Maria Matlachowska, Wspomnienia i wrażenia z wyjazdów na cmentarz w Charkowie (1996, 1998, 2000)

Minę­ło już 17 lat od daty otwar­cia i poświę­ce­nia trzech Pol­skich Cmen­ta­rzy Wojen­nych na Wscho­dzie. Oso­bi­ście jestem zwią­za­na z cmen­ta­rzem w Char­ko­wie.

Mój Ojciec, Józef Libu­ra, inży­nier leśnik, powo­ła­ny w sierp­niu 1939 roku do woj­ska, zna­lazł się w nie­wo­li sowiec­kiej w obo­zie spe­cjal­nym w Sta­ro­biel­sku i podzie­lił los ofi­ce­rów, Ofiar Zbrod­ni Katyń­skiej, któ­rzy zosta­li zamor­do­wa­ni w Char­ko­wie.

Dzie­sięć lat trwa­ły sta­ra­nia Pań­stwa Pol­skie­go i Rodzin Katyń­skich o zbu­do­wa­nie pol­skich cmen­ta­rzy wojen­nych na tere­nie Rosji i Ukra­iny. Mia­łam to szczę­ście, że uczest­ni­czy­łam w trzech głów­nych wyda­rze­niach zwią­za­nych z budo­wą cmen­ta­rza w Char­ko­wie: w zakoń­cze­niu prac eks­hu­ma­cyj­nych, uro­czy­sto­ści poło­że­nia kamie­nia węgiel­ne­go i w otwar­ciu wybu­do­wa­ne­go cmen­ta­rza. Wspo­mnie­nia zwią­za­ne z nimi są cią­gle żywe. Zwłasz­cza teraz, kie­dy tam w pobli­żu toczy się woj­na i nie wia­do­mo, kie­dy będzie moż­na odwie­dzić gro­by

Na zakoń­cze­nie prac eks­hu­ma­cyj­nych we wrze­śniu 1996 roku poje­cha­ły dwa auto­ka­ry człon­ków rodzin Ofiar. Jecha­li­śmy w powa­dze i sku­pie­niu. Wieź­li­śmy zni­cze, cho­rą­giew­ki, klep­sy­dry z nazwi­ska­mi. Ja wio­złam w donicz­ce drzew­ko i klep­sy­drę z dany­mi rodzin­ny­mi. Dziw­ne może, ale nie czu­łam się smut­na, jak to bywa, kie­dy jedzie się na pogrzeb kogoś bli­skie­go. Jecha­łam raczej jak na spo­tka­nie. Ojca moje­go zna­łam tyl­ko z foto­gra­fii, nie pamię­tam go jako oso­by żywej, mimo że w 1939 roku mia­łam 4 lata. Widzia­łam jego nazwi­sko na liście jeń­ców w Sta­ro­biel­sku, ale nie budzi­ło ono we mnie wspo­mnień z życia rodzin­ne­go.

Wszyst­ko zmie­ni­ło się, kie­dy doje­cha­li­śmy na miej­sce. Człon­ko­wie eki­py eks­hu­ma­cyj­nej zapro­si­li nas na spo­tka­nie do miej­sca ich zakwa­te­ro­wa­nia. Był to budy­nek posa­na­to­ryj­ny, w bar­dzo nędz­nym sta­nie, znaj­du­ją­cy się w tym samym lesie oko­ło 1,5 km od dołów śmier­ci. Przed wej­ściem do budyn­ku stał stół i jed­na z człon­kiń eki­py ukła­da­ła na nim płu­ka­ne w mied­ni­cy ostat­nie zna­le­zi­ska wydo­by­te z dołów śmier­ci. Na widok oso­bi­stych, auten­tycz­nych rze­czy – a był tam pas skó­rza­ny, frag­ment buta, oku­la­ry, kubek i inne jesz­cze – zare­ago­wa­łam nie­spo­dzie­wa­nie gwał­tow­nym spa­zmem pła­czu. (Znam takie sta­ny, bo tak reago­wa­łam nie­raz na widok dłu­go wycze­ki­wa­nej, powra­ca­ją­cej z pra­cy Mamy, kie­dy byli­śmy na zesła­niu w Kazach­sta­nie.) Dopie­ro w tym momen­cie tak napraw­dę uwie­rzy­łam, że mój Ojciec jest nie tyl­ko nazwi­skiem na liście, ale mate­rial­nie jest wła­śnie tutaj, w tej zie­mi, tyl­ko nie wia­do­mo, w któ­rej mogi­le.

