Bogusław Perczak, Toruńskie pielgrzymki do Katynia (1995, 2000, 2010, 2017)

Rodzi­na Katyń­ska w Toru­niu powsta­ła jesie­nią 1989 roku. Tra­fi­li­śmy do niej zimą 1989/1990 – obo­je z żoną, bo to jej ojciec, por. Alfred Sob­czuk, był ofia­rą Zbrod­ni Katyń­skiej.

Toczy­ły się w kra­ju waż­ne prze­mia­ny, odkła­my­wa­no histo­rię, naj­bar­dziej przed­się­bior­czy bli­scy pomor­do­wa­nych w lesie katyń­skim indy­wi­du­al­nie lub w nie­wiel­kich gru­pach znaj­do­wa­li spo­so­by na dotar­cie do miej­sca zbrod­ni. Suwe­ren­ne pań­stwo, speł­nia­jąc swój obo­wią­zek wobec pomor­do­wa­nych repre­zen­tan­tów elit II Rze­czy­po­spo­li­tej, pod­ję­ło sta­ra­nia o budo­wę na tere­nach byłe­go ZSRR pol­skich cmen­ta­rzy wojen­nych. Misję tę powie­rzo­no Radzie Ochro­ny Pamię­ci Walk i Męczeń­stwa, któ­ra pod kie­row­nic­twem nie­za­po­mnia­ne­go Andrze­ja Prze­woź­ni­ka zna­ko­mi­cie wywią­za­ła się z powie­rzo­ne­go jej zada­nia: poko­nu­jąc licz­ne prze­szko­dy i trud­no­ści, dopro­wa­dzi­ła do zbu­do­wa­nia pol­skich cmen­ta­rzy wojen­nych w Katy­niu, Mied­no­je i Char­ko­wie, a póź­niej w Bykow­ni. Pra­ce finan­so­wał głów­nie pol­ski rząd, pamię­tam jed­nak rów­nież spo­łecz­ne zbiór­ki środ­ków na ten cel, pro­wa­dzo­ne w Rodzi­nach Katyń­skich.

W 1995 roku docze­ka­li­śmy się pierw­sze­go wiel­kie­go zbio­ro­we­go wyjaz­du do Katy­nia: 4 czerw­ca zapla­no­wa­no uro­czy­stość wmu­ro­wa­nia aktu erek­cyj­ne­go pod budo­wę cmen­ta­rza wojen­ne­go. Z naszej toruń­skiej Rodzi­ny Katyń­skiej poje­cha­li: Danu­ta Kamiń­ska, Wan­da Per­czak, Maria Thiel, Zdzi­sław Klemp i Bogu­sław Per­czak. 3 czerw­ca w War­sza­wie spo­tka­li­śmy się – uczest­ni­cy wyjaz­du z Rodzin Katyń­skich z całej Pol­ski – na Dwor­cu Gdań­skim. Wiel­ka rze­sza prze­ję­tych i wzru­szo­nych ludzi zapeł­nia­ła dwa pocią­gi spe­cjal­ne z wago­na­mi wyłącz­nie sypial­ny­mi, spraw­nie i sym­pa­tycz­nie obsłu­gi­wa­ny­mi przez pol­skie woj­sko. Na pero­nie żegnał nas Andrzej Prze­woź­nik, któ­ry wraz z inny­mi przed­sta­wi­cie­la­mi władz cywil­nych, woj­sko­wych i kościel­nych leciał do Smo­leń­ska następ­ne­go dnia rano. Nasze pocią­gi wyru­szy­ły kolej­no oko­ło połu­dnia, aby dotrzeć do Smo­leń­ska 4 czerw­ca wcze­śnie rano, po wygod­nej podró­ży w przy­dzie­lo­nych prze­dzia­łach, cały czas obsłu­gi­wa­ni i kar­mie­ni przez naszych żoł­nie­rzy.

