Wystąpienie prezes FRK Izabelli Sariusz-Skąpskiej (17 września 2015, Muzeum Katyńskie)

„Mituś Naj­uko­chań­sza. Zbli­ża się dzień Twych Imie­nin, nasza czwar­ta rocz­ni­ca ślu­bu, Boże Naro­dze­nie i Nowy Rok. Same uro­czy­sto­ści, któ­re spę­dza­li­śmy zawsze razem, zado­wo­le­ni i szczę­śli­wi. Wszyst­kie me naj­lep­sze życze­nia towa­rzy­szą tej kart­ce, pamię­taj­cie o tym, że myślą jestem zawsze u Was i że nie będzie­cie sami przy sto­le wigi­lij­nym” (z listu Lecha Zawadz­kie­go).

„Kocha­na Halu! Jestem zdrów tyl­ko mię męczy nie­po­kój o Wasz los i tęsk­no­ta za Wami. Napisz mi koniecz­nie krót­ko i szcze­rze jak się czu­jesz” (z listu Józe­fa Książ­ka).

„Kocha­na Mamu­sień­ko i Rodzeń­stwo. Bar­dzo jestem o Was nie­spo­koj­ny. Odpi­suj­cie tyl­ko na każ­do­ra­zo­wy mój list. Bra­kiem wia­do­mo­ści o mnie pro­szę się nie nie­po­ko­ić” (z listu Zdzi­sła­wa Kawec­kie­go).

„Naj­uko­chań­sza Nusień­ko i Zbysz­ku! Z każ­dym dniem jest mi coraz bar­dziej tęsk­no za Wami. Cięż­ko żyć, bo wiem że potrze­bu­je­cie opie­ki. Dziś pierw­szy dzień wio­sny cie­szę się, że będzie Wam cie­plej, a może i bli­żej już do tego pięk­ne­go dnia kie­dy do Was powró­cę. Jestem pełen wia­ry i nadziei, że nasza roz­łą­ka już się nie­dłu­go skoń­czy” (z listu Roma­na Sie­kań­skie­go).

Tak pisa­li do bli­skich jeń­cy Koziel­ska, Sta­ro­biel­ska, Ostasz­ko­wa. Ktoś mądry nazwał te pro­ste zda­nia „sło­wa­mi tęsk­no­ty”. Ktoś inny, gdy dla nowej eks­po­zy­cji Muzeum Katyń­skie­go przy­go­to­wy­wa­łam wybór z tej kore­spon­den­cji, pro­sił, abym wybra­ła listy „prio­ry­te­to­we”, bo  nie da się poka­zać wszyst­kie­go. Nie zro­zu­mia­łam, o co mu cho­dzi, bo prze­cież jed­no oca­lo­ne sło­wo jest skar­bem dla rodzi­ny.

Muzeum Katyń­skie to speł­nio­ne marze­nie, a każ­de speł­nio­ne marze­nie to radość, ale i kło­pot. Radość nas, Rodzin Katyń­skich, bo dąży­my do tego miej­sca od lat. Powie­rza­my Muzeum żywą pamięć o Mężach, Ojcach, Dziad­kach. Przed kło­po­tem sta­ją od dziś zwie­dza­ją­cy Muzeum i jego gospo­da­rze. Cze­go się spo­dzie­wać? Kie­dy w 2007 roku Sejm Rze­czy­po­spo­li­tej uchwa­lił dłu­go ocze­ki­wa­ny dzień katyń­ski, nie­któ­rych dzi­wi­ła dłu­ga nazwa: Dzień Pamię­ci Ofiar Zbrod­ni Katyń­skiej. 13 kwiet­nia w medial­nym pośpie­chu czę­sto sły­szy­my, że to „Dzień Pamię­ci Zbrod­ni Katyń­skiej”. Gdzieś podzia­ły się Ofia­ry… Dla nas Muzeum Katyń­skie nie jest muzeum zbrod­ni, ale hoł­dem dla jej Ofiar. To nowy dom dla rodzin­nych pamią­tek, prze­cho­wa­nych przez noc komu­ni­zmu. To nowy dom dla przed­mio­tów z dołów śmier­ci w Katy­niu, Char­ko­wie, Mied­no­je i Bykow­ni. Te rze­czy wydo­by­to pod­czas eks­hu­ma­cji, zanim powsta­ły nekro­po­lie katyń­skie, wybu­do­wa­ne przez Radę Ochro­ny Pamię­ci Walk i Męczeń­stwa, kie­ro­wa­ną nie­gdyś przez Andrze­ja Prze­woź­ni­ka, a dziś przez Andrze­ja Krzysz­to­fa Kuner­ta, współ­au­to­ra sce­na­riu­sza Muzeum. Goto­we reli­kwia­rze cze­ka­ją jesz­cze na arte­fak­ty z Kuro­pat na Bia­ło­ru­si.