Cmen­tarz po zakoń­cze­niu prac eks­hu­ma­cyj­nych był skrom­ny: frag­ment lasu wydzie­lo­ny ogro­dze­niem z siat­ki, a w nim wśród drzew ziem­ne mogi­ły o kształ­tach, jakie odpo­wia­da­ły obry­som odna­le­zio­nych dołów śmier­ci. Na mogi­łach pro­ste, brzo­zo­we krzy­że – kato­lic­kie lub pra­wo­sław­ne. Ustro­ili­śmy mogi­ły pięk­nie cho­rą­giew­ka­mi, świa­tła­mi, foto­gra­fia­mi swo­ich bli­skich, kwia­ta­mi kupio­ny­mi na miej­scu w Char­ko­wie.

Przy krzy­żu i gro­bie z 1991 roku, w któ­rym zło­żo­no szcząt­ki odna­le­zio­ne w cza­sie pierw­szej wstęp­nej eks­hu­ma­cji, zosta­ła odpra­wio­na msza świę­ta. Asy­sto­wa­ły sztan­da­ry, któ­re przy­wieź­li­śmy. Potem z tymi sztan­da­ra­mi w cichej pro­ce­sji przy­sta­wa­li­śmy przy każ­dej pol­skiej mogi­le, w ciszy sta­ra­li­śmy się usły­szeć jakąś pod­po­wiedź, któ­ra pozwo­li roz­po­znać tę, gdzie być może leży ojciec, brat, mąż… Obraz tego pierw­sze­go cmen­ta­rza wspo­mi­nam naj­ser­decz­niej.

Moje drzew­ko posa­dzi­łam nie­da­le­ko jed­ne­go z gro­bów. Był to zgrab­ny, pra­wie pół­me­tro­wy świer­czek. Nie­ste­ty, wybra­łam miej­sce nie­for­tun­nie, bo cho­ciaż przy­jął się i pod­rósł – widzia­łam go po dwóch latach – musiał zostać usu­nię­ty w cza­sie budo­wy cmen­ta­rza.

Po dwóch latach, 27 czerw­ca 1998 roku pre­zy­den­ci: Alek­san­der Kwa­śniew­ski i Leonid Kucz­ma wmu­ro­wa­li kamień węgiel­ny, dając wyraz swo­jej woli zbu­do­wa­nia god­ne­go cmen­ta­rza.

Na tę uro­czy­stość przy­je­cha­li­śmy w wiel­kiej licz­bie dłu­gim rzą­do­wym pocią­giem. Zasta­li­śmy upo­rząd­ko­wa­ne ziem­ne mogi­ły, obsy­pa­ne czy­stym pia­skiem, a na nich nowe drew­nia­ne krzy­że.

Już w 1996 roku uświa­do­mi­li­śmy sobie i powo­li oswa­ja­li­śmy się z tą praw­dą, że char­kow­ski cmen­tarz jeń­ców Sta­ro­biel­ska, w odróż­nie­niu od cmen­ta­rza w Katy­niu i Mied­no­je, nie będzie wyłącz­nie pol­skim cmen­ta­rzem. Wła­dze Ukra­iny od razu na wstęp­nych roz­mo­wach zastrze­gły sobie udział w uzgod­nie­niu ogól­nej wymo­wy cmen­ta­rza. Dobrze wie­dzia­ły, że w cza­sie eks­hu­ma­cji znaj­dzie­my w bli­skiej obec­no­ści naszych żoł­nie­rzy rów­nież gro­by miej­sco­wych oby­wa­te­li, skry­cie mor­do­wa­nych. Budzi­ło to wśród nas nie­po­kój, czy pol­ski pro­jekt cmen­ta­rza nie zosta­nie zbyt­nio zmie­nio­ny lub pozba­wio­ny należ­nych zna­ków pol­skich, woj­sko­wych i reli­gij­nych.

