Artykuł Spór o groby, jaki ukazał się w dzienniku „Życie” w dniu 23 stycznia br. [1997], a którego kopię załączam, sprowokował mnie do napisania tego listu do wszystkich członków rodzin pomordowanych w Katyniu, Twerze i Charkowie.
Jestem zbulwersowany wypowiedzią p. W[łodzimierza] Dusiewicza, prezesa FRK, który w tym artykule zapowiada, że nie dopuści do sprowadzenia szczątków pomordowanych i do pochowania ich na cmentarzu w Polsce.
Po pierwsze, p. Dusiewicz nie ma prawa wypowiadać się w naszym imieniu, jego głos jest tyle samo ważny, co głos każdego z nas, tym bardziej, że zdania na ten temat są podzielone. Po drugie, najwyższy czas zdać sobie sprawę ze stosunku Rosji do Polski, z szykan, jakie Polska napotyka ze strony Rosji. Przykład Aquariusa jest najlepszym dowodem na to. W tej sytuacji należy odstąpić od budowy cmentarzy „tam” i całą energię skupić na przeprowadzeniu całkowitej i pełnej ekshumacji dołów śmierci w Katyniu, Miednoje i Charkowie, wydobyciu wszystkich szczątków, sprowadzeniu ich do Polski i pochowaniu na specjalnie zaprojektowanym cmentarzu czy mauzoleum.
Międzynarodowe prawa i umowa z Rosją w tym zakresie pozwalają na takie rozwiązanie.
W załączonym artykule p. T[adeusz] Lutoborski, członek zarządu FRK, uzasadniając budowę cmentarzy „tam”, przywołuje przykład cmentarza pod Monte Cassino. Porównywanie cmentarza pod Monte Cassino z cmentarzami w Katyniu, Miednoje i Charkowie jest nadużyciem.
Monte Cassino jest miejscem chwały oręża polskiego, a cmentarz u stóp klasztoru tej chwały pomnikiem. Żołnierze i oficerowie pochowani na tym cmentarzu polegli na polu chwały w walce z bronią w ręku i każdy z nich ma swój grób, tablicę z nazwiskiem, imieniem i symbolem wiary.
Nasi najbliżsi z Kozielska, Starobielska i Ostaszkowa nie polegli na polu chwały, nie zginęli z bronią w ręku, a zostali bestialsko zamordowani, wrzuceni do dołów śmierci jak odpady.
Katyń, Miednoje i Charków nie są miejscami chwały, są niezabliźnionymi ranami. I choć jedni i drudzy zginęli za Polskę, to różnica w odbiorze ich śmierci pozostaje.
Pan T[adeusz] Lutoborski mówi, że nie wolno niszczyć śladów historii i pozostawić je tam, gdzie zostały stworzone – sugerując, że jeśli zabierzemy szczątki, to zmieni się historia.
Szczątki ludzkie pozostawione w ziemi z biegiem lat zostają wchłonięte przez grunt i nie pozostaje po nich żaden ślad. Historia to udokumentowane fakty i zbrodnia sowieckich komunistów na polskich jeńcach wojennych jest dostatecznie udokumentowana i zabranie szczątków tego nie zmieni, poza tym miejsca te zostaną upamiętnione przez postawienie na nich pomników czy obelisków.
Przypomnę, że kiedy szczątki pomordowanych były ruszane przez komisję Burdenki historia była fałszowana i potem, kiedy przez dziesięciolecia nie były ruszane, historia też była fałszowana – nad grobami pomordowanych stała tablica z napisem: „Tu spoczywają polscy oficerowie zamordowani przez hitlerowców”. Teraz świat zna prawdę.
Wszystkie argumenty przemawiają za budową cmentarza w Polsce. Budowa będzie dużo tańsza, cmentarz nie będzie narażony na profanację, będzie odwiedzany przez kolejne pokolenia rodzin pomordowanych i pamięć o Nich trwać będzie. Najważniejszy argument to ten, że wypełnimy Ich wolę – wolę powrotu do Polski, o czym pisali w listach do rodzin. Nie dane Im było wrócić – niech wrócą Ich szczątki. Nie zostawiajmy Ich na tej nieludzkiej ziemi.
Proponuję rzetelnie poinformować wszystkich członków rodzin pomordowanych o problemie i przeprowadzić ankietę. O miejscu budowy cmentarza winna zadecydować wola większości, a nie zarząd FRK z prezesem na czele.
Dopóki nie rozpoczęto budowy cmentarzy – jest czas na zmianę decyzji.
Z poważaniem
Jerzy Wielebnowski
syn policjanta zamordowanego w Twerze
Olsztyn, 20 marca 1997r.
Cytat na podstawie: „Rodowód” 1997, nr 5