Minęło już 17 lat od daty otwarcia i poświęcenia trzech Polskich Cmentarzy Wojennych na Wschodzie. Osobiście jestem związana z cmentarzem w Charkowie.
Mój Ojciec, Józef Libura, inżynier leśnik, powołany w sierpniu 1939 roku do wojska, znalazł się w niewoli sowieckiej w obozie specjalnym w Starobielsku i podzielił los oficerów, Ofiar Zbrodni Katyńskiej, którzy zostali zamordowani w Charkowie.
Dziesięć lat trwały starania Państwa Polskiego i Rodzin Katyńskich o zbudowanie polskich cmentarzy wojennych na terenie Rosji i Ukrainy. Miałam to szczęście, że uczestniczyłam w trzech głównych wydarzeniach związanych z budową cmentarza w Charkowie: w zakończeniu prac ekshumacyjnych, uroczystości położenia kamienia węgielnego i w otwarciu wybudowanego cmentarza. Wspomnienia związane z nimi są ciągle żywe. Zwłaszcza teraz, kiedy tam w pobliżu toczy się wojna i nie wiadomo, kiedy będzie można odwiedzić groby
Na zakończenie prac ekshumacyjnych we wrześniu 1996 roku pojechały dwa autokary członków rodzin Ofiar. Jechaliśmy w powadze i skupieniu. Wieźliśmy znicze, chorągiewki, klepsydry z nazwiskami. Ja wiozłam w doniczce drzewko i klepsydrę z danymi rodzinnymi. Dziwne może, ale nie czułam się smutna, jak to bywa, kiedy jedzie się na pogrzeb kogoś bliskiego. Jechałam raczej jak na spotkanie. Ojca mojego znałam tylko z fotografii, nie pamiętam go jako osoby żywej, mimo że w 1939 roku miałam 4 lata. Widziałam jego nazwisko na liście jeńców w Starobielsku, ale nie budziło ono we mnie wspomnień z życia rodzinnego.
Wszystko zmieniło się, kiedy dojechaliśmy na miejsce. Członkowie ekipy ekshumacyjnej zaprosili nas na spotkanie do miejsca ich zakwaterowania. Był to budynek posanatoryjny, w bardzo nędznym stanie, znajdujący się w tym samym lesie około 1,5 km od dołów śmierci. Przed wejściem do budynku stał stół i jedna z członkiń ekipy układała na nim płukane w miednicy ostatnie znaleziska wydobyte z dołów śmierci. Na widok osobistych, autentycznych rzeczy – a był tam pas skórzany, fragment buta, okulary, kubek i inne jeszcze – zareagowałam niespodziewanie gwałtownym spazmem płaczu. (Znam takie stany, bo tak reagowałam nieraz na widok długo wyczekiwanej, powracającej z pracy Mamy, kiedy byliśmy na zesłaniu w Kazachstanie.) Dopiero w tym momencie tak naprawdę uwierzyłam, że mój Ojciec jest nie tylko nazwiskiem na liście, ale materialnie jest właśnie tutaj, w tej ziemi, tylko nie wiadomo, w której mogile.
Cmentarz po zakończeniu prac ekshumacyjnych był skromny: fragment lasu wydzielony ogrodzeniem z siatki, a w nim wśród drzew ziemne mogiły o kształtach, jakie odpowiadały obrysom odnalezionych dołów śmierci. Na mogiłach proste, brzozowe krzyże – katolickie lub prawosławne. Ustroiliśmy mogiły pięknie chorągiewkami, światłami, fotografiami swoich bliskich, kwiatami kupionymi na miejscu w Charkowie.
Przy krzyżu i grobie z 1991 roku, w którym złożono szczątki odnalezione w czasie pierwszej wstępnej ekshumacji, została odprawiona msza święta. Asystowały sztandary, które przywieźliśmy. Potem z tymi sztandarami w cichej procesji przystawaliśmy przy każdej polskiej mogile, w ciszy staraliśmy się usłyszeć jakąś podpowiedź, która pozwoli rozpoznać tę, gdzie być może leży ojciec, brat, mąż… Obraz tego pierwszego cmentarza wspominam najserdeczniej.
Moje drzewko posadziłam niedaleko jednego z grobów. Był to zgrabny, prawie półmetrowy świerczek. Niestety, wybrałam miejsce niefortunnie, bo chociaż przyjął się i podrósł – widziałam go po dwóch latach – musiał zostać usunięty w czasie budowy cmentarza.
Po dwóch latach, 27 czerwca 1998 roku prezydenci: Aleksander Kwaśniewski i Leonid Kuczma wmurowali kamień węgielny, dając wyraz swojej woli zbudowania godnego cmentarza.
