Elżbieta Więckowska, Czwarty cmentarz katyński w Bykowni. Wspomnienie o śp. ppor. Stefanie Maskiewiczu (2012, 2015)

Śp. Ste­fan Maskie­wicz, syn Wła­dy­sła­wa i Mar­ty­ny, spo­czy­wa­ją­cy na Pol­skim Cmen­ta­rzu Wojen­nym w Bykow­ni, to jedy­ny brat mojej Mamy, Ali­ny Więc­kow­skiej z domu Maskie­wicz, jedy­ny wuj mój i moje­go bra­ta Ryszar­da. Uro­dzo­ny w 1912 roku, po ukoń­cze­niu w 1934 war­szaw­skie­go Tech­ni­kum Kole­jo­we­go wstą­pił w 1934 roku do Szko­ły Pod­cho­rą­żych Rezer­wy Sape­rów w Modli­nie, któ­rą ukoń­czył w 1935. Prze­szedł potem szko­le­nia w 7 Bata­lio­nie Sape­rów w Pozna­niu, zakoń­czo­ne wnio­skiem o awans na ofi­ce­ra rezer­wy sape­ra. Prze­nie­sio­ny do rezer­wy pod­jął pra­cę na kolei, ale nie dawa­ła ona per­spek­ty­wy sta­bi­li­za­cji, posta­no­wił więc wstą­pić do służ­by zawo­do­wej w Woj­sku Pol­skim. Od 1 stycz­nia 1939 w stop­niu pod­po­rucz­ni­ka roz­po­czął służ­bę w Bata­lio­nie Sil­ni­ko­wym w Twier­dzy Modlin.

Służ­ba w Modli­nie oka­za­ła się krót­ka – nad­szedł 1 wrze­śnia 1939. Bata­lion Sil­ni­ko­wy wraz z inny­mi jed­nost­ka­mi gar­ni­zo­nu opu­ścił Modlin. Część zało­gi wzmoc­ni­ła obro­nę War­sza­wy, inni wyru­szy­li w dro­gę na wschód.

Dotych­czas nie uda­ło się rodzi­nie usta­lić dokład­nej mar­szru­ty wrze­śnio­wej Ste­fa­na. Jedy­ną i ostat­nią wia­do­mo­ścią była odręcz­nie napi­sa­na kart­ka (nie­ste­ty, nie zacho­wa­ła się), któ­rą przy­niósł do domu ojca żoł­nierz z tej samej jed­nost­ki. Wia­do­mość była z 19 wrze­śnia 1939, z oko­lic Łuc­ka, iż jed­nost­ka zna­la­zła się w potrza­sku nie­miec­ko-sowiec­kim. Tam praw­do­po­dob­nie dostał się do nie­wo­li sowiec­kiej.

Od tego zawia­do­mie­nia na kart­ce papie­ru wszel­ki ślad po Ste­fa­nie zagi­nął. Nie było już żad­nej wia­do­mo­ści do koń­ca woj­ny, nie było jego nazwi­ska na listach katyń­skich, ogła­sza­nych jesz­cze w cza­sie oku­pa­cji. W latach powo­jen­nych pamię­tam, że kil­ka­krot­nie jeź­dzi­łam z Mamą na ul. Moko­tow­ską do Biu­ra Poszu­ki­wań Pol­skie­go Czer­wo­ne­go Krzy­ża, ale darem­nie.

W póź­niej­szych latach od cza­su do cza­su odwie­dza­ły­śmy powsta­łe w For­cie Czer­nia­kow­skim Muzeum Katyń­skie, mając nadzie­ję, że może moja Mama roz­po­zna jakieś oso­bi­ste przed­mio­ty bra­ta, wyko­pa­ne z katyń­skich gro­bów.

