Maria Kozłowska, Katyń, Smoleńsk (2017)

W roku 2015 razem z synem pod­ję­łam decy­zję, że zgło­si­my się do Toruń­skiej Rodzi­ny Katyń­skiej. Przy­ję­cie było bar­dzo ser­decz­nie. Poczu­łam się, jak w praw­dzi­wej rodzi­nie. Wszak łączy­ła nas stra­ta bli­skich. Mimo roz­licz­nych zajęć zawo­do­wych i spo­łecz­nych, sta­ram się nie opusz­czać spo­tkań. Ku moje­mu zasko­cze­niu pre­zes Toruń­skiej Rodzi­ny Katyń­skiej pani Bar­ba­ra Sękow­ska-Rein­ke uzna­ła, że mimo krót­kie­go sta­żu w Rodzi­nie, mam pra­wo poje­chać do Katy­nia i Smo­leń­ska.

Otrzy­ma­łam na pięk­nie czer­pa­nym papie­rze zapro­sze­nie od Mini­stra Kul­tu­ry i Dzie­dzic­twa Naro­do­we­go prof. Gliń­skie­go, na obiad w Smo­leń­sku! Nie na uro­czy­ste obcho­dy upa­mięt­nia­ją­ce 77. rocz­ni­cę zbrod­ni NKWD, tyl­ko na obiad! Gdy­by nie tekst, kto mnie zapra­sza, mogłam to ode­brać jako pismo od Gal­la Ano­ni­ma. Jak mia­łam rozu­mieć brak pod­pi­su prof. Gliń­skie­go na zapro­sze­niu? Jestem oso­bą dru­gie­go sor­tu, dla któ­re­go zapro­sze­nie nie musi speł­niać wszyst­kich norm przy­pi­sa­nych takie­mu „doku­men­to­wi”? Pomi­jam fakt, że na obie­dzie nie był. Trud­no było­by tego ocze­ki­wać, sko­ro wybrał obcho­dy w Pol­sce.

Od nie­for­tun­ne­go quasi-zapro­sze­nia było już tyl­ko gorzej. Z lot­ni­ska Moskwa-Wnu­ko­wo zafun­do­wa­no nam 5 godzin jaz­dy auto­ka­rem do Katy­nia. Zdro­wo­roz­sąd­ko­wo myślą­cy orga­ni­za­tor wyjaz­du powi­nien wie­dzieć, że nie jest to kom­fort prze­miesz­cza­nia się dla 60–70-latków. Dla­cze­go nie opra­co­wa­no wyjaz­du kil­ku­dnio­we­go? Moż­li­wość odpo­czyn­ku dała­by gwa­ran­cję innych wspo­mnień. Auto­ka­ry były eskor­to­wa­ne przez rosyj­ską poli­cję na sygna­łach świetl­nych. Posto­je sani­tar­ne były, jed­nak wsia­da­nie i wysia­da­nie wie­lu oso­bom przy­spa­rza­ło trud­no­ści. W Katy­niu byli przy­go­to­wa­ni na nasz przy­jazd. Obsłu­gu­ją­cy sto­iska z kanap­ka­mi i cie­pły­mi napo­ja­mi ser­decz­nie nas zapra­sza­li. Odpo­wied­nia licz­ba toa­let prze­no­śnych świad­czy­ła o zna­jo­mo­ści tema­tu.

