Leszek Kasprzak, Nie ma łez, nie ma słów… (2000)

27 lip­ca 2000

Na Dwo­rzec Gdań­ski w War­sza­wie przy­jeż­dża­ją ludzie z całej Pol­ski i nie tyl­ko. Jani­na Zie­man z sio­strą oraz Alek­san­dra Płoń­ska przy­le­cia­ły z Izra­ela. Ich czy­sta pol­sz­czy­zna w naj­mniej­szym stop­niu nie zdra­dza pięć­dzie­się­cio­let­niej emi­gra­cji. Na wia­do­mość, że jestem z Kar­cze­wa, pani Jani­na rzu­ca z uśmie­chem: „a to pan miesz­ka na linii, tak się chy­ba mówi”.

Gielg – Gie­lig z Kra­ko­wa był już w Char­ko­wie (miej­sce spo­czyn­ku bra­ta), teraz jedzie z nami do Katy­nia – do stry­ja, a cze­ka go jesz­cze podróż do Mied­no­je, naj­waż­niej­sza – do ojca. Mimo sie­dem­dzie­się­ciu sze­ściu lat, wień­ców­ki i prze­stróg leka­rzy, nawet przez moment nie myślał o rezy­gna­cji z któ­re­go­kol­wiek z wyjaz­dów.

Od same­go począt­ku opie­ku­ją się nami żoł­nie­rze 1 DP im. T. Kościusz­ki w Weso­łej.

Głów­nym wąt­kiem naszych roz­mów są… Oni…

Ile mie­li lat kie­dy… ?

Ile my mamy lat…?

 Janusz Gajek z War­sza­wy miał zale­d­wie sześć lat, kie­dy ojciec poca­ło­wał go po raz ostat­ni. Teraz  ponad sześć­dzie­się­cio­let­ni ludzie są czę­sto dużo star­si niż ich ojco­wie, bra­cia w dniu śmier­ci. Tłu­ma­czę, że jestem wnu­kiem jed­ne­go z Nich. Jest mi tro­chę nie­swo­jo, mam wra­że­nie, że zają­łem czy­jeś miej­sce. Wła­śnie przy­szło mi do gło­wy, że jestem star­szy od swo­je­go Dziad­ka.    

Wsty­dzę się swo­jej reak­cji.

Jacy Oni byli mło­dzi…!? W więk­szo­ści trzy­dzie­sto­pa­ro­let­ni – jak trud­no w tym wie­ku umie­rać – i jesz­cze ta świa­do­mość, że gdzieś tam, dale­ko, w kra­ju ogar­nię­tym zawie­ru­chą wojen­ną pozo­sta­li bez­bron­ni: żona, małe dzie­ci …

 

28 lip­ca 2000

Jest 2.00 w nocy cza­su moskiew­skie­go.

Jest dusz­no, za oknem sły­chać gra­nie świersz­czy. Nie mogę spać. Leżę wygod­nie w wago­nie sypial­nym, przy­wo­łu­ję w myślach Ich podróż, któ­rą odby­wa­li z Koziel­ska do Smo­leń­ska wago­na­mi wię­zien­ny­mi, tak zwa­ny­mi sto­ły­pin­ka­mi, po 12–16 w prze­dzia­łach – celach prze­zna­czo­nych dla 8 więź­niów.  

Wsty­dzę się po raz dru­gi.

Cały czas wyda­je mi się, jak­bym jechał na spo­tka­nie z kimś ist­nie­ją­cym, oso­bo­wym, nama­cal­nym. Do tej pory zna­łem Go tyl­ko z opo­wia­dań, może tro­chę przy­brą­zo­wio­ne­go?  Mam wra­że­nie, że napraw­dę Go spo­tkam. Prze­cież będzie bli­sko, może metr, może dzie­sięć metrów ode mnie, to już nie ma zna­cze­nia. Cie­szę się na spo­tka­nie, jak na spo­tka­nie kogoś, kto zawsze był – tyl­ko gdzieś dale­ko…

Godzi­na 11.00 cza­su moskiew­skie­go.

