…Nadzieję na załatwienie „naszej” sprawy – a właściwie całego szeregu spraw – załatwienie ich do końca i w sposób jednoznaczny? Chyba nie. Żyjemy z nimi ponad pół wieku, zadając sobie pytania – jak jeszcze długo? Czy doczekamy ich zakończenia? Kiedy w końcu będzie normalnie?
Wrześniowe wybory pobudzają wyobraźnię. Przecież możemy się utożsamiać z ludźmi, którzy je wygrali: mamy prawo oczekiwać od nich zdecydowanego działania – oczekiwać to mało powiedziane, mamy prawo tego żądać. Dla nich nasza sprawa nie może być mniej ważna od innych, niezałatwionych czy wręcz celowo zagmatwanych, pozostawionych w spadku przez ekipę postkomunistów.
W zasadzie powinniśmy w tym momencie mieć poczucie, że odpowiedź na postawione pytanie jest jednoznaczna – TAK. Że definitywnie skończył się czas pozorowanych działań i pustych gestów aroganckiej władzy, argumentacji „nierozdrapywania zabliźnionych ran” i „wyższych racji politycznych”, zakłamania i niedomówień.
Ale czy do końca? Przecież na to samo pytanie odpowiadaliśmy sobie zdecydowanie TAK już w 1989 roku. Zachłysnęliśmy się wtedy odzyskaną niepodległością, tym że mogliśmy o swoich sprawach mówić głośno i otwarcie, nie bać się represji i szykan, których doświadczaliśmy przez dziesięciolecia, pojechać tam, na „nieludzką ziemię”, aby pomodlić się nad grobami Najbliższych, upamiętnić ich tutaj, w Polsce, w różny sposób – od skromnych tablic na cmentarzach i w kościołach, aż po epitafium i urny z ich prochami złożonej w grobach królewskich na Wawelu. Przeżywaliśmy wielkie dni – poświęcenie kamieni węgielnych pod cmentarze przez Ojca Świętego Jana Pawła II i ich uroczyste wmurowanie w Katyniu i Miednoje.
Wydawało się, że spełniają się nasze nadzieje.
Ale po pierwszej euforii temat zaczął powoli powszednieć, a z upływem czasu został przez spadkobierców poprzedniego systemu skutecznie wyciszony, po myśli i w sposób lojalny wobec ich dawnych mocodawców. Bo jak inaczej określić brak efektywnego wsparcia ze strony rządowej dla działań Federacji Rodzin Katyńskich i Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa? Nikomu nie trzeba przypominać, ile dla naszej sprawy zrobili i robią nadal p. min. Andrzej Przewoźnik oraz władze Federacji. Ale pamiętać też trzeba, jakie przeszkody musieli pokonywać w rozmowach z władzami Rosji i Ukrainy, gdzie trafiali na urzędników pośledniego szczebla, kiedy okazywało się, że wcześniejsze ustalenia „wielkiego tego świata” to puste gesty spektakularnej gry politycznej – tej samej brudnej polityki rozgrywanej nad grobami naszych Bliskich nieprzerwanie od 1943 roku.
Na marginesie. Smutne, że argumentów wspierających takie działania dostarczali tej władzy członkowie naszej Rodziny – czyli nasi najbliżsi – bezmyślnymi, a niekiedy wręcz demagogicznymi poczynaniami fundacji „Wdowi Grosz” czy bzdurnym pomysłem innych o budowie symbolicznych cmentarzy w kraju. A są kręgi, które tylko na takie rozwiązanie czekają.
A efekty, by wymienić tylko najważniejsze:
– Ekshumacje udało się zakończyć tylko dzięki determinacji polskich ekip, którym miejscowe władze stwarzały przeszkody wydawało się nie do pokonania…
– Budowa cmentarzy – przebrnięto przez etap uzgodnienia i zatwierdzenia projektu, ale zgoda na rozpoczęcie budowy zależy… od pory roku. W jesieni jest wyznaczana „na wiosnę”, zaś wiosną – „na jesień”. I tak kolejny rok z rzędu, nie mówiąc już o sierpniowych wystąpieniach gubernatora Smoleńska, że nie zgadza się na żadne cmentarze. A Charków – kamienie węgielne dalej czekają na wmurowanie…
– Śledztwo w sprawie zbrodni prowadzone przez Prokuraturę Generalną najpierw wlokło się ślamazarnie, teraz w ogóle zawieszone na czas bliżej nieokreślony…
– Odszkodowania dla rodzin Pomordowanych – precedensowe wnioski w tej sprawie oddalone zostały przez wszystkie instancje sądowe. Mimo wyraźnych wskazań Sądu Najwyższego, polskie MSZ nie podjęło żadnych działań wobec Rosji i Ukrainy. Sprawa zostanie skierowana do Trybunału w Strassburgu – może to akurat dobrze, że właśnie teraz Zbrodnia Katyńska zostanie w ten sposób przypomniana i nagłośniona.
Jestem pełen podziwu dla przedstawicieli władz FRK, że mimo tych wszystkich przeciwności znajdują siłę i zachowują mocne nerwy w swoim, a przecież i w naszym konsekwentnym działaniu. Nie można ich zostawić samych. Musimy się w to teraz wszyscy bardzo mocno włączyć.
Bo jest znowu czas nadziei – naszej nadziei – nadziei, której spełnieniu sami musimy pomóc. Jak? Na pewno odpowiemy sobie na to pytanie podczas grudniowego Zjazdu FRK.
Doświadczenie polityczne, nie tylko młodej demokracji w naszym kraju, uczy, że nowe władze państwowe są w stanie efektywnie coś zdziałać tylko w pierwszych miesiącach swego urzędowania, potem popadają w rutynę i zaczynają myśleć… o nowych wyborach. Wybrani przez nas we wrześniu mają do rozwiązania wiele bardzo poważnych problemów. Naszym zadaniem jest, aby takim ważnym problemem dla naszej nowej władzy była sprawa katyńska – w najszerszym rozumieniu tego słowa. Wraca tytułowe pytanie. Czy możemy mieć nadzieję? Bardzo mocno wierzę, że TAK – ale też dużo zależy od nas samych.
Zakopane, październik 1997
Andrzej Sariusz-Skąpski, prezes Federacja Rodzin Katyńskich (2006–2010), Rodzina Katyńska w Krakowie
Pierwodruk: „Rodowód” 1997, nr 11