W cza­sie podró­ży na uro­czy­stość wmu­ro­wa­nia kamie­nia węgiel­ne­go były też roz­mo­wy peł­ne obaw na temat aktu erek­cyj­ne­go – były wia­do­mo­ści, że przy­go­to­wa­ny akt nie jest akcep­to­wa­ny. Prze­wod­ni­czą­cy Rady Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich pan Janusz Lan­ge wiózł pięk­ny akt erek­cyj­ny Pol­skie­go Cmen­ta­rza Wojen­ne­go w Char­ko­wie. Treść tego aktu zawie­ra dane histo­rycz­ne doty­czą­ce oko­licz­no­ści mor­du, poda­je opis kamie­nia oraz pre­cy­zu­je czas, kie­dy doko­nu­je się jego wmu­ro­wa­nie na pod­sta­wie umo­wy mię­dzy rzą­da­mi Pol­ski i Ukra­iny. Na koń­cu zawie­ra apel: „Blask trium­fu­ją­cej praw­dy, jaki stąd jaśnieć będzie dla przy­szłych poko­leń, niech sta­no­wi nie tyl­ko prze­stro­gę, niech wywo­ła w ludziach ducho­wą prze­mia­nę, by zie­mia ta stać się mogła zie­mią pojed­na­nia”.

Rze­czy­wi­ście oka­za­ło się że obaj pre­zy­den­ci nie pod­pi­sa­li tego aktu erek­cyj­ne­go, lecz inny tekst, odczy­ta­ny przez przed­sta­wi­cie­la Ukra­iny. Jest krót­ki i mówi o obu­stron­nej woli naro­dów ukra­iń­skie­go i pol­skie­go, aby: „wycho­dząc z lite­ry i ducha Umo­wy mię­dzy Rzą­dem Ukra­iny i Rzą­dem Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej o uczcze­niu miejsc pamię­ci i pocho­wa­nia ofiar woj­ny i repre­sji poli­tycz­nych z dnia 21 mar­ca 1994 roku, oraz wspól­ne­go ape­lu Pre­zy­den­tów Ukra­iny i Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej O poro­zu­mie­niu i pojed­na­niu z dnia 21 maja 1997 roku, posta­no­wio­no poło­żyć w tym miej­scu kamień węgiel­ny pod budo­wę cmen­ta­rza ofiar tota­li­ta­ry­zmu. Tym czy­nem Ukra­ina i Rze­czy­po­spo­li­ta Pol­ska czczą pamięć swych oby­wa­te­li nie­win­nie tu zamor­do­wa­nych”. Akt koń­czy się ape­lem: „niech cmen­tarz będzie prze­stro­gą dla przy­szłych poko­leń po to, aby tota­li­ta­ryzm nigdy nie mógł wró­cić na tę zie­mię. Nie­chaj ta zie­mia sta­nie się dla pole­głych Zie­mią Pojed­na­nia”.

Akt spo­rzą­dzo­ny przez Fede­ra­cję Rodzin Katyń­skich odczy­tał pan Janusz Lan­ge i tyl­ko on go pod­pi­sał. Kie­dy póź­niej mia­łam oka­zję prze­czy­tać treść aktu pod­pi­sa­ne­go przez Pre­zy­den­tów, zwró­ci­łam uwa­gę na coś, co prze­oczy­łam w cza­sie słu­cha­nia. Otóż czy­ta­my tam: „nie­chaj ta zie­mia sta­nie się dla pole­głych Zie­mią Pojed­na­nia”. I przy­szła smut­na reflek­sja, czy to prze­ję­zy­cze­nie, czy świa­do­mie tak sfor­mu­ło­wa­ne zda­nie; bo jeśli to dru­gie, to suge­ru­je ono brak chę­ci pojed­na­nia dla żywych albo bar­dzo jesz­cze dłu­gą dro­gę do takie­go pojed­na­nia.

