Józef Dzenajewicz, Moje przemyślenia i wnioski po podróży i pobycie w Katyniu i Smoleńsku (10 kwietnia 2017)

W Katy­niu mia­łem spo­sob­ność być wcze­śniej już dwa razy. Pierw­szy raz bez­po­śred­nio po otwar­ciu Pol­skie­go Cmen­tarz Wojen­ne­go w Katy­niu, to jest w sierp­niu 2000. Wyjazd zor­ga­ni­zo­wa­ny był, jak mnie pamięć nie myli, przez war­szaw­skie biu­ro tury­stycz­ne. Oczy­wi­ście ten pierw­szy wyjazd i moż­li­wość bycia w miej­scu, gdzie zgi­nął mój Ojciec i spo­czy­wa­ją jego kości, był szcze­gól­nym prze­ży­ciem, bo trud­no było jesz­cze parę lat wcze­śniej wyobra­zić sobie, że takie zda­rze­nie może dojść do skut­ku. Wyjazd ten miał jesz­cze dodat­ko­wy aspekt, bo odwie­dzi­łem po raz pierw­szy moje rodzin­ne mia­sto Wil­no. Żało­wa­łem tyl­ko, że tej chwi­li nie doży­ła moja Mama, któ­ra zmar­ła w 1986 roku.

Nie­spo­dzie­wa­nie dru­ga oka­zja poja­wi­ła się w 2007 roku, kie­dy na zapro­sze­nie pre­zy­den­ta Lecha Kaczyń­skie­go i dzię­ki dele­go­wa­niu przez Zarząd „Sto­wa­rzy­sze­nia” mnie i dru­giej oso­by mogłem po raz wtó­ry odwie­dzić miej­sce kaź­ni i grób moje­go Ojca. Wte­dy poja­wi­ła się myśl, że szko­da, że nie jestem tu z kimś bli­skim, tj. żoną, jed­ną z córek czy któ­rymś z wnu­ków, aby móc podzie­lić się reflek­sja­mi z poby­tu w tym nie­sa­mo­wi­tym miej­scu.

Nie­ste­ty z upły­wem lat uby­wa nam sił, dla­te­go nie snu­jąc żad­nych pla­nów na przy­szłość, w 2010 roku wpro­wa­dzi­łem na człon­ka Sto­wa­rzy­sze­nia moje­go naj­star­sze­go wnu­ka Micha­ła. Celem było zain­te­re­so­wa­nie Micha­ła wyda­rze­nia­mi z 1940 roku oraz moż­li­wość wyko­rzy­sta­nia jego oso­by w momen­cie udzia­łu Sto­wa­rzy­sze­nia w rocz­ni­co­wych uro­czy­sto­ściach, aby mógł zastą­pić dziad­ka w poczcie sztan­da­ro­wym czy 1 listo­pa­da brać udział w zbiór­ce pie­nię­dzy na cmen­ta­rzu, prze­zna­czo­nych na utrzy­ma­nie pomni­ka katyń­skie­go.

I oto nagle i nie­spo­dzie­wa­nie w dniu 16 mar­ca roku 2017 dosta­łem infor­ma­cje z Zarzą­du o moż­li­wo­ści wyjaz­du razem z Micha­łem do Katy­nia. Pod­sta­wo­wym warun­kiem for­mal­nym jest dostar­cze­nie pasz­por­tów dla orga­ni­za­to­ra wyjaz­du tj. Mini­ster­stwa Kul­tu­ry i Dzie­dzic­twa Naro­do­we­go naj­póź­niej do 23 mar­ca. Nie­ste­ty po spraw­dze­niu waż­no­ści pasz­por­tów oka­za­ło się, że Michał ma waż­ny pasz­port, a ja nie­ste­ty nie. W tej sytu­acji decy­zja mogła być jed­na. Zwró­ci­łem się do Zarzą­du Sto­wa­rzy­sze­nia, aby Michał z inną wyzna­czo­ną oso­bą mógł sko­rzy­stać z wyjaz­du do Katy­nia i Smo­leń­ska, a po powro­cie prze­ka­zać swo­je wra­że­nia i prze­ży­cia.

I w tym miej­scu oka­za­ło się, co zna­czy mieć rodzi­nę. Mój zięć Krzysz­tof, mąż star­szej cór­ki, zadał mi wte­dy reto­rycz­ne pyta­nie, czy chcę razem z Micha­łem jechać do Katy­nia, a ja w tym samym tonie odpo­wie­dzia­łem, że bar­dzo mi na tym zale­ży, lecz nie widzę żad­nych moż­li­wo­ści, aby speł­nić for­mal­ne warun­ki wyjaz­du.

