Kazimiera Grażyna Lange, Pielgrzymki do miejsc Zbrodni Katyńskiej

Podró­żo­wa­nie jest jed­ną z naj­star­szych i naj­sil­niej­szych pasji ludz­kich. Podróż spra­wia, że nasze zain­te­re­so­wa­nia się roz­wi­ja­ją i zmie­nia­ją, poja­wia­ją się nowe, bogat­sze. Podróż czy­ni czło­wie­ka mądrzej­szym, utar­ło się nawet powie­dze­nie „podró­że kształ­cą”. Naukow­cy postrze­ga­ją podróż jako sytu­ację edu­ka­cyj­ną, kształ­cą­cą wie­dzę, wpły­wa­ją­cą na emo­cje i wno­szą­cą nowe doświad­cze­nia. Podróż jest więc spo­so­bem edu­ka­cji doro­słych i mło­dzie­ży. Podróż to wyjazd w miej­sce, któ­re chce­my poznać.

Dla Rodzin Katyń­skich i dzie­ci katyń­czy­ków naj­więk­szym pra­gnie­niem w latach dzie­więć­dzie­sią­tych ubie­głe­go wie­ku było zoba­cze­nie odna­le­zio­ne­go przez pol­skich arche­olo­gów gro­bu ojca. Cel podró­ży podyk­to­wa­ny był szcze­gól­ną wię­zią emo­cjo­nal­ną, łączą­cą dzie­ciń­stwo z ojcem czy bra­tem. Jecha­li, by oży­wić wspo­mnie­nia dzie­ciń­stwa, mło­do­ści. Towa­rzy­szy­ły im szcze­gól­ne emo­cje. Przy­szło im żyć w cza­sach PRL‑u, kie­dy sło­wo KATYŃ w rodzi­nach przez ponad pół wie­ku wypo­wia­da­ne było szep­tem, w głę­bo­kiej tajem­ni­cy, by pamięć trwa­ła. Mimo zwal­cza­nia praw­dy o tym, co wyda­rzy­ło się w Katy­niu, za cza­sów komu­ni­stycz­ne­go znie­wo­le­nia i usil­nych prób zatar­cia tej zbrod­ni, nie uda­ło się zatrzeć pamię­ci i fizycz­nie ist­nie­ją­cych śla­dów.

Mówiąc KATYŃ, myśla­ło się wte­dy o pomor­do­wa­nych wio­sną 1940 roku nie tyl­ko jeń­cach Koziel­ska, Sta­ro­biel­ska i Ostasz­ko­wa, ale tak­że o pol­skich oby­wa­te­lach zamor­do­wa­nych przez NKWD na Ukra­inie i Bia­ło­ru­si. Ile trze­ba było wysił­ku i zaan­ga­żo­wa­nia, by tę ukry­wa­ną i zakła­ma­ną zbrod­nię ludo­bój­stwa odkryć, dotrzeć do praw­dy i upo­wszech­nić wśród naro­dów: pol­skie­go, rosyj­skie­go, ukra­iń­skie­go, bia­ło­ru­skie­go.

Sto­wa­rzy­sze­nie „Rodzi­na Katyń­ska” w Łodzi jako jed­ną z wie­lu form upa­mięt­nia­nia Zbrod­ni Katyń­skiej, przy­wró­ce­nia god­no­ści śmier­ci ofiar, utrwa­le­nia ofia­ry ich życia w pamię­ci potom­nych, od ponad dwu­dzie­stu lat orga­ni­zu­je we współ­pra­cy z AT „Wilej­ka” podró­że – piel­grzym­ki na Pol­skie Cmen­ta­rze Wojen­ne w Katy­niu, Char­ko­wie, Sta­ro­biel­sku, Mied­no­je, Kijo­wie-Bykow­ni i do miejsc inter­no­wa­nia. Wyni­ka to z prze­ko­na­nia, że cią­gła obec­ność Pola­ków na cmen­ta­rzach katyń­skich jest koniecz­na dla pod­trzy­ma­nia praw­dy i sta­łej pamię­ci o Zbrod­ni Katyń­skiej i jej ofia­rach.

