Zbigniew Padoł, Pielgrzymki do Miednoje (1995, 2000, 2002, 2010)

Zmo­bi­li­zo­wa­ny przez panią pre­zes Ewę Boja­now­ską, bio­rę się do pisa­nia o czte­rech piel­grzym­kach do Mied­no­je, gdzie spo­czy­wa­ją pro­chy moje­go Ojca.

Pierw­szą piel­grzym­kę odby­łem w dniu 11 czerw­ca 1995, na uro­czy­stość poświę­ce­nia kamie­nia węgiel­ne­go pod Pol­ski Cmen­tarz Woj­sko­wy w Mied­no­je.

Do War­sza­wy jadę samo­cho­dem z Sylw­kiem Jawo­row­skim. Par­ku­jąc samo­chód w War­sza­wie „zara­biam” man­dat za nie­wła­ści­we par­ko­wa­nie. Mimo że mój samo­chód miał reje­stra­cję spo­za War­sza­wy, będąc rdzen­nym war­sza­wia­kiem, doga­du­ję się ze Stra­żą Miej­ską i man­dat nie jest wyso­ki. Po tej przy­go­dzie jedzie­my do Legio­no­wa. Samo­chód zosta­wiam pod bra­mą Cen­trum Szko­le­nia Poli­cji, gdzie mamy zapew­nio­ny noc­leg. W nocy mam róż­ne dziw­ne sny, z któ­rych budzi mnie pobud­ka o dru­giej. Ze Szko­ły Poli­cyj­nej prze­jazd na lot­ni­sko, ruty­no­we odpra­wy i lot. Jest to mój pierw­szy lot rej­so­wym samo­lo­tem. Dotych­czas kil­ka razy lata­łem „Gaw­ro­nem” w cha­rak­te­rze prze­wod­ni­ka, wska­zu­jąc cha­rak­te­ry­stycz­ne miej­sca dla kra­jo­bra­zu Ślą­ska.

Lot rej­so­wy prze­bie­gał nor­mal­nie. Lądo­wa­nie w Twe­rze na lot­ni­sku wyglą­da­ją­cym nie­zbyt „ele­ganc­ko”, szyb­ka odpra­wa odby­wa­ją­ca się w namio­cie, gdzie uczest­ni­cy prze­cho­dzą kon­tro­lę pasz­por­to­wą i cel­ną. Stan­dar­do­we spraw­dze­nie doku­men­tów i pyta­nia, czy nie prze­wo­zi­my obcej walu­ty. Doku­men­ty w porząd­ku, obcej walu­ty oczy­wi­ście nikt nie ma. Po opusz­cze­niu lot­ni­ska wsia­da­my do przy­go­to­wa­nych auto­bu­sów i jedzie­my do Mied­no­je. Po wyjeź­dzie z mia­sta typo­we wido­ki domostw, jakie zna­my z fil­mów.

Przy­jeż­dża­my na teren przy­szłe­go cmen­ta­rza. Jest to oko­ło czter­dzie­sto­let­ni mie­sza­ny las, na drze­wach któ­re­go uczest­ni­cy piel­grzym­ki wie­sza­ją zdję­cia pomor­do­wa­nych bli­skich sobie osób. Jak ktoś zauwa­żył, smut­ny las bez świer­go­tu pta­ków i bez cha­rak­te­ry­stycz­nej aury, któ­ra panu­je w nor­mal­nym lesie. Może powo­dem tego jest pora dnia i panu­ją­cy upał, ale chy­ba jed­nak bar­dziej powa­ga tego miej­sca. Cho­dzę po tere­nie cmen­ta­rza i zasta­na­wiam się, w któ­rym miej­scu mogą leżeć zwło­ki moje­go Ojca. Cze­ka­my na przy­jazd mini­stra spraw wewnętrz­nych pana Andrze­ja Mil­cza­now­skie­go. Po przy­jeź­dzie pana mini­stra kom­pa­nia hono­ro­wa wpro­wa­dza wszyst­kich uczest­ni­ków na teren przy­szłe­go Pol­skie­go Cmen­ta­rza Woj­sko­we­go w Mied­no­je. Odby­wa się eku­me­nicz­na msza świę­ta, po czym nastę­pu­je akt wmu­ro­wa­nia kamie­nia węgiel­ne­go i skła­da­nie kwia­tów pod pły­tą upa­mięt­nia­ją­cą pomor­do­wa­nych w Twe­rze.

