Wystąpienie Sekretarza Rady Ochrony pamięci Walk i Męczeństwa, prof. Andrzeja Krzysztofa Kunerta (21 września 2012, Kijów-Bykownia)

Eks­ce­len­cje! Wie­leb­ni Księ­ża!
Panie Pre­zy­den­cie!
Dostoj­ne Panie, Dostoj­ni Pano­wie!
Naj­bliż­si tych, któ­rzy tu od dzi­siaj mają swo­je miej­sce!

Sły­sze­li­śmy wszy­scy przed chwi­lą Pierw­szą Bry­ga­dę, nazwa­ną przez Józe­fa Pił­sud­skie­go „naj­dum­niej­szą pie­śnią, jaką kie­dy­kol­wiek Pol­ska stwo­rzy­ła”, od pię­ciu lat Pieśń Repre­zen­ta­cyj­ną Woj­ska Pol­skie­go.

Współ­au­tor jej słów, ppłk Andrzej Tade­usz Hała­ciń­ski, rocz­nik 1891, ofi­cer Legio­nów Pol­skich, Pol­skiej Orga­ni­za­cji Woj­sko­wej i odro­dzo­ne­go Woj­ska Pol­skie­go, został zamor­do­wa­ny w 1940 roku w Katy­niu.

Naj­ści­ślej taj­na decy­zja o doko­na­niu zbrod­ni katyń­skiej zosta­ła pod­pi­sa­na 5 mar­ca 1940 w Moskwie przez naj­wyż­sze wła­dze Związ­ku Sowiec­kie­go. Pierw­sze trans­por­ty śmier­ci wyru­szy­ły: z obo­zu jeniec­kie­go w Koziel­sku do Katy­nia 3 kwiet­nia, z obo­zu jeniec­kie­go w Ostasz­ko­wie do Kali­ni­na (Twe­ru) – 4 kwiet­nia, z obo­zu jeniec­kie­go w Sta­ro­biel­sku do Char­ko­wa – 5 kwiet­nia tam­te­go strasz­ne­go roku.

Ówcze­sny naj­bliż­szy sojusz­nik sowiec­kie­go pań­stwa, nie­miec­ka III Rze­sza, ujaw­ni­ła sowiec­ką zbrod­nię trzy lata póź­niej, w kwiet­niu 1943 roku. Do odpo­wie­dzial­no­ści za naj­więk­szą zbrod­nię na jeń­cach wojen­nych okre­su dru­giej woj­ny świa­to­wej, zbrod­nię, któ­ra sta­ła się naj­więk­szym kłam­stwem współ­cze­snej Euro­py, zbrod­nię, któ­ra sta­ła się kłam­stwem zało­ży­ciel­skim Pol­ski Ludo­wej – Zwią­zek Sowiec­ki przy­znał się pięć­dzie­siąt lat po jej doko­na­niu, w kwiet­niu 1990 roku.    

Pol­skie Cmen­ta­rze Wojen­ne w Katy­niu i Mied­no­je w Rosji oraz w Char­ko­wie na Ukra­inie zosta­ły uro­czy­ście otwar­te i poświę­co­ne po sześć­dzie­się­ciu latach, w 2000 roku. Sta­ło się to moż­li­we w dużej mie­rze dzię­ki moje­mu poprzed­ni­ko­wi, śp. Andrze­jo­wi Prze­woź­ni­ko­wi, o czym i o kim wspo­mniał w swo­im prze­mó­wie­niu Pan Pre­zy­dent. Dziś po sie­dem­dzie­się­ciu dwóch latach od doko­na­nie tam­tej strasz­nej zbrod­ni otwie­ra­my, odsła­nia­my i poświę­ca­my Czwar­ty Cmen­tarz Katyń­ski – Pol­ski Cmen­tarz Wojen­ny w Kijowie–Bykowni.