Chęt­nych i zain­te­re­so­wa­nych wyjaz­da­mi na cmen­ta­rze było i jest dużo. Poza piel­grzy­ma­mi z Pol­ski jecha­li tam uczest­ni­cy z Argen­ty­ny, Austra­lii, Sta­nów Zjed­no­czo­nych, Kana­dy, Czech, Nie­miec, Anglii. W latach dzie­więć­dzie­sią­tych ubie­głe­go wie­ku w rodzi­nach było wiel­kie pra­gnie­nie pozna­nia miej­sca pochów­ku ofiar: przez żony ofi­ce­rów, dzie­ci, dal­szą i bliż­szą rodzi­nę. Uczest­ni­cy piel­grzy­mek przy­pi­sy­wa­li im zna­cze­nie szcze­gól­ne, mie­li w sobie ogrom­ną nie­cier­pli­wość zna­le­zie­nia i zlo­ka­li­zo­wa­nia miej­sca pochów­ku ofia­ry zbrod­ni. Swo­je wyjaz­dy okre­śla­li jako „ naj­waż­niej­sza podróż w życiu”. Sta­no­wi­ły one dopeł­nie­nie w ich życiu cze­goś bar­dzo waż­ne­go i bar­dzo oso­bi­ste­go. Wyzwa­la­ły fale wspo­mnień. Zabie­ra­li w dro­gę oprócz pamię­ci zdję­cia bli­skich, klep­sy­dry, bia­łe i czer­wo­ne kwia­ty, zni­cze i prze­mie­rza­li tysią­ce kilo­me­trów po kiep­skich dro­gach Bia­ło­ru­si, Rosji, Ukra­iny, by u stóp zbio­ro­wej mogi­ły zło­żyć kwia­ty, zapa­lić znicz i w ten spo­sób uko­ić tęsk­no­tę, dotknąć praw­dy. A do domu przy­wieźć z gro­bu grud­kę zie­mi, by pocho­wać ją w gro­bie rodzin­nym. To było sacrum. Tych piel­grzy­mów łączy­ły sil­ne, ale nie­zwy­kłe wię­zy pokre­wień­stwa, któ­re nie wyni­ka­ły z uro­dze­nia, lecz są następ­stwem śmier­ci. Połą­czył ich ból po stra­cie naj­bliż­szych, zamor­do­wa­nych z zim­ną krwią tyl­ko dla­te­go, że sta­no­wi­li eli­tę inte­lek­tu­al­ną nasze­go naro­du.

Piel­grzy­mi to nie byli ludzie mło­dzi, mie­li naj­czę­ściej 60–75 lat, a więc byli w wie­lu przy­pad­kach star­si wie­kiem od swo­ich ojców w momen­cie ich tra­gicz­nej śmier­ci. Jecha­ły też oso­by mają­ce powy­żej 80 lat, nie zra­ża­ły ich nie­wy­go­dy i tru­dy podró­żo­wa­nia. Musie­li zdą­żyć tam dotrzeć, by zre­ali­zo­wać marze­nie życia. Piel­grzy­mi sta­no­wi­li sil­ną zde­ter­mi­no­wa­ną wspól­no­tę, złą­czo­ną bólem po stra­cie naj­bliż­szych. „Byli­śmy jed­no”.