Wcho­dzi­my na teren memo­ria­łu Katyń. Dużo sły­sze­li­śmy o nowej for­mie cmen­ta­rza, każ­dy spie­szy do „swo­jej tablicz­ki”. Mało kogo inte­re­su­ją wła­ści­we mogi­ły – są niczy­je. Świa­tła, kwia­ty, skła­da­ne są przy imien­nych tablicz­kach, któ­re zosta­ły przy­twier­dzo­ne do muru oka­la­ją­ce­go wpraw­dzie mogi­ły, ale same w sobie nie kry­ją niczy­ich szcząt­ków. Wła­ści­we mogi­ły przy­cią­ga­ją uwa­gę nie­licz­nych. Przy­sia­dam przy jed­nej z sze­ściu zbio­ro­wych mogił. Przez krót­ką chwi­lę zasta­na­wiam się, w któ­rej może spo­czy­wać On. Obe­schły już łzy, któ­ry­mi przy­wi­ta­łem Ich po wkro­cze­niu na ten dziw­ny cmen­tarz. Ule­cia­ła myśl, któ­rą snu­łem w nocy w pocią­gu. Tyle chcia­łem Mu powie­dzieć.

Nie ma łez, nie ma słów. Zaczy­na dawać znać o sobie zmę­cze­nie …

Wsty­dzę się po raz trze­ci.

Uczu­cie ulgi… czu­ję, że jest, nie ze spi­żu, ale zwy­czaj­ny. Dzia­dek, któ­re­go nigdy dotąd nie mia­łem.

Zabie­ram Go do domu.

Leszek Kasprzak, Rodzi­na Katyń­ska w War­sza­wie

Autor jest wnu­kiem por. Bro­ni­sła­wa Bunia­kow­skie­go, zamor­do­wa­ne­go w Katy­niu. Tekst powstał na gorą­co w cza­sie podró­ży do Katy­nia w związ­ku z otwar­ciem Cmen­ta­rza 28 lip­ca 2000 roku. Publi­ko­wa­ny był w lokal­nym mie­sięcz­ni­ku „Głos Kar­cze­wa” 2000,  nr 9–10. Prze­druk: „Rodo­wód Rodzin Katyń­skich. Biu­le­tyn Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich” 2016–2017

 

Tablicz­ka epi­ta­fij­na Bro­ni­sła­wa Bunia­kow­skie­go

War­ta pod bra­mą pamię­ci

Wej­ście na Pol­ski Cmen­tarz Wojen­ny

W gro­nie duchow­nych pierw­szy z lewej ks. Zdzi­sław Pesz­kow­ski

Pocz­ty sztan­da­ro­we

Ofi­cjal­ne dele­ga­cje

Pod bra­mą pamię­ci

Rodzi­ny Katyń­skie przy tablicz­kach epi­ta­fij­nych swo­ich Bli­skich

Sym­bo­le reli­gii

Rodzi­ny Katyń­skie i miesz­kań­cy oko­lic Smo­leń­ska

Rodzi­ny Katyń­skie i pocz­ty sztan­da­ro­we przy gro­bach gene­ra­łów Mie­czy­sła­wa Smo­ra­wiń­skie­go i Bro­ni­sła­wa Boha­te­re­wi­cza

Rodzi­ny Katyń­skie i dele­ga­cje ofi­cjal­ne pomię­dzy brat­ni­mi mogi­ła­mi

Rodzi­ny Katyń­skie i miesz­kań­cy oko­lic Smo­leń­ska

Pod bra­mą pamię­ci

Ks. biskup Leszek Sła­woj Głódź bło­go­sła­wi mur z tablicz­ka­mi epi­ta­fij­ny­mi

W pocią­gu spe­cjal­nym