Po uro­czy­sto­ściach nastę­pu­je posi­łek, na któ­ry są zapra­sza­ni rów­nież oby­wa­te­le rosyj­scy z pobli­skich osie­dli, przy­glą­da­ją­cy się uro­czy­sto­ści. Ludziom miej­sco­wym trze­ba tłu­ma­czyć, po co tutaj przy­je­cha­li­śmy. W dro­dze na lot­ni­sko na naszą proś­bę zosta­je­my pod­wie­zie­ni pod bra­mę Insty­tu­tu Medycz­ne­go, będą­ce­go daw­ną sie­dzi­bą NKWD, gdzie roz­strze­li­wa­no naszych ojców. Insty­tut Medycz­ny jest w remon­cie, ale dobra walu­ta, któ­rą uda­ło mi się wwieźć nie­le­gal­nie, prze­ko­nu­je obsłu­gę i wcho­dzi­my do środ­ka. Pomiesz­cze­nia sute­ren są rze­czy­wi­ście w remon­cie. Prze­cho­dzi­my przez ciem­ny kory­tarz, oświe­tlo­ny robo­czym świa­tłem, zain­sta­lo­wa­nym na czas remon­tu. Zaglą­da­my do pomiesz­czeń, gdzie mor­do­wa­ni byli nasi ojco­wie. Praw­do­po­dob­nie wpro­wa­dza­no ich wej­ściem znaj­du­ją­cym się w pra­wej ścia­nie szczy­to­wej, po odczy­ta­niu wyro­ku byli mor­do­wa­ni strza­łem w tył gło­wy i wyno­sze­ni przez wej­ście znaj­du­ją­ce się w lewej ścia­nie szczy­to­wej budyn­ku. Zwło­ki wyno­szo­no i skła­da­no na przy­cze­pie zacze­pio­nej do trak­to­ra z włą­czo­nym sil­ni­kiem, któ­re­go odgłos miał zagłu­szać huk wystrza­łów. Cała ope­ra­cja odby­wa­ła się w nocy. Czy było tak dokład­nie – nie wia­do­mo. Są róż­ne wer­sje wpro­wa­dza­nia jeń­ców do budyn­ku. Według innej wer­sji, podob­no byli wpro­wa­dza­ni jed­ną z kla­tek, spro­wa­dza­ni inną klat­ką do pomiesz­czeń piw­nicz­nych, gdzie nastę­po­wa­ła egze­ku­cja. Zwło­ki były wywo­żo­ne i wrzu­ca­ne do dołów śmier­ci w Mied­no­je.

Opusz­cza­my Insty­tut i zosta­je­my odwie­zie­ni na lot­ni­sko. Wsia­da­my do samo­lo­tów, powrót na Okę­cie i do domu, do Kato­wic.

Dru­gą piel­grzym­kę odby­łem w dniach 1 do 3 wrze­śnia 2000, jadąc wte­dy na otwar­cie Pol­skie­go Cmen­ta­rza Wojen­ne­go w Mied­no­je. Do War­sza­wy jadę z Gize­lą i Sylw­kiem Jawo­row­ski­mi i jesz­cze jed­ną panią z Rodzi­ny Katyń­skiej. Samo­chód zasta­wiam na par­kin­gu obok Dwor­ca Gdań­skie­go, skąd rusza­my do Mied­no­je. Wyjazd przy­go­to­wy­wa­ła poli­cja i był zor­ga­ni­zo­wa­ny bar­dzo dobrze. Każ­dy wagon miał swo­je­go opie­ku­na poli­cjan­ta, dba­ją­ce­go o nas i o naszą apro­wi­za­cję. Prze­jazd pocią­giem to mono­ton­na jaz­da poprzez Smo­leńsk i Gniez­do­wo: tam więź­nio­wie przy­wo­że­ni z Koziel­ska z wago­nów prze­cho­dzi­li do czor­nych woro­nów, któ­ry­mi byli trans­por­to­wa­ni do Katy­nia, gdzie ich mor­do­wa­no.