Kie­dy wiel­kim sta­ra­niem i wysił­kiem Rodzin Katyń­skich, osób, insty­tu­cji i rzą­du pol­skie­go zbu­do­wa­no i uro­czy­ście otwar­to w 2000 roku Pol­skie Cmen­ta­rze Wojen­ne w Katy­niu, Char­ko­wie i Mied­no­je, na któ­re cze­ka­li­śmy sześć­dzie­siąt dłu­gich lat, emo­cje były duże. Wśród star­sze­go poko­le­nia, któ­re zoba­czy­ło cmen­ta­rze, pada­ły stwier­dze­nia: „Może­my być szczę­śli­wi, że docze­ka­li­śmy tego, bo prze­cież pomar­li… mamu­sia, brat…” „Nale­żał się im ten cmen­tarz…” „Dobrze, że doży­łam tego dnia”. „Teraz już wie­my, gdzie spo­czy­wa­ją. Jest tu pięk­nie, god­nie, wymow­nie”. „Kto wie, czy tu jesz­cze przy­je­dzie­my, kie­dy?”

Pod­czas uro­czy­sto­ści poświę­ce­nie cmen­ta­rza w Char­ko­wie przy­się­głam sobie, że będę wra­cać i to nie sama na te pięk­ne, nie­zwy­kłe katyń­skie nekro­po­lie. Pola­cy muszą je zoba­czyć i poznać ich histo­rię, a szcze­gól­nie młod­sze poko­le­nia. Spraw­dził się w prak­ty­ce opra­co­wa­ny prze­ze mnie pro­jekt edu­ka­cyj­ny podró­ży Pamięć poko­leń. Zaczę­ły przy­no­sić plon orga­ni­zo­wa­ne kon­kur­sy katyń­skie ogła­sza­ne w szko­łach dla mło­dzie­ży, któ­rych lau­re­aci wśród innych nagród otrzy­my­wa­li wyjazd do Katy­nia. Szu­ka­li­śmy i znaj­do­wa­li­śmy spon­so­rów, któ­rzy pokry­ją kosz­ty wyjaz­du mło­dzie­ży. Dzię­ku­je­my wszyst­kim dar­czyń­com, oso­bom i insty­tu­cjom, któ­re nas wspie­ra­ły i nadal wspie­ra­ją.

Orga­ni­zo­wa­li­śmy gru­py skła­da­ją­ce się z mło­dzie­ży i człon­ków Rodzin Katyń­skich, dając mło­dym ludziom moż­li­wość bez­po­śred­nie­go spo­tka­nia, roz­mo­wy i obco­wa­nia ze świad­ka­mi tra­gicz­nej histo­rii katyń­skiej, pozna­nia ich losów wojen­nych, sybi­rac­kich i powo­jen­nych oraz obej­rze­nia zacho­wa­nych pamią­tek rodzin­nych.

Podró­że sprzy­ja­ły wię­zi mię­dzy­po­ko­le­nio­wej, wymia­nie poglą­dów, ucze­nia się sza­cun­ku i tole­ran­cji oraz wspól­ne­go prze­ży­wa­nia uro­czy­sto­ści, pozna­nia i zacho­wa­nia w pamię­ci cmen­ta­rzy katyń­skich. Jako orga­ni­za­to­rzy uro­czy­sto­ści na cmen­ta­rzu sta­ra­li­śmy się nadać im uro­czy­sty cha­rak­ter: msza świę­ta, apel pole­głych, by to miej­sce uświę­co­ne krwią pol­skich ofi­ce­rów sta­ło się obiek­tem naro­do­wej pamię­ci Pola­ków. Tak by każ­dy uczest­nik miał swo­ją wła­sną pamięć o uro­czy­sto­ści w Katy­niu, by jego pamięć mogła współ­two­rzyć kształt pozna­nia i sens naro­do­wej toż­sa­mo­ści.

