Mojego Ojca, Piotra Pinińskiego, rotmistrza 15. Pułku Ułanów (il. 1), nigdy nie widziałem. Gdy urodziłem się 19 listopada 1939 roku, był już zapewne w niewoli sowieckiej. Kiedy do domu, do Poznania przyszedł telegram ze Starobielska, w którym troszczący się o rodzinę Ojciec pytał o swoją żonę, Lyę Pinińską z trojgiem dzieci (więc i mnie uwzględnił), Mama była już w Krakowie, dokąd uciekła, bojąc się wysiedlenia (w domu zjawiło się gestapo, na szczęście jej nie zastali).
Kiedy Niemcy ogłosili odkrycie miejsca zamordowanych oficerów polskich w Katyniu, Mama śledziła informacje o zidentyfikowanych zwłokach. Piotra Pinińskiego wśród nich nie było. Nie przestała szukać informacji o nim. Skontaktowała się z mjr. Julianem Fischerem, Austriakiem, oficerem kontraktowym 15. Pułku Ułanów, dowódcą Ośrodka Zapasowego Wielkopolskiej Brygady Kawalerii, który przeżył obóz w Starobielsku. Podawał on takie szczegóły, że Pietia (tak mówili o Tacie koledzy i rodzina, pochodził z Kamieńca Podolskiego) miał nowe buty, które okazały się za ciasne, więc ściągnął buty z jakiegoś trupa, że w obozie marzł w głowę, bo miał tylko furażerkę, że znając doskonale język rosyjski, często chodził po zakupy też dla innych jeńców. I najważniejsze, że wyjechał z obozu pierwszym lub drugim transportem, na początku kwietnia 1940 roku. Mówiono im, że jadą na wolność. Poszukiwania przez Czerwony Krzyż nic nie dały, ślad urywał się na Starobielsku. Mama, mimo że była atrakcyjną kobietą i nie brakowało starających się, nigdy nie wyszła powtórnie za mąż, uważała, że mąż może w każdej chwili wrócić. Atmosfera panująca w domu spowodowała, że mnie, 6–7‑letniemu dziecku, powrót Taty śnił się każdej nocy.
W młodości żyłem własnym życiem, ważna dla mnie była założona rodzina i praca. Szybko sprawa Ojca wróciła, szczególnie, że moja żona, która przeżyła wywózkę na Syberię, też była półsierotą – straciła tam matkę. Blisko 50 lat temu przeczytałem Zbrodnię katyńską w świetle dokumentów. Byłem przekonany, że Ojciec nie żyje i leży w nieodkrytym jeszcze miejscu. Zacząłem próbować tworzyć sobie obraz Taty, rozmawiałem z Mamą, Siostrą i Bratem, którzy go pamiętali. Pozostały też po nim liczne zdjęcia, dokumenty związane z odznaczeniami, medale i nagrody sportowe. Dotarłem też do dokumentów z Centralnego Archiwum Wojskowego w Rembertowie. Nawiązałem kontakt z przyjacielem Taty, ppłk. Michałem Kwaliaszwilim z Poznania, oficerem kontraktowym „piętnastki”, z tego samego rocznika Oficerskiej Szkoły Kawalerii w Grudziądzu.
Gdy Polska odzyskała niepodległość w 1989 roku, ujawnione dokumenty wykazały niezbicie, że mój Ojciec, razem z innymi więźniami obozu w Starobielsku, został zamordowany na obrzeżach Charkowa, w Piatichatkach. Kiedy powstała łódzka Rodzina Katyńska, moja Mama, a później ja zostaliśmy jej członkami. Los zdarzył, że mój bliski kolega z pracy, archeolog Mieczysław Góra, zaangażował się w prace w Charkowie-Piatichatkach nad poszukiwaniem, ekshumacją i pogrzebaniem ofiar zbrodni 1940 roku.
