Ewa Gruner-Żarnoch, [List do Tomasza Wołka]

Szcze­cin, dnia 17.06.1997

Pan Redak­tor „Życia”
Tomasz Wołek – do rąk wła­snych
War­sza­wa

 

Sza­now­ny Panie Redak­to­rze,

Do napi­sa­nia tego listu skło­ni­ło mnie prze­ko­na­nie, że „Życie” jest dobrym i bli­skim mi ide­owo pismem – Pan zaś rze­tel­nym i świet­nym dzien­ni­ka­rzem.

Do zabra­nia gło­su w spra­wie tra­ge­dii katyń­skiej upo­waż­nia mnie to, że:

  1. Jestem cór­ką zamor­do­wa­ne­go w Char­ko­wie jeń­ca Sta­ro­biel­ska, por. rez. dr med. Julia­na Gru­ne­ra,
  2. Przez dwa sezo­ny w latach 1995/96 przez 8 tygo­dni pra­co­wa­łam w Char­ko­wie jako sze­re­go­wy czło­nek eki­py eks­hu­ma­cyj­nej – zarów­no bez­po­śred­nio w gro­bach, jak i przy oczysz­cze­niu wydo­by­tych przed­mio­tów oraz opra­co­wa­niu doku­men­ta­cji. Mogę więc powie­dzieć – „widzia­łam i doty­ka­łam, a nie sły­sza­łam i czy­ta­łam”.
  3. Jestem rów­nież pre­ze­sem ponad 400-oso­bo­we­go Sto­wa­rzy­sze­nia „Katyń” w Szcze­ci­nie skła­da­ją­ce­go się z wdów i dzie­ci zamor­do­wa­nych spo­czy­wa­ją­cych w Katy­niu, Mied­no­je i Char­ko­wie. Sto­wa­rzy­sze­nie Katyń razem ze wszyst­ki­mi 39 orga­ni­za­cja­mi rodzin katyń­skich w całym kra­ju stwo­rzy­ło przed 4 laty Fede­ra­cję Rodzin Katyń­skich (FRK) zrze­sza­ją­cą ok. kil­ku­na­stu tysię­cy człon­ków.

W demo­kra­tycz­nych i kil­ka­krot­nych gło­so­wa­niach w poszcze­gól­nych Rodzi­nach oraz na forum Fede­ra­cji wypra­co­wa­li­śmy sta­no­wi­sko w spra­wie budo­wy cmen­ta­rzy w Katy­niu, Char­ko­wie i Mied­no­je i sta­no­wi­sko to od kil­ku lat jest nie­zmien­ne. Ostat­nie glo­so­wa­nie (dn. 25.01.[19]97 r.), w któ­rym bra­li udział pre­ze­si Rodzin Katyń­skich, Zarząd FRK (5 osób), Rada FRK (21 osób), Komi­sja Rewi­zyj­na (3 oso­by) oraz dele­ga­ci wybra­ni przez wszyst­kie Rodzi­ny po raz kolej­ny pra­wie jed­no­gło­śnie, w jaw­nym i imien­nym gło­so­wa­niu (przy 2 gło­sach prze­ciw­nych), sta­no­wi­sko to potwier­dzi­ło.

Do roku 1995 p. Wito­mi­ła Wołk-Jezier­ska – ówcze­sny Sekre­tarz Rady FRK, Kry­sty­na Krzysz­ko­wiak – ówcze­sna Prze­wod­ni­czą­ca Rady FRK, Ire­na Erchard – ówcze­sny Skarb­nik, zaj­mo­wa­ły iden­tycz­ne sta­no­wi­sko (vide pismo W. Wołk-Jezier­skiej wów­czas prze­wod­ni­czą­cej Komi­sji ds. budo­wy cmen­ta­rzy na Wscho­dzie).

Po przy­go­to­wa­niu warun­ków przez Radę Ochro­ny Pamię­ci Walk i Męczeń­stwa to jest:

  1. odby­ciu roz­mów z wła­dza­mi Fede­ra­cji Rosyj­skiej i Ukra­iny,
  2. zakoń­cze­niu eks­hu­ma­cji w Katy­niu, Char­ko­wie i Mied­no­je,
  3. zakoń­cze­niu kon­kur­su na pro­jek­ty cmen­ta­rzy,
  4. zagwa­ran­to­wa­niu w budże­cie 40 mln zł na budo­wę cmen­ta­rzy,
  5. wmu­ro­wa­niu w Katy­niu i Mied­no­je kamie­ni węgiel­nych pod cmen­ta­rze przy­wie­zio­nych z Rzy­mu i poświę­co­nych przez Ojca Św., co, jak pamię­ta­my, odby­wa­ło się bar­dzo uro­czy­ście w obec­no­ści naj­wyż­szych władz – w kwiet­niu br. mia­ła się roz­po­cząć budo­wa cmen­ta­rzy. Potwier­dził to na uro­czy­sto­ści w Char­ko­wie 1996 r. p. Pre­mier Wło­dzi­mierz Cimo­sie­wicz.