Prze­ło­mem była wizy­ta w Muzeum Katyń­skim, w kil­ka mie­się­cy po opu­bli­ko­wa­niu w 1995 roku przez Mini­ster­stwo Spraw Wewnętrz­nych wydaw­nic­twa Ukra­iń­ski ślad Katy­nia. Gdy w cza­sie tam­tej wizy­ty panie pil­nu­ją­ce zbio­rów wrę­czy­ły nam tę książ­kę i zna­la­zły­śmy w niej imię, nazwi­sko i inne dane Ste­fa­na na liście nr 57/1 poz. 53 nr 1875 – była to chwi­la wiel­kie­go wstrzą­su, wzru­sze­nia i łez, bólu, ale i w pew­nym sen­sie ulgi, że po tak wie­lu latach odna­le­zio­ne zosta­ły śla­dy jego tra­gicz­ne­go losu. Wzru­szo­ny był tak­że ówcze­sny kustosz Muzeum Katyń­skie­go, pan płk Zdzi­sław Sawic­ki, i cały per­so­nel Muzeum, bo były­śmy jed­ną z pierw­szych rodzin z tak zwa­nej listy ukra­iń­skiej, któ­re ziden­ty­fi­ko­wa­ły swo­je­go krew­ne­go na tej liście. Pan płk Sawic­ki popro­sił o wszel­kie infor­ma­cje o Ste­fa­nie Maskie­wi­czu, doku­men­ty i foto­gra­fie będą­ce w posia­da­niu rodzi­ny. Wte­dy oka­za­ło się, że poza aktem uro­dze­nia w rodzi­nie nie zacho­wa­ły się żad­ne doku­men­ty, są jedy­nie dwie foto­gra­fie pro­fe­sjo­nal­ne w mun­du­rze i tro­chę foto­gra­fii ama­tor­skich.

W tej sytu­acji posta­no­wi­li­śmy zacząć poszu­ki­wa­nia w Archi­wum Woj­ska Pol­skie­go w Rem­ber­to­wie. Zbio­ry Archi­wum WP oka­za­ły się nie­za­wod­ne, a kom­pe­ten­cje archi­wi­stów w Rem­ber­to­wie i w Weso­łej – naj­wyż­szej kla­sy. Przede wszyst­kim zacho­wa­ła się tecz­ka akt prze­bie­gu szko­le­nia woj­sko­we­go Ste­fa­na z lat 1934–1936 (zacho­wa­ły się doku­men­ty z pod­cho­rą­żów­ki i szko­leń w Pozna­niu, opi­nie, wnio­ski awan­so­we itp.), a tak­że odpis aktu uro­dze­nia i odpis świa­dec­twa ukoń­cze­nia Tech­ni­ku Kole­jo­we­go w War­sza­wie. Archi­wi­ści pozwo­li­li Mamie, moje­mu Bra­tu i mnie wziąć tecz­kę akt do rąk, przej­rzeć doku­men­ty oraz sko­pio­wa­li je na naszą proś­bę. Bar­dzo prze­ży­li­śmy ten moment – jak spo­tka­nie ze Ste­fa­nem po latach.

Nie był to jed­nak koniec poszu­ki­wań. Dzię­ki pań­stwu archi­wi­stom z Rem­ber­to­wa mogli­śmy przej­rzeć obsa­dy kadry ofi­cer­skiej Woj­ska Pol­skie­go w 1939 roku. Odna­leź­li­śmy w tych obsa­dach Ste­fa­na, dzię­ki temu dowia­du­jąc się, że słu­żył w Bata­lio­nie Sil­ni­ko­wym na sta­no­wi­sku ofi­ce­ra instruk­to­ra i jakie pobie­rał wyna­gro­dze­nie. To z kolei pozwo­li­ło odna­leźć i zapo­znać się z Księ­gą roz­ka­zów dzien­nych Baonu Sil­ni­ko­we­go w okre­sie od 1 stycz­nia do ostat­nie­go wpi­su z ostat­nich dni sierp­nia 1939 roku… Kil­ka z wpi­sów w tej księ­dze doty­czy­ło Ste­fa­na.

Wszyst­kie te cudem odna­le­zio­ne doku­men­ty i infor­ma­cje są dla naszej rodzi­ny bar­dzo cen­ny­mi pamiąt­ka­mi. Prze­ka­za­li­śmy je wraz z dwie­ma foto­gra­fia­mi do Muzeum Katyń­skie­go, jesz­cze miesz­czą­ce­go się w For­cie Czer­nia­kow­skim (pokwi­to­wa­nie nr 216 Muzeum Katyń­skie­go – Oddzia­łu Muzeum WP z dnia 14 lute­go 1999).