Wresz­cie przy­szedł dzień otwar­cia i poświę­ce­nia wybu­do­wa­ne­go przez Pola­ków Cmen­ta­rza Ofiar Tota­li­ta­ry­zmu w Char­ko­wie. Sta­ło się to 17 czerw­ca 2000 roku. I zno­wu licz­nie repre­zen­to­wa­ne Rodzi­ny Katyń­skie i towa­rzy­szą­ce im woj­sko przy­je­cha­ły spe­cjal­nym pocią­giem. Byli­śmy szczę­śli­wi, że naj­waż­niej­szy nasz cel został osią­gnię­ty, że nasi naj­bliż­si są wydo­by­ci z nie­pa­mię­ci i mają god­ne mogi­ły. Jed­nak oprócz uczu­cia rado­ści czu­łam też lęk przed tym, co zoba­czę, czy zewnętrz­na postać cmen­ta­rza nie zawie­dzie naszych ocze­ki­wań i będzie wyra­ża­ła to, co było zapi­sa­ne w zało­że­niach kon­kur­su: „Nekro­po­lie katyń­skie win­ny peł­nić rolę cmen­ta­rzy-sank­tu­ariów, któ­rych ran­ga była­by porów­ny­wal­na z Gro­bem Nie­zna­ne­go Żoł­nie­rza w War­sza­wie i z kryp­tą na Wawe­lu”. Oso­bi­ście nie zawio­dłam się. Cmen­tarz w Char­ko­wie jest pięk­ny.

Dzień poświę­ce­nia był cie­pły i sło­necz­ny. I zno­wu doświad­czy­łam cze­goś nie­zwy­kłe­go i zara­zem wspa­nia­łe­go. Kie­dy patrzy­łam na żoł­nie­rzy kom­pa­nii hono­ro­wej Woj­ska Pol­skie­go, któ­rzy sta­li wzdłuż głów­nej alei przed indy­wi­du­al­ny­mi imien­ny­mi epi­ta­fia­mi Ofiar, wyobra­zi­łam sobie, że to Oni, zamor­do­wa­ni ofi­ce­ro­wie, sto­ją tak na bacz­ność. Mia­łam przed ocza­mi nie te real­ne twa­rze, ale Ich twa­rze, tak samo mło­de, zna­ne ze zdjęć. I w pew­nej chwi­li ode­zwał się dzwon. Maje­sta­tycz­ne, głę­bo­kie dźwię­ki nio­sły się ponad las i sły­sza­łam w nich Imio­na, bo ten dzwon jak­by mówił: „To my, to nasz zbio­ro­wy głos. Jeste­śmy już spo­koj­ni, bo nas odna­la­złaś i jesteś z nami, nasza Pol­sko!” Doko­ła sły­chać było tłu­mio­ny płacz, ści­szo­ne roz­mo­wy, a potem szu­ka­nie wśród epi­ta­fiów nazwisk swo­ich bli­skich, aby przy nich wyra­zić to, co każ­dy miał w ser­cu.