Mor­tui sunt, ut libe­ri viva­mus” (Umar­li, aby­śmy my żyli wol­ni). Mot­to, wypi­sa­ne na jed­nym z naj­pięk­niej­szych Pol­skich Cmen­ta­rzy Wojen­nych – na Cmen­ta­rzu Orląt Lwow­skich – jest naj­krót­szym i naj­peł­niej­szym okre­śle­niem sen­su ich ofiar, pol­skich ofiar, tak­że ofiar zbrod­ni nie­miec­kich i sowiec­kich cza­su dru­giej woj­ny świa­to­wej, wymie­rzo­nych w nie­pod­le­głą i suwe­ren­ną Rze­czy­po­spo­li­tą i w jej eli­ty. Sym­bo­lem tych pierw­szych (nie­miec­kich) był i jest Auschwitz, sym­bo­lem tych dru­gich (sowiec­kich) był i jest Katyń. Te dwie budzą­ce gro­zę nazwy poja­wi­ły się na kar­tach histo­rii Pol­ski w tym samym mie­sią­cu, w kwiet­niu 1940.

1 wrze­śnia 1944 roku, w pią­tą rocz­ni­cę wybu­chu dru­giej woj­ny świa­to­wej i jed­no­cze­śnie w trzy­dzie­stym dru­gim dniu krwa­wią­ce­go Powsta­nia War­szaw­skie­go, w prze­mó­wie­niu radio­wym z dale­kie­go Lon­dy­nu Pre­zy­dent Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej na uchodź­stwie Wła­dy­sław Racz­kie­wicz stre­ścił wojen­ne cele Pol­ski nastę­pu­ją­cy­mi sło­wa­mi:

Chce­my poko­ju opar­te­go na sile pra­wa, a nie na pra­wie siły, nie tyl­ko dla sie­bie, lecz i dla całe­go świa­ta.

Za tymi sło­wa­mi pierw­sze­go pol­skie­go pre­zy­den­ta na uchodź­stwie sta­ły czy­ny żoł­nie­rzy pol­skich na wszyst­kich nie­mal fron­tach dru­giej woj­ny świa­to­wej, o czym świad­czą ich gro­by roz­sia­ne w czter­dzie­stu trzech kra­jach świa­ta.

Jak­że bra­ko­wa­ło w ich wal­czą­cych sze­re­gach tych prze­szło dzie­się­ciu tysię­cy ofi­ce­rów, któ­rych sowiec­kie NKWD zgła­dzi­ło w Katy­niu, Kali­ni­nie (Twe­rze), Char­ko­wie i w Kijo­wie. Jak­że póź­niej bra­ko­wa­ło tych setek i tysię­cy urzęd­ni­ków pań­stwo­wych, dzia­ła­czy poli­tycz­nych, gospo­dar­czych i spo­łecz­nych, naukow­ców i nauczy­cie­li, inży­nie­rów i tech­ni­ków, praw­ni­ków i pisa­rzy, dzien­ni­ka­rzy i arty­stów, któ­rzy w ogrom­nej licz­bie rów­nież ponie­śli tam śmierć.

Męczeń­ska śmierć ich wszyst­kich wyda­wa­ła się jesz­cze przez dłu­gi czas śmier­cią bez­sen­sow­ną, ofia­rą darem­ną. A prze­cież taką nigdy nie była. Naj­praw­dzi­wiej i naj­pięk­niej mówił o tym naj­więk­szy auto­ry­tet moral­ny naszych cza­sów, Ojciec Świę­ty Jan Paweł II, przyj­mu­jąc w Waty­ka­nie piel­grzym­kę Rodzin Katyń­skich 13 kwiet­nia 1996:

Rów­nież ta śmierć, a raczej to wiel­kie żni­wo śmier­ci, jest jakoś wpi­sa­na w Boże pla­ny i nabie­ra nowe­go zna­cze­nia w per­spek­ty­wie śmier­ci i zmar­twych­wsta­nia Chry­stu­sa. Nade wszyst­ko sta­je się ona ofia­rą, któ­rej owo­cem jest dobro. W wymia­rze naro­do­wym przy­bra­ło ono kształt wol­no­ści.