W Smo­leń­sku na wiel­kim przy­dwor­co­wym pla­cu cze­ka­ło na nas kil­ka­dzie­siąt rosyj­skich auto­ka­rów (zapa­mię­ta­łem nasze­go kie­row­cę z cha­rak­te­ry­stycz­nym dla ówcze­snych Rosjan „srebr­no-zło­tym” uśmie­chem), któ­re prze­wio­zły nas kil­ku­na­sto­ki­lo­me­tro­wą witeb­ską szo­są do Katy­nia.

Cmen­tarz był dopie­ro w budo­wie, podzi­wia­li­śmy na plan­szach pięk­ne pro­jek­ty pol­skich archi­tek­tów. Zna­ko­mi­ta więk­szość z nas była tu po raz pierw­szy i trud­no się dzi­wić głę­bo­kie­mu wzru­sze­niu, z jakim obcho­dzi­li­śmy doły śmier­ci, kła­dli przy­wie­zio­ne wień­ce i kwia­ty, zapa­la­li zni­cze… Wresz­cie, po tylu latach – bli­sko szcząt­ków naszych naj­bliż­szych!

W katyń­skim lesie roz­brzmie­wa hymn RP gra­ny przez orkie­strę repre­zen­ta­cyj­ną Woj­ska Pol­skie­go, przy polo­wym ołta­rzu biskup polo­wy WP ks. Sła­woj Leszek Głódź odpra­wia mszę świę­tą, po modli­twie eku­me­nicz­nej nastę­pu­je wmu­ro­wa­nie aktu erek­cyj­ne­go cmen­ta­rza doko­na­ne przez pre­zy­den­ta Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej Lecha Wałę­sę. Wstrzą­sa­ją­ce wra­że­nie robi na nas apel pamię­ci i sal­wa hono­ro­wa – strza­ły kara­bi­no­we tu, w tym lesie, są czymś szcze­gól­nym…

Po zakoń­czo­nej uro­czy­sto­ści sku­pie­ni – każ­dy ze swo­imi myśla­mi – wsia­da­my do auto­ka­rów odwo­żą­cych nas na obiad do Smo­leń­ska, a potem do pocią­gów, któ­re po cało­noc­nej podró­ży oko­ło połu­dnia 5 czerw­ca docie­ra­ją do War­sza­wy.

Mija kolej­nych pięć lat wypeł­nio­nych inten­syw­ny­mi pra­ca­mi budow­la­ny­mi, orga­ni­za­cyj­ny­mi i poko­ny­wa­niem prze­szkód wsze­la­kich i wresz­cie: na 28 lip­ca 2000 roku zapo­wie­dzia­na jest uro­czy­stość otwar­cia i poświę­ce­nia Pol­skie­go Cmen­ta­rza Wojen­ne­go w Katy­niu. Na cze­le dele­ga­cji rzą­du RP sta­nie pre­mier Jerzy Buzek, będzie duża gru­pa par­la­men­ta­rzy­stów, wyso­cy dowód­cy woj­sko­wi, kom­pa­nia repre­zen­ta­cyj­na Woj­ska Pol­skie­go; poświę­ce­nia cmen­ta­rza doko­na pry­mas Pol­ski kar­dy­nał Józef Glemp. A z Toru­nia znów wyru­sza piel­grzym­ka Rodzi­ny Katyń­skiej: Maria Thiel, Wan­da Per­czak, Miro­sław Gas­sen-Pie­kar­ski, Bogu­sław Per­czak. Znów – jak pięć lat wcze­śniej – ser­decz­ne zamie­sza­nie na Dwor­cu Gdań­skim w War­sza­wie wśród przed­sta­wi­cie­li Rodzin Katyń­skich z całej Pol­ski, znów „odpra­wia” nas Andrzej Prze­woź­nik, zno­wu do Smo­leń­ska rusza dłu­gi pociąg pełen „katyń­skich piel­grzy­mów”, mło­dych żoł­nie­rzy nimi się opie­ku­ją­cych, żoł­nie­rzy z kom­pa­nii repre­zen­ta­cyj­nej i orkie­stry, kape­la­nów Rodzin Katyń­skich, har­ce­rzy…

Zamglo­nym ran­kiem 28 lip­ca dojeż­dża­my do Smo­leń­ska. Rosyj­skie auto­ka­ry dowo­żą nas na miej­sce uro­czy­sto­ści – Pol­ski Cmen­tarz Wojen­ny w Katy­niu. Tu spo­ty­ka­my się z „VIP-owską” czę­ścią pol­skiej dele­ga­cji, któ­ra do Smo­leń­ska przy­le­cia­ła samo­lo­tem.

