Andrzej Sariusz-Skąpski, Ewa Gruner-Żarnoch, Wyjazd do Katynia i Charkowa w 60. rocznicę najazdu sowieckiego na Polskę

O wyjeź­dzie do Katy­nia w tym dniu, dniu 60. rocz­ni­cy najaz­du sowiec­kie­go na Pol­skę, mówi­ło się od paru tygo­dni. Ini­cja­ty­wa wyszła od Mar­szał­ka Sej­mu, Pana Macie­ja Pła­żyń­skie­go, któ­ry usta­lił ten ter­min i w swo­im samo­lo­cie zapew­nił 55 miejsc dla przed­sta­wi­cie­li Rodzin Katyń­skich. Po kil­ku dniach oka­za­ło się, że ze wzglę­dów for­mal­nych – brak zgo­dy na lądo­wa­nie samo­lo­tu na lot­ni­sku w Smo­leń­sku – wyjazd nie doj­dzie do skut­ku. Po kolej­nych kil­ku dniach dosta­li­śmy wia­do­mość, że zgo­dę taką uzy­ska­ła Kan­ce­la­ria Pre­zy­den­ta RP, a plan wyjaz­du został roz­sze­rzo­ny o Char­ków. Dla Rodzi­ny Katyń­skiej prze­wi­dzia­no 25 miejsc, w ostat­niej chwi­li licz­bę zwięk­szo­no do 28.

Zarząd Fede­ra­cji [Rodzin Katyń­skich] sta­nął przed nie­ła­twym zada­niem wyty­po­wa­nia tych osób. Bez­dy­sku­syj­ny był tyl­ko udział Wdów katyń­skich: Pani Ire­ny Kal­pas i Pani Jani­ny Krem­ky-Salo­ni, któ­re czu­ły się na siłach znieść tru­dy tego wyjaz­du. Pozo­sta­łych uczest­ni­ków, spo­śród dzie­ci i wnu­ków Ofiar Katy­nia i Char­ko­wa, wyzna­czył Zarząd FRK i poszcze­gól­ne Rodzi­ny Katyń­skie (…).

Zgod­nie z pro­gra­mem wyjazd do Katy­nia i Char­ko­wa nosił ofi­cjal­ną nazwę: „Uro­czy­sto­ści zło­że­nia wień­ców przez Pre­zy­den­ta Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej, Pana Alek­san­dra Kwa­śniew­skie­go, na cmen­ta­rzu w Katy­niu i Char­ko­wie”. Uczest­ni­czy­li w nim:

  • Pre­zy­dent Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej,
  • dele­ga­cja ofi­cjal­na, a w niej m.in. prze­wod­ni­czą­cy klu­bów par­la­men­tar­nych, dele­gat Pry­ma­sa Pol­ski, Szef Szta­bu WP, Biskup Polo­wy WP, ordy­na­riusz pra­wo­sław­ny, ewan­ge­lic­ki biskup woj­sko­wy, przed­sta­wi­ciel Gmi­ny Żydow­skiej, Sekre­tarz Gene­ral­ny ROPWiM – razem 17 osób,
  • oso­by towa­rzy­szą­ce – 15 osób,
  • Rodzi­ny Katyń­skie – 28 osób,
  • Rodzi­na Poli­cyj­na – 3 oso­by,
  • przed­sta­wi­cie­le orga­ni­za­cji katyń­skich – 3 oso­by,
  • dzien­ni­ka­rze – 18 osób,
  • ofi­ce­ro­wie Biu­ra Ochro­ny Rzą­du – 4 oso­by.

Asy­sta woj­sko­wa, Kom­pa­nia Repre­zen­ta­cyj­na WP i Orkie­stra Repre­zen­ta­cyj­na WP lecia­ły dru­gim samo­lo­tem. Pro­gram zamy­kał się w 11 godzi­nach: odlot z War­sza­wy o 7.45, powrót o 18.45 i został zre­ali­zo­wa­ny bez zakłó­ceń i opóź­nień.