Agniesz­ka Wacła­wik z XXVI LO w Pozna­niu po piel­grzym­ce we wspo­mnie­niach napi­sa­ła: „Msza św. wraz z prze­mar­szem po całym Lesie Katyń­skim była dla mnie czymś napraw­dę poru­sza­ją­cym. Pod­czas prze­mar­szu mia­łam dużo cza­su na prze­my­śle­nia i odczu­cie tego. Jest to nie­oce­nio­ne doświad­cze­nie, ponie­waż nie jest to już tyl­ko wie­dza z pod­ręcz­ni­ka, fil­mu czy gaze­ty. Teraz mogę powie­dzieć, że byłam, widzia­łam i odczu­łam smut­ną i prze­ra­ża­ją­cą atmos­fe­rę Katy­nia. Na spo­tka­niu z mło­dzie­żą rosyj­ską mogli­śmy się wymie­nić poglą­da­mi i zapew­nić, że nie jeste­śmy źle nasta­wie­ni wobec naro­du rosyj­skie­go. Mimo wyczer­pu­ją­cej podró­ży, więk­szość z nas nie zapo­mni tego dnia do koń­ca życia”.

W ramach pro­jek­tu Pozna­nie histo­rii dro­gą do patrio­ty­zmu ze Sto­wa­rzy­sze­niem „Memo­ra­mus” dla mło­dzie­ży z wiel­ko­pol­skich szkół zor­ga­ni­zo­wa­no w 2007 roku pierw­szy sym­bo­licz­ny Marsz Pamię­ci mło­dzie­ży pol­skiej i rosyj­skiej na tra­sie sta­cja kole­jo­wa Gniez­do­wo – Las Katyń­ski. Oprócz Pola­ków, w mar­szu udział wzię­ła 150-oso­bo­wa gru­pa mło­dzie­ży rosyj­skiej ze szkół Smo­leń­ska.

Tak wspo­mi­na to wyda­rze­nie Mar­ta Mączyń­ska: „Marsz Pamię­ci był dla mnie nie­sa­mo­wi­tym prze­ży­ciem. Poko­na­li­śmy tę samą dro­gę, co pol­scy ofi­ce­ro­wie 67 lat temu. Dla mnie była to wzru­sza­ją­ca lek­cja histo­rii, o któ­rej nie zapo­mnę do koń­ca moich dni”.

W Łodzi od 13 lat współ­pra­cu­je­my z Publicz­nym Gim­na­zjum nr 16 im. Ofiar Katy­nia. Dla tej mło­dzie­ży co roku orga­ni­zu­je­my wyjazd na Pol­ski Cmen­tarz Wojen­ny. Mie­li szczę­ście odwie­dzić już wszyst­kie cmen­ta­rze katyń­skie. Wyjaz­dy dla nich były pogłę­bie­niem wie­dzy o Zbrod­ni Katyń­skiej, utrwa­le­niem pamię­ci o pozna­nych wcze­śniej boha­te­rach, zło­że­niem hoł­du pomor­do­wa­nym pol­skim ofi­ce­rom, ale rów­nież two­rze­niem wła­snej toż­sa­mo­ści.

Z 2008 roku miło wspo­mi­nam mię­dzysz­kol­ny wyjazd mło­dzie­ży do Katy­nia dla dwóch pierw­szych w Pol­sce publicz­nych gim­na­zjów, któ­re przy­ję­ły imię Ofiar Katy­nia: z Łodzi i Piąt­ni­cy. Sztan­da­ry szkol­ne i mło­dzież odda­ły hołd tam spo­czy­wa­ją­cym. Wymia­na doświad­czeń, nowe zna­jo­mo­ści, spo­tka­nie z mło­dzie­żą polo­nij­ną ze Smo­leń­ska to świa­dec­two nie tyl­ko praw­dzie histo­rii, ale i zachę­ta dla peda­go­gów do nie­wy­czer­pa­nej wciąż mocy doświad­czeń, jakie nie­sie ze sobą każ­da podróż.

