Wystąpienie prezes zarządu Federacji Rodzin Katyńskich Izabelli Sariusz-Skąpskiej (21 września 2012, Kijów-Bykownia)

Sza­now­ny Panie Pre­zy­den­cie,
Dostoj­ni Goście,
Dro­gie Rodzi­ny Katyń­skie!

Jesie­nią 1940 roku do kijow­skie­go wię­zie­nia przy­je­chał trans­port ze Lwo­wa. Wśród pol­skich więź­niów była Beata Obe­r­tyń­ska. Zapi­sa­ła ten moment:

To kolos ta kijow­ska tiur­ma! Podwó­rza, dzie­dziń­ce, kory­ta­rze, mury, bra­my, skle­pio­ne sie­nie i zno­wu dzie­dziń­ce, kory­ta­rze, podwó­rza. Pędzą nas pod jakiś budy­nek i zatrzy­mu­ją. Wia­tru się tu już nie czu­je, tyl­ko zim­no idzie od bru­ko­wa­ne­go kamie­nia­mi podwó­rza. Wywo­łu­ją nas nazwi­ska­mi. Zatem strach, aby nie roz­dzie­lo­no nas z tymi, z któ­ry­mi jedzie­my ze Lwo­wa. Nigdy się nie wie, co zde­cy­du­je o dobo­rze takiej gru­py. Może istot­nie tyl­ko przy­pa­dek i kolej­ność byle jak zło­żo­nych kopert z akta­mi, któ­re idą razem z nami trans­por­tem. Ale nie! Na szczę­ście nie roz­dzie­la­ją nas. (…) Pro­wa­dzą w kory­tarz tak wąski jak kory­tarz w pocią­gu i pocię­ty tak samo mały­mi drzwicz­ka­mi jak te od prze­dzia­łów. Żoł­nierz zatrzy­mu­je się przed jed­ny­mi z nich, otwie­ra je w zupeł­ną ciem­ność…

Pol­ska poet­ka nie wie­dzia­ła, że w kijow­skim wię­zie­niu i innych wię­zie­niach Ukra­iny przed paro­ma mie­sią­ca­mi ginę­li oby­wa­te­le Rze­czy­po­spo­li­tej, jeń­cy wojen­ni, bez sądu ska­za­ni na śmierć osła­wio­nym roz­ka­zem z 5 mar­ca 1940 roku. W zbrod­ni­czym sys­te­mie komu­ni­stycz­nym nie było miej­sca na przy­pa­dek, a o ludz­kim losie nie decy­do­wa­ła kolej­ność rzu­co­nych byle jak teczek z akta­mi. Nie­przy­pad­ko­we były zbrod­nie, prze­my­śla­ne było kłam­stwo i per­fid­ne zacie­ra­nie śla­dów przez dzie­się­cio­le­cia. Zie­mię prze­ko­py­wa­no, cięż­ki sprzęt miaż­dżył szcząt­ki, meto­dycz­nie nisz­czo­no dowo­dy.

W lesie w Bykow­ni stą­pa­my po śla­dach gigan­tycz­nej tra­ge­dii miesz­kań­ców tej zie­mi. Wiel­ki Ter­ror 1937 roku pochło­nął milio­ny ofiar, a tutaj spo­czę­ły szcząt­ki dzie­siąt­ków tysię­cy. Nale­że­li do róż­nych naro­dów i wyzna­wa­li róż­ną reli­gię. Od lat piel­grzy­mu­ją­cych do Bykow­ni spo­ty­ka­ją drze­wa owi­nię­te barw­ny­mi „rucz­ni­ka­mi”, a obok tablicz­ki przy­wie­zio­ne przez rodzi­ny pomor­do­wa­nych. Ten las ma wie­le twa­rzy: ze sta­rych foto­gra­fii spo­glą­da­ją kobie­ty i męż­czyź­ni, któ­rych zamę­czo­no na tej zie­mi. Czy­ta­my ich imio­na i bio­gra­fie: Emma, mat­ka troj­ga dzie­ci, Ana­sta­zja, nauczy­ciel­ka, któ­rej tablicz­kę dedy­ko­wał syn, Janu­ary, reży­ser, Wła­di­mir, sprze­daw­ca w księ­gar­ni, Jurij, osie­ro­cił dwóch małych syn­ków, Olek­sij, aktor… Tysią­ce bio­gra­fii i wspól­ny los: ska­za­ni przez „trój­kę”, roz­strze­la­ni, pocho­wa­li w Bykow­ni…

Potem, wio­sną 1940 roku, w Bykow­ni roze­grał się jeden z tra­gicz­nych roz­dzia­łów Zbrod­ni Katyń­skiej. Od lat dzie­ci i wnu­ki ofiar przy­wo­zi­ły tu z Pol­ski kwia­ty i wią­za­ły na drze­wach bia­ło-czer­wo­ne wstąż­ki. Są tutaj w lesie tak­że pol­skie tablicz­ki, z któ­rych pły­ną sło­wa miło­ści i tęsk­no­ty. Dzi­siaj imio­na oby­wa­te­li Rze­czy­po­spo­li­tej, Ofiar Zbrod­ni Katyń­skiej, prze­mó­wi­ły gło­sem moc­nym niczym gra­nit. 3435 nazwisk wyku­to w kamie­niu na dowód, że pamięć sil­niej­sza jest niż kłam­stwo. 3435 histo­rii pol­skich jeń­ców wojen­nych. 3435 losów ich rodzin.

W ciszy bykow­niań­skie­go lasu sły­chać cier­pie­nie. Od dzi­siaj sto­imy tutaj na poświę­co­nej zie­mi, na Pol­skim Cmen­ta­rzu Wojen­nym, czwar­tym cmen­ta­rzu katyń­skim. Nie­chaj modli­twy piel­grzy­mów uci­szą ten las i przy­nio­są uko­je­nie rodzi­nom.

Cytat za: „Rodo­wód Rodzin Katyń­skich. Biu­le­tyn Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich” 2011–2012, numer tema­tycz­ny: Bykow­nia 2012