Kazanie biskupa polowego Józefa Guzdka na Polskim Cmentarzu Wojennym w Miednoje (3 września 2012)

Sło­wo czło­wie­ka ma nie­zwy­kłą moc. Może pouczyć, skar­cić, ale rów­no­cze­śnie może poru­szyć i prze­mie­nić ser­ce. Może też wywo­łać złość i agre­sję tak, jak to mia­ło miej­sce wobec Jezu­sa w Naza­re­cie, o czym sły­sze­li­śmy w odczy­ta­nej Ewan­ge­lii (Łk 4, 16–30). Jed­nak sło­wem nie opi­sze­my wszyst­kie­go, co kry­je się w ludz­kim ser­cu. Sło­wem nie opo­wie­my wszyst­kie­go, co chcie­li­by­śmy innym prze­ka­zać, dla­te­go się­ga­my po moc­niej­szy śro­dek komu­ni­ka­cji, jakim jest sym­bol, znak.

Wcze­sną wio­sną roku 2000 przed kate­drą polo­wą Woj­ska Pol­skie­go zosta­ły poświę­co­ne trzy dzwo­ny z prze­zna­cze­niem do Katy­nia, Char­ko­wa i Mied­no­je. Na tych cmen­ta­rzach wszyst­kie zosta­ły umiesz­czo­ne w ten sam spo­sób – nie na wyso­kiej dzwon­ni­cy, ale obok ołta­rza, w poło­wie zanu­rzo­ne pod zie­mią.

Dzwon w Mied­no­je roz­brzmie­wa już dwa­na­ście lat, przy­po­mi­na­jąc nade wszyst­ko, że praw­da – nawet spod zie­mi – wyj­dzie i zosta­nie ujaw­nio­na. To woła­nie nie może zamilk­nąć aż do cza­su otwar­cia wszyst­kich taj­nych archi­wów i peł­ne­go wyja­śnie­nia praw­dy o doko­na­nej tu prze­ra­ża­ją­cej zbrod­ni. Czy­ta­my w Biblii: „Pozna­cie praw­dę, a praw­da was wyzwo­li” (J 8, 32). Praw­da jest fun­da­men­tem wol­no­ści i pojed­na­nia.

Dzwon, któ­ry roz­brzmie­wa w tym miej­scu już tyle lat, budzi ludz­kie sumie­nia i prze­strze­ga przed zada­wa­niem ran bliź­nie­mu. Głos biją­ce­go dzwo­nu mówi tak­że o cier­pie­niu wie­lu synów, córek i wnu­ków, któ­rzy wspo­mi­na­ją swo­ich bli­skich spo­czy­wa­ją­cych na tej zie­mi. War­to się wsłu­chać w jego dźwięk, któ­ry potra­fi wyra­żać płacz i ból po stra­cie naj­bliż­szych.

Dziś, pochy­le­ni nad mogi­ła­mi naszych bra­ci poli­cjan­tów i żoł­nie­rzy, funk­cjo­na­riu­szy Stra­ży Gra­nicz­nej, wię­zien­nic­twa, kape­la­nów oraz urzęd­ni­ków pań­stwo­wych, jeste­śmy prze­ko­na­ni, że ten dzwon będzie wzy­wał, i to gło­śno, do pojed­na­nia i prze­ba­cze­nia. On już nie zamilk­nie! Tak, tego gło­su już nie uda się zagłu­szyć! Nawet tym, któ­rzy nie rozu­mie­ją prze­sła­nia pod­pi­sa­ne­go przez przy­wód­ców ducho­wych Cer­kwi pra­wo­sław­nej w Rosji i Kościo­ła kato­lic­kie­go w Pol­sce, któ­re wzy­wa do prze­ba­cze­nia i pojed­na­nia.

Za chwi­lę wró­ci­my w rodzin­ne stro­ny. Opo­wie­my o naszych prze­ży­ciach i o tym dzwo­nie, któ­ry poru­sza ludz­kie sumie­nia. Posłu­chaj­my jesz­cze jed­ne­go gło­su, któ­ry wydo­by­wa się z ser­ca skru­szo­ne­go i prze­mie­nio­ne­go.