Nigdy nie zapo­mnę piel­grzy­mo­wa­nia do Katy­nia, Mied­no­je, Bykow­ni z łodzia­na­mi, któ­rych zapro­si­ła i zebra­ła w gru­py była woje­wo­da łódz­ki Pani Jolan­ta Cheł­miń­ska. To ona  swo­im oso­bi­stym zaan­ga­żo­wa­niem i auto­ry­te­tem wspar­ła nasze wysił­ki i nada­ła im ran­gę obo­wiąz­ku oby­wa­tel­skie­go, odwie­dza­nia pol­skich cmen­ta­rzy wojen­nych na Wscho­dzie. Były też pięk­ne wyjaz­dy z mło­dzie­żą har­cer­ską Cho­rą­gwi Łódz­kiej ZHP: zapa­li­li zni­cze pamię­ci pod epi­ta­fia­mi z nazwi­ska­mi pol­skich ofi­ce­rów, gene­ra­łów, har­ce­rzy i łodzian. Odda­li im hołd i zło­ży­li przy­rze­cze­nie, „że będą wra­cać do Katy­nia, że przej­mu­ją pamięć i opie­kę nad Miej­scem Pamię­ci Naro­do­wej”.

Wdzięcz­ni jeste­śmy War­szaw­skiej „Soli­dar­no­ści” Oświa­to­wej, któ­ra od 2001 roku orga­ni­zu­je co roku kon­kur­sy w szko­łach, a zwy­cięz­cy w nagro­dę jadą do Katy­nia. Z uwa­gi na trud­no­ści gra­nicz­ne dwie ostat­nie piel­grzym­ki (16. i i 17.) odby­li­śmy do Kijo­wa – Bykow­ni.

Nie spo­sób opo­wie­dzieć o ponad 120 moich piel­grzym­kach na pol­skie nekro­po­lie wojen­ne na Wscho­dzie. Mam prze­ko­na­nie, że są bar­dzo potrzeb­ne Pola­kom, a w szcze­gól­no­ści pol­skiej mło­dzie­ży do pozna­wa­nia „żywej” histo­rii na lek­cji w Lesie Katyń­skim, w Pia­ti­chat­kach, Mied­no­je, Leni­no, Kijo­wie-Bykow­ni, Kuro­pa­tach. Wszyst­kie te wyjaz­dy to swo­iste prze­ży­cia, któ­re pozo­sta­wi­ły nie­za­tar­ty ślad w pamię­ci podró­żu­ją­cych. A człon­ków Rodzin Katyń­skich moż­na zapew­nić, że tam pozna­na praw­da o zbrod­ni i pamięć o ofia­rach katyń­skich będzie zacho­wa­na i prze­ka­zy­wa­na nowym poko­le­niom Pola­ków.

Z piel­grzy­mek oprócz całej gamy prze­żyć, jakie sta­ły się udzia­łem uczest­ni­ków, pozo­stał trwa­ły bar­dzo boga­ty mate­riał iko­no­gra­ficz­ny w posta­ci zdjęć, fil­mów, napi­sa­nych wspo­mnień z podró­ży, wier­szy, wywia­dów, ksią­żek, wystaw, pre­zen­ta­cji mul­ti­me­dial­nych.

Piel­grzym­ki katyń­skie z uwa­gi na swój spe­cy­ficz­ny i okre­ślo­ny cha­rak­ter są wyjaz­da­mi nie­po­wta­rzal­ny­mi. Są to podró­że w miej­sca oca­lo­ne ludz­ką pamię­cią i miło­ścią, któ­re dają nie­zwy­kle przej­mu­ją­cy i jak­że głę­bo­ki ducho­wo wgląd w prze­strzeń ludz­kie­go życia, są podró­żą mię­dzy sacrumpro­fa­num, peł­ne nadziei i speł­nie­nia… Obiek­tyw­nie minę­ły, ale trwa­ją w pamię­ci i we wspo­mnie­niach uczest­ni­ków.