Na tę uroczystość przyjechaliśmy w wielkiej liczbie długim rządowym pociągiem. Zastaliśmy uporządkowane ziemne mogiły, obsypane czystym piaskiem, a na nich nowe drewniane krzyże.
Już w 1996 roku uświadomiliśmy sobie i powoli oswajaliśmy się z tą prawdą, że charkowski cmentarz jeńców Starobielska, w odróżnieniu od cmentarza w Katyniu i Miednoje, nie będzie wyłącznie polskim cmentarzem. Władze Ukrainy od razu na wstępnych rozmowach zastrzegły sobie udział w uzgodnieniu ogólnej wymowy cmentarza. Dobrze wiedziały, że w czasie ekshumacji znajdziemy w bliskiej obecności naszych żołnierzy również groby miejscowych obywateli, skrycie mordowanych. Budziło to wśród nas niepokój, czy polski projekt cmentarza nie zostanie zbytnio zmieniony lub pozbawiony należnych znaków polskich, wojskowych i religijnych.
W czasie podróży na uroczystość wmurowania kamienia węgielnego były też rozmowy pełne obaw na temat aktu erekcyjnego – były wiadomości, że przygotowany akt nie jest akceptowany. Przewodniczący Rady Federacji Rodzin Katyńskich pan Janusz Lange wiózł piękny akt erekcyjny Polskiego Cmentarza Wojennego w Charkowie. Treść tego aktu zawiera dane historyczne dotyczące okoliczności mordu, podaje opis kamienia oraz precyzuje czas, kiedy dokonuje się jego wmurowanie na podstawie umowy między rządami Polski i Ukrainy. Na końcu zawiera apel: „Blask triumfującej prawdy, jaki stąd jaśnieć będzie dla przyszłych pokoleń, niech stanowi nie tylko przestrogę, niech wywoła w ludziach duchową przemianę, by ziemia ta stać się mogła ziemią pojednania”.
Rzeczywiście okazało się że obaj prezydenci nie podpisali tego aktu erekcyjnego, lecz inny tekst, odczytany przez przedstawiciela Ukrainy. Jest krótki i mówi o obustronnej woli narodów ukraińskiego i polskiego, aby: „wychodząc z litery i ducha Umowy między Rządem Ukrainy i Rządem Rzeczypospolitej Polskiej o uczczeniu miejsc pamięci i pochowania ofiar wojny i represji politycznych z dnia 21 marca 1994 roku, oraz wspólnego apelu Prezydentów Ukrainy i Rzeczypospolitej Polskiej O porozumieniu i pojednaniu z dnia 21 maja 1997 roku, postanowiono położyć w tym miejscu kamień węgielny pod budowę cmentarza ofiar totalitaryzmu. Tym czynem Ukraina i Rzeczypospolita Polska czczą pamięć swych obywateli niewinnie tu zamordowanych”. Akt kończy się apelem: „niech cmentarz będzie przestrogą dla przyszłych pokoleń po to, aby totalitaryzm nigdy nie mógł wrócić na tę ziemię. Niechaj ta ziemia stanie się dla poległych Ziemią Pojednania”.
Akt sporządzony przez Federację Rodzin Katyńskich odczytał pan Janusz Lange i tylko on go podpisał. Kiedy później miałam okazję przeczytać treść aktu podpisanego przez Prezydentów, zwróciłam uwagę na coś, co przeoczyłam w czasie słuchania. Otóż czytamy tam: „niechaj ta ziemia stanie się dla poległych Ziemią Pojednania”. I przyszła smutna refleksja, czy to przejęzyczenie, czy świadomie tak sformułowane zdanie; bo jeśli to drugie, to sugeruje ono brak chęci pojednania dla żywych albo bardzo jeszcze długą drogę do takiego pojednania.
Wreszcie przyszedł dzień otwarcia i poświęcenia wybudowanego przez Polaków Cmentarza Ofiar Totalitaryzmu w Charkowie. Stało się to 17 czerwca 2000 roku. I znowu licznie reprezentowane Rodziny Katyńskie i towarzyszące im wojsko przyjechały specjalnym pociągiem. Byliśmy szczęśliwi, że najważniejszy nasz cel został osiągnięty, że nasi najbliżsi są wydobyci z niepamięci i mają godne mogiły. Jednak oprócz uczucia radości czułam też lęk przed tym, co zobaczę, czy zewnętrzna postać cmentarza nie zawiedzie naszych oczekiwań i będzie wyrażała to, co było zapisane w założeniach konkursu: „Nekropolie katyńskie winny pełnić rolę cmentarzy-sanktuariów, których ranga byłaby porównywalna z Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie i z kryptą na Wawelu”. Osobiście nie zawiodłam się. Cmentarz w Charkowie jest piękny.
