zen­to­wa­na przez pre­ze­sa Wło­dzi­mie­rza Dusie­wi­cza, a tak­że Rodzi­ny Katyń­skie reali­zo­wa­ły to ogrom­nie trud­ne wyzwa­nie.

Uzy­ska­nie zgo­dy stro­ny rosyj­skiej i ukra­iń­skiej na budo­wę cmen­ta­rzy, kon­kur­sy na pro­jekt cmen­ta­rzy i wyko­naw­ców poprze­dzo­ne eks­hu­ma­cją szcząt­ków oraz budo­wa cmen­ta­rzy trwa­ły kil­ka lat.

Pierw­sza uro­czy­stość w Katy­niu

Po zakoń­cze­niu prac eks­hu­ma­cyj­nych nastą­pi­ło pierw­sze wyda­rze­nie zwią­za­ne z budo­wą Pol­skie­go Cmen­ta­rza Wojen­ne­go w Katy­niu. W dniu 4 czerw­ca 1995 roku odby­ła się tu uro­czy­stość wmu­ro­wa­nia aktu erek­cyj­ne­go i kamie­nia węgiel­ne­go. Była to uro­czy­stość szcze­gól­nie pod­nio­sła. Udział w niej wziął pre­zy­dent Lech Wałę­sa, ks. kar­dy­nał Józef Glemp, przed­sta­wi­cie­le władz Pol­ski i Rosji oraz licz­ne gru­py Rodzin Katyń­skich z całe­go kra­ju, Anglii, Sta­nów Zjed­no­czo­nych i Kana­dy. Wmu­ro­wa­nia kamie­nia węgiel­ne­go, pobło­go­sła­wio­ne­go wcze­śniej przez Ojca Świę­te­go Jana Paw­ła II, doko­nał pre­zy­dent Lech Wałę­sa. Z lubel­skiej Rodzi­ny Katyń­skiej udział w uro­czy­sto­ści udział wzię­ło 8 osób.

Wyda­rze­nie to zapo­wia­da­ło reali­za­cję naszych ocze­ki­wań. Mie­li­śmy nadzie­ję, że wkrót­ce uczest­ni­czyć będzie­my w otwar­ciu cmen­ta­rza, gdzie nasi Bli­scy zosta­ną upa­mięt­nie­ni i spo­czną w poświę­co­nej zie­mi.

Nie­prze­wi­dzia­ne spo­ry w trak­cie budo­wy cmen­ta­rzy

W roku 1997, kie­dy w Katy­niu, Mied­no­je i Char­ko­wie zakoń­czo­ne zosta­ły eks­hu­ma­cje, a w Katy­niu doko­na­no już wmu­ro­wa­nia kamie­nia węgiel­ne­go, docie­ra­ły do nas nie­po­ko­ją­ce wia­do­mo­ści. Spra­wa doty­czy­ła spro­wa­dze­nia spo­czy­wa­ją­cych tam szcząt­ków naszych Bli­skich do Pol­ski. Z takim wnio­skiem wystę­po­wa­ła nie­wiel­ka grup­ka osób sku­pio­na w Fun­da­cji Wdo­wi Grosz. Były to gło­sy poje­dyn­cze, ale bar­dzo dobit­ne, bez­pod­staw­nie powo­łu­ją­ce się na opi­nie spo­łecz­no­ści katyń­skiej.

Gru­pa ta uzur­po­wa­ła sobie pra­wo do repre­zen­ta­cji całe­go śro­do­wi­ska katyń­skie­go. Ich wystą­pie­nia do pol­skich władz nagła­śnia­ne były przez media i czę­sto znaj­do­wa­ły ich popar­cie. Mię­dzy Fede­ra­cją Rodzin Katyń­skich a Fun­da­cją trwał w tej spra­wie spór. Nie­złom­ni z Fun­da­cji, naj­czę­ściej trzy-czte­ry oso­by, wypo­wia­da­ją­cy się wbrew woli i prze­ko­na­niom ogrom­nej więk­szo­ści człon­ków Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich, coraz czę­ściej publi­ko­wa­li swo­je opi­nie w war­szaw­skiej pra­sie, a naj­czę­ściej w „Życiu” i „Fak­tach”. Posłu­gi­wa­li się przy tym bar­dzo nośną ideą, że nasi mężo­wie i ojco­wie w ostat­nich listach wyra­ża­li wolę powro­tu do kra­ju. Tak, to praw­da, ale chcie­li wró­cić żywi. Tak jak ci spod Mon­te Cas­si­no i Tobru­ku i wszy­scy roz­sia­ni na cmen­ta­rzach całe­go świa­ta.

