Do lasu pod Kijowie przyjechali krewni zamordowanych na Ukrainie, którzy na ten dzień czekali 72 lata, oraz przedstawiciele władz państwowych i duchowni.
Teren Polskiego Cmentarza Wojennego w Bykowni otacza alejka w kolorze czerwonym, a wzdłuż niej znajdują się tabliczki z szarego granitu, na których umieszczono dane wszystkich znajdujących się na tzw. „liście ukraińskiej” – całość symbolizuje kolory narodowe. Elementem centralnym, podobnie jak innych nekropolii katyńskich, jest ołtarz oraz ściana pamięci z wyrytymi na niej nazwiskami Ofiar, przecięta krzyżem. Obok ołtarza jest dzwon pamięci otoczony symbolami religijnymi różnych wyznań. Bliżej wejścia, w centralnym punkcie, znajduje się mogiła zbiorowa opatrzona napisem w języku polskim i ukraińskim: TU SPOCZYWAJĄ OBYWATELE RZECZYPOSPOLITEJ, KTÓRZY NA MOCY DECYZJI NAJWYŻSZYCH WŁADZ ZSRR Z 5 MARCA 1940 R. ZOSTALI ZAMORDOWANI W WIĘZIENIU ZEWNĘTRZNYM NKWD W KIJOWIE. SZCZĄTKI OFIAR ZOSTAŁY ODNALEZIONE PODCZAS PRAC ARCHEOLOGICZNYCH W LATACH 2001, 2006–2007, 2011–2012.
Ceremonia rozpoczęła się od złożenia na ukraińskiej i polskiej części cmentarza wieńców przez prezydentów obu państw Bronisława Komorowskiego i Wiktora Janukowycza. Następnie odegrane zostały hymny państwowe.
W swoim wystąpieniu Wiktor Janukowycz uznał, że otwarcie cmentarza jest „spełnieniem obowiązku nie tylko wobec zmarłych, ale również wobec przyszłych pokoleń”. Wyraził współczucie narodowi polskiemu i rodzinom Ofiar. „Chylę przed nimi czoło. Niech wszechmogący Bóg zachowa ich dusze w pokoju” – powiedział.
„Takie same sosny, taki sam las i ta sama zbrodnia, jaką czcimy w Katyniu” – tymi słowami rozpoczął swoje wystąpienie Bronisław Komorowski. Podkreślił, że wyjątkowość zbrodni polegała na tym, że Ofiary chciano pozbawić nie tylko życia, ale i „najskromniejszego nawet pochówku oraz pamięci”. „Pamięć o nich miała na zawsze zniknąć w jamach śmierci lecz Bóg widział, ludzie pamiętali, historia się upomniała”. Zwracając się do zebranych, prezydent stwierdził, że „nie byłoby tych katyńskich, narodowych sanktuariów bez pracy i wysiłku wielu ludzi, spośród których chciałbym przywołać tutaj w Bykowni jedną postać –
śp. Andrzeja Przewoźnika. To z jego nazwiskiem zawsze będzie związana pamięć i wdzięczność za powstanie trzech pierwszych cmentarzy upamiętniających Zbrodnię Katyńską”. Podziękował także prof. Andrzejowi K. Kunertowi za zaangażowanie w budowę cmentarza w Bykowni.
Dalsze uroczystości odbywały się na polskiej stronie. Biskup polowy WP Józef Guzdek poświęcił ścianę pamięci i cmentarz, natomiast apb Józef Kowalczyk, prymas Polski, dzwon, który jako pierwszy uruchomił prezydent Komorowski. Następnie rozpoczęła się msza święta pod przewodnictwem abp. Józefa Kowalczyka, a homilię wygłosił bp Józef Guzek, który zwracając się do obecnych, zaapelował, aby opłakując śmierć naszych bliskich, stanąć razem po stronie Ofiar, a przeciwko dokonanej zbrodni. Przypomniał, że prawda o zbrodni była przez wiele lat ukrywana i zakłamywana. „Katom nie wystarczyła śmierć zadana strzałem w tył głowy. Pozbawiono was nawet chrześcijańskiego pogrzebu, a potem przez wiele lat źli ludzie usiłowali popełnić drugą zbrodnię — chcieli zatrzeć ślady tej pierwszej i zabić prawdę o waszych marzeniach – o wolnej Polsce” – mówił kaznodzieja do Ofiar.
Sekretarz ROPWiM Andrzej K. Kunert w swoim wystąpieniu, stwierdził, że „żołnierze naszej wolności” nie są już anonimowi, a za ich ofiarę najwyższą – ofiarę życia – niepodległa i suwerenna Rzeczpospolita odpłaca pamięcią wykutą w kamieniu.
