Znalazłem zdjęcia, nie znalazłem swoich notatek (kalendarza) i ponieważ to było ćwierć wieku temu, niedużo pamiętam, szczególnie, że lepiej pamiętam mój drugi wyjazd, dziesięć lat później, i mogą mi się mylić fakty.
Nie pamiętam godziny wyjazdu, ale było to 23 kwietnia 1990 roku. Jechaliśmy autobusem „Ikarus” (prawdopodobnie model 256) z Warszawy do Białej Podlaskiej, gdzie nocowaliśmy. Następnego ranka o 06:00 rano, mając na uwadze zyskanie czasu (po drugiej stronie granicy obowiązywał czas moskiewski – minus 2 godziny), wyjechaliśmy na przejście graniczne do Terespola. Wtedy jeszcze po drugiej stronie nie było dzisiejszej Białorusi, tylko Białoruska SRR, część Związku Radzieckiego. Nie pamiętam odprawy granicznej, ale wnioskuję, że zarówno jedna, jak i druga strona wiedziały o naszym wyjeździe. Za Bugiem w Brześciu lekko przeraziła nas kolejka samochodów, czekających na wjazd do Polski.
Pierwszą noc spędziliśmy w Mińsku. Poznaliśmy system hotelowy ZSRR. Karta pobytu hotelowego była sprawdzana trzy razy: przy wejściu milicja, potem recepcja ogólna, a na końcu recepcja piętra, gdzie „babuszka” wydawała klucz. Następny nocleg to Smoleńsk. System hotelowy taki sam, ale nowość, posiłki dostawaliśmy w innym hotelu, do którego podróż autobusem zajmowała nam około 30–45 minut.
Pierwszym naszym postojem była stacja Gniezdowo, gdzie tak jak i w Smoleńsku wyjaśnialiśmy napotkanym osobom cel naszego przyjazdu. Była to dla nich nowa, nieznana historia. Nie pamiętam, w którym momencie, ale na stacji w Gniezdowo pożyczyliśmy stół, na którym podróżujący z nami ksiądz (niestety nie pamiętam nazwiska) odprawił mszę.
Kilka osób przeszło piechotą z Gniezdowa do lasu katyńskiego.
Dotarliśmy do pomnika, gdzie widniał jeszcze stary napis o sprawcach: „Ofiarom faszyzmu – oficerom polskim, rozstrzelanym przez hitlerowców 1941 r.”. Wersja „oficerzom” była już poprawiona. Złożyliśmy przywieziony z Polski wielki biało-czerwony wieniec z liczbą „50”. Po mszy rozeszliśmy się po terenie lasu. Pamiętam, że część kompleksu była ogrodzona i zamknięta bramą, ale brama była wysoka, chybotliwa i dała się rozłożyć w „X”. Tak dotarłem z kilkoma osobami do brzegów Dniepru i jakichś zrujnowanych zabudowań. Po drodze spotkaliśmy mundurowych, ale przypuszczam, że wiedzieli o naszej wizycie, bo po wymienieniu grzecznościowego „dzień dobry” minęliśmy się, a w drodze powrotnej brama była już otwarta.
Następna część naszej wyprawy do Kaługi była opóźniona, ponieważ okazało się, że nasze bony paliwowe są nieważne. Mieliśmy dwóch kierowców i jeden się poświęcił, aby z braćmi Rosjanami przedyskutować tę sprawę. Do końca naszego wyjazdu nie mógł już prowadzić, ze względu na stężenie alkoholu we krwi, ale wszyscy troskliwie się nim opiekowali, będąc niezmiernie wdzięczni.
Do Kaługi dojechaliśmy niestety zbyt późno, aby odwiedzić dom-muzeum Ciołkowskiego. Rano wyjechaliśmy do Kozielska, po drodze zatrzymując się przy linii kolejowej, którą najprawdopodobniej przewożono naszych oficerów. W Kozielsku czekał na nas posiłek w restauracji przy stacji i przewodnik. Śmieszna rzecz, przewodnik sądził, że przyjechaliśmy oglądnąć Pustelnię Optyńską, osiemnastowieczny monaster, już wtedy zwrócony Cerkwi prawosławnej (1987), który od 1923 roku był czymś na kształt „Ośrodka Pracy Twórczej Wybitnych Artystów ZSRR”. Od nas dowiedział się, czym to miejsce było w latach 1939–1940. Jego mina świadczyła o kompletnym zaskoczeniu. A może nie?
Wieczorem wróciliśmy do Kaługi.
Tutaj pamięć mnie zawodzi, nie wiem, czy wróciliśmy do Smoleńska, czy do Mińska,
Granicę przekroczyliśmy 29 kwietnia. Kilka osób zabrało z lasu małe sosenki (mieli doniczki), a przeczuwając, że mogą być problemy na granicy, ułożyli je na przedniej szybie autobusu, przyozdabiając tradycyjnymi ozdobami, jakie wożą w tym miejscu zawodowi kierowcy. Żadnych problemów na granicy nie było. Nie wiem, jaki los spotkał te drzewka, ale mam nadzieję, że dzisiaj jako prawie trzydziestoletnie sosny przypominają o tej wyprawie.
Jacek Bentke, Rodzina Katyńska w Krakowie
Pierwodruk: „Rodowód Rodzin Katyńskich. Biuletyn Federacji Rodzin Katyńskich” 2018