Uro­czy­sto­ści roz­po­czy­na­ją się w rosyj­skiej czę­ści cmen­ta­rza (czy­li „Memo­ria­łu Katyń”, jak Rosja­nie nazy­wa­ją to miej­sce) – jest modli­twa pra­wo­sław­nych duchow­nych, wień­ce skła­da­ją pre­mier Jerzy Buzek i wice­pre­mier Fede­ra­cji Rosyj­skiej Wik­tor Chri­stien­ko, kwia­ty kła­dą pol­scy par­la­men­ta­rzy­ści (w lesie spo­czy­wa­ją szcząt­ki dzie­siąt­ków tysię­cy ofiar sta­li­now­skich repre­sji – oby­wa­te­li Związ­ku Sowiec­kie­go, roz­strze­li­wa­nych tu jesz­cze przed II woj­ną świa­to­wą). Póź­niej – już na tere­nie Pol­skie­go Cmen­ta­rza Wojen­ne­go, przy ołta­rzu pod ogrom­ną tabli­cą z nazwi­ska­mi ponad czte­rech tysię­cy zamor­do­wa­nych pol­skich ofi­ce­rów, bli­sko umiesz­czo­ne­go jak­by „pod zie­mią” dzwo­nu katyń­skie­go – przy przej­mu­ją­cych dźwię­kach tego dzwo­nu pry­mas Glemp roz­po­czy­na mszę świę­tą. Nie mamy wąt­pli­wo­ści: uczest­ni­czy­my – wdo­wy, dzie­ci i wnu­ki tych, co tu leżą – w pogrze­bie naszych uko­cha­nych naj­bliż­szych. Czy moż­na się dzi­wić łzom w oczach wie­lu z nas?

Po mszy świę­tej znów bije katyń­ski dzwon: ks. pry­mas Józef Glemp i biskup polo­wy Woj­ska Pol­skie­go ks. Sła­woj Leszek Głódź idą wzdłuż ale­jek z oso­bi­sty­mi tablicz­ka­mi wszyst­kich pomor­do­wa­nych i świę­cą – te tablicz­ki, doły śmier­ci, gro­by gene­ra­łów, cały teren cmen­ta­rza… A więc mamy to, na co cze­ka­li­śmy przez dzie­się­cio­le­cia: otwar­ty i poświę­co­ny cmen­tarz, na któ­ry moż­na będzie przy­je­chać, zapa­lić znicz i pomo­dlić się. Może jesz­cze uda się dotrzeć do całej praw­dy o sowiec­kich zbrod­niach sym­bo­li­zo­wa­nych sło­wem „Katyń”, może odkry­te zosta­ną wszyst­kie miej­sca pochów­ków naszych roda­ków, może ujaw­nio­na praw­da pomo­że lepiej uło­żyć sąsiedz­kie sto­sun­ki dwóch naro­dów o trud­nej histo­rii. Może.