Dla mini­strów obro­ny naro­do­wej, panów: Bro­ni­sła­wa Komo­row­skie­go, Alek­san­dra Szczy­gło i obec­nych tutaj Bog­da­na Kli­cha i Toma­sza Sie­mo­nia­ka to Muzeum jest widocz­nym sygna­łem cią­gło­ści mię­dzy tam­tym Woj­skiem Pol­skim a współ­cze­sno­ścią. Dla War­sza­wy Muzeum w kapo­nie­rze sta­no­wi zapo­wiedź przy­wró­ce­nia mia­stu nie­zwy­kłej prze­strze­ni Cyta­de­li, nazna­czo­nej trud­ną histo­rią i cier­pie­niem boha­te­rów. Ale trze­ba też pamię­tać, że zanim car­ski oku­pant posta­wił Cyta­de­lę jako znak buty i okru­cień­stwa, tutaj nie­da­le­ko mie­ści­ło się osiem­na­sto­wiecz­ne Col­le­gium Nobi­lium. Ludzie wie­ku świa­tła i rozu­mu zachę­ca­li­by nas przede wszyst­kim do odro­bie­nia lek­cji histo­rii. I taką lek­cję zoba­czą wszy­scy, któ­rzy zachwy­cą się pięk­nym oto­cze­niem, wyci­szą wśród arty­stycz­nych insta­la­cji, ale głow­nie przyj­dą, aby cze­goś się dowie­dzieć o kon­kret­nych ludziach. Widz wybie­rze to, co zechce, z wie­lo­wąt­ko­wej histo­rii ofiar Zbrod­ni Katyń­skiej. Pozo­sta­je mieć nadzie­ję, że będzie tutaj wra­cał, bo to nie jest eks­po­zy­cja jed­no­ra­zo­we­go użyt­ku.

To jest speł­nie­nie marzeń Rodzin Katyń­skich: kie­dy pod powie­ka­mi zwie­dza­ją­ce­go zosta­ną wido­ki z II Rze­czy­po­spo­li­tej: mło­dzi ludzie w mun­du­rach, na koniach czy w sze­re­gu, zasty­gli na foto­gra­fiach z uro­czy­sto­ści rodzin­nych, wędró­wek po górach czy pod­czas gry w teni­sa. Uśmiech kobiet, ubra­nych w nie­gdy­siej­sze suk­nie i kape­lu­sze, i widok dzie­ci, z nie­zna­ny­mi dziś zabaw­ka­mi, w sta­ro­daw­nych mun­dur­kach. Speł­nie­niem nasze­go marze­nia będzie każ­de drgnie­nie ser­ca, kie­dy zwie­dza­ją­cy prze­czy­ta sło­wa tęsk­no­ty z któ­re­goś z zacho­wa­nych listów. Mamy nadzie­ję, że zasta­no­wi się, kim byli ci ludzie i kogo zabra­kło w  powo­jen­nej Pol­sce. Nie potra­fię powie­dzieć, jak bar­dzo boimy się reak­cji widzów na przed­mio­ty wydo­by­te z dołów śmier­ci. W gli­nia­nych naczy­niach spo­czy­wa­ją nie tyl­ko guzi­ki z orzeł­kiem, tak dobrze zna­ne z wier­sza Her­ber­ta i z akcji Naro­do­we­go Cen­trum Kul­tu­ry. W ciszy dol­ne­go pozio­mu kapo­nie­ry zna­la­zły miej­sce reszt­ki mun­du­rów i oso­bi­ste dro­bia­zgi – te zabra­ne z domu we wrze­śniu 1939 roku i te zro­bio­ne w obo­zie: papie­ro­śni­ce i kru­cy­fik­sy, rodo­we sygne­ty i meda­li­ki, sza­chy i domi­no… Przed­mio­ty oka­za­ły się trwal­sze niż ludz­kie prze­mi­ja­nie. Są bez­i­mien­ne. Są bez­bron­ne. Są naszym dzie­dzic­twem.

