Wystąpienie prezes Federacji Rodzin Katyńskich Izabelli Sariusz-Skąpskiej (13 kwietnia 2025, Muzeum Katyńskie)

Sza­now­ny Panie Pre­mie­rze,

dobrze jest mieć ten histo­rycz­ny luk­sus i po pro­stu mil­czeć. Ale nie może­my mil­czeć, bo i Pan, i ja doświad­czy­li­śmy w szko­łach i w życiu publicz­nym kłam­stwa, któ­re obja­wia­ło się ciszą. Mil­cze­niem. 

Sza­now­ny Panie Pre­mie­rze, Sza­now­ny Panie Mar­szał­ku, Sza­now­ni Goście,

w imie­niu Rodzin Katyń­skich i Rodzin Poli­cyj­nych witam w domu, któ­ry wybra­li­śmy dla pamią­tek po Naszych Bli­skich.

Gdy­by te przed­mio­ty mogły mówić… Kie­dy idę wśród reli­kwia­rzy Muzeum Katyń­skie­go, pytam  Ich, nie­obec­nych, któ­rzy zosta­wi­li te dro­bia­zgi: skąd wzią­łeś kawa­łek deski, z któ­rej wyrzeź­bi­łeś figu­ry sza­cho­we i kost­ki domi­na? Czy to frag­ment Two­jej pry­czy, czy też zna­la­złeś ten kawa­łek drew­na pod­czas rzad­kich chwil, kie­dy jeń­cy wycho­dzi­li do pra­cy w Koziel­sku? Jaka jest histo­ria łyż­ki, któ­rą zabra­łeś ze sobą na woj­nę i tra­fi­ła z Tobą do nie­wo­li, do obo­zu w Sta­ro­biel­sku i dalej, w dro­gę w nie­zna­ne, któ­ra zakoń­czy­ła się w pie­rie­syl­nej tiur­mie w Char­ko­wie? Kto Ci poda­ro­wał ryn­graf, z wize­run­kiem Mat­ki Boskiej, „co w Ostrej świe­ci Bra­mie”? O kim myśla­łeś, patrząc na rodo­wy sygnet i obrącz­kę, sygno­wa­ną imie­niem Two­jej żony? Zosta­ły po Nich epo­le­ty i łań­cusz­ki, porwa­ne różań­ce i oku­la­ry, guzi­ki i orde­ry, papie­ro­śni­ce i scy­zo­ry­ki, kawał­ki listów i figur­ki świę­tych poda­ro­wa­ne na szczę­ście, bute­lecz­ki z lekar­stwem i manier­ki. Zosta­ły klu­cze, bo prze­cież mie­li wró­cić do domu.

Muzeum Katyń­skie, oddział mar­ty­ro­lo­gicz­ny Muzeum Woj­ska Pol­skie­go, zapra­sza dzi­siaj Pań­stwa na wysta­wę ple­ne­ro­wą „Świa­dec­twa zbrod­ni – doku­men­ty wydo­by­te z maso­wych mogił w Mied­no­je, Char­ko­wie i Katy­niu”. Dzię­ki tym oca­lo­nym skraw­kom prze­mó­wią Oni sami – z kawał­ków listów wró­ci­ły sło­wa tęsk­no­ty, na strzęp­ku obraz­ka czy­ta­my ser­decz­ną modli­twę, doku­men­ty i zdję­cia spra­wia­ją, że ano­ni­mo­wi odzy­ska­ją imio­na i twa­rze. Te twa­rze zoba­czy­cie też dzi­siaj pod­czas pro­jek­cji nie­zwy­kłe­go fil­mu „Por­tret Ojca”.  Z setek godzin nagrań twór­cy tego doku­men­tu z pie­ty­zmem i czu­ło­ścią wycię­li nie­ca­łą godzi­nę, ale każ­da minu­ta chwy­ta za ser­ce: w dło­niach córek i synów widzi­my zdję­cia Ofiar, Naszych Bli­skich. To lek­cja żywej histo­rii. Dzię­ku­je­my wszyst­kim, któ­rzy chcą nas wysłu­chać i nio­są naszą opo­wieść dalej.