Pociąg dowo­dzi nas do Twe­ru, gdzie prze­sia­da­my się do auto­bu­sów, któ­re w asy­ście mili­cji jadą z nami na Pol­ski Cmen­tarz Wojen­ny w Mied­no­je. Wygląd cmen­ta­rza od roku 1995 zmie­nił się dia­me­tral­nie. Za bra­mą wej­ścio­wą pomnik-tabli­ca z nazwi­ska­mi wszyst­kich pomor­do­wa­nych jeń­ców, pod któ­rą w niszy dzwon o głu­chym dźwię­ku, świet­nie kom­po­nu­ją­cym się z tym miej­scem. Wewnątrz cmen­ta­rza alej­ki w kształ­cie wydłu­żo­ne­go pro­sto­ką­ta bez czwar­te­go boku, wzdłuż któ­rych pozio­mo uło­żo­ne są tablicz­ki epi­ta­fij­ne z nazwi­ska­mi pomor­do­wa­nych. Czwar­ty bok to tabli­ca-pomnik z nazwi­ska­mi wszyst­kich pomor­do­wa­nych w gma­chu daw­ne­go NKWD w Twe­rze, wów­czas Kali­ni­nie. Roz­wi­ja­my nasz sztan­dar i przy­go­to­wu­je­my się do mszy eku­me­nicz­nej, cze­ka­my na przy­jazd pana pre­mie­ra Jerze­go Buz­ka. Po przy­jeź­dzie pana pre­mie­ra Buz­ka zaczy­na się msza eku­me­nicz­na. Po mszy nastę­pu­je skła­da­nie kwia­tów pod pomni­kiem-tabli­cą z nazwi­ska­mi pomor­do­wa­nych. Pan pre­mier Buzek obcho­dzi alej­ki, roz­ma­wia z uczest­ni­ka­mi piel­grzym­ki. Robi­my sobie pamiąt­ko­we zdję­cia, wsia­da­my do auto­bu­sów, jeste­śmy odwie­zie­ni na dwo­rzec i wra­ca­my do War­sza­wy.

W War­sza­wie wsia­da­my do samo­cho­du i w strasz­li­wej burzy i ule­wie wra­ca­my do Kato­wic. Na szczę­ście dojeż­dża­my bez przy­gód do domu, widać Pan Bóg nad nami czu­wał.

Trze­cia piel­grzym­ka to wyjazd z biu­rem Wilej­ka w dniach 3 do 8 czerw­ca 2002. I zno­wu samo­cho­dem do War­sza­wy. Tym razem jadę w towa­rzy­stwie moich synów: Bart­ka, Prze­mka i Szy­mo­na. Żar­to­bli­wie nazwa­no nas „ban­dą Pado­łów”. Samo­chód zosta­wia­my na par­kin­gu. Na Dwo­rzec Cen­tral­ny docie­ra­my auto­bu­sem. Na dwor­cu jest już gru­pa piel­grzy­mów; naszym prze­wod­ni­kiem i guru będzie pani Kasia Lan­ge. Ocze­ku­je­my na przyj­ście ks. pra­ła­ta Zdzi­sła­wa Pesz­kow­skie­go, któ­ry prze­ka­zu­je nam obraz Mat­ki Boskiej Katyń­skiej, prze­zna­czo­ny dla kościo­ła kato­lic­kie­go w Twe­rze. Po bło­go­sła­wień­stwie ks. pra­ła­ta Pesz­kow­skie­go wsia­da­my do pocią­gu i zno­wu mono­ton­na podróż, ale tym razem do Moskwy, na Dwo­rzec Bia­ło­ru­ski. Krót­kie zwie­dza­nie oto­cze­nia, gdzie ude­rza mnie duża ilość Gru­zi­nów pro­wa­dzą­cych punk­ty gastro­no­micz­ne.