Fun­da­cja zebra­ła 2 tysią­ce pod­pi­sów popie­ra­ją­cych spro­wa­dze­nie szcząt­ków do Pol­ski. Były to jed­nak pod­pi­sy osób przy­pad­ko­wych, np. wycho­dzą­cych z mszy świę­tej w koście­le św. Krzy­ża w War­sza­wie. Tam roz­da­wa­no oświad­cze­nia, a nie­zo­rien­to­wa­ni wier­ni pod­pi­sy­wa­li, wie­rząc, że przy­słu­gu­ją się słusz­nej spra­wie. Wdo­wi Grosz otrzy­mał popar­cie Polo­nii ame­ry­kań­skiej, któ­ra zade­kla­ro­wa­ła tak­że wspar­cie finan­so­we na budo­wę cmen­ta­rzy katyń­skich w Pol­sce.

Pomi­ja­jąc aspekt moral­ny spra­wy, spro­wa­dze­nie szcząt­ków naszych Bli­skich do kra­ju nie było­by moż­li­we z tech­nicz­ne­go punk­tu widze­nia. Katyń to w 1943 roku nie­miec­ka eks­hu­ma­cja do brat­nich mogił, a póź­niej komi­sja Bur­den­ki. Mied­no­je to kil­ka­dzie­siąt mogił w pod­mo­kłym, ila­stym tere­nie, gdzie nie ma moż­li­wo­ści oddzie­le­nia skle­jo­nych szcząt­ków od grun­tu. Char­ków to szcząt­ki zmie­lo­ne i wymie­sza­ne świ­dra­mi geo­lo­gicz­ny­mi, zbio­ro­we mogi­ły Pola­ków, Ukra­iń­ców i Rosjan. Nikt nie potra­fi powie­dzieć, ile tysię­cy metrów sze­ścien­nych zie­mi prze­siąk­nię­tej krwią naszych Bli­skich nale­ża­ło­by prze­wieźć do Ojczy­zny.

Wobec licz­nych sta­rań i publi­ka­cji człon­ków Fun­da­cji Wdo­wi Grosz, Rodzi­ny Katyń­skie zaczę­ły ener­gicz­nie pro­te­sto­wać prze­ciw temu pomy­sło­wi. Na zjaz­dach Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich kil­ka­krot­nie podej­mo­wa­no uchwa­ły, w któ­rych jasno wyra­ża­na była wola budo­wa­nia cmen­ta­rzy w miej­scu Ich spo­czyn­ku. Rodzi­ny Katyń­skie w całej Pol­sce pisa­ły pisma, pro­te­sty.

Sto­wa­rzy­sze­nie Rodzi­na Katyń­ska Lublin w uzgod­nie­niu z Fede­ra­cją Rodzin Katyń­skich rów­nież napi­sa­ła kil­ka pism. Pisa­li­śmy do władz cen­tral­nych o bra­ku zgo­dy spo­łecz­no­ści katyń­skiej na spro­wa­dze­nie do Pol­ski szcząt­ków naszych Bli­skich, sła­li­śmy pro­te­sty do redak­cji gazet, któ­re zamiesz­cza­ły arty­ku­ły Fun­da­cji Wdo­wi Grosz sprzecz­ne z opi­nią całej spo­łecz­no­ści katyń­skiej.

Po cza­sie sta­ra­nia Fun­da­cji Wdo­wi Grosz usta­ły z zazna­cze­niem, że spra­wa spro­wa­dze­nia szcząt­ków ofiar Katy­nia do Pol­ski nie zosta­ła zamknię­ta.

Zakoń­cze­nie budo­wy Pol­skich Cmen­ta­rzy Wojen­nych na Wscho­dzie

Nad­szedł dłu­go ocze­ki­wa­ny rok 2000, kie­dy to pla­no­wa­ne były uro­czy­sto­ści otwar­cia Pol­skich Cmen­ta­rzy na Wscho­dzie. Do wyjaz­dów przy­go­to­wy­wa­li­śmy się bar­dzo sta­ran­nie. Przed każ­dym wyjaz­dem orga­ni­zo­wa­ne były spo­tka­nia osób wyjeż­dża­ją­cych, usta­la­jąc cho­rą­żych pocz­tów sztan­da­ro­wych, przy­go­to­wa­nia sym­bo­li orga­ni­za­cyj­nych, zaku­pu wią­za­nek kwia­tów i zni­czy czy orga­ni­za­cję dojaz­du do War­sza­wy, skąd zapla­no­wa­no wyjazd do Katy­nia.

Pierw­sza uro­czy­stość 17 czerw­ca 2000 to otwar­cie Cmen­ta­rza Ofiar Tota­li­ta­ry­zmu w Char­ko­wie. Po kil­ka­krot­nym prze­su­wa­niu ter­mi­nu otwar­cie Pol­skie­go Cmen­ta­rza w Katy­niu usta­lo­no na 28 lip­ca 2000, w Mied­no­je 2 wrze­śnia 2000.