Minę­ło kil­ka lat. W dniu 28 stycz­nia 2005 roku moja Mama zosta­ła prze­słu­cha­na jako świa­dek przez pro­ku­ra­to­ra Oddzia­ło­wej Komi­sji Ści­ga­nia Zbrod­ni prze­ciw­ko Naro­do­wi Pol­skie­mu w War­sza­wie – Insty­tu­tu Pamię­ci Naro­do­wej Mar­ka Klim­cza­ka w spra­wie losów Ste­fa­na i prze­ka­za­ła kopię doku­men­tów zło­żo­nych w Muzeum Katyń­skim w 1999 roku. Mama, jako jedy­na sio­stra Ste­fa­na, uzy­ska­ła w IPN sta­tus oso­by pokrzyw­dzo­nej. Po jej śmier­ci w 2013 oraz śmier­ci jej syna, a moje­go bra­ta Ryszar­da w 2017 roku sta­tus ten przy­pa­da mnie jako naj­bliż­szej rodzi­nie w dru­gim poko­le­niu.

Od opu­bli­ko­wa­nia tak zwa­nej listy ukra­iń­skiej minę­ło kil­ka­na­ście lat, w cią­gu któ­rych trwa­ły żmud­ne i trud­ne sta­ra­nia o eks­hu­ma­cje i utwo­rze­nie IV cmen­ta­rza katyń­skie­go na Ukra­inie. Trze­ba oddać wiel­ki hołd ludziom dzia­ła­ją­cym w Radzie Ochro­ny Pamię­ci Walk i Męczeń­stwa, szcze­gól­nie śp. panu Andrze­jo­wi Prze­woź­ni­ko­wi i panu Andrze­jo­wi Krzysz­to­fo­wi Kuner­to­wi, histo­ry­kom, spe­cja­li­stom pro­wa­dzą­cym bada­nia i eks­hu­ma­cje, całe­mu śro­do­wi­sku Rodzin Katyń­skich. Wysi­łek wie­lu osób dopro­wa­dził do tak bar­dzo ocze­ki­wa­ne­go przez rodzi­ny dnia – 21 wrze­śnia 2012 – otwar­cia IV Cmen­ta­rza Katyń­skie­go w Bykow­ni.

Gdy otrzy­ma­łam od War­szaw­skiej Rodzi­ny Katyń­skiej tele­fo­nicz­ną infor­ma­cję o moż­li­wo­ści uczest­nic­twa przed­sta­wi­cie­la rodzi­ny Ste­fa­na w tej uro­czy­sto­ści, byłam aku­rat w sana­to­rium, a trze­ba było natych­miast podać numer pasz­por­tu i inne dane oso­by, któ­ra poje­dzie. Nie­ste­ty, dla mojej Mamy ta moż­li­wość przy­szła za póź­no – mia­ła już wte­dy 99 lat, o podró­ży nie mogło być mowy, mój Brat nie miał waż­ne­go pasz­por­tu, więc w dro­gę wyru­szy­łam ja, mimo pro­ble­mów zdro­wot­nych.

Dłu­ga podróż pocią­giem spe­cjal­nym, któ­rym podró­żo­wa­li człon­ko­wie rodzin ofiar, człon­ko­wie Rady Ochro­ny Pamię­ci Wal­ki Męczeń­stwa z prof. Andrze­jem Kuner­tem na cze­le, kape­la­ni Rodzin Katyń­skich, dzia­ła­cze sto­wa­rzy­szeń Rodzin Katyń­skich i Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich, kom­pa­nia hono­ro­wa i orkie­stra repre­zen­ta­cyj­na Woj­ska Pol­skie­go… Pod­nio­sła atmos­fe­ra, powa­ga, wiel­kie ocze­ki­wa­nie…

Pod dwor­cem kole­jo­wym w Kijo­wie cze­ka­ją auto­ka­ry, jedzie­my na przed­mie­ścia Kijo­wa. Zatrzy­mu­je­my się w miej­scu, gdzie na skra­ju sosno­we­go lasu stoi rząd sta­lo­wych, pra­wo­sław­nych krzy­ży, a na nich zawią­za­ne bia­łe sza­le w nie­bie­skie ukra­iń­skie wzo­ry. Do przej­ścia jest kil­ka­set metrów, star­si lub nie­peł­no­spraw­ni mogą pod­je­chać busem.

