Urszula Gawor, Moje wspomnienia z wyjazdów na cmentarz w Katyniu (2000, 2010, 2011)

Mój ojciec, Kazi­mierz Ści­ślew­ski, lekarz wete­ry­na­rii, kapi­tan rezer­wy Woj­ska Pol­skie­go, zamor­do­wa­ny w Katy­niu w kwiet­niu 1940 roku, wie­dział, że będzie miał dziec­ko z żoną Hele­ną, ale nigdy swo­jej cór­ki nie zoba­czył. Nie wie­dział nawet, że będzie to cór­ka. Uro­dzi­łam się 21 stycz­nia 1940 roku. Każ­dy mój wyjazd do Katy­nia to bar­dzo oso­bi­ste prze­ży­cie, tak jak odwie­dze­nie świe­że­go gro­bu, gdzie przed chwi­lą pocho­wa­no naj­bliż­sze­go czło­wie­ka. I prze­moż­ne poczu­cie dozna­nej krzyw­dy.

Pierw­szy raz byłam w Katy­niu w 2000 roku z mężem Grze­go­rzem. Pra­wie cały czas, cho­dząc po cmen­ta­rzu, pła­ka­łam. Obie­ca­łam sobie wte­dy i leżą­ce­mu tam Tacie, że posta­ram się przy­wieźć do nie­go jego wnu­ków i pra­wnu­ków. Żad­ne sło­wa o Katy­niu pisa­ne i sfil­mo­wa­ne fak­ty nie dają tego, co przy­jazd oso­bi­sty na to prze­siąk­nię­te krwią miej­sce i modli­twa na gro­bie bli­skiej oso­by.

Uda­ło mi się po kil­ku latach przy­je­chać do Katy­nia z naj­star­szym synem Macie­jem. Po roku byli tam syno­wie Jerzy i Paweł. Wszy­scy prze­ży­li te wyjaz­dy na pew­no indy­wi­du­al­nie. Było, jak opo­wia­da­li, ogrom­ne wzru­sze­nie i głę­bo­ki smu­tek.

W kwiet­niu 2010 roku byłam w Katy­niu z wnu­kiem Miło­szem. W Smo­leń­sku tra­gicz­na kata­stro­fa samo­lo­tu. Prze­ży­li­śmy ten wyjazd, będąc myśla­mi i modli­twą nie tyl­ko z ojcem i pra­dziad­kiem, ale i ze wszyst­ki­mi, któ­rzy zgi­nę­li w tym dniu. Byłam wte­dy dum­na z mło­dzie­ży, har­ce­rzy i woj­ska, któ­rzy wspól­nie z księż­mi potra­fi­li sta­wić czo­ło tra­ge­dii i na miej­scu zor­ga­ni­zo­wać mszę świę­tą z opra­wą żałob­ną.

W 2016 roku byłam w Katy­niu z wnucz­ką Mar­tą i wnu­kiem Ant­kiem. Po zmia­nach orga­ni­za­cyj­nych i likwi­da­cji Rady Ochro­ny Pamię­ci Walk i Męczeń­stwa nie był to wyjazd wiel­kiej gru­py piel­grzy­mów pocią­giem, a wylot nie­du­żej gru­py samo­lo­tem do Witeb­ska i auto­bu­sem do Katy­nia i Smo­leń­ska. Wnu­ki, któ­re ze mną jecha­ły, sku­pio­ne były na celu podró­ży, cmen­ta­rzu wojen­nym w Katy­niu i tabli­cy-epi­ta­fium ich pra­dziad­ka, tam zamor­do­wa­ne­go. Prze­ży­ły ten wyjazd, opie­ku­jąc się mną, wzru­sza­jąc się i w cza­sie podró­ży, i szcze­gól­nie na cmen­ta­rzu. Była to dla nich trud­na i nie­za­po­mnia­na podróż. Tak to wspo­mi­na­ją:

Mar­ta Gawor, lat 16, pra­wnucz­ka kpt. Kazi­mie­rza Ści­ślew­skie­go

Podróż do Rosji i Katy­nia prze­ży­łam bar­dzo emo­cjo­nal­nie, mimo że w naszej rodzi­nie świa­do­mość o Zbrod­ni Katyń­skiej jest bar­dzo duża i temat ten jest nam bar­dzo bli­ski. Jadąc tam, nie wie­dzia­łam do koń­ca, co ozna­cza taki wyjazd i odwie­dze­nie gro­bu pra­dziad­ka. Odwie­dze­nie tego miej­sca nie rów­na się żad­nej uro­czy­sto­ści w Pol­sce. Dopie­ro to bez­po­śred­nie doświad­cze­nie uświa­do­mi­ło mi, jaką wiel­ką tra­ge­dią były zda­rze­nia z tam­tych lat.