Katyń

O godzi­nie 9.00 lądu­je­my na woj­sko­wym lot­ni­sku w Smo­leń­sku. Pre­zy­dent z naj­bliż­szym oto­cze­niem jest wita­ny przez wła­dze rosyj­skie, pozo­sta­li trze­ma auto­bu­sa­mi jadą wprost do Katy­nia. Tam wita­ją nas przed­sta­wi­cie­le Polo­nii smo­leń­skiej i budow­ni­czo­wie cmen­ta­rza z BUDIMEX‑u.

Jest godzi­na 9.45. Las katyń­ski gęsto wypeł­nio­ny umun­du­ro­wa­ny­mi funk­cjo­na­riu­sza­mi OMON‑u, na tere­nie cmen­ta­rza kil­ku­dzie­się­ciu mło­dych ludzi w cha­rak­te­ry­stycz­nych skó­rza­nych kurt­kach.

Pierw­sze wra­że­nie – wzo­ro­wy porzą­dek na budo­wie i, co naj­waż­niej­sze, robo­ty ziem­ne oraz czy­sto budow­la­ne są na ukoń­cze­niu. Pozo­sta­je prak­tycz­nie do ukoń­cze­nia ogro­dze­nie, bra­ma wej­ścio­wa i mon­taż ele­men­tów żeliw­nych (krzy­że, tabli­ce, pły­ty), któ­re będą suk­ce­syw­nie dowo­żo­ne z Pol­ski. Mamy kil­ka minut, aby w sku­pie­niu zare­je­stro­wać jak naj­wię­cej szcze­gó­łów, aby porów­nać to miej­sce z jego obra­zem sprzed lat.

Wzru­sza­ją­ca była dla nas obec­ność dzie­ci zaga­du­ją­cych do nas ład­ną pol­sz­czy­zną, na któ­rych twa­rzach łatwo odczy­tać tru­dy tam­tej­sze­go życia.

Uro­czy­sto­ści roz­po­czę­ło ode­gra­nie hym­nu pań­stwo­we­go i odda­nie przez Pre­zy­den­ta hono­rów sztan­da­ro­wi Kom­pa­nii Repre­zen­ta­cyj­nej WP. Zasad­ni­czą czę­ścią była modli­twa eku­me­nicz­na, pro­wa­dzo­na przez duchow­nych Kościo­ła kato­lic­kie­go, pra­wo­sław­ne­go, ewan­ge­lic­kie­go i przed­sta­wi­cie­la Gmi­ny Żydow­skiej. Modli­twę poprze­dzi­ło prze­mó­wie­nie Bisku­pa Polo­we­go WP gen. dyw. Lesz­ka Sła­wo­ja Głó­dzia. Ofi­cer WP odczy­tał Apel Pamię­ci.

Wień­ce pod krzy­żem zło­ży­li: Pre­zy­dent RP i przed­sta­wi­cie­le władz rosyj­skich. Dopie­ro po nich wią­zan­kę bia­ło-czer­wo­nych goź­dzi­ków zło­ży­ła wdo­wa katyń­ska w towa­rzy­stwie syna i wnu­ka Ofia­ry mor­du – zapa­la­my znicz. Ta jed­na wią­zan­ka i jeden znicz były sym­bo­licz­ne – to tak, jak­by każ­dy z nas, z Rodzi­ny Katyń­skiej, zło­żył je dla swo­je­go Naj­bliż­sze­go tam spo­czy­wa­ją­ce­go.

W chwi­lę potem kwia­ty od Fun­da­cji Katyń­skiej, Polo­nii smo­leń­skiej i budow­ni­czych cmen­ta­rza. Uro­czy­stość koń­czy utwór pt. Cisza, pięk­nie ode­gra­ny przez Orkie­strę Repre­zen­ta­cyj­ną WP.

