Wystąpienie prezes zarządu Federacji Rodzin Katyńskich Izabelli Sariusz-Skąpskiej (29 czerwca 2018, Muzeum Katyńskie)

„Ska­żo­ne kra­jo­bra­zy są wszę­dzie. Euro­pa Środ­ko­wa, Środ­ko­wo-Wschod­nia, Połu­dnio­wa – nie­za­leż­nie od nazwy wszyst­kie czę­ści nasze­go kon­ty­nen­tu są nimi pokry­te, nie­któ­re (…) zdo­by­ły smut­ną sła­wę. Odko­pa­no tam kil­ka gro­bów, wydo­by­to reszt­ki ciał, nie­któ­re nawet ziden­ty­fi­ko­wa­no, tu i ówdzie po latach posta­wio­no dla upa­mięt­nie­nia monu­men­ty. Więk­szość takich miejsc pozo­sta­je jed­nak nadal nie­zna­na. Wie­my, że są, ale nie zna­my ich dokład­ne­go poło­że­nia. Te gro­by być może już nigdy nie zosta­ną odna­le­zio­ne. Zmar­li pozo­sta­ną zatem ano­ni­mo­wi, pozba­wie­ni wła­snej twa­rzy i nazwi­ska, histo­rii. Ster­ta kości, nic wię­cej”.

Smut­na jest zacy­to­wa­na wyżej reflek­sja autor­stwa Mar­ti­na Pol­lac­ka, nie­zmor­do­wa­ne­go poszu­ki­wa­cza śla­dów trud­nej histo­rii. Pośród „ska­żo­nych kra­jo­bra­zów” wymie­nia on wie­le miejsc Euro­py, a Katyń jest jed­nym z pierw­szych na dłu­giej liście. Bo ta zło­wro­go brzmią­ca nazwa odsy­ła do róż­nych tema­tów histo­rii ukry­wa­nej, zakła­ma­nej, nie do koń­ca pozna­nej. Naszej histo­rii. Katyń – cytu­jąc sło­wa austriac­kie­go pisa­rza – też okry­ty jest cie­niem i smut­ną sła­wą. Katyń to gro­by i reszt­ki ciał. Katyń to czę­ścio­wa iden­ty­fi­ka­cja ofiar i wie­le zna­ków zapy­ta­nia doty­czą­cych tych, któ­rych nazwisk i miejsc pochów­ku nie zna­my. Jak cią­gle bez­i­mien­ne Kuro­pa­ty.

Ale Katyń to tak­że wie­le świa­dectw zwy­cię­stwa praw­dy nad kłam­stwem, świa­tła nad ciem­no­ścią. To Pol­skie Cmen­ta­rze Wojen­ne w Katy­niu, Char­ko­wie, Mied­no­je i Bykow­ni. To biblio­te­ki peł­ne ksią­żek o tym tra­gicz­nych roz­dzia­le i set­ki świa­dectw rodzin.

To wresz­cie Muzeum Katyń­skie.

Miej­sce, gdzie spo­czę­ły nasze rodzin­ne histo­rie i mate­rial­ne śla­dy po naszych Bli­skich. Te naj­cen­niej­sze: wydo­by­te z dołów śmier­ci przez nie­gdy­siej­szą Radę Ochro­ny Pamię­ci Walk i Męczeń­stwa, przez zespo­ły pro­fe­so­rów Maria­na Gło­ska i Andrze­ja Koli, przez pro­fe­sor Mag­da­le­nę Blom­ber­go­wą. Wspo­mi­na­my sekre­ta­rza ROPWiM Andrze­ja Prze­woź­ni­ka.

Nie jeste­śmy tutaj gość­mi, bo wszak te mury zabez­pie­cza­ją nasze, Rodzin Katyń­skich, dzie­dzic­two. Byli­śmy świad­ka­mi two­rze­nia tej eks­po­zy­cji, dopo­mi­na­jąc się o nasz punkt widze­nia. Pre­ze­si Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich – Wło­dzi­mierz Dusie­wicz, Andrzej Sariusz-Skąp­ski i ja, kolej­ne rady i zarzą­dy bom­bar­do­wa­ły kolej­nych mini­strów obro­ny naro­do­wej i dyrek­to­rów Muzeum Woj­ska Pol­skie­go, dopo­mi­na­jąc się o god­ne, czy­tel­ne i trwa­łe zabez­pie­cze­nie depo­zy­tu Rodzin Katyń­skich. Róż­nie bywa­ło. Od 2009 roku ze zmien­nym szczę­ściem uczest­ni­czy­li­śmy w przy­go­to­wa­niu zasad kon­kur­su na pro­jekt nowej eks­po­zy­cji, oce­nia­li­śmy nade­sła­ne pra­ce i wal­czy­li­śmy o wer­dykt, a potem o sce­na­riusz i jego reali­za­cję. Chy­lę czo­ła przed mądro­ścią Kry­sty­ny Zachwa­to­wicz-Waj­do­wej, któ­ra słu­ży­ła nam facho­wą pomo­cą i dobrą radą. Pan Andrzej Waj­da kibi­co­wał nam na kolej­nych eta­pach przy­go­to­wań.