Żyje­my w coraz mniej­szych bań­kach i coraz mniej ceni­my sobie pry­wat­ność ukry­tą w rodzin­nych archi­wach, lek­ce­wa­ży­my intym­ność zamknię­tą w pamiąt­kach z prze­szło­ści, w listach cudem oca­la­łych z pożo­gi i w spło­wia­łych foto­gra­fiach sprzed nie­gdy­siej­szych wojen. Zapa­trze­ni w miga­ją­ce ekra­ny tele­fo­nów i kom­pu­te­rów, sprze­da­je­my swo­ją codzien­ność, gdy tym­cza­sem te banal­ne posty są tyl­ko przez chwi­lę, praw­dzi­we życie nie roz­gry­wa się w tych ulot­nych mediach, bo za chwi­lę po tych komu­ni­ka­tach nie zosta­nie żaden ślad. Bywa, że w tym medial­nym cha­osie trud­ne opo­wie­ści o histo­rii – bo taką trud­ną histo­rią i taką opo­wie­ścią jest opo­wieść o Zbrod­ni Katyń­skiej – prze­gry­wa­ją z seria­la­mi o histo­ryj­kach uro­jo­nych, bar­dzo czę­sto epa­tu­ją­cych maka­brą i za nic mają­cych ofia­ry.

Ofia­ry czy boha­te­ro­wie?

Czas się zatrzy­mać, popa­trzeć za sie­bie, zapy­tać, skąd przy­cho­dzi­my i jaki jest nasz rodo­wód.

Czas wró­cić do cywi­li­za­cyj­nych tabu, gdy losy ofiar – i losy boha­te­rów – sta­wia­no wyżej niż efek­tow­ne wize­run­ki katów i opraw­ców. Jak pisał nie­gdyś John Ste­in­beck: „Wystę­pek ma wciąż nową i mło­dą twarz, ale to dobro jest czci­god­ne, jak żad­na inna rzecz na świe­cie”.

To w Muzeum Katyń­skim kry­ją się praw­dzi­we klej­no­ty: pamiąt­ki prze­cho­wy­wa­ne przez rodzi­ny pod­czas komu­ni­stycz­nej nocy i pod­czas dzie­się­cio­le­ci kłam­stwa katyń­skie­go. Cier­pli­wa zie­mia prze­cho­wa­ła w Katy­niu, Char­ko­wie, Mied­no­je i Bykow­ni reli­kwie po Ofia­rach. Jed­ne i dru­gie przed­mio­ty spo­tka­ły się w tym Muzeum, a dzię­ki wier­nym i nie­oce­nio­nym kusto­szom tego miej­sca, któ­rzy opie­ku­ją się naszym rodzin­nym depo­zy­tem, poka­zy­wa­ne są gościom, któ­rzy zawę­dru­ją na war­szaw­ską Cyta­de­lę. 

