2008
W niedzielę 2 listopada 2008 ówczesny marszałek Sejmu RP Bronisław Komorowski odsłonił w Charkowie, na dawnym gmachu NKWD, tablicę upamiętniającą pomordowanych tam polskich jeńców z obozu w Starobielsku.
Kilka dni wcześniej zadzwoniła do mnie Bogna Szklarczyk, prezes Stowarzyszenia Rodzina Katyńska w Katowicach z rozkazem: „Lecisz ty, albo syn, do Charkowa na uroczystości związane z 68. rocznicą Zbrodni Katyńskiej”. Mój paszport nieważny, a Adam był za granicą.
Telefon do syna z propozycją nie do odrzucenia: „Przyjeżdżaj, lecisz do Charkowa, na cmentarz do dziadka Mariana, ja nie mogę”. Entuzjazmu nie było, ale po chwili ciszy: „W porządku – polecę. To może być jedyna taka możliwość”. Wśród delegacji znalazła się trójka wnucząt z Katowic: Krystyna Paprzycka-Altin, wnuczka chemika, por. saperów rez. Józefa Wojtala, Piotr Pecka, którego dziadek płk piechoty Józef Adam Pecka był dowódcą w 38. Dywizji Piechoty rezerwowej, oraz Adam – wnuk por. rezerwy Mariana Włodzimierza Śliwińskiego, wiceprokuratora Sądu Okręgowego w Katowicach.
Po odsłonięciu tablicy wszyscy pojechali na Cmentarz Ofiar Totalitaryzmu w Piatichatkach, tam odbyła się dalsza część uroczystości. Odprawiona była msza święta w intencji wszystkich ofiar spoczywających na obu cmentarzach: polskim i ukraińskim. W ekumenicznych modlitwach uczestniczyli duchowni trzech chrześcijańskich religii i rabini.
Adam zrobił wiele zdjęć z odsłonięcia i z cmentarza. Na jednym z nich była w oddali, na tle drzew, sylwetka młodego człowieka. Wyjaśnił mi, że tam odbył się niezwykły solowy koncert skrzypcowy. To jeden z prawnuków, z olsztyńskiej RK, przechodził wśród mogił i grał …
2010
W 2010 roku jesienią zorganizowano kolejny wyjazd-pielgrzymkę na Polski Cmentarz Wojenny do Charkowa.
Zawiadamianie rodzin pochowanych tam jeńców Starobielska i przedwyjazdowa gorączka organizacyjna w Stowarzyszeniu nie pozwalała na rozmyślania przed wyjazdem. Podróż długa, był czas zadumy.
Z Katowic pielgrzymowało 11 osób na groby ojców, dziadków, wujków:
- Anita Bock z synem Pawłem Śniechowskim – córka sędziego Ryszarda Bock, kierownika Sądu Grodzkiego w Sierpcu, porucznika rezerwy zmobilizowanego do Łączności w Kawalerii w Jarosławiu;
- prof. Jerzy Bursa z kuzynem – syn majora Leonarda Bursy, kwatermistrza 30. Pułku Artylerii Lekkiej w Twierdzy Brześć nad Bugiem;
- Helena Paprzycka z córką – ojciec i dziadek, podporucznik rezerwy saperów Józef Wojtal, był chemikiem i pracował w Instytucie Doświadczalnym Chemii Spożywczej w Sierpcu Biskupim, społecznik;
- Marzena Jaworska z mężem Sławomirem – brat jej babci Jadwigi, Aleksander Antoni Cybyk, absolwent wydziału inżynierii lądowej Politechniki Lwowskiej, był kawalerem, podporucznik rezerwy 38, PP Złoczów.
W pociągu dzieliłam przedział z Marysią Kotułową i Haliną Wójciak:
- Marysia była córką kapitana piechoty w st. spoczynku Henryka Mariana Królikowskiego, ps. „Muszkiet”; po przejściu w stan spoczynku pracował na stanowisku inspektora Polskiego Instytutu Rozrachunkowego w Warszawie;
- Halina jest opiekunem Izby Pamięci o Katyniu w Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 7 w Katowicach; szkoła pielęgnuje pamięć o ofiarach II wojny, organizując spotkania międzypokoleniowe ze świadkami historii, i gromadzi artefakty związane z ofiarami obozów zagłady.
Na cmentarzu w jednej z bratnich mogił spoczął mój Teść, Marian Włodzimierz Śliwiński – w cywilu dr prawa, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, wiceprokurator Sądu Okręgowego w Katowicach. Jako porucznik rezerwy 24 sierpnia 1939 był zmobilizowany do 3. kompanii ckm 74. pp z Lublińca. Zginął przed ukończeniem 35 lat, zostawiając młodą żonę i niespełna czteroletniego synka Zbyszka.
Obydwoje już nie żyją i jadę w ich imieniu, dopełniając rytuału pogrzebowego, którego nie było im dane przeżyć.
W czasie długiej podróży był czas na rozmowy z uczestnikami z innych stowarzyszeń, wspomnienia i na wspólną modlitwę. U nas modlitwę zainicjowały Marysia z Anitą.