W uro­czy­sto­ści poświę­ce­nia i otwar­cia Pol­skie­go Cmen­ta­rza Wojen­ne­go w Katy­niu ze Sto­wa­rzy­sze­nia Rodzi­na Katyń­ska Lublin udział wzię­li: Anna Bła­że­jew­ska-Bąbol, Marek Bier­nac­ki, Kry­sty­na Fijał­kow­ska, Fran­ci­szek Frącz­kie­wicz, Elż­bie­ta Kau­stch, Adam Kautsch, Danu­ta Lipiń­ska, Danu­ta Malon, Boże­na Nie­dziel­ska, Tere­sa Pia­se­czyń­ska, Bar­ba­ra Rumik, Sta­ni­sław Siu­dak, Kry­sty­na Skal­ska, Regi­na Ślu­sar­ska, Zbi­gniew Strzał­kow­ski, Bar­ba­ra Zwo­liń­ska, Ire­na Żebrow­ska, Ste­fa­nia Żura­wiec­ka oraz ks. kan. Józef Kruk. W poczcie sztan­da­ro­wym cho­rą­ży­mi zamien­nie byli: Kry­sty­na Fijał­kow­ska, Kry­sty­na Skal­ska, Marek Bier­nac­ki, Adam Kautsch, Sta­ni­sław Siu­dak, Zbi­gniew Strzał­kow­ski.

Lublin – War­sza­wa – Brześć – Smo­leńsk

Z Lubli­na do War­sza­wy człon­ko­wie Rodzi­ny Katyń­skiej wyje­cha­li 27 lip­ca 2000 o godz. 3.00. Po dotar­ciu na Dwo­rzec Gdań­ski w War­sza­wie sztab wyjaz­du wrę­czył wszyst­kim wyjeż­dża­ją­cym przy­go­to­wa­ne wcze­śniej infor­ma­cje o prze­bie­gu podró­ży i uro­czy­sto­ści, a tak­że iden­ty­fi­ka­to­ry, numer miej­sca w wago­nie, a póź­niej w smo­leń­skim auto­ka­rze. Wsie­dli­śmy do pocią­gu II kla­sy, gdzie ście­śnie­ni po 8 osób jecha­li­śmy do Brze­ścia.

Pod­czas kil­ku­go­dzin­nej jaz­dy do Brze­ścia bar­dzo tro­skli­wie opie­ko­wa­li się nami żoł­nie­rze z kra­kow­skiej jed­nost­ki woj­sko­wej. Na wyjazd do Katy­nia wyty­po­wa­ni zosta­li przez swych prze­ło­żo­nych w nagro­dę za wzo­ro­wą służ­bę woj­sko­wą. Ci mło­dzi chłop­cy w pol­skich mun­du­rach nie­wie­le jed­nak wie­dzie­li o Katy­niu, nie zna­li tej histo­rii, ale z zain­te­re­so­wa­niem słu­cha­li naszych prze­ka­zów.

Dłuż­sza roz­mo­wa trwa­ła nato­miast z jed­nym z żoł­nie­rzy. Był bar­dzo zado­wo­lo­ny z wyty­po­wa­nia go przez dowód­cę na wyjazd do Katy­nia, bo o tej zbrod­ni opo­wia­dał mu jego ojciec. Chciał bar­dzo zoba­czyć Katyń – miej­sce nie­miec­kiej zbrod­ni. Od ojca dowie­dział się, że w cza­sie II woj­ny świa­to­wej Niem­cy napa­dły na Zwią­zek Radziec­ki i, oku­pu­jąc te tere­ny, wymor­do­wa­li prze­by­wa­ją­cych w Katy­niu pol­skich ofi­ce­rów. Żoł­nierz był bar­dzo zdzi­wio­ny, zasko­czo­ny prze­ka­za­ną mu przez nas praw­dzi­wą histo­rią. Nie mógł zro­zu­mieć powo­du fał­szo­wa­nia tej histo­rii. Wyko­nu­jąc swo­je obo­wiąz­ki wobec piel­grzy­mów w całym wago­nie, kil­ka­krot­nie wra­cał do nasze­go prze­dzia­łu i ponow­nie podej­mo­wał ten temat.

Prze­ka­za­li­śmy tym mło­dym chłop­com słu­żą­cym w Woj­sku Pol­skim praw­dzi­wą histo­rię mor­du katyń­skie­go, a dla utrwa­le­nia tej wie­dzy dosta­li tak­że bro­szur­ki i fol­de­ry o doko­na­nej w 1940 roku sowiec­kiej zbrod­ni.

Póź­nym wie­czo­rem doje­cha­li­śmy do Brze­ścia. Tutaj po cza­sie zamie­sza­nia w związ­ku z ocze­ki­wa­niem na mają­cą się odbyć kon­tro­lę gra­nicz­ną, a następ­nie po inter­wen­cji zre­zy­gno­wa­nia z niej, prze­sie­dli­śmy się do pocią­gu rosyj­skie­go jadą­ce­go do Smo­leń­ska. Tak roz­po­czął się kolej­ny etap podró­ży.

