Barbara Nożyńska, Byłam w Charkowie

Daty 25–29 czerw­ca 1998 roku pozo­sta­ną w mej pamię­ci na zawsze. W tym cza­sie bowiem speł­ni­ło się moje wiel­kie marze­nie – od wie­lu lat pra­gnę­łam zna­leźć się przy gro­bie mego Ojca, jeń­ca Sta­ro­biel­ska. To, co prze­ży­łam, było nie­po­wta­rzal­ne.

Byłam człon­kiem dele­ga­cji Rodzin Katyń­skich na uro­czy­sto­ści Patrio­tycz­no-Reli­gij­nej w Char­ko­wie w dniu 27 czerw­ca 1998. Samo przy­go­to­wa­nie do wyjaz­du dostar­cza­ło wciąż nowych emo­cji. O losach ofi­ce­rów pol­skich w Katy­niu, Mied­no­je, Char­ko­wie dotych­czas wie­dzia­łam z róż­nych prze­ka­zów, jak o czymś odle­głym w cza­sie. Teraz temat ten towa­rzy­szył mi codzien­nie i dzia­łał na moją wyobraź­nię.

Nie mogłam docze­kać się dnia wyjaz­du, któ­ry nastą­pił 25 czerw­ca. Roz­lo­ko­wa­no nas w wygod­nych wago­nach sypial­nych pocią­gu spe­cjal­ne­go. Człon­ko­wie Rodzin Katyń­skich byli z róż­nych regio­nów, róż­nych miej­sco­wo­ści Pol­ski. Była więc oka­zja do nawią­za­nia nowych ser­decz­nych zna­jo­mo­ści czy też, jak to było w moim przy­pad­ku, „roz­po­zna­nia się” po latach. Pomoc­ni­cze w tym oka­za­ły się listy uczest­ni­ków z dany­mi per­so­nal­ny­mi. Moja zna­jo­ma, współ­to­wa­rzysz­ka nie­do­li zesłań­czej z Kazach­sta­nu (1940–1946) sprzed lat, pamię­ta­ła moje nazwi­sko rodo­we (Myśliń­ska) i gdy zetknę­ła się z nim, natych­miast przy­bie­gła do mego wago­nu, odszu­ka­ła „małą Basię” (wte­dy mia­łam trzy lata, a ona czter­na­ście). Po kil­ku wstęp­nych zda­niach wszyst­ko poto­czy­ło się spon­ta­nicz­nie, rzu­ci­ły­śmy się sobie w obję­cia. Towa­rzy­szy­ły nam mie­sza­ne uczu­cia: wiel­ka, nie­opi­sa­na radość, ale i gorycz wspo­mnień losu katorż­ni­cze­go, któ­ry wspól­nie dzie­li­ły obie nasze rodzi­ny. Miesz­ka­ły­śmy w jed­nej małej izbie. Pomiesz­cze­nie to bar­dziej przy­po­mi­na­ło cha­tę kur­ną niż dom miesz­kal­ny. Moja zna­jo­ma, pani Hali­na Żywusz­ko (z domu Mala­sie­wicz), opo­wia­da­ła mi, jak ja, trzy­let­nie dziec­ko, nie mogłam pogo­dzić się z nowy­mi sybe­ryj­ski­mi warun­ka­mi życia, nie chcia­łam spać na zie­mi, chcia­łam „do swe­go łóżecz­ka”. Pła­ka­łam też z powo­du róż­nych innych uciąż­li­wo­ści i nie­do­god­no­ści. Dowie­dzia­łam się o sobie róż­nych nowych wie­ści z okre­su zesła­nia. Nastrój udzie­lił się też obec­nym przy naszym spo­tka­niu, a łzy wzru­sze­nia jak duże kro­ple desz­czu spły­wa­ły po policz­kach. Nikt nie ukry­wał emo­cji i nie wsty­dził się łez.

27 czerw­ca 1998 roku Char­ków Pia­ti­chat­ki – cmen­tarz. Gęsty las, mogi­ły obsy­pa­ne żół­tym pia­skiem, krzy­że z tablicz­ka­mi infor­mu­ją­cy­mi o ilo­ści ofiar w danym gro­bie, bia­ło-czer­wo­ne kwia­ty na gro­bach, pło­ną­ce zni­cze. Msza świę­ta w inten­cji pomor­do­wa­nych i tu pogrze­ba­nych.

To, co prze­ży­łam w cza­sie nabo­żeń­stwa, nazwa­ła­bym „świę­tych obco­wa­nie”.

Mia­łam prze­świad­cze­nie, że jestem z Ojcem, któ­re­go w ogó­le nie pamię­tam, znam tyl­ko ze zdjęć i opo­wia­dań Mamy. Te chwi­le wzmoc­ni­ły mnie i wzbo­ga­ci­ły ducho­wo.

Waż­ny moment – wmu­ro­wa­nie kamie­nia węgiel­ne­go pod przy­szły cmen­tarz wojen­ny przez Pre­zy­den­ta Pol­ski i Ukra­iny. Pre­zy­den­ci skła­da­ją hołd pole­głym ofi­ce­rom. Pre­zy­dent RP w wystą­pie­niu oko­licz­no­ścio­wym podał datę ukoń­cze­nia budo­wy cmen­ta­rza wojen­ne­go na 2000 rok.

Ostat­nie chwi­le na cmen­ta­rzu przy naj­więk­szym gro­bie – 1025 ofiar. Ostat­nie chwi­le zadu­my i reflek­sji. W poko­rze dzię­ku­ję Bogu, że dane mi było sta­nąć na tej zie­mi, w tym miej­scu. Speł­ni­ły się moje wie­lo­let­nie marze­nia.

Bar­ba­ra Nożyń­ska
Pier­wo­druk: „Rodo­wód” 1998, nr 9