Mój Dziadek, major Władysław Linsenman, był lekarzem weterynarii w Sierpcu. Osadzony w obozie dla polskich jeńców wojennych w Starobielsku został zamordowany w piwnicach gmachu NKWD w Charkowie i pochowany w Piatichatkach pod Charkowem.
Znam Dziadka tylko z opowiadań i fotografii. Na zdjęciach z rodzinnego albumu Dziadek ze swoim synem Jerzym, a moim Ojcem, podczas pobytu w Krakowie wożą taczkami ziemię, usypując kopiec Marszałka Józefa Piłsudskiego. Inne przedstawiają Dziadka z rodziną, z kolegami z Klubu Oficerów Rezerwy w Sierpcu.
Pierwszy raz mogłam pojechać na Jego grób w 2000 roku, biorąc udział w uroczystości otwarcia i poświęcenia Polskiego Cmentarza Wojennego w Charkowie. Towarzyszyli mi ojciec Januariusz Linsenman i mój mąż Grzegorz, który fotografował i filmował nasz pobyt na Ukrainie.
Po długiej podróży specjalnym pociągiem dotarliśmy do Charkowa. Tam przed dworcem orkiestra reprezentacyjna Wojska Polskiego zagrała Marsz Pierwszej Brygady, wywołując wielkie wzruszenie wszystkich obecnych. Uroczystość na cmentarzu miała bardzo podniosły charakter. Szczególnie przejmujące wrażenie wywołał dźwięk dzwonu dobiegający jakby z głębi ziemi. Po zakończeniu części oficjalnej odnaleźliśmy tabliczkę epitafijną poświęconą pamięci Dziadka. Mogliśmy pomodlić się w tym miejscu poświęconym Jemu. Wszyscy pomordowani spoczywają w zbiorowych mogiłach oznaczonych kopcami i krzyżami. Tego dnia pokryły je biało-czerwone kwiaty, chorągiewki i zapalone znicze przywiezione z kraju.
Po długich 60 latach doczekaliśmy się pogrzebu bliskiej nam osoby.
Drugi raz byłam na cmentarzu w Charkowie 2 listopada 2008 roku, dzięki zaproszeniu Marszałka Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej pana Bronisława Komorowskiego. Tym razem podróż samolotem trwała tylko dwie godziny. Po przylocie samolotu bezpośrednio udaliśmy się na Polski Cmentarz Wojenny. Byliśmy mile zaskoczeni jego wyglądem. Mimo jesiennej pory roku, cmentarz był zadbany. Po mszy świętej celebrowanej przez biskupa polowego Tadeusza Płoskiego mieliśmy czas na indywidualną modlitwę i zadumę przy zbiorowych mogiłach i tabliczkach epitafijnych. Cmentarz ożył. Zapłonęły znicze, a biało-czerwone chorągiewki i kwiaty ubrały go w barwy narodowe, przypominając słowa pieśni dotyczącej innego cmentarza: „Ta ziemia do Polski należy, choć Polska daleko jest stąd…” Wszystkich uczestników wyjazdu szczególnie wzruszyła gra na skrzypcach Michała Ćwiżewicza, prawnuka majora Edwarda Reguły, który na grób Pradziadka przyleciał z Anglii. Pod koniec nabożeństwa skrzypek wykonał dla swojego Pradziadka góralską kołysankę Krywań oraz Dziś do ciebie przyjść nie mogę, a następnie na uboczu wśród drzew koncertował, grając utwory poświęcone pochowanym na charkowskim cmentarzu.
Dalsza część uroczystości przebiegała przed gmachem byłego NKWD w centrum Charkowa. Odsłonięto pamiątkową tablicę poświęconą pomordowanym polskim oficerom, którzy w podziemiach tego budynku zostali pozbawieni życia. Jeszcze niedawno wisiała tam tablica dedykowana twórcy NKWD Feliksowi Dzierżyńskiemu. Zamieszczona na tablicy treść jest w języku polskim i ukraińskim. Tablica została ufundowana przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz państwa Krystynę Zachwatowicz-Wajdową i Andrzeja Wajdę, twórcę filmu Katyń. Na zakończenie uroczystości pod tablicą ponownie dane nam było wysłuchać wzruszających utworów granych przez Michała Ćwiżewicza.
W tym dniu prezes zarządu Federacji Rodzin Katyńskich pan Andrzej Sariusz-Skąpski przedstawił nam nowego Kapelana Federacji ks. Andrzeja Kwaśnika. Młody, sympatyczny ksiądz został życzliwie przyjęty przez zgromadzonych.