Pro­gram jest bar­dzo napię­ty, ale pozo­sta­je jesz­cze kil­ka­na­ście minut wol­ne­go cza­su. Pre­zy­dent pod­cho­dzi do naszej grup­ki, zaska­ku­je nas stwier­dze­niem: „To jest wiel­ki i zna­czą­cy dzień dla mnie i dla Pań­stwa. W naj­bliż­szym cza­sie zapro­szę Rodzi­nę Katyń­ską do Pała­cu Pre­zy­denc­kie­go, gdzie spo­koj­nie będzie­my mogli prze­dys­ku­to­wać Wasze pro­ble­my. Dekla­ru­ję moją naj­da­lej idą­cą pomoc w ich zała­twia­niu. A już dziś zapra­szam Pań­stwa na uro­czy­ste otwar­cie tego cmen­ta­rza w przy­szłym roku”. Pod­chwy­tu­je­my to ostat­nie zda­nie: „Dzię­ku­je­my Panu Pre­zy­den­to­wi bar­dzo, ale wte­dy chce­my tutaj być wszy­scy, cała Rodzi­na, nie tyl­ko kil­ku­oso­bo­wa grup­ka, wszy­scy, któ­rzy mają tutaj Mężów, Ojców i Dziad­ków. Cze­ka­my na ten dzień od 60 lat. Panie Pre­zy­den­cie, to już nie samo­lot, to dwa-trzy peł­ne pocią­gi”. Za naszy­mi ple­ca­mi robi się cia­sno od kamer TV i mikro­fo­nów dzien­ni­ka­rzy. Czy któ­raś z nich zare­je­stro­wa­ła odpo­wiedź Alek­san­dra Kwa­śniew­skie­go? Począt­ko­wo żar­to­bli­wą: „A może będzie­my mie­li tyle samo­lo­tów, aby wszy­scy wygod­nie przy­le­cie­li”. A potem już poważ­nie: „Zro­bi­my tak, aby wszy­scy mogli przy­je­chać, aby­ście wszy­scy Pań­stwo byli zado­wo­le­ni”. „Trzy­ma­my za sło­wo, Panie Pre­zy­den­cie” – koń­czy­my roz­mo­wę.

Ostat­nie minu­ty to jesz­cze parę zdjęć, jesz­cze szyb­kie obej­ście cmen­ta­rza ścież­ką wzdłuż muru pod przy­szłe tablicz­ki z nazwi­ska­mi, chwi­la zadu­my, modli­twy. O 11.15 wyjeż­dża­my do Smo­leń­ska. O 12.00 start samo­lo­tu. Leci­my do Char­ko­wa.

Andrzej Sariusz-Skąp­ski, pre­zes Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich (2006–2010)
Rodzi­na Katyń­ska w Kra­ko­wie

Char­ków

Opusz­cza­my Smo­leńsk. Wra­że­nie bie­dy, sta­gna­cji i bru­du roz­pra­sza tro­chę pięk­na, sło­necz­na pogo­da. Cał­kiem odmien­ny jest Char­ków. Już z samo­lo­tu widzi­my dobrze upra­wio­ne pola, licz­ne sady, być może win­ni­ce. Na lot­ni­sku jak zwy­kle czer­wo­ny chod­nik, wita­ją­ce wła­dze, kobie­ty w stro­jach naro­do­wych z chle­bem i solą, w ogó­le dużo ludzi. Na uli­cach znacz­nie czy­ściej niż przed rokiem, dużo odno­wio­nych domów, licz­ne skle­py. Prze­jeż­dża­my kolum­ną przez mia­sto, wszyst­kie uli­ce dojaz­do­we są zablo­ko­wa­ne przez poli­cję i woj­sko w nowych, ład­nych mun­du­rach.

Dojeż­dża­my wresz­cie do Pia­ti­cha­tek. Tro­chę razi nas pośpiech, ale przy tak napię­tym pro­gra­mie jest to zro­zu­mia­łe. Dużym zasko­cze­niem dla nas jest to, że uro­czy­stość odby­wa się pod memo­ria­ła­mi posta­wio­ny­mi przez miej­sco­we wła­dze (w tym KGB) poza cmen­ta­rzem. Na jed­nym z nich dość nie­zro­zu­mia­ły napis: „Zamor­do­wa­nym w latach 1938–1942”. Bar­dzo zasko­czo­ny jest rów­nież pan Andrzej Prze­woź­nik, z któ­rym nikt tego nie uzgod­nił. Tak jak w Katy­niu odby­wa się uro­czy­stość eku­me­nicz­na, gra orkie­stra woj­sko­wa, skła­da­ne są wień­ce i kwia­ty. W koń­cu na dzie­sięć minut idzie­my 50 metrów dalej, na wła­ści­wy cmen­tarz. Mam w oczach dokład­ny obraz: po eks­hu­ma­cjach zosta­wi­li­śmy pra­wie sie­lan­ko­wy wiej­ski cmen­tarz. Drze­wa, kolo­ro­we liście, a mię­dzy nimi usy­pa­ne z pia­sku pro­sto­kąt­ne gro­by, oto­czo­ne bia­ło-czer­wo­ną taśmą, a na nich krzy­że, kwia­ty, zni­cze. Po wej­ściu na obec­ny cmen­tarz czu­ję gwał­tow­ny, bole­sny skurcz ser­ca. Czu­ję się jak­bym dosta­ła obu­chem mię­dzy oczy – tak sil­na jest wymo­wa tego dzi­siej­sze­go cmen­ta­rza. Pod­ło­że wyło­żo­ne jest kost­ką gra­ni­to­wą, z któ­rej w miej­scach gro­bów wyła­nia­ją się też pokry­te kost­ką róż­ne­go kształ­tu i wiel­ko­ści pagór­ki, jak­by kop­ce.