Zintensyfikowałem prace nad rekonstrukcją przebiegu życia Taty. Pomogli mi koledzy z Towarzystwa Byłych Żołnierzy i Przyjaciół 15. Pułku Ułanów Poznańskich, szczególnie Tadeusz Jeziorowski, dyrektor Wielkopolskiego Muzeum Wojskowego, i nieżyjący już ppłk. Tadeusz Andrzejewski, który służył w szwadronie Taty w 1937 roku. Ze wzruszeniem uczestniczyłem w publicznym ogłoszeniu awansu rtm. Piotra Pinińskiego na majora w listopadzie 2007 roku. Wyczytywanie nazwisk zamordowanych trwało dwa dni, co uświadomiło mi ogrom liczby ofiar tej zbrodni.
Na wyjazd do Charkowa, na miejsce śmierci Taty, nie zdecydowałem się. Zapewne do tego jeszcze nie dojrzałem. Aż do tego roku. Kiedy zadzwonił do mnie prezes łódzkiej Rodziny Katyńskiej, Janusz Lange, z propozycją wzięcia udziału w pielgrzymce Rodzin Katyńskich, natychmiast powiedziałem „tak”.
Przez kilka ostatnich lat nie organizowano wyjazdów do Charkowa, przecież na Ukrainie trwa wojna. Usilne starania Rodzin Katyńskich w końcu poskutkowały. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zorganizowało pielgrzymkę na tamtejszy cmentarz wojenny. Wylecieliśmy z Warszawy rano 9 czerwca 2018 roku. Nas, z Federacji Rodzin Katyńskich, było około 70 osób. Po przybyciu do Charkowa okazało się, że niestety, pod tablicę upamiętniającą pomordowanych, która znajduje się na gmachu byłego NKWD, pojechała jedynie skromna delegacja, z wicepremierem Piotrem Glińskim i prezes zarządu naszej Federacji Izabellą Sariusz-Skąpską. Tak nie dane mi było zobaczyć gmachu, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędził mój Ojciec i gdzie go zamordowano.
Nas przewieziono autokarem, przez całe miasto, do Piatichatek. Jest to olbrzymi kompleks leśny, cmentarz jest tylko jego malutką częścią. Na miejscu czekał poczęstunek, ale spieszyło mi się przede wszystkim na cmentarz. Szczególnie, że uroczystość była zaplanowana bogato, a czasu na osobistą refleksję przewidziano bardzo mało. Właściwie sam cmentarz znałem ze zdjęć, więc mnie nie zaskoczył. Prosty, z dwoma ścianami na jego końcach, jedną poświęconą obywatelom radzieckim, mordowanym od 1937 roku, drugą – polskim jeńcom wojennym, zamordowanym wiosną 1940 roku. Środkiem, po obu stronach centralnej drogi, ciągną się rzędy płytek, poświęconych leżącym tu więźniom obozu w Starobielsku (il. 2). Organizatorzy postawili na nich rząd zniczy. Po bokach, wśród drzew, wznoszą się owalne kopczyki, wyłożone kamienną kostką, zwieńczone drewnianymi krzyżami, polskie łacińskimi, radzieckie prawosławnymi – miejsca, gdzie leżą pomordowani. Szybko, na końcu drogi po lewej stronie, znalazłem płytkę mojego Ojca (il. 3). Położyłem na niej przywiezione kwiaty. Zarząd naszej Rodziny Katyńskiej zadbał o to, by były kwiatki dla zamordowanych bliskich naszych członków. Dostałem też swój „przydział” – kwiatki i wykaz pięciu nazwisk. Po odszukaniu, również na ich płytkach położyłem kwiatki.