To wyjątkowe Święto Zmarłych spędzone na Polskim Cmentarzu Wojennym w Charkowie na długie lata pozostanie w mojej pamięci.
Upłynęło kolejnych 10 lat i ponownie mogę porozmawiać z Dziadkiem, pomodlić się i zapalić znicz. Niestety, niektóre osoby z poprzedniej pielgrzymki odeszły do Pana, zginęły w katastrofie pod Smoleńskiem. Tym razem 9 czerwca 2018 pielgrzymkę na Polski Cmentarz Wojenny w Charkowie zorganizowało Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego na czele z ministrem Piotrem Glińskim.
Po odegraniu hymnów państwowych Polski i Ukrainy, złożeniu wieńców przy ukraińskiej i polskiej ścianie ołtarzowej nastąpiły przemówienia. Wicepremier Piotr Gliński podkreślił, że 78 lat temu w Charkowie „Zamordowano elitę elit, najlepszych synów naszego narodu (…) Mord miał być dokonany nie tylko na naszych braciach, ojcach, dziadach, ale miał to być mord dokonany na Polsce. Jesteśmy tu dzisiaj także po to, aby powiedzieć światu, że ten mord, mord na Polsce, także dzięki ofierze tysięcy zamordowanych tu bohaterów, nie udał się. Polska żyje i jest dzisiaj tutaj z Wami”. Zawsze z wielką uwagą słucham wzruszających przemówień pani Izabelli Sariusz-Skąpskiej, prezes zarządu Federacji Rodzin Katyńskich. Uroczystej mszy świętej przewodniczył biskup polowy Wojska Polskiego gen. bryg. Józef Guzdek. Później duchowni różnych religii odmówili modlitwy.
W tej pielgrzymce towarzyszyli mi prawnukowie Władysława Linsenmana, mój syn Marek Gawlicki i bratanek Piotr Linsenman. Byli tu pierwszy raz, z uwagą i zadumą uczestniczyli w uroczystości. Długo stali z zapalonymi zniczami przy tabliczce epitafijnej swojego Pradziadka. Było widać na ich twarzach, że przeżywają to spotkanie. Na rodzinnych uroczystościach bardzo często słuchali opowiadań o Pradziadku. Oglądali zdjęcia w starych albumach, niedawno odnalezionych za kominem domu, w którym mieszkał Władysław Linsenman, a które schował przed mobilizacją. Razem z synem rozkołysaliśmy dzwon.
W pielgrzymce uczestniczyli też inni członkowie Rodziny Katyńskiej w Olsztynie. Swoich Bliskich odwiedzili Zenona Rzucidło-Gołębiowska, Leszek Albert, Wiesław Reginis i Andrzej Paprota. Przed ścianą ołtarzową zostały zapalone dwa duże znicze od Rodziny Katyńskiej w Olsztynie. Na prośbę tych, którzy nie mogli uczestniczyć w wyjeździe, zostały zapalone znicze przy tabliczkach epitafijnych ich Bliskich. Mieliśmy tylko pół godziny czasu, zdecydowanie za mało, towarzyszył nam pośpiech.
Przed uroczystością z pewnym niepokojem wchodziłam na teren cmentarza, nie wiedziałam, w jakim stanie go zastanę. Na szczęście po przebytym w 2010 roku remoncie nie jest źle, choć zauważyłam na niektórych masowych grobach luźne brukowe kostki. Kiedy opuszczałam cmentarz, po lewej stronie, moją uwagę zwrócił posadzony tu 4 grudnia 2010 roku Dąb Pamięci, upamiętniający Andrzeja Przewoźnika, sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, który zginął w katastrofie pod Smoleńskiem. Latem 1994 roku Andrzej Przewoźnik podpisał porozumienie z władzami Charkowa umożliwiające przeprowadzenie prac archeologicznych.
W czasie całej pielgrzymki czułam ogromną życzliwość, wsparcie i wyrozumiałość ze strony organizatorów wyjazdu, pracowników Ministerstwa. Serdecznie im dziękuję.
Barbara Gawlicka, Rodzina Katyńska w Olsztynie
Pierwodruk: „Rodowód Rodzin Katyńskich. Biuletyn Federacji Rodzin Katyńskich” 2018





