Nie wszyst­ko uda­ło się zre­ali­zo­wać. Moż­na twier­dzić, że zało­że­nia gigan­tycz­ne­go sce­na­riu­sza autor­stwa pro­fe­so­ra Andrze­ja Krzysz­to­fa Kuner­ta, wspar­te­go bene­dyk­tyń­ską pra­cą dr. Mate­usza Zemli i Mar­ci­na Śli­wiń­skie­go, wie­lo­krot­nie prze­kra­cza­ły prze­strzeń, któ­rą mie­li do zapeł­nie­nia. Ale moż­na też przy­po­mnieć, że nie­któ­re wąt­ki zre­ali­zo­wa­no pobież­nie, zale­d­wie w iluś pro­cen­tach, bo – jak zwy­kle – zabra­kło cza­su i cier­pli­wo­ści. O innych czyn­ni­kach (mate­rial­nych i ludz­kich) zmil­czę. Oba te punk­ty widze­nia są praw­dzi­we i sta­no­wią wyzwa­nie dla obec­nych i przy­szłych Pra­cow­ni­ków Muzeum Katyń­skie­go.

Jako Rodzi­ny Katyń­skie dobrze wie­my, że wiel­kie sło­wa, jakie tutaj pada­ją przy uro­czy­sto­ściach, doda­ją Pań­stwu otu­chy. Ale sło­wa wybrzmie­wa­ją, a zosta­je codzien­ność.

To bar­dzo dobrze, że macie Pań­stwo nie­oce­nio­ną pomoc, jaką jest przy­pi­sa­nie nasze­go Muzeum do kate­go­rii pla­có­wek chro­nią­cych pamięć o wojen­nej mar­ty­ro­lo­gii oby­wa­te­li Rze­czy­po­spo­li­tej. Wła­ści­wa ran­ga sta­wia Muzeum Katyń­skie w sze­re­gu insty­tu­cji, któ­rych prze­sła­nie nigdy nie ule­gnie przedaw­nie­niu.

W imie­niu śro­do­wi­ska Rodzin Katyń­skich dekla­ru­ję, że – chcia­ni czy nie­chcia­ni – jeste­śmy zawsze przy Was. Może­cie do nas dzwo­nić i pisać, może­cie nas zapra­szać do pomo­cy i nadal korzy­stać z nasze­go doświad­cze­nia. Być może jako Fede­ra­cja Rodzin Katyń­skich docze­ka­my nawet speł­nie­nia wie­lo­krot­nie powta­rza­nej obiet­ni­cy Gospo­da­rzy, że na Cyta­de­li War­szaw­skiej znaj­dzie się miej­sce tak­że dla naszej, sym­bo­licz­nej sie­dzi­by. W prak­ty­ce cho­dzi o dużą sza­fę na gro­ma­dzo­ne od 1989 archi­wa­lia.

Ale nie to jest naj­waż­niej­sze. Naj­waż­niej­szy jest bez­piecz­ny dom dla dzie­dzic­twa Ofiar Zbrod­ni Katyń­skiej. To tutaj – żeby raz jesz­cze posłu­żyć się meta­fo­rą Mar­ti­na Pol­lac­ka – ze „ska­żo­ne­go kra­jo­bra­zu” Katy­nia, Char­ko­wa, Mied­no­je i Bykow­ni przy­wie­zio­no świę­ty depo­zyt. Dzię­ki tysiąc­om przed­mio­tów, dzię­ki sile świa­dec­twa Rodzin nasi Bli­scy nie są (jak pisał austriac­ki badacz) „ano­ni­mo­wi, pozba­wie­ni wła­snej twa­rzy i nazwi­ska”.

Pamię­taj­my o nich!

Pier­wo­druk: „Rodo­wód Rodzin Katyń­skich. Biu­le­tyn Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich” 2018