Muzeum Katyń­skie to wiel­ki dar prze­szło­ści i wiel­kie zobo­wią­za­nie dla przy­szło­ści. W tym kwiet­nio­wym dniu myślę o tych miej­scach, któ­re dzi­siaj opu­ści­li­śmy. Nie z wła­snej winy. Zno­wu nad losem Naszych Bli­skich zacią­ży­ła histo­ria, któ­rą obu­dzi­ła bru­tal­na rosyj­ska poli­ty­ka. Teraz powin­ni­śmy być w lesie katyń­skim i pod tablicz­ka­mi epi­ta­fij­ny­mi kłaść kwia­ty przy­wie­zio­ne w kra­kow­skie­go Ryn­ku. Teraz powin­ni­śmy wła­śnie dojeż­dżać do Mied­no­je i tam pokło­nić się gro­bom pol­skich poli­cjan­tów, kopi­stów, straż­ni­ków gra­nicz­nych i wię­zien­nych. Kie­dyś na miej­scu ich kaź­ni w Twe­rze Rodzi­na Katyń­ska z Opo­la umiej­sco­wi­ła tabli­cę pamiąt­ko­wą. Dziś po tym pomni­ku nie ma ani śla­du, bo sowiec­kie kłam­stwo katyń­skie pod­nio­sło łeb w Rosji, któ­ra zno­wu wal­czy o swój impe­ria­lizm. Powin­ni­śmy teraz iść „czar­ną dro­gą”, któ­ra prze­ci­na Cmen­tarz Ofiar Tota­li­ta­ry­zmu w Char­ko­wie-Pia­ti­chat­kach, gdzie pod kamien­ny­mi kur­ha­na­mi spo­czy­wa­ją i Pola­cy, i Ukra­iń­cy. Powin­ni­śmy być tłum­nie obec­ni na katyń­skiej nekro­po­lii w Kijo­wie-Bykow­ni – gdzie krew pol­skich Ofiar jest kro­plą w morzu cier­pie­nia wie­lu naro­do­wo­ści, zgła­dzo­nych na zie­mi kijow­skiej w Wiel­kiej Czy­st­ce 1937 roku. Przed paro­ma tygo­dnia­mi, 5 mar­ca, w rocz­ni­cę pamięt­nej decy­zji o mor­dzie, wła­śnie w Bykow­ni zapło­nę­ły zni­cze dzię­ki spe­cjal­nej dele­ga­cji, któ­rej w ten wojen­ny czas prze­wod­ni­czy­li Pani Mini­ster Han­na Wró­blew­ska i Pan Mini­ster Lech Parell. Bar­dzo Pań­stwu dzię­ku­je­my. 

Mam nadzie­ję, że nawet teraz znaj­dą się w Rosji dziel­ni ludzie, któ­rzy poło­żą kwia­ty na mogi­łach w Katy­niu i Mied­no­je. Na Char­ków spa­da­ją rosyj­skie poci­ski, niczym się nie­róż­nią­ce od tych sowiec­kich kul, któ­re zabi­ły Naszych Bli­skich. Nad Kijów lecą rosyj­skie dro­ny i zno­wu nio­są śmierć. Katyń­skie nekro­po­lie dzie­lą los żywych, współ­cze­snych ofiar bez­pre­ce­den­so­wej rosyj­skiej agre­sji w cywi­li­zo­wa­nym świe­cie. Jest pomię­dzy nami rosyj­ska z pocho­dze­nia, ale z duszą pol­skiej boha­ter­ki dzien­ni­kar­ka, któ­ra z Rosji musia­ła ucie­kać ze wzglę­du na swo­ją pra­cę na rzecz praw­dy o Katy­niu, a potem do Pol­ski musia­ła ucie­kać z Sumów, bo i tam dogo­ni­ły ją rosyj­skie poci­ski.  

Dziś rusza wir­tu­al­ny bieg KLUCZE NADZIEI, z ini­cja­ty­wy Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich pod­ję­ty przez Mara­ton War­szaw­ski. Pod­czas nad­cho­dzą­cych Świąt i nie­od­le­głej majów­ki będzie­my wycho­dzić z domów, żeby zosta­wić codzien­ność i ode­tchnąć wio­sną, któ­ra już przy­szła do nas. A gdy­by tak zabrać na poran­ny bieg czy spa­cer pamięć o tych, któ­rzy zgi­nę­li 85 lat temu? Niech to będzie na przy­kład pamięć o pedia­trze, któ­ry w zako­piań­skim szpi­ta­lu KBK zaj­mo­wał się dzieć­mi cho­ry­mi na gruź­li­cę. Niech to będzie pamięć o leśni­ku ze Lwo­wa, któ­ry miłość do natu­ry prze­ka­zał cór­kom – obie panie są dzi­siaj z nami. Pamięć o rot­mi­strzu, któ­ry na koniu Bam­bi­no zdo­był dla Pol­ski srebr­ny medal olim­pij­ski – są z nami jego wnuk i pra­wnuk. Pamięć o wete­ry­na­rzu, któ­re­go zawód odzie­dzi­czy­li wnuk i pra­wnuk – są z nami. Pamięć o nauczy­cie­lu, któ­ry pra­co­wał w Bydli­nie, a po lek­cjach wra­cał do maleń­kie­go syn­ka. Pamięć o porucz­ni­ku rezer­wy, któ­ry uwiel­biał pięk­ną żonę Regi­nę – mam nadzie­ję, że i cór­ka, pani Anna, i wnucz­ka Basia są tutaj. Pamięć o urzęd­ni­ku z Izby Skar­bo­wej, któ­re­go pra­wnuk został histo­ry­kiem, aby dzie­je Zbrod­ni Katyń­skiej nie zbla­kły – i pra­cu­je w Muzeum Katyń­skim. Pamięć o woj­sko­wym leka­rzu z Łodzi, któ­ry wie­dzą słu­żył od Wiel­kiej Woj­ny – a jego syn i syno­wa, któ­rzy nigdy go nie pozna­li, są w Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich od jej począt­ku. Pamięć o  che­mi­ku, któ­ry Che­vro­le­tem jeź­dził na raj­dy – cór­ka jest mię­dzy nami. Pamięć o pro­ku­ra­to­rze, któ­ry z uko­cha­ną Izą cho­dził w Tatry i był mistrzem towa­rzy­skich żar­tów. Pamięć o tech­ni­ku, któ­ry budo­wał mły­ny i miał cór­kę Tere­skę – dziś pre­ze­su­je ona Rodzi­nie Katyń­skiej we Wro­cła­wiu. Pamięć o kapi­ta­nie Jaku­bie, któ­re­go syn Andrzej nakrę­cił film Katyń, mia­no­wa­ny do Osca­ra i gra­ny na całym świe­cie.