Ale już zaczęły się uroczystości. Odegrano hymny Polski i Ukrainy. Złożono kwiaty pod ścianą ukraińską. Nie obyło się bez przemówień. Według programu pierwsza miała mówić prezes zarządu Federacji Rodzin Katyńskich. Ale politycy muszą być pierwsi. Naprzód przemawiał wicepremier i minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński, następnie wicepremier Ukrainy Pawło Rozenko, a list ministra obrony narodowej Mariusza Błaszczaka odczytał Łukasz Kudlicki. Na końcu przemawiała Izabella Sariusz-Skąpska, jak zwykle był to piękny, przejmujący głos. Następnie zebrani uczcili pamięć pomordowanych minutą ciszy, a pododdział Kompanii Honorowej Wojska Polskiego oddał salwę honorową (il. 4). Złożono kwiaty pod ścianą polską. Czułem się zaszczycony, bo byłem w delegacji składającej wieniec od łódzkiej Rodziny Katyńskiej. Następnym punktem programu była msza święta za pomordowanych, której przewodniczył biskup polowy Wojska Polskiego Józef Guzdek (il. 5). Po mszy modlili się: pop prawosławny, pastor Kościoła ewangelickiego i imam muzułmański (il. 6). Na końcu zabrzmiał Dzwon Pamięci wmontowany w ścianę polską.
W międzyczasie na płytkach z nazwiskami pomordowanych zaroiło się od kwiatów, wzdłuż nich uczestnicy powtykali biało-czerwone chorągiewki. Zapytałem Mietka Górę, uczestnika ekshumacji, czy można określić, które groby są najwcześniejsze, przecież tam leży mój Tata. Dowiedziałem się, że nie jest to pewne, ale prawdopodobnie jest to drugi co do wielkości grób, na prawo od drogi (il. 7). Wetknąłem tam, pomiędzy kamienie, biało-czerwoną chorągiewkę, którą dostałem od kolegi z Olsztyna, i pomodliłem się. Było to spotkanie z Ojcem, prawie czułem jego obecność. Wziąłem ze sobą garść twardej ziemi lessowej, którą wysypałem w Polsce na grobie Mamy. Chodziłem po cmentarzu, starając się jak najlepiej zapamiętać miejsce, gdzie znalazły się doczesne szczątki Taty. Ale, niestety, trzeba już wracać. Po sutym i smacznym obiedzie wracamy wieczorem do Warszawy. W hotelu jest czas na rozmowy i komentarze. Odczuwam niedosyt z tak krótkiego pobytu. Chciałbym jeszcze zobaczyć wszystko spokojnie, bez pośpiechu, także budynek NKWD, miejsce śmierci Taty, a także Starobielsk, gdzie Tata spędził przecież kilka ostatnich miesięcy swojego, tak krótkiego życia.
Chciałbym tu krótko przedstawić biogram Ojca, a właściwie to, co udało mi się ustalić. Piotr Piniński, syn Aleksandra i Marii, przyszedł na świat w 1902 roku w Kamieńcu Podolskim (oficjalnie 3 lutego, rzeczywiście prawdopodobnie 16 grudnia), w rodzinie ziemiańskiej, jako drugie spośród sześciorga dzieci. Uczęszczał początkowo do szkoły handlowej, później do gimnazjów filologicznych w Kamieńcu Podolskim, Bałucie i Niemirowie. Od 1910 roku działał w tajnych organizacjach polskich: w polskim harcerstwie (w 1916 roku jako komendant hufca zakładał drużyny harcerskie) i w tajnej korporacji uczniowskiej. 1 maja 1918 roku wstępuje do Polskiej Organizacji Wojskowej, przyjmując pseudonim Jan Sawa. Podczas walk 3. Korpusu Wschodniego w Niemirowie prowadzi z harcerzami wywiad na jego rzecz. W POW należał do sekcji wywiadowczej, prowadził wywiad dyslokacji i stanu moralnego wojsk austro-niemieckich i ukraińskich. Rozpoznawał jako wywiadowca mosty na liniach kolejowych Kamieniec–Płoskirów i Kamieniec–Łarga. Brał udział w wysadzeniu mostu pod Hreczanami. Jeździł też jako kurier. Pod koniec października 1918 roku, podczas rozpoznania linii kolejowej Kamieniec–Łarga, został aresztowany przez patrol austriacki, po dwóch dniach z braku dowodów winy wypuszczony.