Nie wiem, jak zięć to zro­bił, że pani Tere­sa Bara­now­ska z Mini­ster­stwa Kul­tu­ry wyka­za­ła dużo dobrej woli i zgo­dzi­ła się prze­su­nąć ter­min dostar­cze­nia pasz­por­tu, a następ­nie prze­ko­nać pra­cow­ni­ków Biu­ra Pasz­por­to­we­go ze Szcze­ci­na, a oni swo­ich kole­gów z War­sza­wy, że po zło­że­niu wnio­sku o pasz­port w ponie­dzia­łek pasz­port dotarł do Szcze­ci­na w czwar­tek przed połu­dniem. Dostar­cze­nie pasz­por­tu do Szcze­ci­na w tym ter­mi­nie umoż­li­wi­ło speł­nie­nie for­mal­ne­go warun­ku, bo pasz­port pocz­tą kurier­ską mógł zostać dostar­czo­ny do War­sza­wy w wyma­ga­nym ter­mi­nie.

Rów­no­cze­śnie młod­sza cór­ka pod­ję­ła ryzy­ko i zało­ży­ła, że spra­wa pasz­por­tu zosta­nie pozy­tyw­nie zała­twio­na, kupi­ła dla mnie i dla Micha­ła bile­ty kole­jo­we na podróż do War­sza­wy oraz bile­ty powrot­ne, co jak się oka­za­ło w efek­cie bar­dzo obni­ży­ło kosz­ty nasze­go wyjaz­du. Kie­dy żona prze­ka­za­ła nam jesz­cze ze swo­ich zbio­rów pięk­ną wią­zan­kę sztucz­nych róży­czek i poje­dyn­czą różę w her­ba­cia­nym kolo­rze, a Zarząd Sto­wa­rzy­sze­nia pamiąt­ko­wą wstąż­kę i znacz­ki orga­ni­za­cyj­ne, mogłem powie­dzieć, że jestem goto­wy do podró­ży z moim wnu­kiem do Katy­nia.

Gdy­by te wszyst­kie wyda­rze­nia roz­pa­try­wać poje­dyn­czo, nie ma w nich nic spe­cjal­ne­go, są pro­ste i natu­ral­ne. Zupeł­nie ina­czej one wyglą­da­ją, gdy zacho­dzą rów­no­cze­śnie i są pozy­tyw­nie zała­twio­ne. Zor­ga­ni­zo­wa­nie wyjaz­du przez Mini­ster­stwo Kul­tu­ry i Dzie­dzic­twa Naro­do­we­go, decy­zja Zarzą­du Sto­wa­rzy­sze­nia „Katyń” o dele­go­wa­niu na wyjazd mojej oso­by i moje­go wnu­ka Micha­ła, dobra wola i zro­zu­mie­nie urzęd­nicz­ki z Mini­ster­stwa prze­dłu­ża­ją­cej ter­min dostar­cze­nia pasz­por­tu oraz dobra wola i zaan­ga­żo­wa­nie pra­cow­ni­ków Biu­ra Pasz­por­to­we­go ze Szcze­ci­na i War­sza­wy.

Jako czło­wiek głę­bo­ko wie­rzą­cy myślę że Opatrz­ność Boża czu­wa­ła, abym mógł zre­ali­zo­wać swo­je marze­nie.

W moim odczu­ciu sama podróż i pobyt w Katy­niu i Smo­leń­sku były dobrze i spraw­nie zor­ga­ni­zo­wa­ne. Szcze­gól­ną opie­ką oto­czo­no star­sze oso­by, czy to zwią­za­ne z wyda­rze­nia­mi w Katy­niu, czy z kata­stro­fą samo­lo­tu w Smo­leń­sku.

Zapew­nio­no w mia­rę moż­li­wo­ści wygod­ną podróż, szcze­gól­nie jeśli cho­dzi o przy­jazd z Moskwy do Katy­nia i Smo­leń­ska oraz powrót do Moskwy. Każ­da z osób dys­po­no­wa­ła w auto­bu­sie dwo­ma miej­sca­mi, mia­ła zapew­nio­ny posi­łek i mogła sko­rzy­stać z napo­jów, tj. kawy, her­ba­ty i wody. Po każ­dym posto­ju czy prze­siad­ce spraw­dza­no, czy przy­pad­kiem kogoś nie bra­ku­je.

Bar­dzo cel­nym roz­wią­za­niem było zare­zer­wo­wa­nie na dwie doby hote­lu dla osób, któ­re wcze­śniej, czę­sto z odle­głych miej­sco­wo­ści musia­ły dotrzeć do War­sza­wy. Pozwo­li­ło to na spo­koj­ne roz­po­czę­cie podró­ży z zabra­niem nie­zbęd­nych rze­czy i sku­tecz­ny wypo­czy­nek po dłu­gich podró­żach i udzia­le w uro­czy­sto­ściach na Cmen­ta­rzu Wojen­nym w Katy­niu i w miej­scu kata­stro­fy samo­lo­tu w Smo­leń­sku.