Wiel­kie sło­wa kost­nie­ją w slo­ga­ny, a slo­ga­ny potra­fią zba­na­li­zo­wać naj­wspa­nial­szą histo­rię. Ojców dzi­siej­sze­go suk­ce­su zapew­ne oka­że się wie­lu, oni sami zadba­ją o swo­je pięć minut — i odej­dą do innych zadań. Muzeum zosta­nie i roz­pocz­nie nowy roz­dział.

Jako Rodzi­ny Katyń­skie będzie­my zawsze czę­ścią tego miej­sca. Będzie­my je wspie­ra­li tak­że nowo powsta­łą serią ksią­żek „Biblio­te­ka Katyń­ska”, któ­rej wydaw­cą jest Naro­do­we Cen­trum Kul­tu­ry. Jako śro­do­wi­sko jeste­śmy zna­ni z upo­ru i deter­mi­na­cji, bo nasza tęsk­no­ta prze­trwa­ła wie­le: lata kłam­stwa katyń­skie­go, upo­ko­rzeń i lęku, że nie dotrwa­my zwy­cię­stwa praw­dy. Nauczy­li­śmy się, jak omi­jać rafy doraź­nej poli­ty­ki. Nie boimy się mani­pu­la­cji. Od 1989 roku opo­wia­da­my naszą histo­rię nowym poko­le­niom. Teraz mamy dokąd kie­ro­wać wszyst­kich, któ­rych poru­szy­ła nasza opo­wieść.

Wyczer­pu­ją­ce podzię­ko­wa­nie dla wysił­ku, któ­ry dopro­wa­dził nas do tego dnia, jest jed­nak ponad moje moż­li­wo­ści. Wiem, że poma­łu będzie­my spła­ca­li ten dług. Dzia­ła­my w całym kra­ju i jeste­śmy natu­ral­nym acz nie­for­mal­nym biu­rem pro­mo­cji tego Muzeum. W imie­niu Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich, któ­ra – chcia­na i nie­chcia­na – towa­rzy­szy od począt­ku Muzeum Katyń­skie­mu, dzię­ku­ję wszyst­kim, któ­rzy budo­wa­li to przed­się­wzię­cie dzię­ki swo­im zdol­no­ściom, ale przede wszyst­kim ser­cem. Zamiast podzię­ko­wań niech posłu­żą życze­nia, sym­bo­licz­nie zło­żo­ne na ręce dwóch osób: pana Sła­wo­mi­ra Frąt­cza­ka, kie­row­ni­ka Muzeum Katyń­skie­go, któ­ry jak nikt zna tutej­sze zaso­by i wie­rzy w poten­cjał ukry­ty w arte­fak­tach. Dru­gie życze­nie kie­ru­ję do pana dyrek­to­ra Dariu­sza Matla­ka: po tru­dach adap­ta­cji kapo­nie­ry, żad­na budo­wa nie będzie Panu strasz­na. Dzię­ku­je­my! Życzę, aby pra­cę w nowym Muzeum Katyń­skim zna­leź­li god­ni ludzie, któ­rzy rozu­mie­ją, czym jest ten nie­zwy­kły depo­zyt.

Niech jesz­cze raz prze­mó­wią sło­wa tęsk­no­ty sprzed 75 lat. 1 maja 1940 roku kapi­tan Eusta­chy Hre­ho­ro­wicz wysłał z obo­zu ze Sta­ro­biel­ska tele­gram do rodzi­ny: „Posy­łam 300 rubli. Sprze­da­łem zega­rek i sygnet. Nie będą mi już potrzeb­ne. Wra­caj­cie do domu”. 36-let­ni praw­nik, mąż i ojciec, nie wie­dział, że jego dro­ga pro­wa­dzi do Char­ko­wa. Może dro­bia­zgi, któ­re sprze­dał któ­re­muś z kole­gów w obo­zie, tra­fi­ły do dołów śmier­ci w Pia­ti­chat­kach? Może teraz zna­la­zły swój dom w Muzeum Katyń­skim?

Cytat na pod­sta­wie: „Rodo­wód Rodzin Katyń­skich. Biu­le­tyn Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich” 2015