Uciekł z domu i na rozkaz mobilizacyjny POW, w końcu października 1918 roku przybył do Radziwiłłowa, skąd w nocy z bronią w ręku, z grupą peowiaków przedarł się w lasy pod Brodami, biorąc udział w akcji prowadzonej przez Leopolda Lisa-Kulę na tyłach wojsk ukraińskich. Około tydzień walczono tam z Ukraińcami i pościgowym baonem Niemców. Po nieudanej akcji na rozkaz Lisa-Kuli przedostał się do Równego i stamtąd z oddziałem POW Jankowskiego-Jasińskiego z bronią przedarł się do Włodzimierza Wołyńskiego, który zajęli po wyparciu sotni Ukraińców. W czasie służby w POW odznaczał się odwagą i bezwzględnym poszanowaniem rozkazu. Rozpoczął służbę w Wojsku Polskim, podając błędną datę urodzenia, by zostać przyjętym – przerobił datę w dokumencie. Oddział POW przekształcił się w Baon Szturmowy pod dowództwem por. Kazimierza Jankowskiego-Jasińskiego, a potem w Kompanię Szturmową 1. Pułku Piechoty Legionów. Piotr Piniński brał udział we wszystkich bitwach tej jednostki jako szeregowy, a od lutego 1919 roku starszy szeregowy. Brał udział w wojnie polsko-ukraińskiej 1918–1919 roku, a jego oddział stacjonował wówczas we Włodzimierzu Wołyńskim (il. 8). Określał tę wojnę jako bardzo okrutną. Był ranny w głowę w 1919 roku pod Włodzimierzem Wołyńskim. Potem całe życie cierpiał na bóle głowy. W kwietniu 1919 razem z Kompanią Szturmową zostaje wycofany z frontu, a następnie skierowany do Wilna. Przeniesiony zostaje do oddziału II przy 1. Dywizji Piechoty Legionowej jako wywiadowca.
W lipcu przeniósł się do 11. Pułku Ułanów Legionowych. Miesiąc później zostaje awansowany na kaprala. Bierze udział w walkach z bolszewikami. Z nieznanych mi powodów znajduje się 10 czerwca 1920 roku w składzie 19. Pułku Ułanów Wołyńskich (il. 9). Znam jedynie ułamkowe dane o jego dalszym udziale w wojnie lat 1918–1921: że ciężko chory na tyfus miał zostać podczas odwrotu z innymi rannymi pozostawiony na brzegu przekraczanej rzeki, ale z własnej inicjatywy przeniosła go sanitariuszka, której się podobał, że zdrowiał w jakimś dworze. Zapewne powrócił do pułku, gdyż przebywał na froncie do 8 stycznia 1921 roku.
W lutym 1921 roku zostaje kierownikiem kancelarii w DOK II (Lublin), oddział III (wyszkolenia i oświaty). W lipcu 1922 roku został mianowany plutonowym. Po zakończeniu wojny postanowił pozostać w wojsku. Mojej Mamie mówił, że nie miał zawodu, majątek został poza granicą Polski, więc ta droga była oczywista. W latach 1921–1922 przygotowuje się do matury w Lublinie; maturę zdał w Warszawie w Szkole Podchorążych, którą kończy w 1923 roku w stopniu wachmistrz podchorąży. Podobno miał propozycję kursu oficerskiego, ale postanowił iść normalnym trybem. Uzyskuje przydział do Oficerskiej Szkoły Kawalerii w Grudziądzu (il. 10) i po dwóch latach nauki, 1 lipca 1925 roku zostaje mianowany podporucznikiem i wcielony do 15. Pułku Ułanów Poznańskich. Podczas promocji gen. Tadeusz Rozwadowski jako prymusowi wręczył mu tzw. „złotą szablę” od prezydenta Stanisława Wojciechowskiego. W pułku obejmuje dowództwo plutonu szwadronu Karabinów Maszynowych. W 1926 roku był zastępcą komendanta pułkowej szkoły podoficerskiej.