Pociąg rosyj­ski skła­dał się z wago­nów sypial­nych. Prze­dzia­ły wygod­ne, czte­ro­oso­bo­we. Zaję­cie przy­dzie­lo­nych nam wcze­śniej miejsc odby­ło się bar­dzo spraw­nie i każ­dy z nas zmę­czo­ny już kil­ku­go­dzin­ną podró­żą poło­żył się i pogrą­żył we wła­snych myślach. Po cza­sie jed­nak roz­po­czę­li­śmy roz­mo­wy. Mimo póź­nej pory i zmę­cze­nia, padła pro­po­zy­cja modli­twy. Pod prze­wod­nic­twem nasze­go księ­dza kan. Józe­fa Kru­ka, ście­śnie­ni wszy­scy z naszej gru­py w jed­nym prze­dzia­le, odmó­wi­li­śmy róża­niec i cichut­ko ze wzglę­du na póź­ną porę i może śpią­cych już w sąsied­nich prze­dzia­łach, odśpie­wa­li­śmy Wszyst­kie nasze dzien­ne spra­wy. Wspól­nie z nami na kory­ta­rzu przy naszym prze­dzia­le modli­ło się tak­że wie­le osób z innych Rodzin Katyń­skich.

Rano o godzi­nie 8 pociąg doje­chał do sta­cji Smo­leńsk. Tutaj, gdzie z pomo­cą żoł­nie­rzy wysia­da­li­śmy na dwor­cu z pocią­gu, usły­sze­li­śmy nasze pol­skie melo­die. To Orkie­stra Repre­zen­ta­cyj­na Woj­ska Pol­skie­go powi­ta­ła nas pol­ski­mi melo­dia­mi patrio­tycz­ny­mi. Było to dla nas wiel­kie wzru­sza­ją­ce prze­ży­cie, a melo­dia Pierw­sza Bry­ga­da wyci­ska­ła z oczu łzy… Sta­li­śmy jak nie­mi, wsłu­chu­jąc się w tak bli­skie naszym ser­com melo­die. Będą­cy rów­nież na pero­nie Rosja­nie dopy­ty­wa­li o to wyda­rze­nie. Po usły­sze­niu jed­nak sło­wa KATYŃ odda­la­li się …

Przed smo­leń­skim dwor­cem cze­ka­ły na nas auto­bu­sy. Zaję­cie miejsc w ponu­me­ro­wa­nych auto­ka­rach nastą­pi­ło spraw­nie, zgod­nie z otrzy­ma­nym w War­sza­wie przy­dzia­łem. Prze­jazd do odda­lo­ne­go kil­ka­na­ście kilo­me­trów Katy­nia minął szyb­ko. Pod­czas nasze­go prze­jaz­du ruch samo­cho­do­wy na całej tra­sie został wstrzy­ma­ny, a kolum­nę naszych auto­bu­sów pilo­to­wa­ło woj­sko rosyj­skie. Tę tra­sę prze­by­li­śmy z moc­no biją­cym ser­cem, bo już za chwi­lę mie­li­śmy wysiąść z auto­bu­su i swo­je kro­ki skie­ro­wać tam, gdzie spo­czy­wa­ją nasi Naj­bliż­si. Stą­pać po zie­mi nasiąk­nię­tej ich krwią, zie­mi tak dale­kiej i obcej, a jed­no­cze­śnie tak nam bli­skiej…

Katyń­ski cmen­tarz

Wysie­dli­śmy z auto­ka­rów. Na pierw­szym pla­nie zoba­czy­li­śmy budow­lę, gdzie pośrod­ku dwóch jej skrzy­deł znaj­du­je się wej­ście do katyń­skiej nekro­po­lii. Na czo­ło­wej ścia­nie duża tabli­ca infor­ma­cyj­na z napi­sem MEMORIAŁ KATYŃ. Ci, co kie­dyś tutaj byli, z tru­dem roz­po­zna­li to odmie­nio­ne miej­sce, a pozo­sta­li patrzy­li na tę budow­lę z podzi­wem. Całą naszą lubel­ską gru­pą zro­bi­li­śmy tu pamiąt­ko­we zdję­cie.

Po przej­ściu przez oszklo­ny łącz­nik budyn­ków z pocze­kal­nia­mi, biu­rem infor­ma­cyj­nym i punk­ta­mi tele­fo­nicz­ny­mi, dro­ga pro­wa­dzi do usy­tu­owa­nych obok cmen­ta­rzy pol­skie­go i rosyj­skie­go. Kro­ki swo­je skie­ro­wa­li­śmy w kie­run­ku, gdzie z gra­ni­to­wej kost­ki bru­ko­wej w kon­tra­sto­wym kolo­rze uło­żo­ny jest napis POLSKI CMENTARZ WOJENNY KATYŃ. Minę­li­śmy żeliw­ną bram­kę wień­czą­cą ogro­dze­nie i doszli­śmy do miej­sca spo­czyn­ku naszych Bli­skich.

