Rodzina Katyńska w Toruniu powstała jesienią 1989 roku. Trafiliśmy do niej zimą 1989/1990 – oboje z żoną, bo to jej ojciec, por. Alfred Sobczuk, był ofiarą Zbrodni Katyńskiej.
Toczyły się w kraju ważne przemiany, odkłamywano historię, najbardziej przedsiębiorczy bliscy pomordowanych w lesie katyńskim indywidualnie lub w niewielkich grupach znajdowali sposoby na dotarcie do miejsca zbrodni. Suwerenne państwo, spełniając swój obowiązek wobec pomordowanych reprezentantów elit II Rzeczypospolitej, podjęło starania o budowę na terenach byłego ZSRR polskich cmentarzy wojennych. Misję tę powierzono Radzie Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, która pod kierownictwem niezapomnianego Andrzeja Przewoźnika znakomicie wywiązała się z powierzonego jej zadania: pokonując liczne przeszkody i trudności, doprowadziła do zbudowania polskich cmentarzy wojennych w Katyniu, Miednoje i Charkowie, a później w Bykowni. Prace finansował głównie polski rząd, pamiętam jednak również społeczne zbiórki środków na ten cel, prowadzone w Rodzinach Katyńskich.
W 1995 roku doczekaliśmy się pierwszego wielkiego zbiorowego wyjazdu do Katynia: 4 czerwca zaplanowano uroczystość wmurowania aktu erekcyjnego pod budowę cmentarza wojennego. Z naszej toruńskiej Rodziny Katyńskiej pojechali: Danuta Kamińska, Wanda Perczak, Maria Thiel, Zdzisław Klemp i Bogusław Perczak. 3 czerwca w Warszawie spotkaliśmy się – uczestnicy wyjazdu z Rodzin Katyńskich z całej Polski – na Dworcu Gdańskim. Wielka rzesza przejętych i wzruszonych ludzi zapełniała dwa pociągi specjalne z wagonami wyłącznie sypialnymi, sprawnie i sympatycznie obsługiwanymi przez polskie wojsko. Na peronie żegnał nas Andrzej Przewoźnik, który wraz z innymi przedstawicielami władz cywilnych, wojskowych i kościelnych leciał do Smoleńska następnego dnia rano. Nasze pociągi wyruszyły kolejno około południa, aby dotrzeć do Smoleńska 4 czerwca wcześnie rano, po wygodnej podróży w przydzielonych przedziałach, cały czas obsługiwani i karmieni przez naszych żołnierzy.
W Smoleńsku na wielkim przydworcowym placu czekało na nas kilkadziesiąt rosyjskich autokarów (zapamiętałem naszego kierowcę z charakterystycznym dla ówczesnych Rosjan „srebrno-złotym” uśmiechem), które przewiozły nas kilkunastokilometrową witebską szosą do Katynia.
Cmentarz był dopiero w budowie, podziwialiśmy na planszach piękne projekty polskich architektów. Znakomita większość z nas była tu po raz pierwszy i trudno się dziwić głębokiemu wzruszeniu, z jakim obchodziliśmy doły śmierci, kładli przywiezione wieńce i kwiaty, zapalali znicze… Wreszcie, po tylu latach – blisko szczątków naszych najbliższych!
W katyńskim lesie rozbrzmiewa hymn RP grany przez orkiestrę reprezentacyjną Wojska Polskiego, przy polowym ołtarzu biskup polowy WP ks. Sławoj Leszek Głódź odprawia mszę świętą, po modlitwie ekumenicznej następuje wmurowanie aktu erekcyjnego cmentarza dokonane przez prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Lecha Wałęsę. Wstrząsające wrażenie robi na nas apel pamięci i salwa honorowa – strzały karabinowe tu, w tym lesie, są czymś szczególnym…
Po zakończonej uroczystości skupieni – każdy ze swoimi myślami – wsiadamy do autokarów odwożących nas na obiad do Smoleńska, a potem do pociągów, które po całonocnej podróży około południa 5 czerwca docierają do Warszawy.