W wagonie za nami jechała orkiestra Wojska Polskiego. Nasuwało się skojarzenie: młodzi, pełni życia, jak Oni, do których jedziemy.
Trasa wiodła przez Lwów. Myślę o tym, jak moja Teściowa Felicja z dzieckiem uciekała przed frontem z Katowic do Lwowa, skąd udało jej się wyjechać po 17 września z pomocą lwowskich kolejarzy. Wojnę przeżyła w Krakowie, blisko rodziny Mariana, a po jej zakończeniu natychmiast wróciła do Katowic, do przedwojennego mieszkania (co wtedy nie było łatwe), z przekonaniem, że tam właśnie wróci jej mąż. Przecież przez wiele lat przechowywała „Gońca Krakowskiego” z dnia 22 czerwca 1943, w którym napisano, że w czasie ekshumacji w Katyniu przy niezidentyfikowanej ofierze NKWD znaleziono wizytówkę jej męża. Żyła w niepewności, ale i z nadzieją, jak wiele wdów, dzieci, rodziców, krewnych i przyjaciół.
Gdy zorganizowały się Rodziny Katyńskie, zapisała siebie i syna do katowickiego Stowarzyszenia. Wtedy już było wiadomo, że Marian Śliwiński był jeńcem Starobielska i zginął w Charkowie. Pojawiały się publikacje w prasie, oficjalnie wydawano książki, skrzętnie uzupełnialiśmy bibliotekę i wiedzę. Skończyły się nadzieje.
W wagonie poruszenie, gdy pociąg mijał jednoznacznie kojarzącą się Szepietówkę. Milczenie.
Część podróży przebiegała nocą, a rano Charków. Autokary przewiozły nas na cmentarz. Po drodze minęliśmy bez postoju gmach i więzienie NKWD, gdzie rozstrzeliwani byli nasi bliscy. Tam, przy wejściu, 2 listopada 2008 roku odsłonięta została tablica upamiętniająca ich tragiczny los.
Większość spośród nas była tu na poprzednich pielgrzymkach. Nim przybyła delegacja rządowa i rozpoczęły się oficjalne uroczystości, szybko odnaleźliśmy „swoje” tabliczki epitafijne, zaświeciliśmy znicze, pojawiły się kwiaty. Nasuwało się skojarzenie z atmosferą Dnia Wszystkich Świętych na naszych cmentarzach i chyba także o to chodzi. Podświadomie przenosiliśmy tamte emocje i nastrój, gdzie najpewniej po naszym odjeździe zostało wszystko uprzątnięte, zniknęły ślady po naszym pobycie i zapanowała cisza.
Zapaliłam znicze przy tabliczkach bliskich z naszej katowickiej Rodziny. Nie każdy mógł przyjechać, toteż dobrą pamiątką jest zdjęcie. Fotografowałam. Fakt, to mogiły są miejscem spoczynku, ale kryją tajemnicę wielu, natomiast tablice są swoistą personifikacją tych, za którymi tęskniono tyle lat i których tyle lat oczekiwano. Każdy trochę się oszukiwał – przecież były książki przemycane z zagranicy, polskojęzyczne rozgłośnie radiowe rozpowszechniały wiedzę o Katyniu. Żyła wciąż nadzieja… Wiem, bo taką nadzieję miał każdy w naszych domach, chociaż z czasem stawała się coraz bardziej płonna.
Wędrując między 15 mogiłami, grupa z Dolnośląskiej Rodziny Katyńskiej odmawiała różaniec. Dołączyłam do nich. To też jak procesja z Dnia Wszystkich Świętych i jakże bardzo na miejscu.
Nad Cmentarzem świeciło słońce, nad drzewami błękitne, czyste niebo. Wśród fotoreporterów poruszenie – zbliżała się delegacja z prezydentem Bronisławem Komorowskim. Za chwilę rozpoczęło się nabożeństwo. Dopełniłam rodzinną ceremonię pożegnania nie tylko Mariana Śliwińskiego, ale Ich wszystkich, których kryją, jak całunem pokryte bazaltową kostką, mogiły.
Ani Teściowa, ani mój mąż nigdy nie byli na cmentarzu w Piatichatkach. Zbyszek zmarł w 1991, Teściowa w 1997 roku. Była jedną z 98 wdów katowickiej Rodziny Katyńskiej. Zdążyli poznać los męża i ojca. Ja z synem mieszkałam wtedy poza Katowicami. Do Stowarzyszenia wstąpiliśmy po przeprowadzce, jako Katowiczanie z wyboru. Adam jest wnukiem Mariana, a i ja miałam swój jeszcze jeden, podwójny rodzinny powód. Na cmentarzu w Miednoje pochowani są: brat mojej Mamy, Antoni Zemła, i Jej stryj, Mikołaj Zemła. Jako jedyna z rodziny byłam i tam, żeby TAM się pomodlić, TAM zapalić znicz i przywieźć garstkę ziemi wsypaną potem do grobów ich żon.
Katowice 14 IX 2017, 9 X 2025
Maria Śliwińska, Rodzina Katyńska w Katowicach
Pierwodruk: „Rodowód Rodzin Katyńskich. Biuletyn Federacji Rodzin Katyńskich” 2025