Joanna Sibińska, Słowa „Rodzina Katyńska” mają już głębszy wymiar

Józef Pecka z żoną Ste­fa­nią, dziad­ko­wie Autor­ki

Nale­żę do Rodzi­ny Katyń­skiej w Łodzi. Jestem wnucz­ką Józe­fa Ada­ma Pecki – puł­kow­ni­ka, awan­so­wa­ne­go pośmiert­nie do stop­nia gene­ra­ła bry­ga­dy. Jakaż wiel­ka była moja radość, gdy pew­ne­go dnia pre­zes Janusz Lan­ge zapro­po­no­wał mi wyjazd na cmen­tarz do Char­ko­wa. Bogu dzię­ki, że o mnie pomy­ślał. Zapo­wiedź moż­li­wo­ści udzia­łu w tej piel­grzym­ce to zapo­wiedź speł­nie­nia moje­go i mojej Mamy marze­nia. W obec­nej sytu­acji poli­tycz­nej wyda­wa­ło się to tak odle­głe.

W Char­ko­wie, Sta­ro­biel­sku i Pia­ti­chat­kach byłam tyl­ko jeden raz, i to w 1991 roku. Tam­ta piel­grzym­ka była dla mnie nie­sa­mo­wi­tym prze­ży­ciem, szcze­gól­nie waż­nym, bo odby­ła się w towa­rzy­stwie mojej Mamy, Lilia­ny Ojrza­now­skiej, i jed­ne­go z jej bra­ci, a moje­go chrzest­ne­go – Kazi­mie­rza. Dru­gi z bra­ci, po cięż­kim zawa­le, nie mógł już poje­chać. Nigdy nie zatrą się w mojej pamię­ci choć­by szcze­gó­ły tam­tych prze­żyć.

Doje­cha­li­śmy do Pia­ti­cha­tek po zmro­ku. Ciem­ny zimo­wy las, jeden drew­nia­ny krzyż i śnieg. Msza świę­ta odpra­wia­na przy świe­tle zni­czy i świec. Roz­po­czę­ła się ona odśpie­wa­niem hym­nu, a wszy­scy pła­ka­li­śmy, bo tyle rado­ści, bo doje­cha­li­śmy, bo jeste­śmy, wzru­sze­nie… Tak to odczu­wa­łam… Szczę­śli­wie rano w dro­dze do Sta­ro­biel­ska pod­je­cha­li­śmy ponow­nie do Pia­ti­cha­tek, aby choć rzu­cić okiem na cmen­tarz w bla­sku dnia i zacho­wać w ser­cu jego obraz.  Wie­dzia­łam, że w miej­sce cmen­ta­rzy­ska, po eks­hu­ma­cjach, ma powstać god­ny cmen­tarz, a ja chcia­łam naocz­nie doświad­czyć tej zmia­ny. Widzia­łam zdję­cia, ale trud­no zado­wo­lić się obra­zem, któ­ry nie jest tym, jaki utrwa­lił się w ser­cu z wła­snej obser­wa­cji.

Nie przy­pusz­cza­łam, że minie aż tyle lat, gdy to się speł­ni. Nie bez zna­cze­nia jest też fakt że w listo­pa­dzie 2008 roku moja Mama, świa­do­ma tego, że tra­ci pamięć, wyra­ża­jąc w testa­men­cie swo­ją wolę, napi­sa­ła: „Moim pra­gnie­niem jest, aby moje dzie­ci i wnu­ki cho­ciaż raz poje­cha­ły do Char­ko­wa na cmen­tarz w Pia­ti­chat­kach, aby zapa­lić świecz­ki na gro­bie moje­go Ojca”. Dała też wska­zów­kę, gdzie znaj­du­je się nazwi­sko Jej ojca.

Tak więc moż­li­wość wyjaz­du jawi­ła mi się już od tej pory jako obiet­ni­ca, ocza­mi wyobraź­ni widzia­łam się już w samo­lo­cie, a takiej praw­dzi­wej, wewnętrz­nej rado­ści nie było koń­ca. Speł­ni­ło się dopie­ro w 2018 roku: mogłam cho­dzić po cmen­ta­rzu, odszu­kać imio­na i nazwi­sko moje­go dziad­ka na pły­cie z epi­ta­fia­mi i na ścia­nie pamię­ci nad pod­ziem­nym dzwo­nem. Mogłam zapa­lić znicz, pomo­dlić się i oddy­chać atmos­fe­rą tam­tej chwi­li. Mogłam też upa­mięt­nić każ­dy frag­ment cmen­ta­rza i piel­grzy­mu­ją­cych ludzi.

