Kazanie ks. płk. SG Zbigniewa Kępy (2 września 2018, Miednoje)

Usły­sza­ne przed chwi­lą przez nas czy­ta­nia mszal­ne w tej nie­zwy­kłej sce­ne­rii Wojen­ne­go Cmen­ta­rza w Mied­no­je nabie­ra­ją szcze­gól­ne­go zna­cze­nia. Świad­czą o ich wiecz­nej aktu­al­no­ści, są dla nas z jed­nej stro­ny prze­stro­gą, z dru­giej zaś zachę­tą: „słu­chaj praw i naka­zów, któ­re uczę was wypeł­niać, aby­ście żyli. (…) Nic nie doda­cie do tego, co ja wam naka­zu­ję, i nic z tego nie odej­mie­cie, zacho­wu­jąc naka­zy Pana, Boga wasze­go, któ­re na was nakła­dam. Strzeż­cie ich i wypeł­nia­ją­ce je, bo one są waszą mądro­ścią i umie­jęt­no­ścią w oczach naro­dów”.

Nie było­by tego miej­sca, gdy­by zacho­wy­wa­no przy­ka­za­nia nada­ne przez Boga na Syna­ju. A wśród dzie­się­ciu przy­ka­zań jest to: „Nie zabi­jaj”.

Pol­scy jeń­cy wojen­ni, poli­cjan­ci, funk­cjo­na­riu­sze Stra­ży Gra­nicz­nej, Służ­by Wię­zien­nej, żoł­nie­rze Żan­dar­me­rii i Kor­pu­su Ochro­ny Pogra­ni­cza zosta­li prze­trans­por­to­wa­ni z obo­zów eta­po­wych do Ostasz­ko­wa. Jak wie­my było ich wie­lu: oko­ło 6300 więź­niów. Wszy­scy oni prze­ży­wa­li wiel­ki dra­mat. Poszli na front, wypeł­nia­jąc roz­kaz czy pole­ce­nie. Pozo­sta­wi­li w domu swo­ich rodzi­ców, żony i dzie­ci. Tar­gał nimi nie­po­kój: co z bli­ski­mi? Czy żyją, jak sobie radzą w wojen­nych warun­kach? Kto opie­ku­je się star­szy­mi i cho­ry­mi rodzi­ca­mi? Czy dziec­ko, któ­re nosi­ła w swym łonie żona, naro­dzi­ło się zdro­we? Kie­dy będą mogli zoba­czyć naj­bliż­szych?

W prze­trwa­niu kosz­ma­ru obo­zo­we­go życia i wiel­kie­go nie­po­ko­ju   bli­skich poma­ga­ła modli­twa, ta oso­bi­sta i ta wspól­no­to­wa. W zde­cy­do­wa­nej więk­szo­ści byli to ludzie wie­rzą­cy: kato­li­cy, pra­wo­sław­ni, żydzi, muzuł­ma­nie. Nie­ste­ty poza modli­twą nic nie mogli zro­bić dla swo­ich rodzin. „Wia­ra pozwa­la­ła prze­trwać naj­trud­niej­sze chwi­le w obo­zie” – zapi­sa­li w książ­ce o innych obo­zie tego cza­su auto­rzy książ­ki o Sta­ro­biel­sku (Wan­da Kry­sty­na Roman i Jędrzej Tuchol­ski).

Prze­by­wa­jąc w klasz­to­rze w Ostasz­ko­wie, poprzez modli­twę i reflek­sję dotknie­my dra­ma­tu, uwię­zio­nych, ska­za­nych na bar­dzo trud­ne warun­ki, głód, zim­no, brak opie­ki medycz­nej, ter­ror i strach…

Wszy­scy oni zosta­li ska­za­ni na śmierć. Rano na ape­lu w Ostasz­ko­wie wyczy­ty­wa­no ska­za­nych. Odno­si­li oni sien­ni­ki do cer­kwi i tam byli pod­da­wa­ni rewi­zji. Więź­niów usta­wia­no w czwór­ki i wypro­wa­dza­no z obo­zu. Następ­nie pocią­giem prze­wo­żo­no do sta­cji w Kali­ni­nie. Karet­ką wię­zien­ną prze­wo­żo­no ich do Zarzą­du Obwo­do­we­go NKWD i trzy­ma­no do zmro­ku w celach, w pod­zie­miach budyn­ku. Ska­za­nych przy­pro­wa­dza­no do jed­ne­go z pomiesz­czeń piw­nicz­nych, spraw­dza­no per­so­na­lia, prze­pro­wa­dza­no do celi śmier­ci wyło­żo­nej woj­ło­kiem i tam mor­do­wa­no strza­łem w tym gło­wy. Zwło­ki wyno­szo­no na dzie­dzi­niec i ukła­da­no w samo­cho­dach oso­bo­wych. O świ­cie (był to już następ­ny dzień) samo­cho­dy w kolum­nie rusza­ły do tego miej­sca (do Mied­no­je). Zwło­ki zrzu­ca­no do przy­go­to­wa­ne­go dołu o głę­bo­ko­ści trzech-czte­rech metrów. Kopar­ka zasy­py­wa­ła jamę i przy­go­to­wy­wa­ła wykop na następ­ny dzień. Roz­strze­li­wa­nia trwa­ły od 4 do 22 maja 1940 roku.