Dzień poświęcenia był ciepły i słoneczny. I znowu doświadczyłam czegoś niezwykłego i zarazem wspaniałego. Kiedy patrzyłam na żołnierzy kompanii honorowej Wojska Polskiego, którzy stali wzdłuż głównej alei przed indywidualnymi imiennymi epitafiami Ofiar, wyobraziłam sobie, że to Oni, zamordowani oficerowie, stoją tak na baczność. Miałam przed oczami nie te realne twarze, ale Ich twarze, tak samo młode, znane ze zdjęć. I w pewnej chwili odezwał się dzwon. Majestatyczne, głębokie dźwięki niosły się ponad las i słyszałam w nich Imiona, bo ten dzwon jakby mówił: „To my, to nasz zbiorowy głos. Jesteśmy już spokojni, bo nas odnalazłaś i jesteś z nami, nasza Polsko!” Dokoła słychać było tłumiony płacz, ściszone rozmowy, a potem szukanie wśród epitafiów nazwisk swoich bliskich, aby przy nich wyrazić to, co każdy miał w sercu.
Po południu, po posiłku, jaki nam przygotowano, wróciliśmy jeszcze na krótko na cmentarz. I wtedy zobaczyłam, że przed cmentarzem oprócz pomnika wzniesionego przez władze Charkowa w 1991 roku jest też granitowa pionowa potrójna tablica, usytuowana bliżej bramy cmentarza, z następującym napisem w trzech językach: ukraińskim, rosyjskim i polskim: „ Tu spoczywają szczątki tysięcy bez winy straconych, radzieckich obywateli i polskich oficerów rozstrzelanych w katowniach NKWD w latach 1938–1941. Pomnik wzniesiony decyzją Urzędu Miejskiego Charkowa w sierpniu 1991. Wzniesiony ze środków Wydziału Obwodu Charkowskiego, diecezji Charkowskiej, organizacji społecznych i zakładów”. Może jestem przeczulona, ale odniosłam przykre wrażenie, że w ten sposób podsuwa się ludziom półprawdy, żeby z czasem utrwaliły się jako cała prawda. Usytuowanie i kształt tego pomnika może sugerować, że jest to informacja o cmentarzu. Wielu ludzi przeczyta napis na tablicy i będzie wiedziało tylko tyle, mniej osób wejdzie na cmentarz, a tam dopiero można przeczytać, że to Polacy zbudowali ten piękny cmentarz: „W hołdzie oficerom Wojska Polskiego, jeńcom wojennym z obozu w Starobielsku i sowieckich więzień zamordowanym przez NKWD wiosną 1940 roku – Naród Polski”. Tak głosi tablica usytuowana przed stołem ofiarnym u szczytu alei z epitafiami.
W czasie pierwszej wyprawy do Charkowa odwiedziliśmy również Starobielsk. Towarzyszyli nam członkowie ekipy ekshumacyjnej. W czasie jazdy do Starobielska w moim autokarze jechał pan Mieczysław Góra, archeolog. Przez całą drogę opowiadał nam, jak wyglądała praca ekipy. A była to praca bardzo ciężka i stresująca, wystarczy powiedzieć, że wśród członków ekipy byli synowie i córki Ofiar zbrodni. Pan Góra mówił, co zawierały groby polskie, a czym się różniły groby sowieckie. Słuchałam tego z zapartym tchem i notowałam prawie każde jego słowo.
Po latach przeczytałam prace śp. Stanisława Mikke (zginął w katastrofie smoleńskiej ) Misja i „Śpij, mężny” w Katyniu, Charkowie i Miednoje, w których autor opisuje dokładnie ekshumacje. Miałam okazję kilka razy w czasie spotkań z młodzieżą wyrażać wdzięczność za pracę ekip ekshumacyjnych. I w tym wspomnieniu przekazuję wyrazy mojej ogromnej radości i słowa podziękowania za to, że nasi Ojcowie mają swoje mogiły.
Maria Matlachowska, Rodzina Katyńska w Opolu
Pierwodruk: „Rodowód Rodzin Katyńskich. Biuletyn Federacji Rodzin Katyńskich” 2016–2017
Uroczyste zakończenie ekshumacji (11 września 1996)
Budynek sanatoryjny, w którym pracowała polska ekipa ekshumacyjna (11 września 1996)
Wmurowanie kamienia węgielnego, modlitwy przy największej mogile (27 czerwca 1998)