Po połu­dniu, po posił­ku, jaki nam przy­go­to­wa­no, wró­ci­li­śmy jesz­cze na krót­ko na cmen­tarz. I wte­dy zoba­czy­łam, że przed cmen­ta­rzem oprócz pomni­ka wznie­sio­ne­go przez wła­dze Char­ko­wa w 1991 roku jest też gra­ni­to­wa pio­no­wa potrój­na tabli­ca, usy­tu­owa­na bli­żej bra­my cmen­ta­rza, z nastę­pu­ją­cym napi­sem w trzech języ­kach: ukra­iń­skim, rosyj­skim i pol­skim: „ Tu spo­czy­wa­ją szcząt­ki tysię­cy bez winy stra­co­nych, radziec­kich oby­wa­te­li i pol­skich ofi­ce­rów roz­strze­la­nych w katow­niach NKWD w latach 1938–1941. Pomnik wznie­sio­ny decy­zją Urzę­du Miej­skie­go Char­ko­wa w sierp­niu 1991. Wznie­sio­ny ze środ­ków Wydzia­łu Obwo­du Char­kow­skie­go, die­ce­zji Char­kow­skiej, orga­ni­za­cji spo­łecz­nych i zakła­dów”. Może jestem prze­czu­lo­na, ale odnio­słam przy­kre wra­że­nie, że w ten spo­sób pod­su­wa się ludziom pół­praw­dy, żeby z cza­sem utrwa­li­ły się jako cała praw­da. Usy­tu­owa­nie i kształt tego pomni­ka może suge­ro­wać, że jest to infor­ma­cja o cmen­ta­rzu. Wie­lu ludzi prze­czy­ta napis na tabli­cy i będzie wie­dzia­ło tyl­ko tyle, mniej osób wej­dzie na cmen­tarz, a tam dopie­ro moż­na prze­czy­tać, że to Pola­cy zbu­do­wa­li ten pięk­ny cmen­tarz: „W hoł­dzie ofi­ce­rom Woj­ska Pol­skie­go, jeń­com wojen­nym z obo­zu w Sta­ro­biel­sku i sowiec­kich wię­zień zamor­do­wa­nym przez NKWD wio­sną 1940 roku – Naród Pol­ski”. Tak gło­si tabli­ca usy­tu­owa­na przed sto­łem ofiar­nym u szczy­tu alei z epi­ta­fia­mi.

W cza­sie pierw­szej wypra­wy do Char­ko­wa odwie­dzi­li­śmy rów­nież Sta­ro­bielsk. Towa­rzy­szy­li nam człon­ko­wie eki­py eks­hu­ma­cyj­nej. W cza­sie jaz­dy do Sta­ro­biel­ska w moim auto­ka­rze jechał pan Mie­czy­sław Góra, arche­olog. Przez całą dro­gę opo­wia­dał nam, jak wyglą­da­ła pra­ca eki­py. A była to pra­ca bar­dzo cięż­ka i stre­su­ją­ca,  wystar­czy powie­dzieć, że wśród człon­ków eki­py byli syno­wie i cór­ki Ofiar zbrod­ni. Pan Góra mówił, co zawie­ra­ły gro­by pol­skie, a czym się róż­ni­ły gro­by sowiec­kie. Słu­cha­łam tego z zapar­tym tchem i noto­wa­łam pra­wie każ­de jego sło­wo.

Po latach prze­czy­ta­łam pra­ce śp. Sta­ni­sła­wa Mik­ke (zgi­nął w kata­stro­fie smo­leń­skiej )  Misja„Śpij, męż­ny” w Katy­niu, Char­ko­wie i Mied­no­je, w któ­rych autor opi­su­je dokład­nie eks­hu­ma­cje. Mia­łam oka­zję kil­ka razy w cza­sie spo­tkań z mło­dzie­żą wyra­żać wdzięcz­ność za pra­cę ekip eks­hu­ma­cyj­nych. I w tym wspo­mnie­niu prze­ka­zu­ję wyra­zy mojej ogrom­nej rado­ści i sło­wa podzię­ko­wa­nia za to, że nasi Ojco­wie mają swo­je mogi­ły.

Maria Matla­chow­ska, Rodzi­na Katyń­ska w Opo­lu

Pier­wo­druk: „Rodo­wód Rodzin Katyń­skich. Biu­le­tyn Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich” 2016–2017

Uro­czy­ste zakoń­cze­nie eks­hu­ma­cji (11 wrze­śnia 1996)

Budy­nek sana­to­ryj­ny, w któ­rym pra­co­wa­ła pol­ska eki­pa eks­hu­ma­cyj­na (11 wrze­śnia 1996)

Wmu­ro­wa­nie kamie­nia węgiel­ne­go, modli­twy przy naj­więk­szej mogi­le (27 czerw­ca 1998)

W cichej pro­ce­sji do każ­dej mogi­ły (11 wrze­śnia 1996)

Wmu­ro­wa­nie kamie­nia węgiel­ne­go, modli­twy przy naj­więk­szej mogi­le (27 czerw­ca 1998)