Pod­jeż­dża auto­bus LOT‑u, będą­cy teraz naszym środ­kiem komu­ni­ka­cji, zosta­je­my pod­wie­zie­ni pod kate­drę Nie­po­ka­la­ne­go Poczę­cia Naj­święt­szej Marii Pan­ny. Kate­dra powsta­ła na począt­ku XX wie­ku dzię­ki pol­skiej spo­łecz­no­ści, po rewo­lu­cji zosta­ła zamknię­ta i prze­ję­ta przez pań­stwo. Wier­ni odzy­ska­li świą­ty­nię w roku 1996 i dzię­ki pomo­cy pol­skich przed­się­biorstw nastę­pu­je jej reno­wa­cja. Po obej­rze­niu kate­dry w towa­rzy­stwie przy­by­łej miej­sco­wej pani prze­wod­nik nastę­pu­je zwie­dza­nie Pla­cu Czer­wo­ne­go, Łuż­nik i cer­kwi Wasy­la Bło­go­sła­wio­ne­go. Ruch w Moskwie ogrom­ny, aby zmie­nić pas lub skrę­cić w poprzecz­ną uli­cę, trze­ba się wci­skać „na cha­ma” . Prze­jeż­dża­jąc przez Moskwę, oprócz miejsc histo­rycz­nych pani prze­wod­nik poka­za­ła nam dom, w któ­rym noco­wa­li dele­ga­ci przy­by­wa­ją­cy na zjaz­dy KPZR. Na gma­chu są wmu­ro­wa­ne tablicz­ki epi­ta­fij­ne nie­ży­ją­cych już dele­ga­tów. Żaden z dele­ga­tów na zjaz­dy KPZR, któ­rych tablicz­ki epi­ta­fij­ne są wmu­ro­wa­ne w ten budy­nek, nie zmarł natu­ral­ną śmier­cią.

Opusz­cza­my Moskwę i uda­je­my się do Twe­ru. Wjeż­dża­my na pię­cio­pa­smo­wą obwod­ni­cę Moskwy, na któ­rej panu­je ogrom­ny ruch. Samo­cho­dy poru­sza­ją się w żół­wim tem­pie. Po oko­ło pię­ciu godzi­nach docie­ra­my do hote­lu na obrze­żach Twe­ru. Hotel jak na ówcze­sne cza­sy ma nie­naj­gor­szy stan­dard. Jemy kola­cję, a potem sie­dzi­my przy koniacz­ku (kupio­nym nie­le­gal­nie za dobrą walu­tę), roz­ma­wia­jąc z prze­mi­łą panią Kasią Lan­ge, któ­ra wyja­śnia nam dużo cie­ka­wych rze­czy. Roz­ma­wia­my o swo­ich losach, o histo­rii naszych bli­skich, do któ­rych miej­sca spo­czyn­ku zmie­rza­my. Mimo póź­nej pory, ze wzglę­du na bia­łe noce zmrok zapa­da bar­dzo powo­li. W dużej sali obok odby­wa się uczta wesel­na mło­dej pary gru­ziń­skiej. Wcze­śnie rano pobud­ka, po wese­lu nie ma śla­du, wsia­da­my do auto­bu­su, dołą­cza do nas ks. Wła­dy­sław Woj­dat. Uda­je­my się do Twe­ru. W auto­bu­sie moż­na sko­rzy­stać ze spo­wie­dzi, bo na tyłach auto­bu­su znaj­du­je się zaim­pro­wi­zo­wa­ny kon­fe­sjo­nał.

