Andrzej Sariusz-Skąpski, Czy możemy mieć nadzieję

…Nadzie­ję na zała­twie­nie „naszej” spra­wy – a wła­ści­wie całe­go sze­re­gu spraw – zała­twie­nie ich do koń­ca i w spo­sób jed­no­znacz­ny? Chy­ba nie. Żyje­my z nimi ponad pół wie­ku, zada­jąc sobie pyta­nia – jak jesz­cze dłu­go? Czy docze­ka­my ich zakoń­cze­nia? Kie­dy w koń­cu będzie nor­mal­nie?

Wrze­śnio­we wybo­ry pobu­dza­ją wyobraź­nię. Prze­cież może­my się utoż­samiać z ludź­mi, któ­rzy je wygra­li: mamy pra­wo ocze­ki­wać od nich zdecydo­wanego dzia­ła­nia – ocze­ki­wać to mało powie­dzia­ne, mamy pra­wo tego żądać. Dla nich nasza spra­wa nie może być mniej waż­na od innych, niezałatwio­nych czy wręcz celo­wo zagma­twa­nych, pozo­sta­wio­nych w spad­ku przez eki­pę post­ko­mu­ni­stów.

W zasa­dzie powin­ni­śmy w tym momen­cie mieć poczu­cie, że odpo­wiedź na posta­wio­ne pyta­nie jest jed­no­znacz­na – TAK. Że defi­ni­tyw­nie skoń­czył się czas pozo­ro­wa­nych dzia­łań i pustych gestów aro­ganc­kiej wła­dzy, argumenta­cji „nie­roz­dra­py­wa­nia zabliź­nio­nych ran” i „wyż­szych racji poli­tycz­nych”, za­kłamania i nie­do­mó­wień.

Ale czy do koń­ca? Prze­cież na to samo pyta­nie odpo­wia­da­li­śmy sobie zde­cy­do­wa­nie TAK już w 1989 roku. Zachły­snę­li­śmy się wte­dy odzy­ska­ną nie­pod­le­gło­ścią, tym że mogli­śmy o swo­ich spra­wach mówić gło­śno i otwar­cie, nie bać się repre­sji i szy­kan, któ­rych doświad­cza­li­śmy przez dzie­się­cio­le­cia, poje­chać tam, na „nie­ludz­ką zie­mię”, aby pomo­dlić się nad gro­ba­mi Naj­bliższych, upa­mięt­nić ich tutaj, w Pol­sce, w róż­ny spo­sób – od skrom­nych tablic na cmen­ta­rzach i w kościo­łach, aż po epi­ta­fium i urny z ich pro­cha­mi zło­żo­nej w gro­bach kró­lew­skich na Wawe­lu. Prze­ży­wa­li­śmy wiel­kie dni – po­święcenie kamie­ni węgiel­nych pod cmen­ta­rze przez Ojca Świę­te­go Jana Paw­ła II i ich uro­czy­ste wmu­ro­wa­nie w Katy­niu i Mied­no­je.

Wyda­wa­ło się, że speł­nia­ją się nasze nadzie­je.

Ale po pierw­szej eufo­rii temat zaczął powo­li powsze­dnieć, a z upły­wem cza­su został przez spad­ko­bier­ców poprzed­nie­go sys­te­mu sku­tecz­nie wyciszo­ny, po myśli i w spo­sób lojal­ny wobec ich daw­nych moco­daw­ców. Bo jak ina­czej okre­ślić brak efek­tyw­ne­go wspar­cia ze stro­ny rzą­do­wej dla dzia­łań Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich i Rady Ochro­ny Pamię­ci Walk i Męczeń­stwa? Niko­mu nie trze­ba przy­po­mi­nać, ile dla naszej spra­wy zro­bi­li i robią nadal p. min. Andrzej Prze­woź­nik oraz wła­dze Fede­ra­cji. Ale pamię­tać też trze­ba, ja­kie prze­szko­dy musie­li poko­ny­wać w roz­mo­wach z wła­dza­mi Rosji i Ukra­iny, gdzie tra­fia­li na urzęd­ni­ków pośled­nie­go szcze­bla, kie­dy oka­zy­wa­ło się, że wcze­śniej­sze usta­le­nia „wiel­kie­go tego świa­ta” to puste gesty spek­ta­ku­lar­nej gry poli­tycz­nej – tej samej brud­nej poli­ty­ki roz­gry­wa­nej nad gro­ba­mi naszych Bli­skich nie­prze­rwa­nie od 1943 roku.