Mija kolejnych pięć lat wypełnionych intensywnymi pracami budowlanymi, organizacyjnymi i pokonywaniem przeszkód wszelakich i wreszcie: na 28 lipca 2000 roku zapowiedziana jest uroczystość otwarcia i poświęcenia Polskiego Cmentarza Wojennego w Katyniu. Na czele delegacji rządu RP stanie premier Jerzy Buzek, będzie duża grupa parlamentarzystów, wysocy dowódcy wojskowi, kompania reprezentacyjna Wojska Polskiego; poświęcenia cmentarza dokona prymas Polski kardynał Józef Glemp. A z Torunia znów wyrusza pielgrzymka Rodziny Katyńskiej: Maria Thiel, Wanda Perczak, Mirosław Gassen-Piekarski, Bogusław Perczak. Znów – jak pięć lat wcześniej – serdeczne zamieszanie na Dworcu Gdańskim w Warszawie wśród przedstawicieli Rodzin Katyńskich z całej Polski, znów „odprawia” nas Andrzej Przewoźnik, znowu do Smoleńska rusza długi pociąg pełen „katyńskich pielgrzymów”, młodych żołnierzy nimi się opiekujących, żołnierzy z kompanii reprezentacyjnej i orkiestry, kapelanów Rodzin Katyńskich, harcerzy…
Zamglonym rankiem 28 lipca dojeżdżamy do Smoleńska. Rosyjskie autokary dowożą nas na miejsce uroczystości – Polski Cmentarz Wojenny w Katyniu. Tu spotykamy się z „VIP-owską” częścią polskiej delegacji, która do Smoleńska przyleciała samolotem.
Uroczystości rozpoczynają się w rosyjskiej części cmentarza (czyli „Memoriału Katyń”, jak Rosjanie nazywają to miejsce) – jest modlitwa prawosławnych duchownych, wieńce składają premier Jerzy Buzek i wicepremier Federacji Rosyjskiej Wiktor Christienko, kwiaty kładą polscy parlamentarzyści (w lesie spoczywają szczątki dziesiątków tysięcy ofiar stalinowskich represji – obywateli Związku Sowieckiego, rozstrzeliwanych tu jeszcze przed II wojną światową). Później – już na terenie Polskiego Cmentarza Wojennego, przy ołtarzu pod ogromną tablicą z nazwiskami ponad czterech tysięcy zamordowanych polskich oficerów, blisko umieszczonego jakby „pod ziemią” dzwonu katyńskiego – przy przejmujących dźwiękach tego dzwonu prymas Glemp rozpoczyna mszę świętą. Nie mamy wątpliwości: uczestniczymy – wdowy, dzieci i wnuki tych, co tu leżą – w pogrzebie naszych ukochanych najbliższych. Czy można się dziwić łzom w oczach wielu z nas?
Po mszy świętej znów bije katyński dzwon: ks. prymas Józef Glemp i biskup polowy Wojska Polskiego ks. Sławoj Leszek Głódź idą wzdłuż alejek z osobistymi tabliczkami wszystkich pomordowanych i święcą – te tabliczki, doły śmierci, groby generałów, cały teren cmentarza… A więc mamy to, na co czekaliśmy przez dziesięciolecia: otwarty i poświęcony cmentarz, na który można będzie przyjechać, zapalić znicz i pomodlić się. Może jeszcze uda się dotrzeć do całej prawdy o sowieckich zbrodniach symbolizowanych słowem „Katyń”, może odkryte zostaną wszystkie miejsca pochówków naszych rodaków, może ujawniona prawda pomoże lepiej ułożyć sąsiedzkie stosunki dwóch narodów o trudnej historii. Może.
Mamy po uroczystościach jeszcze trochę czasu, więc znów idziemy pod „nasze” tabliczki, jeszcze rozmawiamy ze starym Rosjaninem mieszkającym tu w okolicy, który znalazł wtedy w lesie dziwny („nie ruski”) wojskowy but i ile się najadł wtedy strachu, jeszcze Telewizja Smoleńsk robi wywiad z Wandą Perczak, jeszcze spotykamy grupę polskich harcerzy z Litwy (z „Czarnej Trzynastki”, jak mówią), którzy z Wilna przyjechali tu rowerami. Przychodzi jednak nieodwołalnie czas rozstania z tym miejscem, zabieramy z sobą to wszystko, cośmy tu dziś przeżyli, i autokarami wracamy do Smoleńska, do naszego specjalnego pociągu. Przed odjazdem do Warszawy jeszcze jedna miła scena: na plac przed dworcem podjeżdża stara „łada” z Domu Polskiego w Smoleńsku i siostra zakonna z tegoż Domu zabiera ofiarowane przez pasażerów naszego pociągu dary dla dzieci – głównie jedzenie i pieniądze. Z niejaką obawą o stan zawieszenia samochodu patrzę, jak przysiada coraz niżej w miarę zapełniania się bagażnika i wszystkich innych wolnych miejsc. W końcu jednak szczęśliwie rusza, podobnie i my za chwilę wyruszamy w drogę powrotną do kraju – ze świadomością spełnienia powinności wobec poległych i zaspokojenia najgłębszej potrzeby naszych serc.