Zaczę­ła się uro­czy­stość upa­mięt­nie­nia, powie­la­na, jak każ­de­go roku, sym­bo­licz­nym ude­rze­niem w Dzwon Pamię­ci, msze w róż­nym obrząd­ku i odczy­ta­nie listu pre­mie­ra Pio­tra Gliń­skie­go. Przed­sta­wi­cie­lem Mini­ster­stwa Kul­tu­ry i Dzie­dzic­twa Naro­do­we­go był dyrek­tor biu­ra mini­stra i kobie­ta nie­udol­nie tłu­ma­czą­ca na język rosyj­ski. Jej zna­jo­mość języ­ka rosyj­skie­go oce­niam na 3 z dwo­ma minu­sa­mi. Myli­ła się, źle akcen­to­wa­ła wyra­zy, mia­ła pro­ble­my z szyb­kim tłu­ma­cze­niem. Było to żenu­ją­ce, a mnie ta sytu­acja napraw­dę dener­wo­wa­ła. Dele­ga­cję rzą­do­wą na pozio­mie amba­sa­do­ra RP Wło­dzi­mie­rza Mar­ci­nia­ka w takim dniu i w takim miej­scu ode­bra­łam jako afront. Nato­miast nie do wyba­cze­nia jest brak zna­jo­mo­ści słów hym­nu pol­skie­go. A tym popi­sał się Tade­usz Desz­kie­wicz, dorad­ca pre­zy­den­ta RP, któ­ry nie pora­dził sobie z tek­stem od zwrot­ki: „już tam ojciec do swej Basi….” Dla potwier­dze­nia praw­dzi­wo­ści moich zarzu­tów wobec tłu­macz­ki i dorad­cy wystar­czy obej­rzeć nagra­nie TV Trwam, a na nim jest komicz­na pró­ba ukła­da­nia ust przez dorad­cę pre­zy­den­ta RP, by nie wypaść z roli. Stro­nę eku­me­nicz­ną nasze­go wyjaz­du obsłu­gi­wa­li: zastęp­ca pra­wo­sław­ne­go ordy­na­riu­sza Woj­ska Pol­skie­go, ks. płk Jan Domian, pro­boszcz para­fii Mat­ki Boskiej Ostro­bram­skiej. Gdzie bisku­pi? Gdzie księ­ża w ran­dze gene­ra­łów? Nie znam odpo­wie­dzi na te pyta­nia, a na pro­wa­dze­nie poli­tycz­nych wywo­dów nie ma tu miej­sca. Przy­zna­ję, że Repre­zen­ta­cyj­ny Zespół Woj­ska Pol­skie­go i asy­sta woj­sko­wa zapew­ni­ła uro­czy­sto­ściom god­ną opra­wę.

Czy Rząd Pol­ski nie wie, że nasi zamor­do­wa­ni naj­bliż­si nie mogą w swo­jej spra­wie już nic zro­bić, nie mogą się upo­mnieć o reno­wa­cję epi­ta­fia. Wstyd patrzeć na rdzą prze­żar­te lite­ry. Tego za nas stro­na rosyj­ska nie zro­bi!

Z ogrom­nym żalem muszę stwier­dzić, że pamięć o tych, któ­rzy zgi­nę­li z rąk NKWD, powo­li sta­je się pamię­cią star­szych, dla­te­go tym bar­dziej doce­niam wszel­kie ini­cja­ty­wy mają­ce na celu prze­ka­zy­wa­nie młod­szym poko­le­niem histo­rię nie­ska­żo­ną żad­ną ide­olo­gią. Zapew­ne to dało mi impuls do wzię­cia udzia­łu w kon­kur­sie lite­rac­kim dla doro­słych, orga­ni­zo­wa­nym przez szko­łę w Mazow­szu w woje­wódz­twie kujaw­sko-pomor­skim.

PYTANIE I ODPOWIEDZI

Byłem Pola­kiem,
Mia­łem żonę, czwo­ro dzie­ci,
Dosta­łem pry­czę w mona­sty­rze na jezio­rze Selin­ger,
Dosta­łem kulę w tył gło­wy !
Za co ?

Bo byłeś Pola­kiem,
Bo żona męczy­ła nas proś­ba­mi o widze­nie,
Bo wła­śnie na takich, jak Ty, cze­kał Ostasz­ków,
Bo strzał w poty­li­cę był zale­ca­ny,
Bo har­dy byłeś, mimo gło­du i mro­zu,
Czy teraz już wiesz ?

Maria Kozłow­ska, Rodzi­na Katyń­ska w Toru­niu

Pier­wo­druk: „Rodo­wód Rodzin Katyń­skich. Biu­le­tyn Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich” 2017