Dzię­ku­ję Opatrz­no­ści za tylu wspa­nia­łych ludzi, któ­rych mia­łam szczę­ście poznać w dro­dze i wędro­wać z nimi. Zosta­wi­li pięk­ny ślad obec­no­ści w moim życiu. Minę­ło ponad 20 lat od mojej pierw­szej piel­grzym­ki, a moja podróż na nekro­po­lie katyń­skie wciąż trwa… Jest pra­gnie­nie, by tam wra­cać. Mam też roze­zna­nie, że nie tyl­ko ja muszę tam wra­cać. Jest wie­le rodzin, któ­re też mają wiel­ką potrze­bę odwie­dza­nia cmen­ta­rzy katyń­skich, ale nie miesz­czą się w szczu­płym limi­cie miejsc na orga­ni­zo­wa­ne tzw. „wyjaz­dy rzą­do­we”. W obec­nej sytu­acji jedy­ne moż­li­we (skom­pli­ko­wa­ne ukła­dy mię­dzy­na­ro­do­we utrud­nia­ją tury­sty­kę). Są to wyjaz­dy raz w roku na jeden cmen­tarz dla wybra­nych zale­d­wie kil­ku­dzie­się­ciu osób. Ci nie­licz­ni uczest­ni­cy, któ­rzy mie­li szczę­ście jechać, wra­ca­ją nie w peł­ni zado­wo­le­ni, zgła­sza­ją uwa­gi. Podej­mu­jąc tru­dy podró­ży, mie­li nadzie­ję zoba­czyć nie tyl­ko cmen­tarz i restau­ra­cję, ale poznać miej­sca zwią­za­ne z ostat­nią dro­gą krew­ne­go: były obóz jeniec­ki, miej­sce stra­ceń, sym­bo­licz­ny grób. Mieć czas na spo­koj­ne oso­bi­ste spo­tka­nie po wie­lu, wie­lu latach przy mogi­le krew­ne­go. Więk­szość rodzin jedzie tam pierw­szy i czę­sto ostat­ni raz.

Wybiór­czość miejsc, jakie towa­rzy­szy­ły minio­nym wyjaz­dom do Katy­nia, Bykow­ni, Char­ko­wa (tu pierw­szy od ośmiu lat dla 67 osób), i pośpiech były stre­su­ją­ce i nie pozwa­la­ły na prze­ży­wa­nie sacrum. Więk­szość i tak szczu­płe­go cza­su pochło­nę­ły ofi­cjal­ne wystą­pie­nia. Ten model wyjaz­dów powi­nien ulec mody­fi­ka­cji, mając na uwa­dze wiek i siły uczest­ni­ków. Szko­da, że w obec­nej sytu­acji poli­tycz­nej musi­my liczyć tyl­ko na wyjaz­dy rzą­do­we, bo tury­sty­ka na Wschód jest moc­no utrud­nio­na. Człon­ko­wie Rodzin Katyń­skich, szcze­gól­nie ci, „w smu­dze cie­nia”, ocze­ku­ją na ten skrom­ny gest od pol­skich władz.

Jako śro­do­wi­sko katyń­skie mamy powin­ność aktyw­niej doma­gać się od władz pol­skich orga­ni­zo­wa­nia corocz­nych piel­grzy­mek na każ­dy cmen­tarz katyń­ski, by póki my jesz­cze żyje­my, wypra­co­wa­ne rytu­ały pamię­ci o spo­czy­wa­ją­cych tam boha­te­rach naro­do­wych były przez rodzi­ny pie­lę­gno­wa­ne. Bo jak nie my, to kto? Mimo potwor­no­ści współ­cze­sne­go świa­ta, Rodzi­ny Katyń­skie nie mogą tra­cić nadziei i wia­ry w sens swo­je­go dzia­ła­nia i koniecz­no­ści licz­niej­sze­go piel­grzy­mo­wa­nia na nekro­po­lie katyń­skie.

 

Kazi­mie­ra Gra­ży­na Lan­ge, prze­wod­ni­czą­ca Rady Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich
Rodzi­na Katyń­ska w Łodzi

Pier­wo­druk: „Rodo­wód Rodzin Katyń­skich. Biu­le­tyn Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich” 2018, numer tema­tycz­ny: Katyń­skie upa­mięt­nie­nia