Śp. Stefan Maskiewicz, syn Władysława i Martyny, spoczywający na Polskim Cmentarzu Wojennym w Bykowni, to jedyny brat mojej Mamy, Aliny Więckowskiej z domu Maskiewicz, jedyny wuj mój i mojego brata Ryszarda. Urodzony w 1912 roku, po ukończeniu w 1934 warszawskiego Technikum Kolejowego wstąpił w 1934 roku do Szkoły Podchorążych Rezerwy Saperów w Modlinie, którą ukończył w 1935. Przeszedł potem szkolenia w 7 Batalionie Saperów w Poznaniu, zakończone wnioskiem o awans na oficera rezerwy sapera. Przeniesiony do rezerwy podjął pracę na kolei, ale nie dawała ona perspektywy stabilizacji, postanowił więc wstąpić do służby zawodowej w Wojsku Polskim. Od 1 stycznia 1939 w stopniu podporucznika rozpoczął służbę w Batalionie Silnikowym w Twierdzy Modlin.
Służba w Modlinie okazała się krótka – nadszedł 1 września 1939. Batalion Silnikowy wraz z innymi jednostkami garnizonu opuścił Modlin. Część załogi wzmocniła obronę Warszawy, inni wyruszyli w drogę na wschód.
Dotychczas nie udało się rodzinie ustalić dokładnej marszruty wrześniowej Stefana. Jedyną i ostatnią wiadomością była odręcznie napisana kartka (niestety, nie zachowała się), którą przyniósł do domu ojca żołnierz z tej samej jednostki. Wiadomość była z 19 września 1939, z okolic Łucka, iż jednostka znalazła się w potrzasku niemiecko-sowieckim. Tam prawdopodobnie dostał się do niewoli sowieckiej.
Od tego zawiadomienia na kartce papieru wszelki ślad po Stefanie zaginął. Nie było już żadnej wiadomości do końca wojny, nie było jego nazwiska na listach katyńskich, ogłaszanych jeszcze w czasie okupacji. W latach powojennych pamiętam, że kilkakrotnie jeździłam z Mamą na ul. Mokotowską do Biura Poszukiwań Polskiego Czerwonego Krzyża, ale daremnie.
W późniejszych latach od czasu do czasu odwiedzałyśmy powstałe w Forcie Czerniakowskim Muzeum Katyńskie, mając nadzieję, że może moja Mama rozpozna jakieś osobiste przedmioty brata, wykopane z katyńskich grobów.
Przełomem była wizyta w Muzeum Katyńskim, w kilka miesięcy po opublikowaniu w 1995 roku przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wydawnictwa Ukraiński ślad Katynia. Gdy w czasie tamtej wizyty panie pilnujące zbiorów wręczyły nam tę książkę i znalazłyśmy w niej imię, nazwisko i inne dane Stefana na liście nr 57/1 poz. 53 nr 1875 – była to chwila wielkiego wstrząsu, wzruszenia i łez, bólu, ale i w pewnym sensie ulgi, że po tak wielu latach odnalezione zostały ślady jego tragicznego losu. Wzruszony był także ówczesny kustosz Muzeum Katyńskiego, pan płk Zdzisław Sawicki, i cały personel Muzeum, bo byłyśmy jedną z pierwszych rodzin z tak zwanej listy ukraińskiej, które zidentyfikowały swojego krewnego na tej liście. Pan płk Sawicki poprosił o wszelkie informacje o Stefanie Maskiewiczu, dokumenty i fotografie będące w posiadaniu rodziny. Wtedy okazało się, że poza aktem urodzenia w rodzinie nie zachowały się żadne dokumenty, są jedynie dwie fotografie profesjonalne w mundurze i trochę fotografii amatorskich.
W tej sytuacji postanowiliśmy zacząć poszukiwania w Archiwum Wojska Polskiego w Rembertowie. Zbiory Archiwum WP okazały się niezawodne, a kompetencje archiwistów w Rembertowie i w Wesołej – najwyższej klasy. Przede wszystkim zachowała się teczka akt przebiegu szkolenia wojskowego Stefana z lat 1934–1936 (zachowały się dokumenty z podchorążówki i szkoleń w Poznaniu, opinie, wnioski awansowe itp.), a także odpis aktu urodzenia i odpis świadectwa ukończenia Techniku Kolejowego w Warszawie. Archiwiści pozwolili Mamie, mojemu Bratu i mnie wziąć teczkę akt do rąk, przejrzeć dokumenty oraz skopiowali je na naszą prośbę. Bardzo przeżyliśmy ten moment – jak spotkanie ze Stefanem po latach.