Tutaj ujrze­li­śmy tak jak przed laty sześć mogił zbio­ro­wych i dwie gene­ral­skie, ołtarz, a za nim dwie żeliw­ne kil­ku­me­tro­wej wyso­ko­ści i sze­ro­ko­ści tabli­ce, na któ­rych odla­ne zosta­ły w kolej­no­ści alfa­be­tycz­nej nazwi­ska zamor­do­wa­nych tu pol­skich ofi­ce­rów. Za ołta­rzem nisza, a w niej wiel­ki dzwon, na któ­re­go cza­szy wid­nie­ją sło­wa BOGURODZICY i nazwa KATYŃ.

Całą część cmen­tar­ną oka­la mur, na któ­rym znaj­du­je się 4421 indy­wi­du­al­nych tabli­czek żeliw­nych z nazwi­ska­mi naszych Naj­bliż­szych. Wszyst­kie ele­men­ty cmen­tar­ne w kolo­rze rdza­wym, koja­rzą­ce się z zakrze­płą krwią, kon­tra­stu­ją­ce z tłem zie­lo­nej ścia­ny drzew wyro­śnię­tych na Ich szcząt­kach. Ten widok pozo­stał w naszej pamię­ci na zawsze…

Każ­dy z nas odda­lił się, aby odna­leźć tablicz­kę inskryp­cyj­ną swo­je­go męża czy ojca. Znaj­du­je się na niej: sto­pień woj­sko­wy, imię i nazwi­sko, data i miej­sce uro­dze­nia, zawód, jed­nost­ka woj­sko­wa. Na wszyst­kich tablicz­kach ostat­nia pozy­cja to rok śmier­ci 1940. Cho­ciaż Ich szcząt­ki znaj­du­ją się gdzieś kil­ka­dzie­siąt metrów dalej, tę tablicz­kę każ­dy z nas uwa­ża jako grób, któ­rą może ogar­nąć ramio­na­mi, wci­snąć przy niej przy­wie­zio­ny z Pol­ski kwia­tek. To w tym miej­scu moż­na uklęk­nąć, zapa­lić znicz i zagłę­bić się w gorą­cej modli­twie.

Uro­czy­stość otwar­cia Pol­skie­go Cmen­ta­rza Wojen­ne­go w Katy­niu

Do Katy­nia na uro­czy­stość poświę­ce­nia i otwar­cia Pol­skie­go Cmen­ta­rza Wojen­ne­go w Katy­niu przy­by­li: pre­mier Jerzy Buzek, wice­pre­mier Rosji Wik­tor Chri­stien­ko, b. pre­zy­dent na uchodźc­twie Ryszard Kaczo­row­ski, pol­scy par­la­men­ta­rzy­ści: Ali­cja Grześ­ko­wiak, Maciej Pła­żyń­ski, Iza­be­la Jaru­ga-Nowac­ka i wie­lu innych przed­sta­wi­cie­li władz. Obec­na też była Orkie­stra Repre­zen­ta­cyj­na Woj­ska Pol­skie­go. Wśród duchow­nych uczest­ni­ka­mi byli: ks. pry­mas Józef Glemp, biskup polo­wy WP ks. Sła­woj Leszek Głódź, ks. pra­łat Zdzi­sław Pesz­kow­ski, duchow­ni wyzna­nia pro­te­stanc­kie­go, muzuł­mań­skie­go, rabin i ks. płk z ordy­na­ria­tu pra­wo­sław­ne­go oraz przy­by­li kape­la­ni Rodzin Katyń­skich, w tym z Lubli­na ks. kan. Józef Kruk. Oprócz władz ofi­cjal­nych w uro­czy­sto­ści uczest­ni­czy­ły set­ki osób, człon­ków Rodzin Katyń­skich z Pol­ski i innych kra­jów, któ­rych bli­scy zamor­do­wa­ni zosta­li w Katy­niu, a tak­że przed­sta­wi­cie­le róż­nych insty­tu­cji, orga­ni­za­cji, sto­wa­rzy­szeń, związ­ków.

Na cmen­tarz przy­by­ła też gru­pa Rosjan. Wzru­sza­ją­cym był fakt wrę­cza­nia nam przez zwy­kłych miesz­kań­ców Rosji małej, wyrwa­nej z zeszy­tu kar­tecz­ki z napi­sem: POLACY PRZEPRASZAMY. Rosja­nie zwró­ci­li też uwa­gę: „Wasi są upa­mięt­nie­ni, a na naszym cmen­ta­rzu nawet nie ma nazwisk”.