A teraz kil­ka spo­strze­żeń i wnio­sków z nasze­go wyjaz­du do Katy­nia i Smo­leń­ska

Pierw­szy wnio­sek, jaki się nasu­wa, to potrze­ba orga­ni­zo­wa­nia tego rodza­ju wyjaz­dów przez pol­skie wła­dze w mia­rę moż­li­wo­ści jak naj­czę­ściej, gdyż nie sądzę, aby wyjaz­dy pry­wat­ne były zbyt licz­ne. Wyni­ka to nie tyl­ko z poważ­nych kosz­tów takie­go wyjaz­du, ale rów­nież poczu­cia bez­pie­czeń­stwa i bra­ku atmos­fe­ry, jaka towa­rzy­szy zor­ga­ni­zo­wa­nej gru­pie uczest­ni­ków.

Wia­do­mo, że osób zwią­za­nych uczu­cio­wo z wyda­rze­nia­mi, jakie mia­ły miej­sce w Katy­niu i Smo­leń­sku, z upły­wem cza­su będzie coraz mniej. Moż­na nato­miast liczyć, że dla mło­dych ludzi, któ­rzy tutaj przy­ja­dą, obec­ność na miej­scach tra­gicz­nych zda­rzeń pozo­sta­nie na dłu­go w pamię­ci, a to jest prze­cież pod­sta­wo­wym celem, aby pamięć o mor­dzie pol­skich ofi­ce­rów w Katy­niu i o ofia­rach kata­stro­fy w Smo­leń­sku jak naj­dłu­żej pozo­sta­ła w świa­do­mo­ści spo­łe­czeń­stwa, a mam nadzie­ję, że i moje­go wnu­ka.

Po dru­gie, aby tak jak w przy­pad­ku obec­ne­go wyjaz­du orga­ni­za­to­rzy nigdy nie pró­bo­wa­li porów­ny­wać czy zrów­ny­wać wyda­rzeń z Katy­nia i kata­stro­fy w Smo­leń­sku, dla któ­rych wspól­nym mia­now­ni­kiem może być tyl­ko ból rodzi­ny po utra­cie naj­bliż­szych osób czy bli­skość miejsc, w jakich te wyda­rze­nia zaist­nia­ły. Nato­miast wszyst­kie inne aspek­ty tych wyda­rzeń są zupeł­nie inne i nie­po­rów­ny­wal­ne.

Trze­ci wnio­sek, jaki się nasu­wa, jest zwią­za­ny z pro­gra­mem, któ­ry został przed­sta­wio­ny i spraw­nie zre­ali­zo­wa­ny przez orga­ni­za­to­ra wyjaz­du. Jestem oso­bą uczu­cio­wo zwią­za­ną z miej­scem, gdzie zgi­nął mój Ojciec. Pro­gram poby­tu opra­co­wa­ny przez orga­ni­za­to­ra obej­mo­wał dużo istot­nych punk­tów, ale nie prze­wi­dy­wał odpo­wied­nio dłu­gie­go cza­su dla takich uczest­ni­ków jak ja (myślę że mini­mum 45 minut), w któ­rym mógł­bym spo­koj­nie sta­nąć przy tablicz­ce moje­go Ojca sym­bo­li­zu­ją­cej jego mogi­łę i w ciszy i spo­ko­ju zmó­wić modli­twę za jego duszę i pomy­śleć, jak wyglą­da­ło­by moje życie, gdy­by to wyda­rze­nie nie zaist­nia­ło, gdy­by. Ojciec szczę­śli­wie wró­cił do domu i z całą rodzi­ną szczę­śli­wie docze­ka­li­by­śmy zakoń­cze­nia woj­ny. Myślę, że do cza­su, kie­dy takie oso­by jak ja będą uczest­ni­ka­mi takich wyjaz­dów, orga­ni­za­to­rzy w pro­gra­mie poby­tu w Katy­niu i pro­gra­mie poby­tu w Smo­leń­sku taki czas powin­ni prze­wi­dzieć.

Myślę, że są to trzy spra­wy, na któ­re chciał­bym zwró­cić uwa­gę.

Józef Dze­na­je­wicz, Rodzi­na Katyń­ska w Szcze­ci­nie

Pier­wo­druk: „Rodo­wód Rodzin Katyń­skich. Biu­le­tyn Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich” 2016–2017