Danuta Sul Ojciec, którego nie znałam (1990)

W piel­grzym­ce na cmen­tarz wojen­ny uczest­ni­czy­łam tyl­ko raz. Pamię­tam, że pobyt tam prze­ży­łam bar­dzo emo­cjo­nal­nie. Wra­cam do nie­go we wspo­mnie­niach, ale bar­dzo trud­no jest mi wspo­mi­nać… bo ja mam wyłącz­nie obra­zy Ojca prze­ka­za­ne przez moją Mamę.  Mimo że utrwa­lo­ne tyl­ko w wyobraź­ni, są we mnie bar­dzo żywe.

Jako jedy­na oso­ba z całej mojej rodzi­ny prze­mie­rzy­łam „szlak”, jaki przed roz­sta­niem z życiem prze­szedł mój Ojciec. Tam­te­go dnia byłam naj­szczę­śliw­szą oso­bą. Szłam po jego śla­dach. Pamię­tam, jak zawieź­li nas na teren ogro­dzo­ny dru­tem kol­cza­stym. Zakaz wstę­pu! Nie zosta­li­śmy wpusz­cze­ni za ogro­dze­nie. Ksiądz kape­lan Janusz Mękar­ski, syn katyń­czy­ka, odpra­wił mszę świę­tą poza cmen­ta­rzem. Modli­li­śmy się żar­li­wie, gło­śno. Wygło­sił bar­dzo przej­mu­ją­cą homi­lię, któ­rą zapa­mię­ta­łam. Zresz­tą zawsze sło­wo, któ­re prze­ka­zy­wał pod­czas uro­czy­sto­ści katyń­skich, było zwią­za­ne z bestial­ską zbrod­nią, było mądre i głę­bo­ko zapa­da­ło w ser­ce słu­cha­czy.

Mimo zaka­zu kil­ka zde­ter­mi­no­wa­nych osób – Fran­ci­szek Łucz­ko, Miro­sław Kraw­czyk, mał­żeń­stwo, któ­rych nazwi­ska nie pamię­tam, oraz ja – wdar­ło się do środ­ka. Prze­szli­śmy przez płot w miej­scu, gdzie prze­cho­dzi­li jeń­cy przed roz­strze­la­niem. Szyb­ko ogar­nia­li­śmy wzro­kiem teren. Mie­li­śmy nie­do­syt. Zachę­ce­ni tym powo­dze­niem prze­ko­na­li­śmy nie­odzow­nym argu­men­tem stró­żu­ją­ce­go, wrę­cza­jąc mu ruble – i nas wpu­ścił. Skie­ro­wa­li­śmy się do bara­ku. Weszli­śmy do bar­dzo zruj­no­wa­nej sali, w któ­rej spa­li osa­dze­ni na pry­czach i na ścia­nach zoba­czy­li­śmy wie­le wyry­tych nazwisk. Szu­ka­li­śmy z ogrom­ną uwa­gą nazwi­ska bli­skiej oso­by. Nie­ste­ty, niko­go z rodzin nie wypa­trzy­li­śmy. Panu­ją­ca wokół przy­gnia­ta­ją­ca atmos­fe­ra pozwo­li­ła wczuć się w sytu­ację jeń­ców, naszych bli­skich, wyobra­zić, jakie to było dla nich nie­szczę­ście, upo­ko­rze­nie prze­by­wać w tym wię­zie­niu.

To tam 5 maja 1990 roku mogłam Ojcu powie­dzieć, jak bar­dzo mi go brak, jak bar­dzo tęsk­ni­łam za chwi­la­mi, by mnie objął, przy­tu­lił. Kole­żan­ki opo­wia­da­ły o swo­ich tatu­siach, a ja zamy­ka­łam się w sobie, czu­jąc się gor­sza – bez ojca. Co praw­da Tato mnie po uro­dze­niu, odbie­ra­jąc ze szpi­ta­la, poznał, ale ja nigdy go nie widzia­łam ani nie sły­sza­łam, nie wypo­wie­dzia­łam magicz­ne­go sło­wa: „Tatu­siu!”, ani nie powie­dzia­łam: „Kocham Cię”.

Naszą rodzi­nę wywie­zio­no na Sybe­rię. Dziel­na i kocha­ją­ca Mama zastę­po­wa­ła nam dzie­ciom Ojca – star­szej sio­strze, star­sze­mu bra­tu i naj­młod­szej mnie. Pie­lę­gno­wa­ła pamięć o Ojcu: szla­chet­nym, dziel­nym, kocha­ją­cym i opie­kuń­czym. Ogrom­nym patrio­cie. I tyl­ko takie­go znam, taki mam obraz.

Jestem nie­zmier­nie uczu­cio­wa, przy­wo­ły­wa­ne wspo­mnie­nia za każ­dym razem prze­ży­wam, zra­sza­jąc je łza­mi, czy to oglą­da­jąc zdję­cia, czy udzie­la­jąc wywia­du. Pod­czas tej piel­grzym­ki cały czas mia­łam załza­wio­ne oczy i wewnętrz­nie byłam roz­trzę­sio­na. Ogrom­na boleść tar­ga­ła moim cia­łem. Byłam bez sił. Ser­ce koła­ta­ło nie­spo­koj­nie w pier­si, a jed­no­cze­śnie radość je roz­pie­ra­ła: tu spo­tka­łam Ojca.

Jesz­cze raz prze­ży­łam taki ogrom­ny smu­tek, o któ­rym chcę tu – wspo­mi­na­jąc Ojca – powie­dzieć. Otóż w roku 1989 w maga­zy­nie „Prze­krój” uka­zał się arty­kuł Andrze­ja Rosiń­skie­go z wyjaz­du do Katy­nia, w któ­rym napi­sał, że jest w posia­da­niu manier­ki z umiesz­czo­ny­mi na niej nazwi­ska­mi osa­dzo­nych, a w kolej­nym nume­rze maga­zy­nu w rubry­ce „Do i od redak­cji” zamie­ścił zdję­cie tej manier­ki oraz podał listę odcy­fro­wa­nych nazwisk. Wśród wymie­nio­nych jest mój Ojciec, Anto­ni Ody­niec. Porów­na­łam pod­pis Ojca z posia­da­ny­mi prze­ze mnie doku­men­ta­mi – zga­dzał się. Zapra­gnę­łam mieć manier­kę. Nie­ste­ty! Za żad­ne skar­by nie chciał jej odstą­pić. Ale w tym momen­cie zno­wu prze­ży­łam okrut­ną trau­mę, zga­sła nadzie­ja na fizycz­ną po Ojcu pamiąt­kę. I to z ostat­nich chwil życia!

Piel­grzym­kę dosko­na­le pamię­tam. Prze­pięk­na i wzru­sza­ją­ca. Bar­dzo czę­sto wra­cam do niej we wspo­mnie­niach, ile razy na pamię­ci sta­je mój nie­zna­ny oso­bi­ście ojciec. Od tam­te­go dnia 5 maja (1990) jest jed­nym z uro­czy­stych dni w moim kalen­da­rzu rodzin­nym.

Danu­ta Sul, Rodzi­na Katyń­ska w Szcze­ci­nie

Pier­wo­druk: „Rodo­wód Rodzin Katyń­skich. Biu­le­tyn Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich” 2025