W latach 1926–1927 Piotr Piniński dowodzi plutonem. W 1927 roku jest już porucznikiem. Równocześnie został zastępcą komendanta szkoły podoficerskiej K.M. 3. Dywizji Kawalerii przy 7. Pułku Strzelców Konnych. Po trzech miesiącach wraca do macierzystego pułku, dowodząc plutonem, a od 1928 roku szwadronami (niekiedy w zastępstwie). Zostaje też referentem oświaty pułku. Dnia 1 stycznia 1935 roku zostaje mianowany rotmistrzem. W 1937 roku kończy w Grudziądzu Kurs Dowódców Szwadronów z wynikiem bardzo dobrym. Jako oficera, a w pewnym stopniu i człowieka, charakteryzuje go pisemna opinia wydana po zakończeniu tego kursu: „Rozumowanie taktyczne i zdolność wyciągania wniosków – duże. Stałość i zdecydowana obrona swej decyzji – bardzo duża, czasami uparty. Rozkazodawstwo ustne – bardzo dobre, pisemne – dobre. Pewność siebie i śmiałość wystąpienia – bardzo duża, nieco zarozumiały. Pracowitość i umiejętność organizowania pracy – bardzo duża. Wytrzymałość – bardzo duża. Schludność osobista i pracy – bardzo duża. Koleżeństwo – dobre. Takt w stosunku do przełożonych – bardzo duży, do kolegów – duży. Dyscyplina wewnętrzna i zewnętrzna – bardzo duża. Zachowanie się w służbie i poza służbą – bardzo dobre. B a r d z o d o b r y d o w ó d c a i instruktor” (rozstrzelenie w oryginale).
Ppłk. Tadeusz Andrzejewski, będący jego bezpośrednim podwładnym w 1937 roku, charakteryzuje Piotra Pinińskiego jako człowieka spokojnego, w którego szwadronie nie krzyczano na podwładnych. O jego patriotyzmie świadczy, że kiedy będąc z żoną na urlopie za granicą w 1938 roku, otrzymał telegram z pułku z rozkazem przyjazdu, żona proponowała wyjazd na drugi dzień, Tata się nie zgodził, mówiąc: „Ojczyzna wzywa, natychmiast pakujemy się i jedziemy”. Razem ze swoim pułkiem wkroczył na Zaolzie.
Podobno miał propozycję studiów w Wyższej Szkole Wojennej, co skutkowałoby awansem na majora, lecz wyrażał się z niechęcią o „karierowiczostwie” w wojsku. Rozważał nawet ewentualną dymisję i zajęcie się hodowlą koni dla wojska (mógł to mu ułatwić zamożny teść). W 1938 (według mojej Mamy) lub na początku 1939 roku Ojciec został przeniesiony do Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu, gdzie od 8 lutego 1939 był dowódcą II plutonu 2 szwadronu szkolnego Szkoły Podchorążych Kawalerii, pozostając oficerem 15. Pułku Ułanów Poznańskich. Żona nie chciała się przenieść do Grudziądza, tam go odwiedzała. Tata mówił: „Wiesz, że wyszłaś za oficera, którego można w każdej chwili przenieść; ciesz się, że nie dostałem przydziału do Suwałk czy Baranowicz”. Gdy na wiosnę 1939 roku zdecydowała się na przenosiny, mąż doradzał pozostanie z rodzicami w Poznaniu ze względu na napiętą sytuację wojenną. Mówił, by była spokojna o niego, gdyż zostanie skierowany na tyły do szkolenia żołnierzy, chociaż wolałby walczyć na froncie.
