27 czerwca w miejscowości Piatichatki koło Charkowa na Ukrainie odbyła się uroczystość wmurowania kamienia węgielnego pod cmentarz, na którym leżą polscy jeńcy z obozu w Starobielsku. Kamień poświęcił w 1994 roku Jan Paweł II.
Tych czterech tysięcy trzystu oficerów daremnie poszukiwano w czasach, gdy na podstawie umowy Sikorski–Majski tworzona była polska armia w ZSRR. Nad ich losem zapadła na długie dziesięciolecia zasłona milczenia. Dopiero upadek Związku Sowieckiego ujawnił prawdę: oficerów ze Starobielska zamordowano w 1940 roku w gmachu NKWD w Charkowie. W 1995 i [19]96 roku odbyły się ekshumacje, które potwierdziły, że wszyscy mieli związane z tyłu ręce i ślady po kuli w głowie.
Na uroczystość przyjechali z Polski synowie i córki pomordowanych oficerów. Od egzekucji minęło 58 lat, a ojcowie, których ledwie pamiętają, są im tak bliscy, jakby rozstali się z nimi niedawno.
Przywołują strzępy wspomnień, oczy zachodzą łzami. „Wieczne odpoczywanie racz im dać, Panie…”
Jakie były kiedyś polskie rodziny? – zastanawiam się, słuchając opowieści synów i córek oficerów ze Starobielska.
W każdym razie nie ma wątpliwości, że w rodzinie ojciec był ważną osobą. Pewnie najważniejszą. I to niezależnie od tego, czy był obywatelem ziemskim, nauczycielem, zawodowym wojskowym, adwokatem, lekarzem, urzędnikiem państwowym.
Jakże wzruszające są strzępy starobielskich listów przechowywane latami przez żony i córki:
„Kocham Was, myślę o Was, nie martwcie się o mnie…”
A przecież warunki, w jakich znaleźli się ludzie, którzy te słowa pisali, były straszliwe.
Jak silne musiały być tamte rodziny, jak dobre małżeństwa, skoro tak wiele wdów, a były to przecież w większości wypadków kobiety młode, wykształcone i – sądząc ze zdjęć – ładne, nie wyszło drugi raz za mąż.
„Gdy się miało szczęście, które się nie trafia…”, można powtórzyć za Marią Pawlikowską-Jasnorzewską.
– Mama po prostu przez całe lata czekała – te słowa słyszę po wielekroć.
Polskie Penelopy, wrzucone w obcy, wrogi świat PRL‑u. Ciężko pracowały i wychowywały dzieci. Czekały, choć musiały przecież zdawać sobie sprawę, że jest to czekanie beznadziejne.
I opowiadały dzieciom o ich ojcach.
Tato był wspaniały. Doskonale jeździł konno. Znakomicie pływał. Grał na pianinie.
– Ojciec nie aprobowałby takiego zachowania – to był wyrzut najsurowszy. Trzeba było żyć tak, aby zasłużyć na aprobatę nieżyjącego taty.
Z latami wizerunek idealizował się, ale przynajmniej wiadomo było, do jakiego ideału należy dążyć.
Ojciec. Tato. Tatuś.
Stara fotografia, przechowywana jak relikwia, blakła coraz bardziej…
Patrzę na starsze panie, które pokonały tyle kilometrów, które wiozły z Gdańska, Krakowa i Warszawy znicze, żeby zapalić je tu, na grobach swoich nieznanych prawie ojców. Ich obecność tutaj jest znakiem miłości.
A jacy są dzisiejsi ojcowie?
Przypominam sobie, że niedawno córka znajomych, spokojna dziewczyna i dobra uczennica nienajgorszego ogólniaka, zaczęła się narkotyzować. Powód? Stres wywołany rozwodem rodziców.
– Jak to? Ojciec nie kocha nas? – pyta dziewczyna i nie potrafi znaleźć odpowiedzi.
– Ojciec porzucił matkę, gdy byłem mały – mówi w wywiadzie znany piosenkarz. – Chciałbym go kiedyś spotkać, porozmawiać… Może jestem do niego podobny?
Ojciec. Tato. Tatuś.
– Kto po sobie miłości ludzkiej nie zostawił, ten nie zostawił żadnego dziedzictwa – biskup Sławoj Głódź cytuje Słowackiego na cmentarzu w Piatichatkach.
Myślę o tym, jak ciężko by było tym wdowom, córkom i synom, gdyby nie wiara.
– Nawet taka śmierć jak ta, tragiczna i okrutna, bezsensowna i niepotrzebna znajduje swój najgłębszy sens w Chrystusie – mówił biskup Głódź. – Pochyla się nad Wami Chrystus, który rozumie ból doczesnego rozstania: sam przecież płakał po śmierci Łazarza.
Pochyla się nad pomordowanymi i mówi: „Z czterech wiatrów przybądź duchu i powiej po tych pobitych, aby ożyli. Modlimy się, aby ożyli przed Bogiem i aby ożyli w pamięci narodu”.
Znaleźli groby ojców. Zapalili świece. Ale to jeszcze nie koniec.
Pomnik ofiar totalitaryzmu, o których mówili w Piatichatkach prezydenci Kuczma i Kwaśniewski, to nie jest to, czego chcą synowie i córki oficerów ze Starobielska. Muszą doprowadzić do tego, by powstał tam Polski Cmentarz Wojskowy.
Barbara Szczepuła, Rodzina Katyńska w Szczecinie
Pierwodruk: „Gwiazda Morza” nr 14 i 15, przedruk: „Rodowód” 1998, nr 7–8