Ale było ner­wo­wo, czas był ogra­ni­czo­ny, a dla oso­by, któ­ra jest tam po raz pierw­szy, jest to ogrom­ny dys­kom­fort. Z jed­nej stro­ny, pochy­la­łam się nad gro­ba­mi, szu­ka­jąc tablicz­ki z nazwi­skiem moje­go Dziad­ka, z dru­giej pró­bo­wa­łam ogar­nąć całość i nie zgu­bić mojej gru­py, wyglą­da­łam ich z dale­ka. Z cało­ści wyła­nia­ła mi się Pani Kasia Lan­ge, żona nasze­go pre­ze­sa. Szła samot­nie, pochy­la­jąc się nad tablicz­ka­mi łodzian. Jesz­cze w Łodzi Pań­stwo Lan­ge zaku­pi­li kwiat­ki i zro­bi­li z nich małe bukie­ci­ki. Każ­dy z nich musiał zna­leźć się na prze­zna­czo­nej dla nie­go tablicz­ce. Pani Kasia z kart­ką w ręku spraw­dza­ła, czy tak się sta­ło, i dla upa­mięt­nie­nia robi­ła zdję­cia. W tym jak­że krót­kim dla nas cza­sie podo­ła­ła. Do gro­bu „ wła­sne­go” pode­szła razem z mężem na koń­cu, by po prze­ży­tych, a narzu­co­ny­mi sobie obo­wiąz­kach w spo­ko­ju pomo­dlić się i pozwo­lić sobie na chwi­lę wła­sne­go dozna­nia.

Wyjazd do Char­ko­wa wzbo­ga­cił mnie o jesz­cze jed­no nie­oce­nio­ne doświad­cze­nie, a mia­no­wi­cie wzmoc­nił moją wia­rę w ludzi, w war­to­ści, któ­ry­mi są nazna­cze­ni. W War­sza­wie, po przy­jeź­dzie do hote­lu piel­grzy­mi scho­dzi­li do restau­ra­cji i tam spo­ty­ka­li się, czę­sto po latach nie­wi­dze­nia. Nigdy nie byłam świad­kiem powi­tań pły­ną­cych z tak sil­nych wię­zi ludzi, któ­rzy na pozór są sobie obcy. Wzru­sze­nie, radość bycia razem w tym piel­grzy­mo­wa­niu była jakaś wyjąt­ko­wa, nie­po­wta­rzal­na i do bólu szcze­ra. Wiel­ka wza­jem­na sym­pa­tia z bycia razem, ze spo­tka­nia, była widocz­na gołym okiem, pły­nę­ła z głę­bi duszy.

A to wszyst­ko mogłam zaob­ser­wo­wać dzię­ki temu, że byłam w łódz­kiej gru­pie. Pań­stwo Lan­ge muszą cie­szyć się ogrom­ną sym­pa­tią i uzna­niem. Inne rodzi­ny katyń­skie (i nie tyl­ko) lgną do Nich, pod­cho­dzą wła­śnie do Ich sto­li­ka, przy­sia­da­ją się i radu­ją chwi­lą. Rado­śnie pró­bu­ją prze­ka­zać sobie to, cze­go nie dało się zro­bić przez okres roz­łą­ki, były też wspo­min­ki. Ta część moich prze­żyć i moż­li­wość bycia w miej­scu, gdzie obser­wo­wa­łam naj­praw­dziw­szą ludz­ką sym­pa­tię, zdu­mia­ła mnie. Mam już spo­ro lat, ale tylu wzru­szeń i to w takiej  ilo­ści nie doświad­czy­łam aż do wte­dy.

Wnio­ski nasu­wa­ją się same: lata dzia­ła­nia zjed­no­czy­ły ludzi, tych naj­bar­dziej zaan­ga­żo­wa­nych w te dzia­ła­nia. Tyl­ko oni wie­dzą, ile tru­du i wyrze­czeń kosz­to­wa­ła ich wal­ka o docho­dze­nie do praw­dy. Dzi­siaj sło­wa „Rodzi­na Katyń­ska” mają dla mnie już inny, głęb­szy wymiar i zna­cze­nie.

Pań­stwu Lan­ge wdzięcz­na jestem że zapro­si­li mnie do „łódz­kie­go sto­li­ka”, spra­wi­li, że moje pra­gnie­nie zło­że­nia wią­zan­ki na gro­bie moje­go Dziad­ka sta­ło się fak­tem. Byłam w miej­scu, gdzie mogłam wziąć udział w uro­czy­stej mszy świę­tej i pokło­nić się Dziad­ko­wi i wszyst­kim tym, któ­rzy leżą tam bestial­sko pomor­do­wa­ni.

Wła­dzom pol­skim dzię­ku­ję za moż­li­wość uczest­nic­twa, wie­rzę, że w naj­bliż­szej przy­szło­ści tak­że ci, któ­rzy cze­ka­ją jak ja, będą uczest­ni­ka­mi podob­nych wyjaz­dów, że będą mogli też w nich uczest­ni­czyć nasze dzie­ci i wnu­ki dla pod­trzy­ma­nia pamię­ci…

 

Joan­na Sibiń­ska, Rodzi­na Katyń­ska w Łodzi
Pier­wo­druk: „Rodo­wód Rodzin Katyń­skich. Biu­le­tyn Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich” 2018, numer tema­tycz­ny: Katyń­skie upa­mięt­nie­nia