Mamy po uro­czy­sto­ściach jesz­cze tro­chę cza­su, więc znów idzie­my pod „nasze” tablicz­ki, jesz­cze roz­ma­wia­my ze sta­rym Rosja­ni­nem miesz­ka­ją­cym tu w oko­li­cy, któ­ry zna­lazł wte­dy w lesie dziw­ny („nie ruski”) woj­sko­wy but i ile się najadł wte­dy stra­chu, jesz­cze Tele­wi­zja Smo­leńsk robi wywiad z Wan­dą Per­czak, jesz­cze spo­ty­ka­my gru­pę pol­skich har­ce­rzy z Litwy (z „Czar­nej Trzy­nast­ki”, jak mówią), któ­rzy z Wil­na przy­je­cha­li tu rowe­ra­mi. Przy­cho­dzi jed­nak nie­odwo­łal­nie czas roz­sta­nia z tym miej­scem, zabie­ra­my z sobą to wszyst­ko, cośmy tu dziś prze­ży­li, i auto­ka­ra­mi wra­ca­my do Smo­leń­ska, do nasze­go spe­cjal­ne­go pocią­gu. Przed odjaz­dem do War­sza­wy jesz­cze jed­na miła sce­na: na plac przed dwor­cem pod­jeż­dża sta­ra „łada” z Domu Pol­skie­go w Smo­leń­sku i sio­stra zakon­na z tegoż Domu zabie­ra ofia­ro­wa­ne przez pasa­że­rów nasze­go pocią­gu dary dla dzie­ci – głów­nie jedze­nie i pie­nią­dze. Z nie­ja­ką oba­wą o stan zawie­sze­nia samo­cho­du patrzę, jak przy­sia­da coraz niżej w mia­rę zapeł­nia­nia się bagaż­ni­ka i wszyst­kich innych wol­nych miejsc. W koń­cu jed­nak szczę­śli­wie rusza, podob­nie i my za chwi­lę wyru­sza­my w dro­gę powrot­ną do kra­ju – ze świa­do­mo­ścią speł­nie­nia powin­no­ści wobec pole­głych i zaspo­ko­je­nia naj­głęb­szej potrze­by naszych serc.

Post scrip­tum

9 kwiet­nia 2010 roku do Katy­nia z dele­ga­cją Toruń­skiej Rodzi­ny Katyń­skiej pocią­giem jedzie pra­wnuk por. Alfre­da Sob­czu­ka – 18-let­ni Kon­rad Kaczyń­ski.

Jakie wra­że­nia ma ten mło­dy czło­wiek na pro­gu doro­sło­ści, któ­ry Pra­dziad­ka zna tyl­ko z opo­wie­ści Bab­ci Wan­dy, a histo­rię Lasu Katyń­skie­go zna głów­nie z lite­ra­tu­ry i pod­ręcz­ni­ków histo­rii?

„W kwiet­niu 2010 mia­łem oka­zję odwie­dzić grób pra­dziad­ka, któ­re­go los zacią­żył na życiu mojej Bab­ci, w zna­czą­cy spo­sób wpły­wa­jąc na dzie­je rodzi­ny. Choć dla mnie, jako czło­wie­ka uro­dzo­ne­go w latach 1990. i wcho­dzą­ce­go dopie­ro w doro­słe życie, był posta­cią z odle­głej histo­rii, nie spo­sób było, sto­jąc przy upa­mięt­nia­ją­cej go tablicz­ce, nie wzru­szyć się losem mło­de­go ofi­ce­ra, któ­ry dopie­ro co zało­żyw­szy rodzi­nę, dostał się w try­by histo­rii, któ­ra pozba­wi­ła go i jemu podob­nych życia, a ich rodzi­ny i dzie­ci spo­ko­ju oraz szczę­śli­we­go dzie­ciń­stwa. I choć ofi­cjal­ne obcho­dy roku 2010 prze­sło­ni­ła inna tra­ge­dia, dra­ma­tycz­nie zwią­zu­ją­ca rosyj­ską zie­mię z pol­ski­mi losa­mi, ta oso­bi­sta reflek­sja pozo­sta­je ze mną po dzień dzi­siej­szy”.