To wszyst­ko dzia­ło się w tym miej­scach, w któ­rych byli­śmy wczo­raj i dzi­siaj.

Wśród tych, któ­rzy tego doświad­czy­li, był m.in. poste­run­ko­wy Wła­dy­sław Imio­łek, z nie­wiel­kiej wsi leżą­cej w Beski­dzie Wyspo­wym, w mojej rodzin­nej miej­sco­wo­ści. Wezwa­ny pole­ce­nia­mi prze­ło­żo­nych udał się na wschód, do miej­sca zbiór­ki. Nie wró­cił już nigdy do żony i dzie­ci. Bli­scy darem­nie poszu­ki­wa­li jakich­kol­wiek o nim wia­do­mo­ści. W wio­sce pozo­sta­ła żona i syn nie­peł­no­spraw­ny, któ­re­mu nie było łatwo w życiu. Dopie­ro w 2007 roku rodzi­na dowie­dzia­ła się, że tutaj został wrzu­co­ny do dołu śmier­ci. Śp. Wła­dy­sław Imio­łek spo­czy­wa na tym Woj­sko­wym Cmen­ta­rzu oto­czo­ny pamię­cią i modli­twą przy­by­wa­ją­cych do tego miej­sca. Po tej mszy świę­tej sta­nę w zadu­mie i modli­twie nad miej­scem, gdzie znaj­du­je się tablicz­ka z jego imie­niem i nazwi­skiem.

Na tym cmen­ta­rzu spo­czy­wa oko­ło 6300 jeń­ców z Ostasz­ko­wa. To taka licz­ba oso­bi­stych tra­ge­dii. Ale trze­ba ją prze­mno­żyć przez licz­bę rodzi­ców, żon, dzie­ci przy­ja­ciół i zna­jo­mych. Ich potom­ko­wie nie mogą przy­być do tego miej­sca, by się pomo­dlić, sta­nąć nad sym­bo­licz­nym gro­bem ozna­czo­nym tablicz­ką w geście zadu­my. Za nich my mamy to uczy­nić.

Chry­stus powie­dział w Ewan­ge­lii: „Nic nie wcho­dzi z zewnątrz w czło­wie­ka, co mogło­by uczy­nić go nie­czy­stym; lecz co wycho­dzi z czło­wie­ka, to czy­ni czło­wie­ka nie­czy­stym. Z wnę­trza bowiem, z ser­ca ludz­kie­go pocho­dzą złe myśli, nie­rząd, kra­dzie­że, zabój­stwa, cudzo­łó­stwa, chci­wość, prze­wrot­ność, pod­stęp, wyuz­da­nie, zazdrość, obe­lgi, pycha, głu­po­ta. Całe to zło z wnę­trza pocho­dzi i czy­ni czło­wie­ka nie­czy­stym”.

Myśli­my o ówcze­snym sys­te­mie, któ­ry dał pole­ce­nie strasz­li­we­go mor­du w tym miej­scu, o ludziach, któ­rzy byli kata­mi w tym miej­scu. Zło zro­dzi­ło się w ich ser­cu, złe myśl przy­oble­kły się w czyn, któ­re­go roz­miar i skut­ki prze­ra­ża­ją w tym miej­scu.

Dźwięk dzwo­nu, któ­ry wydo­by­wa się na tym Wojen­nym Cmen­ta­rzu spod zie­mi, jak­by z gro­bów woła o nas o chrze­ści­jań­ską modli­twę za pomor­do­wa­nych, o pokój i o spra­wie­dli­wość na świe­cie.

Woła tak­że o to, aby­śmy sami czu­wa­li nas swo­im ser­cem, kształ­to­wa­li je w szko­le Ewan­ge­lii, aby w nim rodzi­ły się tyl­ko dobre myśli i pra­gnie­nia.

Resz­ta niech będzie mil­cze­niem.

Pier­wo­druk: „Rodo­wód Rodzin Katyń­skich. Biu­le­tyn Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich” 2018