Mój Ojciec osiągał wybitne rezultaty w dziedzinie sportu konnego. Był długoletnim kierownikiem grupy „Militari” 15. Pułku Ułanów. Brał czynny udział w zawodach konnych w Poznaniu, Gnieźnie, Warszawie i innych miejscowościach (il. 11). Otrzymywał dużo nagród. Mam dwie obręcze metalowe z pucharów (Nagroda Koła Zw. Oficerów Rez. Powiat Oborniki, 24 października 1937; Zwycięzcy Konkursu Hipicznego w Dniu Święta Piętnastolecia 15 Pułku Ułanów Poznańskich miasto Poznań, 22 kwietnia 1934), a moja bratanica wiele medali, z których pamiętam medal za 1. miejsce (zespołowe) w Mistrzostwach Armii („Militari”; Tata zdobywał je dwukrotnie razem z drużyną 15. Pułku Ułanów: zespołowe w latach 1929 i 1930 na „Niedźwiedzicy”, wicemistrzostwo zespołowe w 1936 roku na wałachu „Wiking IV”). Należał też do najlepszej w Polsce drużyny polo 15. Pułku Ułanów (il. 12), chociaż mówił, że ten sport niezbyt lubi ze względu na częste uderzanie kulą nóg koni. O pasji, z jaką uprawiał jeździectwo, świadczy następujące zdarzenie: po upadku z konia znalazł się w szpitalu, lecz następnego dnia uciekł, by kontynuować udział w zawodach. Pisał też o sporcie konnym w wojsku do „Przeglądu Kawaleryjskiego”, m.in. biorąc udział w dyskusji o technice skoków przez przeszkody – był zwolennikiem szkoły naturalnej. W 1931 roku skończył Kurs Instruktorów Jazdy Konnej w CWK w Grudziądzu, a w następnym roku Wyższy Kurs Instruktorów Jazdy Konnej tamże.
Nie znam losów Ojca podczas wojny, we wrześniu 1939 roku. Żona próbowała w CWK dowiedzieć się, dokąd został skierowany, lecz otrzymała odpowiedź, że „wyjechał w nieznanym kierunku”. Jędrzej Tucholski wiąże Piotra Pinińskiego z Ośrodkiem Zapasowym Wielkopolskiej Brygady Kawalerii w Kraśniku, co mogłoby być prawdopodobne, gdyż Ojciec znalazł się z prawie całą kadrą oficerską Ośrodka w obozie w Starobielsku. Z drugiej strony, ppłk. Tadeusz Andrzejewski, który przeszedł szlak bojowy w 1939 roku z OZ WBK i znał mojego Ojca, twierdzi, że tam go nie było. Możliwe, że trafił do Ośrodka Zapasowego Pomorskiej Brygady Kawalerii w Garwolinie, którego dowódcą został płk. Tadeusz Komorowski, zwierzchnik Taty w Grudziądzu.
Teraz wiem, że z obozu w Starobielsku wywieziono go do Charkowa, rozstrzelano około 7 kwietnia 1940 roku w budynku NKWD, a ciało zakopano, razem z towarzyszami niedoli, w pobliskich Piatichatkach. W 2007 roku minister obrony narodowej pośmiertnie mianował majorem Piotra Pinińskiego.
Odznaczenia: Medal Niepodległości (1931), Srebrny Krzyż Zasługi (1938, za zasługi na polu rozwoju sportu konnego w wojsku i za całokształt zasług w służbie wojskowej), Medal Pamiątkowy Za Wojnę 1918–1921 (1928), Medal Dziesięciolecia Odzyskanej Niepodległości (1928), Srebrny Medal Za Długoletnią Służbę (1938), Brązowy Medal Za Długoletnią Służbę (1938), Odznaka honorowa „Orlęta”, Znak Pułkowy 15. Pułku Ułanów Poznańskich (1927); pośmiertnie: Krzyż Kampanii Wrześniowej 1939 (1985), Medal „Za udział w wojnie obronnej 1939” (1993). Istnieje wniosek o nadanie Krzyża Niepodległości z adnotacją „Rozpatrzono ponownie na posiedzeniu K.K. i M.N. w dniu 9 XII 1935 r.”. Wniosek został zapewne odrzucony, mimo braku na nim decyzji Komitetu.