Roz­po­czę­to uro­czy­sto­ści. Naj­bliż­si zamor­do­wa­nych tu przez NKWD pol­skich ofi­ce­rów cze­ka­li na ten dzień 60 lat… Orkie­stra Repre­zen­ta­cyj­na Woj­ska Pol­skie­go ode­gra­ła hymn Pol­ski. Nastą­pi­ły prze­mó­wie­nia. Jako pierw­szy głos zabrał pre­mier Jerzy Buzek, a następ­nie wice­pre­mier Rosji Wik­tor Chri­stien­ko, min. Andrzej Prze­woź­nik i inni. Po kil­ku wystą­pie­niach następ­nym punk­tem uro­czy­sto­ści był odczy­ta­ny przez płk. WP Apel Pamię­ci, a po nim sal­wa hono­ro­wa. Nastą­pi­ło skła­da­nie kwia­tów. Na gro­bach, przy tabli­cach epi­ta­fij­nych i miej­scach roz­strze­lań dele­ga­cje zło­ży­ły set­ki wią­za­nek kwia­tów, zapa­li­ły tysią­ce zni­czy…

Po czę­ści patrio­tycz­nej uro­czy­sto­ści odpra­wio­na zosta­ła msza świę­ta. Kon­ce­le­bro­wał ją ks. pry­mas Józef Glemp z udzia­łem obec­nych duchow­nych wszyst­kich wyznań. Wygło­szo­ne pięk­ne wzru­sza­ją­ce kaza­nie nawią­zu­ją­ce do tych, któ­rych Bóg powo­łał do sie­bie i któ­rym tutaj, w tym miej­scu w tak okrut­ny spo­sób ode­bra­no życie. To kaza­nie wzbu­dzi­ło w nas wspo­mnie­nia, reflek­sje… Modli­li­śmy się za pomor­do­wa­nych, o ich wiecz­ną szczę­śli­wość w nie­bie. Msza z roz­bu­do­wa­ną litur­gią, wzbo­ga­co­na śpie­wem wier­nych i melo­dia­mi w wyko­na­niu Orkie­stry WP była bar­dzo uro­czy­sta. Na zakoń­cze­nie wier­ni wraz z Orkie­strą odśpie­wa­li My chce­my Boga… W pew­nym momen­cie ode­zwał się dzwon. Wysłu­cha­li­śmy wydo­by­wa­ją­cy się spod zie­mi jego gło­śny ton, któ­ry spo­wo­do­wał wśród obec­nych ogrom­ne wzru­sze­nie. To jak­by Oni moc­nym dźwięcz­nym tonem przy­po­mi­na­li o swo­jej tutaj obec­no­ści. Ten dzwon to sym­bol praw­dy, któ­rej nie dało się zasy­pać zie­mią, po latach wyszła na jaw i żyje…

Nastą­pił akt poświę­ce­nia Lasu Katyń­skie­go. Dłu­go trwa­ła ta wzru­sza­ją­ca cere­mo­nia. Ksiądz Pry­mas, a tak­że wier­ni prze­miesz­cza­li do wszyst­kich tych świę­tych dla nas miejsc. Nastą­pi­ło poświę­ce­nia całej nekro­po­lii, każ­de­go skraw­ka tej cięż­kiej od Ich krwi Lasu. Ks. Pry­mas poświę­cił maso­we gro­by zamor­do­wa­nych ofi­ce­rów i dwa gro­by gene­ral­skie, miej­sca, gdzie odby­wa­ły się roz­strze­li­wa­nia oraz tablicz­ki inskryp­cyj­ne. Tej cere­mo­nii towa­rzy­szy­ła modli­twa i śpiew tysię­cy uczest­ni­ków uro­czy­sto­ści. Łopo­ta­ły pol­skie sztan­da­ry, góro­wa­ły nad nami umiesz­czo­ne na drzew­cach pol­skie orły. Ser­ca nasze ści­skał żal, a łzy cisnę­ły się do oczu.

Uro­czy­sto­ści dobie­ga­ły koń­ca. Na zakoń­cze­nie ze wzru­sze­niem wysłu­cha­li­śmy jesz­cze melo­dii Śpij, kole­go…Pierw­sza Bry­ga­da, któ­ry­mi Orkie­stra Repre­zen­ta­cyj­na WP poże­gna­ła spo­czy­wa­ją­cych tu w katyń­skiej zie­mi naszych Bli­skich.

Korzy­sta­jąc jesz­cze z chwi­li cza­su, każ­dy po raz wtó­ry odszu­kał tablicz­kę z nazwi­skiem bli­skim ser­cu, aby jesz­cze raz być bli­sko niej, cho­ciaż jesz­cze raz popa­trzeć, dotknąć ręką. Tak trud­no było stąd odejść. Chcie­li­śmy być tutaj jak naj­dłu­żej. W gło­wach kłę­bi­ły się myśli o Ich życiu i tra­gicz­nej śmier­ci i czy dobry Bóg pozwo­li nam tu jesz­cze kie­dyś przy­je­chać.