A w jed­nym z naj­pięk­niej­szych tek­stów poetyc­kich, poświę­co­nych ofi­ce­rom pol­skim zagi­nio­nych gdzieś tam na Wscho­dzie, pisał Kazi­mierz Wie­rzyń­ski w mar­cu 1943 roku (jesz­cze przed ujaw­nie­niem maso­wych gro­bów w Katy­niu):

Modli­my się za żoł­nie­rzy, żoł­nie­rzy Wil­na i Lwo­wa,
Poj­ma­nych w napa­ści z tyłu, zdra­dziec­kiej i juda­szo­wej,
Kie­dy nie mie­li już nawet okrut­nych praw każ­dej woj­ny,
Któ­ra pozwa­la zabi­jać, aby same­mu nie zgi­nąć,
Żoł­nie­rzy w łagrach śmier­tel­nych, żoł­nie­rzy w bagnach zatru­tych,
Żoł­nie­rzy w lodach kamien­nych, żoł­nie­rzy bitych i sku­tych,
Żoł­nie­rzy naszej wol­no­ści.

Win­ni­śmy ofia­rom modli­twę, win­ni­śmy tak­że żywą i cią­gle obec­ną pamięć. Bo prze­cież „umar­łych wiecz­ność dotąd trwa, / dokąd pamię­cią się im pła­ci” (Wisła­wa Szym­bor­ska, Reha­bi­li­ta­cja).

Dziś, gdy otwie­ra­my Pol­ski Cmen­tarz Wojen­ny w Kijowie–Bykowni (Czwar­ty Cmen­tarz Katyń­ski), pro­szę mi pozwo­lić stwier­dzić, że nie­pod­le­gła i suwe­ren­na Rzecz­po­spo­li­ta w kolej­nym i tra­gicz­nym dla Pol­ski i Pola­ków miej­scu kolej­nym tysiąc­om swo­ich oby­wa­te­li za ich ofia­rę naj­wyż­szą – ofia­rę życia – odpła­ca pamię­cią wyku­tą w kamie­niu. Wybra­li­śmy jasny gra­nit, by w ten sym­bo­licz­ny spo­sób poka­zać, że śmierć tych, któ­rym tu dzi­siaj odda­je­my cześć – nie była ofia­rą darem­ną.

Odpła­ca­my im wier­ną żywą pamię­cią, skła­da­jąc „żoł­nie­rzom naszej wol­no­ści” hołd naj­wyż­szy od dzi­siaj tak­że w tym miej­scu, na Czwar­tym Cmen­ta­rzu Katyń­skim w Kijowie–Bykowni.

Zgod­nie z napi­sa­nym tek­stem powi­nie­nem na tym skoń­czyć, ale pro­szę mi pozwo­lić jesz­cze na dwa zda­nia bar­dzo oso­bi­ste.

Zwra­cam się do tych trzech tysię­cy czte­ry­stu trzy­dzie­stu pię­ciu, któ­rych imio­na i nazwi­ska wyry­li­śmy tutaj: nie jeste­ście już od dzi­siaj ano­ni­mo­wy­mi ofia­ra­mi. Macie swo­je miej­sce. Śpij­cie spo­koj­nie.

A w imie­niu moich zna­ko­mi­tych współ­pra­cow­ni­ków z Rady Ochro­ny Pamię­ci Walk i Męczeń­stwa pro­szę mi pozwo­lić powie­dzieć, że zosta­wia­my tu ser­ca wyku­te w kamie­niu, jak brzmi mot­to współ­bu­dow­ni­czych tego miej­sca. I jeste­śmy po pro­stu dum­ni, że mogli­śmy w tym wziąć udział i do tego się przy­czy­nić.

Pięk­nie dzię­ku­ję.

Cytat za: „Rodo­wód Rodzin Katyń­skich. Biu­le­tyn Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich” 2011–2012, numer tema­tycz­ny: Bykow­nia 2012