Wkra­cza­my na teren cmen­ta­rza, poło­żo­ne­go pośród sosno­we­go lasu. Na lewo – część ukra­iń­ska, poświę­co­na pogrze­ba­nym tam ukra­iń­skim ofia­rom ter­ro­ru z lat trzy­dzie­stych i czter­dzie­stych. Na pra­wo – Pol­ski Cmen­tarz Wojen­ny. Bra­ma wej­ścio­wa z napi­sem w języ­ku pol­skim i ukra­iń­skim: „PAMIĘCI OBYWATELI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ OFIAR ZBRODNI KATYŃSKIEJ ARESZTOWANYCH PO 17 WRZEŚNIA 1939 ROKU PRZEZ SOWIECKIE NKWD I ZAMORDOWANYCH NA MOCY DECYZJI NAJWYŻSZYCH WŁADZ ZSRR Z DNIA 5 MARCA 1940 ROKU”.

W cen­tral­nej czę­ści – zbio­ro­wa mogi­ła, w któ­rej pocho­wa­no szcząt­ki ofiar eks­hu­mo­wa­nych z pol­skich gro­bów na tym tere­nie, na wiel­kiej tabli­cy ołta­rzo­wej – 3435 imion i nazwisk wszyst­kich oby­wa­te­li pol­skich z listy ukra­iń­skiej, wokół czę­ści pol­skiej – rzę­dy tabli­czek epi­ta­fij­nych wszyst­kich ofiar.

Przed roz­po­czę­ciem uro­czy­sto­ści jest tro­chę cza­su na obej­ście cmen­ta­rza, zorien­to­wa­nie się w jego roz­pla­no­wa­niu i na odna­le­zie­nie tablicz­ki poświę­co­nej oso­bie bli­skiej. Ponie­waż układ tabli­czek jest alfa­be­tycz­ny, bez tru­du odnaj­du­ję tablicz­kę Ste­fa­na. Skła­dam przy­wie­zio­ną z War­sza­wy wią­zan­kę bia­łych i czer­wo­nych róż, zapa­lam bia­ły i czer­wo­ny znicz, w szpa­rę mię­dzy gra­ni­to­wy­mi płyt­ka­mi wkła­dam małą pol­ską fla­gę. W pobli­żu, wzdłuż alei z tablicz­ka­mi jest co naj­mniej kil­ka­na­ście osób z Pol­ski, skła­da­ją­cych kwia­ty i zapa­la­ją­cych świa­tła przy „swo­ich” tablicz­kach. Jed­na z pań przy­kle­ja do tablicz­ki foto­gra­fię swe­go krew­ne­go. Wszy­scy są bar­dzo wzru­sze­ni, że mogą być w tym miej­scu, że docze­ka­li­śmy wresz­cie tej chwi­li, że dane nam było po tak wie­lu latach sta­nąć nad sym­bo­licz­nym gro­bem naszych bli­skich, okrut­nie, bestial­sko zamor­do­wa­nych, prze­cież jeń­ców wojen­nych! Mój wuj Ste­fan w kwiet­niu 1940 roku miał dopie­ro 27 lat, jesz­cze nie zdą­żył zało­żyć rodzi­ny…

W uro­czy­sto­ści otwar­cia Cmen­ta­rza bio­rą udział pre­zy­den­ci: Pol­ski – Bro­ni­sław Komo­row­ski i Ukra­iny – Wik­tor Janu­ko­wycz. Są przed­sta­wi­cie­le Fede­ra­cji i poszcze­gól­nych Rodzin Katyń­skich, człon­ko­wie pol­skie­go Rzą­du, wyso­kie szar­że Woj­ska Pol­skie­go i Kościo­ła, dusz­pa­ste­rze WP róż­nych wyznań, kom­pa­nia hono­ro­wa, orkie­stra repre­zen­ta­cyj­na WP. Odpra­wio­na zosta­je bar­dzo uro­czy­sta msza świę­ta. Jest sal­wa hono­ro­wa, prze­mó­wie­nia skła­da­nie kwia­tów, zapa­la­nie zni­czy…

Póź­nym popo­łu­dniem uda­je­my się na obiad. Jed­nak potem wra­ca­my jesz­cze na cmen­tarz. Jest wie­czór, ale tabli­ca ołta­rzo­wa roz­ja­śnio­na jest reflek­to­ra­mi, a teren – licz­ny­mi zapa­lo­ny­mi wcze­śniej zni­cza­mi. To stwa­rza bar­dzo pod­nio­sły nastrój. Chcę ten widok zapa­mię­tać, nie wiem, czy jesz­cze będzie mi dane przy­je­chać tu ponow­nie. Robię kolej­ne zdję­cia, żeby poka­zać Mamie, Bra­tu, całej rodzi­nie.