Nagle ktoś ponow­nie roz­ko­ły­sał dzwon. Jego ser­ce zaczę­ło wyda­wać dźwię­ki wyci­ska­ją­ce łzy wzru­sze­nia. Pła­ka­li chy­ba wszy­scy. Te tony wydo­by­wa­ją­ce się z pod­ziem­nej niszy to jak­by Ich żało­sne tony żegna­ją­ce nas. Pozo­sta­li­śmy w miej­scach, gdzie zastał nas biją­cy dzwon, i sta­li­śmy tak nie­ru­cho­mi do jego ostat­nie­go tonu. Ach, jak cięż­ko było stąd odcho­dzić…

Wyjazd z Katy­nia

Przed cmen­ta­rzem cze­ka­ły auto­bu­sy, któ­re odwio­zły nas na dwo­rzec kole­jo­wy w Smo­leń­sku. Peł­ni prze­żyć zaję­li­śmy swo­je miej­sca w prze­dzia­łach. Jecha­li­śmy do Brze­ścia. Począt­ko­wo pano­wa­ło wśród nas mil­cze­nie, każ­dy na swój spo­sób prze­ży­wał to wiel­kie wyda­rze­nie. Po pew­nym cza­sie roz­go­rza­ła dys­ku­sja, wymia­na poglą­dów. Zbli­ża­ła się noc. Zmę­cze­ni prze­ży­cia­mi, ale i dłu­go­trwa­łą podró­żą, posta­no­wi­li­śmy udać się na spo­czy­nek. Wcze­śniej jed­nak posta­no­wi­li­śmy pomo­dlić się. Pod prze­wod­nic­twem nasze­go księ­dza, znów sku­pie­ni w jed­nym prze­dzia­le modli­li­śmy się za naszych Bli­skich, dzię­ko­wa­li­śmy Bogu za cmen­tarz, na któ­ry cze­ka­li­śmy 60 lat.

Następ­ne­go dnia rano doje­cha­li­śmy do Brze­ścia. Cze­ka­ły nas jesz­cze dwie prze­siad­ki. Kolej­ny etap podró­ży to War­sza­wa, Lublin. Szczę­śli­wi, peł­ni wra­żeń do Lubli­na dotar­li­śmy rano 29 lip­ca 2000.

Rodzin­ne spo­tka­nie

Po kil­ku dniach, czu­jąc wewnętrz­ną potrze­bę podzie­le­nia się jesz­cze raz wra­że­nia­mi z tej wzru­sza­ją­cej katyń­skiej uro­czy­sto­ści, posta­no­wi­li­śmy wró­cić do niej wspo­mnie­nia­mi. Cała nasza kil­ku­na­sto­oso­bo­wa gru­pa lubel­skiej Rodzi­ny Katyń­skiej, któ­ra uczest­ni­czy­ła w cere­mo­nii poświę­ce­nia Pol­skie­go Cmen­ta­rza Wojen­ne­go w Katy­niu, posta­no­wi­ła jesz­cze raz podzie­lić się swo­imi prze­ży­cia­mi. Spo­tka­li­śmy się w sie­dzi­bie nasze­go Sto­wa­rzy­sze­nia. Zor­ga­ni­zo­wa­li­śmy skrom­ny poczę­stu­nek – ciast­ka, her­ba­ta, lamp­ka wina, i w tej rodzin­nej atmos­fe­rze dłu­go roz­ma­wia­li­śmy na temat prze­ży­tych doznań.

Pod­kre­śla­li­śmy kil­ka­krot­nie, że jeste­śmy napraw­dę szczę­śli­wi, że docze­ka­li­śmy wybu­do­wa­nia cmen­ta­rza i nasi Bli­scy spo­czy­wa­ją nie w bez­i­mien­nych dołach śmier­ci, lecz w poświę­co­nej zie­mi. Pra­gnę­li­śmy też, aby jesz­cze kie­dyś poje­chać do Katy­nia, zapa­lić znicz przy Ich tablicz­ce, pomo­dlić się …

Uro­czy­sto­ści katyń­skie w mediach

Wiel­kie obu­rze­nie wśród pol­skie­go spo­łe­czeń­stwa, a szcze­gól­nie spo­łecz­no­ści katyń­skiej, wzbu­dził fakt bra­ku prze­pro­wa­dze­nia przez Tele­wi­zję Pol­ską bez­po­śred­niej trans­mi­sji z uro­czy­sto­ści w Katy­niu, tym bar­dziej, że były to uro­czy­sto­ści cen­tral­ne. Wie­le osób – wdo­wy, rodzeń­stwo, a nawet dzie­ci zamor­do­wa­nych z uwa­gi na stan zdro­wia, zawan­so­wa­ny wiek czy ogra­ni­czo­ną ilość miejsc nie mogła udać się w tę podróż i to oni naj­bar­dziej ocze­ki­wa­li na bez­po­śred­ni prze­kaz uro­czy­sto­ści. Ich wiel­kim pra­gnie­niem było prze­ży­wa­nie tego wiel­kie­go wyda­rze­nia razem z jego uczest­ni­ka­mi. Uryw­ko­wa emi­sja uro­czy­sto­ści zain­te­re­so­wa­nych nie zada­wa­la­ła. W związ­ku z tym Fede­ra­cja Rodzin Katyń­skich zło­ży­ła do zarzą­du TVP pro­test, oskar­ża­jąc Tele­wi­zję o mani­pu­la­cję poli­tycz­ną.