Post scriptum
9 kwietnia 2010 roku do Katynia z delegacją Toruńskiej Rodziny Katyńskiej pociągiem jedzie prawnuk por. Alfreda Sobczuka – 18-letni Konrad Kaczyński.
Jakie wrażenia ma ten młody człowiek na progu dorosłości, który Pradziadka zna tylko z opowieści Babci Wandy, a historię Lasu Katyńskiego zna głównie z literatury i podręczników historii?
„W kwietniu 2010 miałem okazję odwiedzić grób pradziadka, którego los zaciążył na życiu mojej Babci, w znaczący sposób wpływając na dzieje rodziny. Choć dla mnie, jako człowieka urodzonego w latach 1990. i wchodzącego dopiero w dorosłe życie, był postacią z odległej historii, nie sposób było, stojąc przy upamiętniającej go tabliczce, nie wzruszyć się losem młodego oficera, który dopiero co założywszy rodzinę, dostał się w tryby historii, która pozbawiła go i jemu podobnych życia, a ich rodziny i dzieci spokoju oraz szczęśliwego dzieciństwa. I choć oficjalne obchody roku 2010 przesłoniła inna tragedia, dramatycznie związująca rosyjską ziemię z polskimi losami, ta osobista refleksja pozostaje ze mną po dzień dzisiejszy”.
Dnia 10 kwietnia 2017 roku do Katynia z delegacją Toruńskiej Rodziny Katyńskiej samolotem lecę ja – wnuczka por. Alfreda Sobczuka. Samolot ląduje o 4 rano w Moskwie. Bacznie obserwowani przez funkcjonariuszy rosyjskiej milicji wsiadamy do dwóch autokarów, które po kilku godzinach eskortowane przez rosyjskich wojskowych i milicjantów przywiozą nas przed bramę polskiego cmentarza w Katyniu. Zanim rozpoczną się oficjalne uroczystości, mam chwilę czasu, by znaleźć „swoją tabliczkę”. Na miejscu dopada mnie… właśnie nie wzruszenie, ale radość! Biegnę jak na spotkanie z ukochanym Dziadkiem, któremu koniecznie trzeba opowiedzieć „co u mnie słychać?”.
O godz.12 rozpoczynają się oficjalne uroczystości. Odprawiona zostaje msza święta i wygłoszone zostają przemówienia. Mam żal, że w tym miejscu i w tym dniu, w uroczystościach biorą udział – poza coraz mniej liczną grupą Rodzin Katyńskich – mało ważni przedstawiciele polskiego rządu. Tak jakby obchody smoleńskie w kraju miały wyższą rangę….
Po mszy raz jeszcze biegnę do Dziadka – por. Alfreda Sobczuka. Tak trudno rozstać się z Tobą i z tym miejscem! Do Warszawy wracamy samolotem z Moskwy późną nocą, grupa chwilami bardzo starszych osób, ale też kilkoro ludzi młodych – i to ich moralnym obowiązkiem jest przekazać historię Lasu Katyńskiego i opowiadać o losach zamordowanych oficerów przyszłym pokoleniom.
Bogusław Perczak, Rodzina Katyńska w Toruniu
Pierwodruk: „Rodowód Rodzin Katyńskich. Biuletyn Federacji Rodzin Katyńskich” 2016–2017
„Bilet” do Katynia (1995)
Przy mogiłach. Od lewej: Maria Thiel, Danuta Kamińska, Wanda Perczak, Zdzisław Klemp (1995)
Akt erekcyjny gotowy do wmurowania (1995)
Odnowiony fronton dworca w Smoleńsku (2000)
Przed rozpoczęciem uroczystości (2000)
Przed tabliczką Ojca (2000)
Konrad Kaczyński przy tabliczce z nazwiskiem Pradziadka (10 kwietnia 2010)
Przed dworcem w Smoleńsku. Od lewej: Maria Thiel, Wanda Perczak, Danuta Kamińska (1995)
Przy mogiłach. Od lewej: Maria Thiel, Danuta Kamińska, Wanda Perczak, Zdzisław Klemp (1995)
Msza święta w lesie katyńskim (1995)
Kolejny „bilet” do Katynia (2000)
Przed rozpoczęciem uroczystości (2000)
Przed rozpoczęciem uroczystości (2000)
Dzwon katyński (2000)
Z polskimi harcerzami z Litwy. Od lewej: Bogusław Perczak, druhna Dorota, druh ks. Dariusz, Wanda Perczak, Mirosław Gessen-Piekarski (2000)
Marta Perczak-Kaczyńska przy tabliczce z nazwiskiem Dziadka (10 kwietnia 2017)















