Niesiony nadzieją i pragnieniem szukałem swego Ojca – Stanisława Sikory, funkcjonariusza Policji Polskiej w przedwojennej Polsce. Utraciłem Go we wrześniu 1939 roku, kiedy miałem 6 lat (dzisiaj mam ponad 90). I choć pamięć powoli się zaciera, nigdy o Nim nie zapomniałem. Jest obecny ciągle w mej duszy, w moim sercu, w dziecinnych wspomnieniach. Dowiedziałem się, że zginął od strzału w tył głowy w Twerze (Kalininie), co mam udokumentowane, i został pochowany w Miednoje.
Matka mówiła tak: „Wolę łudzić się, że gdzieś żyje, niż mają mi mówić, że został stracony”. Uszanowałem tę wolę Mamy, ale sam – w wieku poborowego – rozpocząłem poszukiwania na własną rękę. Co mnie zainspirowało? Wiadomość z księgi poszukujących swoich bliskich (znajdowała się w 1947 roku w Urzędzie Pocztowym nr 5 w Szczecinie), w której znalazłem: „Sikora Stanisław znajdujący się w obozie jenieckim w Monachium poszukuje swojego brata”. Co za wiadomość! Został napisany list do Monachium, w adresie zwrotnym powiadomiono nas, że obozy jenieckie rozwiązano w związku z zakończeniem wojny, a jeńcy wypuszczeni na wolność udali się w sobie znanych kierunkach. Zainspirowany tą informacją zwróciłem się do Polskiego Czerwonego Krzyża o dalsze poszukiwanie poprzez Niemiecki Czerwony Krzyż. Po kilku negatywnych odpowiedziach otrzymałem wiadomość, która wzbudziła nowe nadzieje, a mianowicie NCzK informował, że Sikora Stanisław, syn Szymona i Katarzyny, ur. 8 maja 1905 r. w Młynowie, w grudniu 1950 r. opuścił Niemcy i statkiem „Gen. Bellau” wypłynął do Stanów Zjednoczonych z portem przeznaczenia Peconic w Stanie Illinois. Prosiłem PCK o dalsze poszukiwanie w USA w St. Illinois, bo tam wyjechał po I wojnie światowej mój dziad po ojcu, Szymon Sikora z dwoma najstarszymi synami Janem i Leonem, i osiadł w Chicago w St. Illinois. Otrzymałem z PCK informację, iż Amerykański Czerwony Krzyż skontaktował się ze Stanisławem Sikorą (ale już nie powtórzono jego danych personalnych), który twierdził, że nie zna mnie, Romualda Sikory, i w Polsce ma tylko córkę.
Po pewnym czasie odszukałem brata mojego ojca Józefa, który zamieszkał w Ziębicach pod Wrocławiem. Opowiedziałem o Monachium i wyjeździe Stanisława do USA. Zaprzeczył, mówiąc stanowczo: „Romek, Stanisław zginął w Ostaszkowie”. Poprosiłem Polski Czerwony Krzyż o adresy Leona i Jana w USA. Dostałem je po 2 tygodniach. Okazały się fałszywe, co sprawdziła poprzez filię w Warszawie Rada Polonii Amerykańskiej. Poprzez różne instytucje krajowe i międzynarodowe starałem się dociekać, kim był ów Stanisław Sikora, z pełnymi personaliami mojego ojca, który opuścił Niemcy i udał się do USA. Bez skutku. Czy ją wyjaśnię?…
Kiedy zaistniała możliwość wyjazdu, zorganizowanego przez nasze stowarzyszenie, bez wahania się zgłosiłem. Bardzo chciałem być tam, na ostatnim miejscu życia mojego Ojca. Uczestniczyłem w dwóch pielgrzymkach do Ostaszkowa: 22–28 listopada 1991 i 30 kwietnia–5 maja 1992 roku. Miejsce wyjątkowe. Na jeziorze Selinger znajdował się klasztor prawosławny (monastyr). Aby osadzić tam polskich więźniów, NKWD zamordowało 60 mnichów! Szliśmy wolno, w skupieniu. Niosłem mniejszy krzyż – bo przywieźliśmy dwa – łzy płynęły mi po policzkach, a w głowie kłębiły się pytania: kim był człowiek mający dane personalne mojego Ojca? Jak wszedł w ich posiadanie? Co wiedział o Ojcu, co jeszcze skrywał? Wszedłem bardzo spięty do klasztoru. W głębokim skupieniu oglądałem w piwnicy celę straceń, gdzie mordowano więźniów i zachowały się metalowe drzwi. Patrzyłem na nie z odrazą. One zamykały się za każdym jeńcem, który trafił do tej celi śmierci. Były ostatnim etapem życia Ofiary Zbrodni Katyńskiej. Każdy pobyt w Ostaszkowie kosztował mnie mnóstwo nerwów. Wracałem rozbity, ale i szczęśliwy, że byłem tam, gdzie On też przed śmiercią był.
Często, właściwie coraz częściej wracam do tych pielgrzymkowych wspomnień. Kiedy powstał Polski Cmentarz Wojenny, bardzo radowałem się, że pamięć o jeńcach żyje. Szkoda, że zmieniły się czasy i Rosjanie niszczą pomniki, które wytykają ich zbrodnię.
Romuald Sikora, Rodzina Katyńska w Szczecinie
Pierwodruk: „Rodowód Rodzin Katyńskich. Biuletyn Federacji Rodzin Katyńskich” 2025