Nie był to jednak koniec poszukiwań. Dzięki państwu archiwistom z Rembertowa mogliśmy przejrzeć obsady kadry oficerskiej Wojska Polskiego w 1939 roku. Odnaleźliśmy w tych obsadach Stefana, dzięki temu dowiadując się, że służył w Batalionie Silnikowym na stanowisku oficera instruktora i jakie pobierał wynagrodzenie. To z kolei pozwoliło odnaleźć i zapoznać się z Księgą rozkazów dziennych Baonu Silnikowego w okresie od 1 stycznia do ostatniego wpisu z ostatnich dni sierpnia 1939 roku… Kilka z wpisów w tej księdze dotyczyło Stefana.
Wszystkie te cudem odnalezione dokumenty i informacje są dla naszej rodziny bardzo cennymi pamiątkami. Przekazaliśmy je wraz z dwiema fotografiami do Muzeum Katyńskiego, jeszcze mieszczącego się w Forcie Czerniakowskim (pokwitowanie nr 216 Muzeum Katyńskiego – Oddziału Muzeum WP z dnia 14 lutego 1999).
Minęło kilka lat. W dniu 28 stycznia 2005 roku moja Mama została przesłuchana jako świadek przez prokuratora Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie – Instytutu Pamięci Narodowej Marka Klimczaka w sprawie losów Stefana i przekazała kopię dokumentów złożonych w Muzeum Katyńskim w 1999 roku. Mama, jako jedyna siostra Stefana, uzyskała w IPN status osoby pokrzywdzonej. Po jej śmierci w 2013 oraz śmierci jej syna, a mojego brata Ryszarda w 2017 roku status ten przypada mnie jako najbliższej rodzinie w drugim pokoleniu.
Od opublikowania tak zwanej listy ukraińskiej minęło kilkanaście lat, w ciągu których trwały żmudne i trudne starania o ekshumacje i utworzenie IV cmentarza katyńskiego na Ukrainie. Trzeba oddać wielki hołd ludziom działającym w Radzie Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, szczególnie śp. panu Andrzejowi Przewoźnikowi i panu Andrzejowi Krzysztofowi Kunertowi, historykom, specjalistom prowadzącym badania i ekshumacje, całemu środowisku Rodzin Katyńskich. Wysiłek wielu osób doprowadził do tak bardzo oczekiwanego przez rodziny dnia – 21 września 2012 – otwarcia IV Cmentarza Katyńskiego w Bykowni.
Gdy otrzymałam od Warszawskiej Rodziny Katyńskiej telefoniczną informację o możliwości uczestnictwa przedstawiciela rodziny Stefana w tej uroczystości, byłam akurat w sanatorium, a trzeba było natychmiast podać numer paszportu i inne dane osoby, która pojedzie. Niestety, dla mojej Mamy ta możliwość przyszła za późno – miała już wtedy 99 lat, o podróży nie mogło być mowy, mój Brat nie miał ważnego paszportu, więc w drogę wyruszyłam ja, mimo problemów zdrowotnych.
Długa podróż pociągiem specjalnym, którym podróżowali członkowie rodzin ofiar, członkowie Rady Ochrony Pamięci Walki Męczeństwa z prof. Andrzejem Kunertem na czele, kapelani Rodzin Katyńskich, działacze stowarzyszeń Rodzin Katyńskich i Federacji Rodzin Katyńskich, kompania honorowa i orkiestra reprezentacyjna Wojska Polskiego… Podniosła atmosfera, powaga, wielkie oczekiwanie…
Pod dworcem kolejowym w Kijowie czekają autokary, jedziemy na przedmieścia Kijowa. Zatrzymujemy się w miejscu, gdzie na skraju sosnowego lasu stoi rząd stalowych, prawosławnych krzyży, a na nich zawiązane białe szale w niebieskie ukraińskie wzory. Do przejścia jest kilkaset metrów, starsi lub niepełnosprawni mogą podjechać busem.
Wkraczamy na teren cmentarza, położonego pośród sosnowego lasu. Na lewo – część ukraińska, poświęcona pogrzebanym tam ukraińskim ofiarom terroru z lat trzydziestych i czterdziestych. Na prawo – Polski Cmentarz Wojenny. Brama wejściowa z napisem w języku polskim i ukraińskim: „PAMIĘCI OBYWATELI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ OFIAR ZBRODNI KATYŃSKIEJ ARESZTOWANYCH PO 17 WRZEŚNIA 1939 ROKU PRZEZ SOWIECKIE NKWD I ZAMORDOWANYCH NA MOCY DECYZJI NAJWYŻSZYCH WŁADZ ZSRR Z DNIA 5 MARCA 1940 ROKU”.
W centralnej części – zbiorowa mogiła, w której pochowano szczątki ofiar ekshumowanych z polskich grobów na tym terenie, na wielkiej tablicy ołtarzowej – 3435 imion i nazwisk wszystkich obywateli polskich z listy ukraińskiej, wokół części polskiej – rzędy tabliczek epitafijnych wszystkich ofiar.