Budo­wa – jak – dotąd – nie ruszy­ła miej­sca, a sezon budow­la­ny w Fede­ra­cji Rosyj­skiej koń­czy się we wrze­śniu.

Nato­miast od kil­ku tygo­dni w „Życiu” i „Fak­tach” zaczę­ły się poja­wiać listy pisa­ne przez te same oso­by: b. sekre­tarz Rady FRK p. Wito­mi­łę Wołk-Jezier­ską oraz Jej Mat­kę, b. skarb­ni­ka p. Ire­nę Erchard, b. prze­wod­ni­czą­cą p. Kry­sty­nę Krzysz­ko­wiak oraz p. Jerze­go Wie­leb­now­skie­go… Sku­pie­ni są oni wokół Fun­da­cji „Wdo­wi Grosz”, zrze­sza­ją­cej być może kil­ka­na­ście osób („Gro­no Rodzin Katyń­skich”), będą­cych człon­ka­mi rodzin zamor­do­wa­nych jeń­ców oraz inne orga­ni­za­cje (np. Towa­rzy­stwo Katyń­skie p. Zbi­gnie­wa Szlen­ka, któ­ry – o ile wiem – nie jest człon­kiem rodzi­ny jeniec­kiej).

Wypo­wia­da­ją się oni wbrew woli i prze­ko­na­niom ogrom­nej więk­szo­ści człon­ków Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich (tzn. kil­ku­na­stu tysię­cy osób) – „za spro­wa­dze­niem szcząt­ków zamor­do­wa­nych do kra­ju”. Posłu­gu­ją się przy tym bar­dzo nośną ideą, że „nasi Ojco­wie i Mężo­wie w ostat­nich listach wyra­ża­li wolę powro­tu do kra­ju”. To oczy­wi­ście praw­da, lub wła­ści­wie pół­praw­da, chcie­li bowiem powró­cić ŻYWI. Tak jak Ci spod Mon­te Cssi­no i Tobru­ku i wszyst­kich cmen­ta­rzy roz­sia­nych po całym świe­cie.

Przy­kre i zna­mien­ne jest to, że wie­lo­krot­ne pró­by skon­tak­to­wa­nia się z Panem, lub z fir­mu­ją­cym temat red. Sam­bo­rem Kwa­sem – nie odno­si­ły skut­ku. Wie­lo­krot­ne tele­fo­ny p. Boże­ny Łojek (sekre­tarz Pol­skiej Fun­da­cji Katyń­skiej), moje, p. Wło­dzi­mie­rza Dusie­wi­cza (pre­zes FRK), p. Luto­bor­skie­go (pre­zes Rodzi­ny War­szaw­skiej liczą­cej ok. 2500 człon­ków) były zby­wa­ne – a pisma zigno­ro­wa­ne i nie­wy­dru­ko­wa­ne (p. Luto­bor­skie­go i spro­sto­wa­nie p. Łojek). Czy moż­na to więc nazwać dzien­ni­kar­stwem rze­tel­nym?

Jak już napi­sa­łam, sta­no­wi­sko Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich zosta­ło wypra­co­wa­ne w demo­kra­tycz­nych pro­ce­du­rach (wie­lo­krot­nych gło­so­wa­niach w poszcze­gól­nych Rodzi­nach i w Fede­ra­cji) i jest od kil­ku lat nie­zmien­ne. Pod­sta­wo­wym pra­wem demo­kra­cji jest pra­wo wypo­wia­da­nia wła­sne­go zda­nia, ale i koniecz­ność pod­po­rząd­ko­wa­nia się zda­niu demo­kra­tycz­nej więk­szo­ści. Sta­no­wi­sko to wypra­co­wa­li­śmy na pod­sta­wie wni­kli­wej ana­li­zy sytu­acji, wie­dzy i doświad­cze­nia wie­lu m. in. pro­fe­so­rów bio­rą­cych czyn­ny udział w eks­hu­ma­cjach – a będą­cych rów­no­cze­śnie dzieć­mi lub krew­ny­mi zamor­do­wa­nych (prof. Blom­ber­go­wa, prof. Mło­dzie­jow­ski, prof. Gło­sek, prof. Nadol­ski, p. Jędrzej Tuchol­ski, dr Gru­ner i in.). Wszy­scy oni byli za budo­wą cmen­ta­rzy w miej­scach mor­du i okre­śla­li cał­ko­wi­tą eks­hu­ma­cję jako nie­wy­ko­nal­ną.