Na cmen­ta­rzu pochy­la­my się nad tablicz­ka­mi epi­ta­fij­ny­mi naszych bli­skich, pali­my zni­cze, cho­dzi­my wśród meta­lo­wych płyt uło­żo­nych w krąg i wyzna­cza­ją­cych doły śmier­ci, gdzie są zło­żo­ne szcząt­ki. Pod tabli­cą-pomni­kiem ks. Woj­dat cele­bru­je mszę świę­tą za dusze pomor­do­wa­nych, spo­czy­wa­ją­cych na tutej­szym cmen­ta­rzu. Przed wyj­ściem z cmen­ta­rza nabie­ram zie­mi, któ­rą będę mógł wysy­pać na Sta­rym Cmen­ta­rzu w Piw­nicz­nej Zdro­ju, obok zasa­dzo­ne­go tam dębu i kamie­nia z tablicz­ką upa­mięt­nia­ją­cą moje­go Ojca.

Wra­ca­my do hote­lu, aby rano wyru­szyć do obo­zu jeń­ców, któ­ry znaj­do­wał się męskim mona­sty­rze na Ostro­wie Stołb­nyj, na jezio­rze Seli­ger, leżą­cym obok Ostasz­ko­wa. Po dro­dze na Ostrów Stołb­nyj porząd­ku­je­my wiej­ski cmen­ta­rzyk, leżą­cy obok wio­ski Tro­je­ru­ci­ca, gdzie spo­czy­wa 41 jeń­ców zmar­łych w obo­zie z cho­rób i wycień­cze­nia. Wcho­dzi­my na gro­blę pro­wa­dzą­cą do zabu­do­wań mona­sty­ru pod wezwa­niem św. Nyła, usy­pa­ną przez jeń­ców prze­by­wa­ją­cych na tere­nie obo­zu. Część budyn­ków mona­ste­ru jest odna­wia­na, ale więk­szość znaj­du­je się w opła­ka­nym sta­nie. Cho­dzi­my po tere­nie mona­ste­ru, zaglą­da­jąc do zruj­no­wa­nych pomiesz­czeń i roz­my­śla­jąc, w któ­rym pomiesz­cze­niu mógł prze­by­wać mój Ojciec, a dzia­dek moich synów. Czas mija szyb­ko, trze­ba wra­cać do auto­bu­su. Jedzie­my do Twe­ru, do pol­skie­go kościo­ła para­fial­ne­go pod wezwa­niem Prze­mie­nie­nia Pań­skie­go, wybu­do­wa­ne­go sta­ra­niem o. Richar­da Mas­si­na OFM – Ame­ry­ka­ni­na cze­skie­go pocho­dze­nia, ofi­ce­ra mary­nar­ki wojen­nej, któ­ry po przej­ściu na eme­ry­tu­rę został kapła­nem i pra­co­wał tutaj od 1992 roku do śmier­ci w 2002. Prak­tycz­nie z wła­snych oszczęd­no­ści i przy pomo­cy swo­ich przy­ja­ciół wybu­do­wał duży kościół. Jego dzie­ło kon­ty­nu­uje dziel­nie ks. Wła­dy­sław Woj­dat. W koście­le odby­wa się msza świę­ta, prze­ka­zu­je­my obraz Mat­ki Boskiej Katyń­skiej, po czym pod­jeż­dża­my pod Insty­tut Medycz­ny w Twe­rze, aby przejść przez pomiesz­cze­nia piw­nicz­ne, gdzie byli mor­do­wa­ni nasi ojco­wie i krew­ni. Nie­ste­ty, nie zosta­je­my wpusz­cze­ni na teren Insty­tu­tu. Na nasze proś­by sły­szy­my jed­ną odpo­wiedź: „nie nada”. Wsia­da­my do auto­bu­su, jedzie­my na Dwo­rzec Bia­ło­ru­ski, wsia­da­my do pocią­gu i rano jeste­śmy w War­sza­wie. Dzię­ku­je­my pani Kasi Lan­ge i wrę­cza­my jej kwiat­ki kupio­ne jesz­cze w Moskwie, wsia­da­my w samo­chód i szczę­śli­wie wra­ca­my do domu.