Mam nie­od­par­te wra­że­nie, że ta zie­mia chce koniecz­nie wyrzu­cić z sie­bie swą strasz­ną tajem­ni­cę, oskar­żyć mor­der­ców. Prze­ma­wia to tak sil­nie, że ktoś z nas nie wytrzy­mu­je – pła­cze i mówi, że już nigdy tego nie zapo­mni: będzie mu ten widok towa­rzy­szyć do śmier­ci. Nie­któ­rym żal tro­chę poprzed­nie­go, tchną­ce­go spo­ko­jem obra­zu – ale to prze­cież nie jest zwy­kły cmen­tarz, na któ­rym leżą ludzie, któ­rzy ode­szli w poko­ju, żegna­ni przez kocha­ją­cych bli­skich. To miej­sce naj­strasz­niej­szej i naj­więk­szej zbrod­ni, któ­ra ma krzy­czeć, oskar­żać i ostrze­gać. Tyl­ko to może nadać choć tro­chę sen­su tej okrut­nej śmier­ci. Naj­praw­dzi­wiej i naj­pięk­niej napi­sał w swej książ­ce Wło­dzi­mierz Odo­jew­ski po wizy­cie w Katy­niu:

„Tam… Oni są w kwia­tach i gałę­ziach…, w dro­bi­nach powie­trza, w rosie i desz­czu… Oni nie znik­nę­li, tyl­ko po pro­stu prze­nie­śli się w pamięć naj­bliż­szych, w trwa­łą pamięć nasze­go naro­du, a tak­że w pamięć tego naro­du, któ­ry zada­je rów­nie łatwo męczar­nie i śmierć innym, jak i sobie same­mu. Dla nas pozo­sta­ną na zawsze sym­bo­lem męczeń­stwa, a dla opraw­ców wiecz­nym wyrzu­tem sumie­nia i palą­cym styg­ma­tem wsty­du na ich czo­łach – dla ich dzie­ci i dzie­ci ich dzie­ci. Aż kie­dyś sta­ną twa­rzą w twarz ze zbrod­nią swo­ich ojców i zechcą zrzu­cić z sie­bie to hań­bią­ce pięt­no i raz na zawsze zejść z dro­gi bar­ba­rzyń­stwa. I to będzie zasłu­gą tu pogrze­ba­nych. Nie płacz­cie. Oni są mar­twi, ale nie umar­li”.

Wła­śnie tak to czu­ję. I jesz­cze mam nadzie­ję, że okry­ci tymi kur­ha­na­mi jak sko­ru­pą, oto­cze­ni pło­tem, będą naresz­cie bar­dziej bez­piecz­ni, chro­nie­ni przed pro­fa­nu­ją­cy­mi dotych­czas ich szcząt­ki bar­ba­rzyń­ca­mi.

Wra­ca­my. Jesz­cze tyl­ko obiad w ośrod­ku „Baza sło­necz­na”, poże­gna­nie na lot­ni­sku – znów czer­wo­ny chod­nik – i odlot. Dopie­ro teraz czu­ję zmę­cze­nie.

Ewa Gru­ner-Żar­noch, pre­zes Rodzi­ny Katyń­skiej w Szcze­ci­nie
Pier­wo­druk: „Rodo­wód” 1999, nr 9