A oto wyni­ki ana­li­zy:

  1. Nie ma żad­nej moż­li­wo­ści eks­hu­mo­wa­nia wszyst­kich szcząt­ków – każ­dy, kto mówi ina­czej – usi­łu­je to wmó­wić sobie i innym. Bar­dzo duża część Ich szcząt­ków musia­ła­by pozo­stać na miej­scu. W załą­cze­niu foto­gra­fie z eks­hu­ma­cji w Char­ko­wie (peł­na, ogrom­na doku­men­ta­cja znaj­du­je się w Radzie Ochro­ny Pamię­ci i Męczeń­stwa). Na zdję­ciach widać śla­dy świ­drów prze­my­sło­wych o śr. 80 cm, któ­ry­mi koło 1980 r. wier­co­no we wszyst­kich gro­bach, nisz­cząc szcząt­ki. Tam świ­dry te nazy­wa się mia­so­rób­ka­mi – maszyn­ki do mię­sa… Krew i cia­ło naszych Ojców daw­no już wsią­kły w tam­tą zie­mię – w rezul­ta­cie dzia­ła­nia świ­drów, zie­mia ta jest prze­mie­sza­na rów­nież ze szcząt­ka­mi ich kości. Przy eks­hu­ma­cji nie uda­ło się zło­żyć ani jed­ne­go całe­go szkie­le­tu, a mimo odna­le­zie­nia w jed­nym z gro­bów sygne­tu i zegar­ka moje­go Ojca, nie byli­śmy w sta­nie odna­leźć Jego szcząt­ków (choć miał cha­rak­te­ry­stycz­ną budo­wę). W tzw. gro­bach „mokrych”, aby dotrzeć do zwłok, trze­ba było z każ­de­go gro­bu wybrać i prze­lać do inne­go przy­go­to­wy­wa­ne­go gro­bu kil­ka­set (ok. 400) wia­der gęstej mazi – tego, co z Ich ciał w tej chwi­li powsta­ło. Kto więc może ze spo­koj­nym sumie­niem powie­dzieć – „Wiem, że mój Ojciec wró­ci do Kra­ju?” Jaka część każ­de­go z Nich musi na zawsze tam pozo­stać? ½ czy ⅗? I czy Oni wobec tego byli­by bar­dziej „tu”, czy bar­dziej „tam”? Czy na pew­no byli­by z tego zado­wo­le­ni?
  1. Zwo­len­ni­cy spro­wa­dze­nia szcząt­ków, nie zna­jąc zupeł­nie realiów, mówią o kre­ma­cji szcząt­ków ponad 15 tys. osób. W jaki spo­sób? Gdzie? W Pol­sce jest jed­no kre­ma­to­rium w Pozna­niu (teraz powsta­ją dwa nowe), cze­ka się na spo­pie­le­nie poje­dyn­czych zwłok ok. 7–10 dni, kosz­tu­je to ok. 1200 nowych zło­tych. W Rosji, o ile wiem, kre­ma­to­riów nie ma. Cmen­ta­rzy­ska z doła­mi śmier­ci są na obrze­żu mia­sta Char­ko­wa lub w pobli­żu Twe­ru i Smo­leń­ska w lasach peł­nych dacz wypo­czyn­ko­wych. Jak to zro­bić? Kto by dał na to zgo­dę?
  2. Gdy­by nawet doszło do powtór­nej eks­hu­ma­cji i spro­wa­dze­nia szcząt­ków do Kra­ju – wyko­rzy­sta­no by to natych­miast, aby zatrzeć śla­dy zbrod­ni (patrz książ­ka Rosja a Katyń, str. 62, gdzie „Komi­sja pro­ku­ra­to­rów rosyj­skich po dwu­let­nich bada­niach stwier­dzi­ła jedy­nie, że zbrod­nia zosta­ła doko­na­na, ale kto i kie­dy jej doko­nał – nie wia­do­mo” wyd. 1994). Ponow­nie, jak przed 1990 r. powsta­ły­by tam „tere­ny rekre­acyj­ne” – ze ścież­ka­mi spa­ce­ro­wy­mi, śla­da­mi po ogni­skach, pik­ni­kach z wala­ją­cy­mi się butel­ka­mi po alko­ho­lu. Nigdy nie zapo­mnę tego wido­ku – trak­to­wa­nia i bez­czesz­cze­nia Ich „gro­bów”. Sta­now­czo prze­ciw temu pro­te­stu­ję.
  1. Dotych­czas spro­wa­dzo­no do Kra­ju szcząt­ki poje­dyn­czych osób, nie jest mi zna­ne prze­nie­sie­nie 3 cmen­ta­rzy wojen­nych ze szcząt­ka­mi ponad 15 tys. ludzi. Prze­ciw­nie – obok ist­nie­ją­cych w Pol­sce cmen­ta­rzy żoł­nie­rzy fran­cu­skich, angiel­skich, bel­gij­skich, sowiec­kich pole­głych w I i II woj­nie świa­to­wej – powsta­ją obec­nie w Pol­sce cmen­ta­rze żoł­nie­rzy Wehr­mach­tu, któ­rzy zgi­nę­li w ostat­niej woj­nie. I niko­mu nie przy­cho­dzi do gło­wy ich prze­no­sze­nie do kra­jów ojczy­stych.