Waż­ne jest, aby każ­dy z nas był takim „dzwo­nem” poru­sza­ją­cym sumie­nia tych, któ­rzy nie dowie­rza­ją, że miłość jest moż­li­wa, że prze­ba­cze­nia, pojed­na­nie i życie w poko­ju są moż­li­we. Nasze sło­wa i nasze życie win­ny być nie­usta­ją­cym ape­lem o prze­mia­nę zatwar­dzia­łych serc.

Dzwon biją­cy pod­czas dzi­siej­szej Mszy św. gło­si, że czło­wiek czło­wie­ko­wi może być bra­tem, a nie wro­giem. Mogę z rado­ścią powie­dzieć, że ewan­ge­licz­ny zasiew wyda­je już pierw­sze owo­ce prze­mia­ny serc, któ­re sta­ły się zdol­ne do prze­ba­cze­nia i pojed­na­nia.
Naj­bli­żej ołta­rza stoi pan Roman Bare­ja, któ­ry chce publicz­nie opo­wie­dzieć o tym, co się doko­na­ło w jego ser­cu.

Panie Roma­nie, bar­dzo Pana pro­szę, aby tu, w tym miej­scu, wypo­wie­dział Pan te nie­zwy­kle waż­ne sło­wa. Mam nadzie­ję, że tak jak mały kamień potra­fi poru­szyć lawi­nę, tak i one spra­wią, iż wszy­scy pozo­sta­li uwie­rzą, prze­ko­na­ją się i pój­dą tą dro­gą, któ­rą wska­zu­je Ewan­ge­lia, któ­rą wska­zu­je Chry­stus i któ­ra jest dro­gą ku lep­szej przy­szło­ści.

Świa­dec­two Roma­na Bare­ji:

Nazy­wam się Roman Bare­ja. Jestem wnu­kiem Alek­san­dra Barei, kre­so­we­go poli­cjan­ta, któ­ry był więź­niem Ostasz­ko­wa i jest pocho­wa­ny na tym cmen­ta­rzu. Nikt z rodzi­ny nie miał moż­li­wo­ści przy­je­chać wcze­śniej, ani tata, ani żaden ze stryj­ków. Jestem przed­sta­wi­cie­lem rodzi­ny, któ­ra upo­waż­ni­ła mnie do wypo­wie­dze­nia jak­że waż­ne­go sło­wa: prze­ba­cza­my! Przy­je­cha­łem tu, aby wycią­gnąć rękę do tych, któ­rzy tę rękę nie­daw­no, na rosyj­skiej czę­ści cmen­ta­rza, wycią­gnę­li do nas w geście pojed­na­nia. Pro­szę Was wszyst­kich, jeże­li macie w ser­cu naukę Chry­stu­so­wą, wyba­czaj­cie, prze­ba­czaj­cie. Zacznij­my budo­wać pokój, przy­jaźń mię­dzy naszy­mi naro­da­mi od nas samych, bo sto­sun­ki mię­dzy kra­ja­mi są sumą sto­sun­ków mię­dzy poszcze­gól­ny­mi ludź­mi. Jeże­li my będzie­my umie­li pojed­nać się, wyba­czyć bliź­nim, zapa­nu­je pokój.

Przej­dę teraz do przed­sta­wi­cie­li władz rosyj­skich i sym­bo­licz­nie podam im rękę. Bar­dzo pro­szę, potrak­tuj­cie to jako gest przy­ję­cia Waszej wycią­gnię­tej ręki i prze­nie­ście to do swo­ich bli­skich. Są w Pol­sce ludzie, któ­rzy nie żywią ura­zy, któ­rzy potra­fią zna­leźć w sobie prze­ba­cze­nie. Niech Wam Bóg bło­go­sła­wi.

Cytat za: „Rodo­wód Rodzin Katyń­skich. Biu­le­tyn Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich” 2011–2012, numer tema­tycz­ny: Bykow­nia 2012