Bardzo ważne jest dla mnie, jakim mój Ojciec był człowiekiem. Niewątpliwie był wielkim patriotą polskim. Świadczą o tym jego dzieje, od dzieciństwa. Jego rodzeństwo, starsza siostra Janina i młodszy brat Mikołaj (zamordowany przez Niemców w Treblince), działali w konspiracji, produkując fałszywe dokumenty. Niewątpliwie rodzina była bardzo patriotyczna. Piotr Piniński ożenił się w 1930 roku z Lyą Heinzelówną (il. 13). Wpadła mu w oko na zawodach konnych. Gdy zobaczył, że rozmawia z nią i jej rodzicami generałowa Sochaczewska, żona dowódcy Wielkopolskiej Brygady Kawalerii, poprosił o przedstawienie. Lya zakochała się w przystojnym oficerze od pierwszego wejrzenia. A on poprosił o jej rękę. Zamożni rodzice, widząc, co się święci, chcieli wysłać niespełna 18-letnią córkę na studia do Szwajcarii. Ale ona powiedziała: „Nigdzie nie jadę, wychodzę za mąż”. Urodziło się troje dzieci: Maria Pinińska-Bereś (17 sierpnia 1931–20 kwietnia 1999), Zbigniew Piniński (16 września 1933–24 lutego 2018) i Jerzy Piniński (ur. 19 listopada 1939). Tatula (tak nazywały go dzieci) posiadał zdolności plastyczne, gdy córce opowiadał bajkę, to równocześnie rysował opowiadane sytuacje (il. 14). Zdolności te przejęła córka, artystka rzeźbiarka. Miał nowoczesny stosunek do żywienia, kazał żonie karmić dzieci dużą ilością warzyw, a ograniczać mięso, mówiąc, że sam jest przyzwyczajony do jedzenia z warzyw jedynie ogórków. Żona prosiła go, by mogła czasami karmić dzieci mięsem z gołębi, które hodował.
Mówił, że pochodzi z hrabiowskiej rodziny, ale nie stać go na używanie tytułu. Pewnie nie chodziło jedynie o pieniądze, bo gdy żonę Pietii zaprosiła księżna Czartoryska, to zabronił jej iść, mówiąc, że „tam są tylko plotki”. Jego idolem był marszałek Józef Piłsudski. Swój pierwszy oddział, w którym walczył z Ukraińcami, nazywał „bojówką Piłsudskiego”. Ciężko przeżył to, że podczas zamachu majowego jego pułk miał być skierowany przeciwko marszałkowi, grożąc samobójstwem. Dowódca brygady, gen. Stanisław Sochaczewski, mówił żonie Pinińskiego, że w czasie przewrotu majowego Piniński z drugim oficerem aresztowali go, każąc mu oddać szablę. Skończyło się to jednak bez konsekwencji.
Miał bogate, ale krótkie życie. Jestem dumny z Ciebie, Tato. Do zobaczenia po drugiej stronie.
Jerzy Piniński, Rodzina Katyńska w Łodzi
Pierwodruk: „Rodowód Rodzin Katyńskich. Biuletyn Federacji Rodzin Katyńskich” 2018
Piotr Piniński, rtm. 15. Pułku Ułanów Poznańskich, 1935–1939
Tabliczka epitafijna rtm. Piotra Pinińskiego
Modlitwy duchownych różnych wyznań
Kompania Szturmowa 1. Pułku Piechoty Legionów, trzeci z lewej st. szer. Piotr Piniński (prawdopodobnie marzec 1919)
Dowództwo i elewi Oficerskiej Szkoły Kawalerii w Grudziądzu, leży drugi z lewej st. wachmistrz Piotr Piniński
Zespół polo 15. Pułku Ułanów, drugi z lewej Piotr Piniński
Zdjęcie ślubne Lyi i Piotra Pinińskich (Poznań 1930)
Autor tekstu w „alei zamordowanych” na Cmentarzu Ofiar Totalitaryzmu w Charkowie (2018)
Kompania Wojska Polskiego oddaje salwę honorową
Mszy święta za pomordowanych, przewodniczy bp Józef Guzdek
Czy w tym grobie leży mjr Piotr Piniński?
Piotr Piniński, kpr. 19. Pułku Ułanów Wołyńskich (prawdopodobnie grudzień 1920–styczeń 1921)
Por. Piotr Piniński na przeszkodzie
Piotr Piniński z córką Marią (druga połowa lat 1930.)