Anto­ni Gawor, lat 17, pra­wnuk kpt. Kazi­mie­rza Ści­ślew­skie­go

Nie mogę powie­dzieć, że czu­łem to samo, co więk­szość zgro­ma­dzo­nych na cmen­ta­rzu katyń­skim. Wyda­je mi się, że nie potra­fił­bym posta­wić się na Ich miej­scu, to byli syno­wie, cór­ki, naj­bliż­sza rodzi­na zamor­do­wa­nych, a ja nawet nie mia­łem moż­li­wo­ści poznać moje­go pra­dziad­ka. Oso­bi­ście spo­glą­da­łem na temat Zbrod­ni Katyń­skiej z tro­chę szer­szej per­spek­ty­wy, jako zbrod­nię wyrzą­dzo­nej naro­do­wi. Po wizy­cie na cmen­ta­rzu, sta­nię­ciu twa­rzą w twarz z tym, co napraw­dę się wyda­rzy­ło, mój punkt widze­nia tro­chę się zmie­nił. Teraz patrzę na to jako na krzyw­dę wyrzą­dzo­ną każ­dej rodzi­nie katyń­skiej. Kie­dy się spa­ce­ru­je wzdłuż tablic na cmen­ta­rzu w Katy­niu, do czło­wie­ka docie­ra, że każ­de jed­no nazwi­sko na tabli­cy ozna­cza roz­bi­tą rodzi­nę. Ludzie zamor­do­wa­ni w tym lesie byli ojca­mi, męża­mi, syna­mi. Dopie­ro wte­dy zda­łem sobie spra­wę, jak wiel­ka była to tra­ge­dia. Moż­na powie­dzieć, choć dziw­nie to zabrzmi, że cie­szy­łem się, że mogłem tam być, pośród tych ludzi, pośród synów, córek, wnu­ków zamor­do­wa­nych. Byłem wdzięcz­ny, że mia­łem moż­li­wość odwie­dze­nia cmen­ta­rza oso­bi­ście. Mój Tata powie­dział mi po powro­cie, że bar­dzo waż­nym jest, aby nie zapo­mnieć o tej zbrod­ni, powie­dział, że wkrót­ce być może naj­bliż­sze oso­by spo­czy­wa­ją­cych nie będą mogły co roku jeź­dzić do Rosji i że to na nas, mło­dych ludziach, dal­szych człon­kach Rodzin Katyń­skich spo­czy­wa odpo­wie­dzial­ność za pie­lę­gno­wa­nie pamię­ci o tym, co sta­ło się w 1940 roku.

Mimo że sam nie pozna­łem swo­je­go pra­dziad­ka, to jestem dum­ny, że mogę się nazy­wać człon­kiem Rodzi­ny Katyń­skiej.

Urszu­la Gawor, Rodzi­na Katyń­ska w Opo­lu

Pier­wo­druk: „Rodo­wód Rodzin Katyń­skich. Biu­le­tyn Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich” 2016–2017

Sta­cja w Gniez­do­wie (paź­dzier­nik 2000)

Mię­dzy brat­ni­mi mogi­ła­mi, przed ołta­rzem (paź­dzier­nik 2000)

Miłosz Gawor (pra­wnuk Kazi­mie­rza Ści­ślew­skie­go, 10 kwiet­nia 2010)

Urszu­la i Jerzy Gawo­ro­wie (cór­ka i wnuk) przy epi­ta­fium Kazi­mie­rza Ści­ślew­skie­go (11 kwiet­nia 2011)

Urszu­la i Grze­gorz Gawo­ro­wie; roz­staj­ne dro­gi: w lewo rosyj­ska część memo­ria­łu, po pra­wej alej­ka na Pol­ski Cmen­tarz Wojen­ny w Katy­niu (paź­dzier­nik 2000)

Przy­go­to­wa­nie do mszy świę­tej żałob­nej (10 kwiet­nia 2010)

Iza­bel­la Sariusz-Skąp­ska i Jerzy Gawor (11 kwiet­nia 2011)

Pre­zy­dent Pol­ski Bro­ni­sław Komo­row­ski i pre­zy­dent Fede­ra­cji Rosyj­skiej Dmi­trij Mie­dwie­diew (11 kwiet­nia 2011)

Człon­ko­wie Rodzi­ny Katyń­skiej w Opo­lu (11 kwiet­nia 2011)