Przed rozpoczęciem uroczystości jest trochę czasu na obejście cmentarza, zorientowanie się w jego rozplanowaniu i na odnalezienie tabliczki poświęconej osobie bliskiej. Ponieważ układ tabliczek jest alfabetyczny, bez trudu odnajduję tabliczkę Stefana. Składam przywiezioną z Warszawy wiązankę białych i czerwonych róż, zapalam biały i czerwony znicz, w szparę między granitowymi płytkami wkładam małą polską flagę. W pobliżu, wzdłuż alei z tabliczkami jest co najmniej kilkanaście osób z Polski, składających kwiaty i zapalających światła przy „swoich” tabliczkach. Jedna z pań przykleja do tabliczki fotografię swego krewnego. Wszyscy są bardzo wzruszeni, że mogą być w tym miejscu, że doczekaliśmy wreszcie tej chwili, że dane nam było po tak wielu latach stanąć nad symbolicznym grobem naszych bliskich, okrutnie, bestialsko zamordowanych, przecież jeńców wojennych! Mój wuj Stefan w kwietniu 1940 roku miał dopiero 27 lat, jeszcze nie zdążył założyć rodziny…
W uroczystości otwarcia Cmentarza biorą udział prezydenci: Polski – Bronisław Komorowski i Ukrainy – Wiktor Janukowycz. Są przedstawiciele Federacji i poszczególnych Rodzin Katyńskich, członkowie polskiego Rządu, wysokie szarże Wojska Polskiego i Kościoła, duszpasterze WP różnych wyznań, kompania honorowa, orkiestra reprezentacyjna WP. Odprawiona zostaje bardzo uroczysta msza święta. Jest salwa honorowa, przemówienia składanie kwiatów, zapalanie zniczy…
Późnym popołudniem udajemy się na obiad. Jednak potem wracamy jeszcze na cmentarz. Jest wieczór, ale tablica ołtarzowa rozjaśniona jest reflektorami, a teren – licznymi zapalonymi wcześniej zniczami. To stwarza bardzo podniosły nastrój. Chcę ten widok zapamiętać, nie wiem, czy jeszcze będzie mi dane przyjechać tu ponownie. Robię kolejne zdjęcia, żeby pokazać Mamie, Bratu, całej rodzinie.
Wreszcie pada wezwanie do odjazdu. Na dworcu kolejowym wsiadamy do naszego pociągu, ale zanim ruszy – trębacz z Orkiestry Reprezentacyjnej WP staje na peronie i na pożegnanie gra Śpij, kolego… Wszyscy mamy łzy w oczach.
Uroczystość otwarcia Polskiego Cmentarza Wojennego w Bykowni wciąż bardzo mocno tkwi w mojej pamięci, jako wielkie przeżycie, oczekiwane przez Polaków przez kilkadziesiąt lat. Żałowałam, że Mama, która ze swoim bratem Stefanem była bardzo związana, poszukiwała go po wojnie, tęskniła za nim całe życie, przywoływała go do końca swoich dni – nie mogła już tu przyjechać. Podobnie jak rodziny wielu innych ofiar, spoczywających w Bykowni i na innych polskich cmentarzach w Rosji i na Ukrainie.
Łaskawy los – uosabiany przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa i Federację Rodzin Katyńskich – sprawił, że mogłam powrócić do Bykowni w kwietniu 2015 roku w kolejną rocznicę Zbrodni Katyńskiej. Tym razem nie była to kilkunastogodzinna podróż pociągiem specjalnym, lecz przelot samolotem do Kijowa. Podobnie jak na otwarciu cmentarza, było bardzo uroczyście. Rodziny ofiar znów przywiozły wiele wiązanek kwiatów i zniczy. Ci, którzy uczestniczyli w uroczystości otwarcia cmentarza w 2012 roku, wchodzą pewnie, do znanego już miejsca i nieomylnie trafiają do „swoich” tabliczek epitafijnych. W uroczystości uczestniczył Prezydent Bronisław Komorowski, a ze strony ukraińskiej – już Petro Poroszenko. Była uroczysta msza święta, przemówienia Prezydentów i innych gości, składanie kwiatów, salwa honorowa. Pamiętam, że był piękny, słoneczny dzień i silny wiatr, który mocno kołysał wysokimi sosnami.
Czwarty cmentarz katyński w Bykowni – to piękne miejsce, godnie upamiętniające ofiary tej wielkiej zbrodni.
Elżbieta Więckowska, Rodzina Katyńska w Warszawie
Pierwodruk: „Rodowód Rodzin Katyńskich. Biuletyn Federacji Rodzin Katyńskich” 2016–2017