Kam­pa­nia mają­ca umniej­szyć, zbru­kać i zohy­dzić Zbrod­nię Katyń­ską zaczę­ła się jak zwy­kle w „NIE”. W arty­ku­le Gro­by, bło­to i zło­to – jak­że pięk­nie pasu­ją­cym do tej tra­gicz­nej zbrod­ni – „ano­ni­mo­wy” stu­dent oskar­żył człon­ków ekip eks­hu­ma­cyj­nych o „gra­bież zło­tych zębów ze zwłok”. Pro­ku­ra­tu­ra wsz­czę­ła śledz­two, były prze­słu­cha­nia, rewi­zje człon­ków ekip – stu­den­tów i pra­cow­ni­ków nauko­wych Uni­wer­sy­te­tu Toruń­skie­go, po czym w odpo­wie­dzi na pisma osób pry­wat­nych poda­no, że nie stwier­dzo­no „gra­bie­ży pre­cjo­zów”. Ale o tym już „NIE” nie napi­sze. Oplu­to i znie­chę­co­no ofiar­nych ludzi, zro­bio­no afe­rę – cel został osią­gnię­ty. Nie dzi­wi mnie też seria listów (pisa­nych zresz­tą przez te same oso­by, co w „Życiu”) w „Fak­tach”. Ale co w tym towa­rzy­stwie robi „Życie”?

Jedy­nym skut­kiem takiej akcji jest odło­że­nie budo­wy cmen­ta­rzy (oby nie zanie­cha­nie!), co pozwo­li zaosz­czę­dzić na inne cele 40 mln zł zatwier­dzo­nych w tego­rocz­nym budże­cie na roz­po­czę­cie budo­wy cmen­ta­rzy na Wscho­dzie oraz nie powsta­nie pomnik – świa­dec­two ludo­bój­stwa tego sys­te­mu, a jego zbrod­nie ule­gną zatar­ciu.

Od 57 lat jeste­śmy świad­ka­mi mani­pu­la­cji Zbrod­nią Katyń­ską, obser­wu­je­my pró­bę jej uni­ce­stwie­nia, ska­za­nia na zapo­mnie­nie, ale do tej pory chy­ba nigdy nie bra­ły w tym udzia­łu rodzi­ny zamor­do­wa­nych. Cóż, signum tem­po­ris.

Na zakoń­cze­nie pra­gnę dodać, że zbu­do­wa­nie cmen­ta­rzy „tam”, któ­re zapo­bie­gną choć tro­chę dal­szej pro­fa­na­cji tych miejsc, w niczym nie koli­du­je ze zbu­do­wa­niem monu­men­tu-sym­bo­lu tutaj w naszym kra­ju. Moż­na tu przy­wieźć sym­bo­licz­ne urny z zie­mią peł­ną igieł kost­nych (taką mamy w naszym szcze­ciń­skim pomni­ku), moż­na upa­mięt­nić wszyst­kie nazwi­ska, powie­la­jąc inskryp­cje z tam­tej­szych cmen­ta­rzy – i sym­bol ten kochać, czcić, pie­lę­gno­wać i odwie­dzać… Praw­dzi­we­go, poje­dyn­cze­go gro­bu nasze­go Ojca nikt z nas i tak już nigdy mieć nie będzie – jest to bowiem nie moż­li­we. I na tym mię­dzy inny­mi pole­ga nasza i Ich tra­ge­dia.

Z wyra­za­mi sza­cun­ku

Ewa Gru­ner-Żar­noch

Cytat na pod­sta­wie: „Rodo­wód” 1997, nr 7