Wresz­cie pada wezwa­nie do odjaz­du. Na dwor­cu kole­jo­wym wsia­da­my do nasze­go pocią­gu, ale zanim ruszy – trę­bacz z Orkie­stry Repre­zen­ta­cyj­nej WP sta­je na pero­nie i na poże­gna­nie gra Śpij, kole­go… Wszy­scy mamy łzy w oczach.

Uro­czy­stość otwar­cia Pol­skie­go Cmen­ta­rza Wojen­ne­go w Bykow­ni wciąż bar­dzo moc­no tkwi w mojej pamię­ci, jako wiel­kie prze­ży­cie, ocze­ki­wa­ne przez Pola­ków przez kil­ka­dzie­siąt lat. Żało­wa­łam, że Mama, któ­ra ze swo­im bra­tem Ste­fa­nem była bar­dzo zwią­za­na, poszu­ki­wa­ła go po woj­nie, tęsk­ni­ła za nim całe życie, przy­wo­ły­wa­ła go do koń­ca swo­ich dni – nie mogła już tu przy­je­chać. Podob­nie jak rodzi­ny wie­lu innych ofiar, spo­czy­wa­ją­cych w Bykow­ni i na innych pol­skich cmen­ta­rzach w Rosji i na Ukra­inie.

Łaska­wy los – uosa­bia­ny przez Radę Ochro­ny Pamię­ci Walk i Męczeń­stwa i Fede­ra­cję Rodzin Katyń­skich – spra­wił, że mogłam powró­cić do Bykow­ni w kwiet­niu 2015 roku w kolej­ną rocz­ni­cę Zbrod­ni Katyń­skiej. Tym razem nie była to kil­ku­na­sto­go­dzin­na podróż pocią­giem spe­cjal­nym, lecz prze­lot samo­lo­tem do Kijo­wa. Podob­nie jak na otwar­ciu cmen­ta­rza, było bar­dzo uro­czy­ście. Rodzi­ny ofiar znów przy­wio­zły wie­le wią­za­nek kwia­tów i zni­czy. Ci, któ­rzy uczest­ni­czy­li w uro­czy­sto­ści otwar­cia cmen­ta­rza w 2012 roku, wcho­dzą pew­nie, do zna­ne­go już miej­sca i nie­omyl­nie tra­fia­ją do „swo­ich” tabli­czek epi­ta­fij­nych. W uro­czy­sto­ści uczest­ni­czył Pre­zy­dent Bro­ni­sław Komo­row­ski, a ze stro­ny ukra­iń­skiej – już Petro Poro­szen­ko. Była uro­czy­sta msza świę­ta, prze­mó­wie­nia Pre­zy­den­tów i innych gości, skła­da­nie kwia­tów, sal­wa hono­ro­wa. Pamię­tam, że był pięk­ny, sło­necz­ny dzień i sil­ny wiatr, któ­ry moc­no koły­sał wyso­ki­mi sosna­mi.

Czwar­ty cmen­tarz katyń­ski w Bykow­ni – to pięk­ne miej­sce, god­nie upa­mięt­nia­ją­ce ofia­ry tej wiel­kiej zbrod­ni.

Elż­bie­ta Więc­kow­ska, Rodzi­na Katyń­ska w War­sza­wie

Pier­wo­druk: „Rodo­wód Rodzin Katyń­skich. Biu­le­tyn Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich” 2016–2017

Elż­bie­ta Więc­kow­ska przy tablicz­ce epi­ta­fij­nej wuja, Ste­fa­na Maskie­wi­cza

Tablicz­ki epi­ta­fij­ne, w gór­nym rzę­dzie upa­mięt­nie­nie Ste­fa­na Maskie­wi­cza