Mój ojciec, Kazimierz Ściślewski, lekarz weterynarii, kapitan rezerwy Wojska Polskiego, zamordowany w Katyniu w kwietniu 1940 roku, wiedział, że będzie miał dziecko z żoną Heleną, ale nigdy swojej córki nie zobaczył. Nie wiedział nawet, że będzie to córka. Urodziłam się 21 stycznia 1940 roku. Każdy mój wyjazd do Katynia to bardzo osobiste przeżycie, tak jak odwiedzenie świeżego grobu, gdzie przed chwilą pochowano najbliższego człowieka. I przemożne poczucie doznanej krzywdy.
Pierwszy raz byłam w Katyniu w 2000 roku z mężem Grzegorzem. Prawie cały czas, chodząc po cmentarzu, płakałam. Obiecałam sobie wtedy i leżącemu tam Tacie, że postaram się przywieźć do niego jego wnuków i prawnuków. Żadne słowa o Katyniu pisane i sfilmowane fakty nie dają tego, co przyjazd osobisty na to przesiąknięte krwią miejsce i modlitwa na grobie bliskiej osoby.
Udało mi się po kilku latach przyjechać do Katynia z najstarszym synem Maciejem. Po roku byli tam synowie Jerzy i Paweł. Wszyscy przeżyli te wyjazdy na pewno indywidualnie. Było, jak opowiadali, ogromne wzruszenie i głęboki smutek.
W kwietniu 2010 roku byłam w Katyniu z wnukiem Miłoszem. W Smoleńsku tragiczna katastrofa samolotu. Przeżyliśmy ten wyjazd, będąc myślami i modlitwą nie tylko z ojcem i pradziadkiem, ale i ze wszystkimi, którzy zginęli w tym dniu. Byłam wtedy dumna z młodzieży, harcerzy i wojska, którzy wspólnie z księżmi potrafili stawić czoło tragedii i na miejscu zorganizować mszę świętą z oprawą żałobną.
W 2016 roku byłam w Katyniu z wnuczką Martą i wnukiem Antkiem. Po zmianach organizacyjnych i likwidacji Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa nie był to wyjazd wielkiej grupy pielgrzymów pociągiem, a wylot niedużej grupy samolotem do Witebska i autobusem do Katynia i Smoleńska. Wnuki, które ze mną jechały, skupione były na celu podróży, cmentarzu wojennym w Katyniu i tablicy-epitafium ich pradziadka, tam zamordowanego. Przeżyły ten wyjazd, opiekując się mną, wzruszając się i w czasie podróży, i szczególnie na cmentarzu. Była to dla nich trudna i niezapomniana podróż. Tak to wspominają:
Marta Gawor, lat 16, prawnuczka kpt. Kazimierza Ściślewskiego
Podróż do Rosji i Katynia przeżyłam bardzo emocjonalnie, mimo że w naszej rodzinie świadomość o Zbrodni Katyńskiej jest bardzo duża i temat ten jest nam bardzo bliski. Jadąc tam, nie wiedziałam do końca, co oznacza taki wyjazd i odwiedzenie grobu pradziadka. Odwiedzenie tego miejsca nie równa się żadnej uroczystości w Polsce. Dopiero to bezpośrednie doświadczenie uświadomiło mi, jaką wielką tragedią były zdarzenia z tamtych lat.
Antoni Gawor, lat 17, prawnuk kpt. Kazimierza Ściślewskiego
Nie mogę powiedzieć, że czułem to samo, co większość zgromadzonych na cmentarzu katyńskim. Wydaje mi się, że nie potrafiłbym postawić się na Ich miejscu, to byli synowie, córki, najbliższa rodzina zamordowanych, a ja nawet nie miałem możliwości poznać mojego pradziadka. Osobiście spoglądałem na temat Zbrodni Katyńskiej z trochę szerszej perspektywy, jako zbrodnię wyrządzonej narodowi. Po wizycie na cmentarzu, stanięciu twarzą w twarz z tym, co naprawdę się wydarzyło, mój punkt widzenia trochę się zmienił. Teraz patrzę na to jako na krzywdę wyrządzoną każdej rodzinie katyńskiej. Kiedy się spaceruje wzdłuż tablic na cmentarzu w Katyniu, do człowieka dociera, że każde jedno nazwisko na tablicy oznacza rozbitą rodzinę. Ludzie zamordowani w tym lesie byli ojcami, mężami, synami. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, jak wielka była to tragedia. Można powiedzieć, choć dziwnie to zabrzmi, że cieszyłem się, że mogłem tam być, pośród tych ludzi, pośród synów, córek, wnuków zamordowanych. Byłem wdzięczny, że miałem możliwość odwiedzenia cmentarza osobiście. Mój Tata powiedział mi po powrocie, że bardzo ważnym jest, aby nie zapomnieć o tej zbrodni, powiedział, że wkrótce być może najbliższe osoby spoczywających nie będą mogły co roku jeździć do Rosji i że to na nas, młodych ludziach, dalszych członkach Rodzin Katyńskich spoczywa odpowiedzialność za pielęgnowanie pamięci o tym, co stało się w 1940 roku.
Mimo że sam nie poznałem swojego pradziadka, to jestem dumny, że mogę się nazywać członkiem Rodziny Katyńskiej.
Urszula Gawor, Rodzina Katyńska w Opolu
Pierwodruk: „Rodowód Rodzin Katyńskich. Biuletyn Federacji Rodzin Katyńskich” 2016–2017
Stacja w Gniezdowie (październik 2000)
Między bratnimi mogiłami, przed ołtarzem (październik 2000)
Miłosz Gawor (prawnuk Kazimierza Ściślewskiego, 10 kwietnia 2010)
Urszula i Jerzy Gaworowie (córka i wnuk) przy epitafium Kazimierza Ściślewskiego (11 kwietnia 2011)
Urszula i Grzegorz Gaworowie; rozstajne drogi: w lewo rosyjska część memoriału, po prawej alejka na Polski Cmentarz Wojenny w Katyniu (październik 2000)
Przygotowanie do mszy świętej żałobnej (10 kwietnia 2010)
Izabella Sariusz-Skąpska i Jerzy Gawor (11 kwietnia 2011)
Prezydent Polski Bronisław Komorowski i prezydent Federacji Rosyjskiej Dmitrij Miedwiediew (11 kwietnia 2011)
Członkowie Rodziny Katyńskiej w Opolu (11 kwietnia 2011)