W czwar­tą piel­grzym­kę zor­ga­ni­zo­wa­ną w 70. Zbrod­ni Katyń­skiej i 10-lecie rocz­ni­cy otwar­cia Pol­skie­go Cmen­ta­rza Wojen­ne­go uda­ję się z cór­ką Boże­ną i wnu­kiem Wojt­kiem. Do War­sza­wy zawo­zi nas mój syn Szy­mon. Odjazd do Twe­ru z dwor­ca kole­jo­we­go War­sza­wa Zachod­nia, gdzie pani Tere­sa Bara­now­ska z Rady Ochro­ny Pamię­ci Walk i Męczeń­stwa roz­da­je nam iden­ty­fi­ka­to­ry i pasz­por­ty. Dłu­ga jaz­da poprzez Mińsk, Orszę i Smo­leńsk do Twe­ru. Twer wita nas desz­czo­wą pogo­dą. Wsia­da­my do auto­bu­sów i jedzie­my na Pol­ski Cmen­tarz Wojen­ny. Pol­ski cmen­tarz sąsia­du­je z rosyj­ską czę­ścią, gdzie w gablo­tach eks­po­no­wa­ne są doku­men­ty zwią­za­ne z rosyj­ski­mi ofia­ra­mi tota­li­ta­ry­zmu. Przed naszy­mi uro­czy­sto­ścia­mi, na rosyj­skiej czę­ści cmen­ta­rza, odby­wa­ją się uro­czy­sto­ści odda­nia hoł­du rosyj­skim ofia­rom repre­sji sta­li­now­skich. Potem zaczę­ły się uro­czy­sto­ści na pol­skiej czę­ści cmen­ta­rza, w któ­rej udział wzię­li wice­mar­szał­ko­wie sej­mu Marek Kuch­ciń­ski i Jerzy Wen­der­lich, sekre­tarz Rady Ochro­ny Pamię­ci Walk i Męczeń­stwa Andrzej Krzysz­tof Kunert i wice­gu­ber­na­tor obwo­du twer­skie­go Jurij Cyber­ga­now. Po mszy świę­tej i oko­licz­no­ścio­wych prze­mó­wie­niach skła­da­my kwia­ty i pali­my zni­cze na tablicz­ce epi­ta­fij­nej moje­go Ojca.

Następ­ne­go dnia jedzie­my do klasz­to­ru na Ostro­wie Stołb­nyj. Zosta­je odpra­wio­na msza polo­wa, odby­wa­ją się prze­mó­wie­nia oko­licz­no­ścio­we, po czym zosta­ją odmó­wio­ne modli­twy z przed­sta­wi­cie­la­mi Kościo­łów pra­wo­sław­ne­go i kato­lic­kie­go. Po uro­czy­sto­ściach cho­dzi­my po wyspie i oglą­da­my wnę­trze cer­kwi oraz zabu­do­wa­nia klasz­tor­ne, któ­re w cią­gu ośmiu lat od mojej poprzed­niej byt­no­ści w roku 2002 zmie­ni­ły się nie do pozna­nia. Więk­sza część zosta­ła ład­nie odre­stau­ro­wa­na. Na koniec zosta­je­my zapro­sze­ni do klasz­to­ru, poczę­sto­wa­ni cie­płym posił­kiem, chle­bem, wędli­na­mi, kawą, her­ba­tą i klasz­tor­nym winem. Po zakoń­cze­niu posił­ku mnich daro­wu­je mi butel­kę klasz­tor­ne­go wina, któ­re mam do dzi­siaj. W skle­pi­ku klasz­tor­nym kupu­ję drob­ne pamiąt­ki i iko­nę Mat­ki Boskiej. Za zapła­tę za pamiąt­ki przyj­mo­wa­na jest każ­da walu­ta.

Auto­bu­sem wra­ca­my do Twe­ru, wsia­da­my do pocią­gu i w nocy wra­ca­my do War­sza­wy. Syn cze­ka na nas pod dwor­cem. Odwo­żę go do zna­jo­mych, a sam z cór­ką i wnu­kiem i wra­ca­my szczę­śli­wie do Kato­wic.

Zbi­gniew Padoł, Rodzi­na Katyń­ska w Kato­wi­cach

Pier­wo­druk: „Rodo­wód Rodzin Katyń­skich. Biu­le­tyn Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich” 2018