Taka jest nasza pamięć. Pomno­żo­na przez losy 21768 osób.

A może to była­by któ­raś w dziew­czyn, któ­re zgi­nę­ły w Zbrod­ni Katyń­skiej? Wszy­scy emble­ma­tycz­nie pamię­ta­my Jani­nę Lewan­dow­ską, cór­kę gene­ra­ła Dowbor-Muśnic­kie­go, któ­rej cia­ło zna­le­zio­no w Katy­niu. Ale pamię­ta­my też o 53 dziew­czy­nach, któ­re figu­ru­ją na ukra­iń­skiej liście katyń­skiej i zosta­ły upa­mięt­nio­ne w Kijo­wie-Bykow­ni.

Idź­cie Pań­stwo na ten spa­cer, pobie­gnij­cie, jeśli pozwa­la Wam na to zdro­wie, pomy­śl­cie o Nich, wybierz­cie swo­je­go boha­te­ra.

Sza­now­ni Goście, dzię­ku­ję, że jeste­ście z nami w Dzień Pamię­ci Ofiar Zbrod­ni Katyń­skiej. Kie­dy zabrak­nie nas, Rodzin, Rodzin Katyń­skich, Rodzin Poli­cyj­nych, świad­ków i dzie­dzi­ców tam­tych ludzi, obo­wią­zek pamię­ci spo­cznie na Pań­stwie Pol­skim. Panie Pre­mie­rze, dzię­ku­ję za powo­ła­nie Komi­te­tu Hono­ro­we­go Obcho­dów 85. rocz­ni­cy Zbrod­ni Katyń­skiej, za Pań­ski patro­nat i za Pań­ską obec­ność. Niech to zobo­wią­za­nie Pań­stwa Pol­skie­go trwa.

Kie­dy histo­ria wie­trze­je, a pamięć roz­sy­pu­je się w proch, budzą się demo­ny. Muszę wie­rzyć, że coś da się zro­bić. Muszę wie­rzyć, że Nasi Bli­scy 85 lat temu nie cier­pie­li na dar­mo. Tam­to zło ich zabi­ło, ale teraz powró­ci­ło zło kłam­stwa i woj­ny. Muszę wie­rzyć, że pamięć o Ofia­rach Zbrod­ni Katyń­skiej pomo­że zatrzy­mać roz­pę­ta­ne zło.

Dzię­ku­ję.

Cytat na pod­sta­wie: „Rodo­wód Rodzin Katyń­skich. Biu­le­tyn Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich” 2025, numer tema­tycz­ny: 85. rocz­ni­ca Zbrod­ni Katyń­skiej