Na mar­gi­ne­sie. Smut­ne, że argu­men­tów wspie­ra­ją­cych takie dzia­ła­nia dostar­cza­li tej wła­dzy człon­ko­wie naszej Rodzi­ny – czy­li nasi naj­bliż­si – bez­myślnymi, a nie­kie­dy wręcz dema­go­gicz­ny­mi poczy­na­nia­mi fun­da­cji „Wdo­wi Grosz” czy bzdur­nym pomy­słem innych o budo­wie sym­bo­licz­nych cmen­tarzy w kra­ju. A są krę­gi, któ­re tyl­ko na takie roz­wią­za­nie cze­ka­ją.

A efek­ty, by wymie­nić tyl­ko naj­waż­niej­sze:

– Eks­hu­ma­cje uda­ło się zakoń­czyć tyl­ko dzię­ki deter­mi­na­cji pol­skich ekip, któ­rym miej­sco­we wła­dze stwa­rza­ły prze­szko­dy wyda­wa­ło się nie do poko­na­nia…

– Budo­wa cmen­ta­rzy – prze­brnię­to przez etap uzgod­nie­nia i zatwier­dze­nia pro­jek­tu, ale zgo­da na roz­po­czę­cie budo­wy zale­ży… od pory roku. W jesie­ni jest wyzna­cza­na „na wio­snę”, zaś wio­sną – „na jesień”. I tak kolej­ny rok z rzę­du, nie mówiąc już o sierp­nio­wych wystą­pie­niach guberna­tora Smo­leń­ska, że nie zga­dza się na żad­ne cmen­ta­rze. A Char­ków – kamie­nie węgiel­ne dalej cze­ka­ją na wmu­ro­wa­nie…

– Śledz­two w spra­wie zbrod­ni pro­wa­dzo­ne przez Pro­ku­ra­tu­rę Gene­ral­ną naj­pierw wlo­kło się śla­ma­zar­nie, teraz w ogó­le zawie­szo­ne na czas bli­żej nie­okre­ślo­ny…

– Odszko­do­wa­nia dla rodzin Pomor­do­wa­nych – pre­ce­den­so­we wnio­ski w tej spra­wie odda­lo­ne zosta­ły przez wszyst­kie instan­cje sądo­we. Mimo wyraź­nych wska­zań Sądu Naj­wyż­sze­go, pol­skie MSZ nie pod­ję­ło żad­nych dzia­łań wobec Rosji i Ukra­iny. Spra­wa zosta­nie skie­ro­wa­na do Try­bunału w Strass­bur­gu – może to aku­rat dobrze, że wła­śnie teraz Zbrod­nia Katyń­ska zosta­nie w ten spo­sób przy­po­mnia­na i nagło­śnio­na.

Jestem pełen podzi­wu dla przed­sta­wi­cie­li władz FRK, że mimo tych wszy­stkich prze­ciw­no­ści znaj­du­ją siłę i zacho­wu­ją moc­ne ner­wy w swo­im, a prze­cież i w naszym kon­se­kwent­nym dzia­ła­niu. Nie moż­na ich zosta­wić samych. Musi­my się w to teraz wszy­scy bar­dzo moc­no włą­czyć.

Bo jest zno­wu czas nadziei – naszej nadziei – nadziei, któ­rej speł­nie­niu sami musi­my pomóc. Jak? Na pew­no odpo­wie­my sobie na to pyta­nie pod­czas gru­dnio­we­go Zjaz­du FRK.

Doświad­cze­nie poli­tycz­ne, nie tyl­ko mło­dej demo­kra­cji w naszym kra­ju, uczy, że nowe wła­dze pań­stwo­we są w sta­nie efek­tyw­nie coś zdzia­łać tyl­ko w pierw­szych mie­sią­cach swe­go urzę­do­wa­nia, potem popa­da­ją w ruty­nę i za­czynają myśleć… o nowych wybo­rach. Wybra­ni przez nas we wrze­śniu mają do roz­wią­za­nia wie­le bar­dzo poważ­nych pro­ble­mów. Naszym zada­niem jest, aby takim waż­nym pro­ble­mem dla naszej nowej wła­dzy była spra­wa katyń­ska – w naj­szer­szym rozu­mie­niu tego sło­wa. Wra­ca tytu­ło­we pyta­nie. Czy może­my mieć nadzie­ję? Bar­dzo moc­no wie­rzę, że TAK – ale też dużo zale­ży od nas samych.

Zako­pa­ne, paź­dzier­nik 1997

Andrzej Sariusz-Skąp­ski, pre­zes Fede­ra­cja Rodzin Katyń­skich (2006–2010), Rodzi­na Katyń­ska w Kra­ko­wie

Pier­wo­druk: „Rodo­wód” 1997, nr 11