Dnia 10 kwiet­nia 2017 roku do Katy­nia z dele­ga­cją Toruń­skiej Rodzi­ny Katyń­skiej samo­lo­tem lecę ja – wnucz­ka por. Alfre­da Sob­czu­ka. Samo­lot lądu­je o 4 rano w Moskwie. Bacz­nie obser­wo­wa­ni przez funk­cjo­na­riu­szy rosyj­skiej mili­cji wsia­da­my do dwóch auto­ka­rów, któ­re po kil­ku godzi­nach eskor­to­wa­ne przez rosyj­skich woj­sko­wych i mili­cjan­tów przy­wio­zą nas przed bra­mę pol­skie­go cmen­ta­rza w Katy­niu. Zanim roz­pocz­ną się ofi­cjal­ne uro­czy­sto­ści, mam chwi­lę cza­su, by zna­leźć „swo­ją tablicz­kę”. Na miej­scu dopa­da mnie… wła­śnie nie wzru­sze­nie, ale radość! Bie­gnę jak na spo­tka­nie z uko­cha­nym Dziad­kiem, któ­re­mu koniecz­nie trze­ba opo­wie­dzieć „co u mnie sły­chać?”.

O godz.12 roz­po­czy­na­ją się ofi­cjal­ne uro­czy­sto­ści. Odpra­wio­na zosta­je msza świę­ta i wygło­szo­ne zosta­ją prze­mó­wie­nia. Mam żal, że w tym miej­scu i w tym dniu, w uro­czy­sto­ściach bio­rą udział – poza coraz mniej licz­ną gru­pą Rodzin Katyń­skich – mało waż­ni przed­sta­wi­cie­le pol­skie­go rzą­du. Tak jak­by obcho­dy smo­leń­skie w kra­ju mia­ły wyż­szą ran­gę….

Po mszy raz jesz­cze bie­gnę do Dziad­ka – por. Alfre­da Sob­czu­ka. Tak trud­no roz­stać się z Tobą i z tym miej­scem! Do War­sza­wy wra­ca­my samo­lo­tem z Moskwy póź­ną nocą, gru­pa chwi­la­mi bar­dzo star­szych osób, ale też kil­ko­ro ludzi mło­dych – i to ich moral­nym obo­wiąz­kiem jest prze­ka­zać histo­rię Lasu Katyń­skie­go i opo­wia­dać o losach zamor­do­wa­nych ofi­ce­rów przy­szłym poko­le­niom.

Bogu­sław Per­czak, Rodzi­na Katyń­ska w Toru­niu

Pier­wo­druk: „Rodo­wód Rodzin Katyń­skich. Biu­le­tyn Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich” 2016–2017

„Bilet” do Katy­nia (1995)

Przy mogi­łach. Od lewej: Maria Thiel, Danu­ta Kamiń­ska, Wan­da Per­czak, Zdzi­sław Klemp (1995)

Akt erek­cyj­ny goto­wy do wmu­ro­wa­nia (1995)

Odno­wio­ny fron­ton dwor­ca w Smo­leń­sku (2000)

Przed roz­po­czę­ciem uro­czy­sto­ści (2000)

Przed tablicz­ką Ojca (2000)

Kon­rad Kaczyń­ski przy tablicz­ce z nazwi­skiem Pra­dziad­ka (10 kwiet­nia 2010)

Przed dwor­cem w Smo­leń­sku. Od lewej: Maria Thiel, Wan­da Per­czak, Danu­ta Kamiń­ska (1995)

Przy mogi­łach. Od lewej: Maria Thiel, Danu­ta Kamiń­ska, Wan­da Per­czak, Zdzi­sław Klemp (1995)

Msza świę­ta w lesie katyń­skim (1995)

Kolej­ny „bilet” do Katy­nia (2000)

Przed roz­po­czę­ciem uro­czy­sto­ści (2000)

Przed roz­po­czę­ciem uro­czy­sto­ści (2000)

Dzwon katyń­ski (2000)

Z pol­ski­mi har­ce­rza­mi z Litwy. Od lewej: Bogu­sław Per­czak, druh­na Doro­ta, druh ks. Dariusz, Wan­da Per­czak, Miro­sław Ges­sen-Pie­kar­ski (2000)

Mar­ta Per­czak-Kaczyń­ska przy tablicz­ce z nazwi­skiem Dziad­ka (10 kwiet­nia 2017)