Od paru miesięcy na zebraniach Stowarzyszenia Katyń w Szczecinie mówiło się tylko o pielgrzymce na cmentarz katyński. Zgłaszali się chętni przedstawiciele wojska, władz miejskich, młodzież – miał to być wyjazd integracyjny. W miarę upływu czasu niektórzy zrezygnowali z różnych ważnych powodów. Zostało nas 22 osoby. Duszą wyjazdu była nasza pani prezes Ewa Gruner-Żarnoch.
Wreszcie jedziemy. Warszawa, Plac Bankowy – cały czas myślałam: jak tam będzie?
22 kwietnia 1940 roku zamordowano mojego teścia, porucznika Karola Tesznera. Jadę w 62. rocznicę jego śmierci. Mój mąż Andrzej nie żyje od sześciu lat – kłębią mi się myśli. Nareszcie jest memoriał – Katyń, noc, wchodzimy. Serce łopocze. Las, migoczą światełka, krzyż, msza połowa, którą odprawia nasz kapelan ksiądz Janusz Mękarski – syn zamordowanego. Idziemy dalej. Stukot butów o bruk. O, mój Boże! Oni tędy szli. Podchodzą do mnie uczniowie Technikum Samochodowego (nasz poczet sztandarowy): „Proszę pani, to straszne. Oni tędy szli, o czym myśleli?” Właśnie: o czym? Myśleli o swoich rodzinach, o dzieciach i o okrutnym losie, który rozdzielił ich z najbliższymi. Idziemy aleją, zaczynają się tabliczki. Ksiądz Janusz odprawia Drogę Krzyżową. Stajemy przed tabliczkami naszych bliskich – łzy cisną się same do oczu, zapalamy znicze. Dochodzimy do ołtarza. Msza, księża modlą się.
Kasia, nasza pilotka, uruchamia dzwon, który tak dziwnie bije. Ton dźwięku zawiera wszystko: ból, grozę, rozpacz, słychać stukot pociągu towarowego. To niezwykłe przeżycie stąpać po ziemi przesiąkniętej krwią bohaterskich oficerów.
I za te przeżycia tą drogą dziękuję Ewie Gruner-Żarnoch, Agencji Turustycznej „Wilejka”, pilotce Kazimierze Lange oraz przyjaciołom: dr. Andrzejowi Karlsowi i prof. Andrzejowi Ziemiańskiemu za to, że ze mną zechcieli oddać hołd ojcu mojego męża, z którym związani byli długoletnią przyjaźnią.
21 kwietnia 2002 roku
Irena Teszner, Rodzina Katyńska w Szczecinie
Pierwodruk: „Rodowód” 2002, nr 7–8