Celem wyja­śnie­nia sta­wia­nych zarzu­tów, pre­zes TVP Robert Kwiat­kow­ski zapro­sił na roz­mo­wę przed­sta­wi­cie­li Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich. Brak moż­li­wo­ści bez­po­śred­niej trans­mi­sji uza­sad­niał fak­tem, że ter­min uro­czy­sto­ści w Katy­niu był wie­lo­krot­nie prze­su­wa­ny, a usta­le­nie osta­tecz­nej daty na 9 dni przed ter­mi­nem oka­za­ło się dla TVP nie wystar­cza­ją­ce. Dla zapew­nie­nia prze­ka­zu sate­li­tar­ne­go, doko­na­nia for­mal­no­ści cel­nych, ubez­pie­cze­nio­wych i innych wyma­ga­ny jest ter­min dłuż­szy. Te fak­ty FRK przy­ję­ła do wia­do­mo­ści.

Stwier­dzi­li­śmy rów­nież, że media lubel­skie bar­dzo powścią­gli­wie infor­mo­wa­ły o uro­czy­sto­ściach katyń­skich. Zwró­ci­li­śmy jed­nak uwa­gę na tytuł jed­ne­go z arty­ku­łów w lubel­skiej pra­sie, któ­ry brzmiał: Katyń­ska piel­grzym­ka. Pola­cy mają cmen­ta­rze, Rosja­nie miej­sce do zara­bia­nia na przy­jezd­nych? Opi­sa­na tu była cha­rak­te­ry­sty­ka porów­naw­cza cmen­ta­rza sprzed kil­ku lat i obec­nie. Czy­ta­li­śmy o zadba­nych ścież­kach, kład­kach, usy­tu­owa­niu mogił oraz o zacho­wa­niu się tu przy­jezd­nych rodzin.

W arty­ku­le zna­la­zło się stwier­dze­nie że na miej­scu stwo­rzo­no dosko­na­łą moż­li­wość do zara­bia­nia pie­nię­dzy. Stro­na rosyj­ska przy­go­to­wa­ła miej­sce o cha­rak­te­rze tury­stycz­nym. Moż­na doje­chać asfal­to­wą dro­gą. Jest par­king na kil­ka­dzie­siąt auto­bu­sów. Tuż obok stra­ga­ny, na któ­rych moż­na kupić wszyst­ko, łącz­nie z alko­ho­lem.

My tego nie zauwa­ży­li­śmy, nasz cel wizy­ty był inny…

Danu­ta Malon, Rodzi­na Katyń­ska w Lubli­nie

Pier­wo­druk: „Rodo­wód Rodzin Katyń­skich. Biu­le­tyn Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich” 2025

Uro­czy­stość wmu­ro­wa­nia kamie­nia węgiel­ne­go pod Pol­ski Cmen­tarz Wojen­ny w Katy­niu (4 czerw­ca 1995)

Orkie­stra Repre­zen­ta­cyj­na Woj­ska Pol­skie­go przed budyn­kiem dwor­ca w Smo­leń­sku (28 lip­ca 2000)

Człon­ko­wie Sto­wa­rzy­sze­nia Rodzi­na Katyń­ska w Lubli­nie przed wej­ściem na memo­riał w Katy­niu (28 lip­ca 2000)

Pocz­ty sztan­da­ro­we przy brat­niej mogi­le (28 lip­ca 2000)

Skła­da­nie kwia­tów na jed­nej z brat­nich mogił (28 lip­ca 2000)

Na dwor­cu w Smo­leń­sku (28 lip­ca 2000)

Człon­ko­wie Sto­wa­rzy­sze­nia Rodzi­na Katyń­ska w Lubli­nie przed wej­ściem na memo­riał w Katy­niu (28 lip­ca 2000)

Wej­ście na Pol­ski Cmen­tarz Wojen­ny (28 lip­ca 2000)

Człon­ko­wie Rodzi­ny Katyń­skiej w Lubli­nie w ocze­ki­wa­niu na uro­czy­sto­ści (28 lip­ca 2000)

Danu­ta Malon przy tablicz­ce Ojca, Maria­na Miżo­łęb­skie­go (28 lip­ca 2000)