Izabella Sariusz-Skąpska, prezes Federacji Rodzin Katyńskich, stwierdziła, że 3435 nazwisk wykuto w kamieniu na dowód, iż pamięć jest silniejsza niż kłamstwo. Podkreśliła, że w ciszy bykowniańskiego lasu do dziś „słychać cierpienie”. „Od dziś stoimy na poświęconej ziemi. Niechaj modlitwy pielgrzymów uciszą ten las i przyniosą ukojenie rodzinom” – powiedziała.
Odczytanie apelu pamięci, salwa honorowa oraz złożenie wieńców i zapalenie zniczy na zbiorowej mogile zakończyło uroczystości w Bykowni.
W godzinach wieczornych ponownie odwiedziliśmy cmentarz. Podświetlony wyglądał tajemniczo. Mogliśmy w ciszy i skupieniu, gdy opadły już emocje związane z uroczystościami, pomodlić się za Ofiary zbrodni.
Część polska cmentarza wchodzi w skład Państwowego Memoriału Ofiar Totalitaryzmu Sowieckiego, na którym spoczywają zamordowani podczas tzw. Wielkiego Terroru z końca lat trzydziestych.
Prace badawcze na tym terenie prowadzone były przez polskich archeologów z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu pod kierunkiem prof. Andrzeja Koli, z przerwami od 2001 do 2011 roku. Z 69 polskich grobów wydobyto szczątki blisko 2 tysięcy osób. Groby były sprofanowane i splądrowane przez sowieckie komisje badawcze i miejscową ludność. W 1971 roku KGB zrobiło pierwszą ekshumację, która miała być tzw. uporządkowaniem terenu. Podczas tych prac wkopano się do grobów, skąd wydobyto nie tylko szczątki ale też przedmioty umożliwiające identyfikację. Z nielicznych zachowanych w Prokuraturze Miejskiej w Kijowie dokumentów z tej ekshumacji Prokuratura Wojskowa udostępniła stronie polskiej spis przedmiotów pochodzenia polskiego dopiero w 1996 roku. Wśród nielicznych artefaktów znajdowały się monety, w tym grosz z 1939 roku, guzik z orłem i pozwolenie na prowadzenie pojazdów Franciszka Paszkiela.
Kości i większość przedmiotów wydobytych w 1971 roku umieszczono w skrzyniach i zakopano, a na tym miejscu postawiono pomnik. Mimo to polskim archeologom udało się zidentyfikować nazwiska dziewięciu osób. Najważniejszymi dowodami pochówku polskich oficerów w Bykowni był wojskowy znak tożsamości tzw. nieśmiertelnik starszego sierżanta KOP Józefa Naglika; z kolei nazwiska czterech oficerów – ppłk. Bronisława Szczyradłowskiego, gen. Władysława Langrena, prof. Ludwika Dworzaka i prof. Juliusza Makarewicza – odczytano na grzebyku zwanym wszawikiem, jedno nazwisko ppor. rez. Józefa Łobazy widniało na szczoteczce do zębów.
Kamień węgielny pod budowę cmentarza został wmurowany 28 listopada 2011 roku w obecności prezydentów Polski i Ukrainy. Ogłoszony przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa konkurs na opracowanie koncepcji cmentarza wygrała praca zespołu autorskiego – architekt Robert Głowacki, artysta rzeźbiarz Marek Moderau.
Bykownia, zarówno dla Ukraińców jak i Polaków, jest symbolem zbrodni popełnionych przez NKWD. Dla nas jest to miejsce szczególnie ważne. Po Katyniu, Miednoje i Charkowie, a więc miejscach, gdzie są cmentarze, to kolejna zbiorowa mogiła „katyńska”, w której spoczywają polscy obywatele. Przeprowadzone tu prace pozwoliły wyjaśnić, co stało się z kilkoma tysiącami Polaków, których przetrzymywano w więzieniach na zachodniej Ukrainie i zamordowano na mocy decyzji z marca 1940 roku. To nie jest oczywiście cała prawda, należy szukać tych, o których wiadomo, że zostali wywiezieni do Chersonia. No i jest jeszcze Białoruś, o której praktycznie nie wiemy nic.
Być może na tym cmentarzu spoczywają szczątki mojego teścia, starszego sierżanta Korpusu Ochrony Pogranicza Jana Rubasa. Aresztowany we wrześniu 1939 roku został wywieziony do obozu w Juży, zwolniony w październiku, wrócił w nocy do domu i rano ponownie aresztowany. Figuruje na tzw. „ukraińskiej liście katyńskiej”.
Maria Rubas, Rodzina Katyńska w Warszawie
Pierwodruk: „Rodowód Rodzin Katyńskich. Biuletyn Federacji Rodzin Katyńskich” 2016–2017