Kazanie biskupa polowego Józefa Guzdka (3 września 2012, Twer)

Czło­wiek nie jest bytem przy­pad­ko­wym. Powstał według Boże­go zamy­słu i żyje dzię­ki Bożej pomo­cy. Bóg trosz­czy się o czło­wie­ka. Prze­ja­wem tej tro­ski są m.in. przy­ka­za­nia nada­ne pod Syna­jem. Pierw­sze trzy odno­szą się do Boga, ale kolej­nych sie­dem regu­lu­je wza­jem­ne odnie­sie­nie ludzi. Moj­żesz, prze­ka­zu­jąc je ludo­wi izra­el­skie­mu, pro­sił: „Nic nie doda­cie do tego, co Ja wam naka­zu­ję, i nic z tego nie odej­mie­cie, zacho­wu­jąc naka­zy wasze­go Pana Boga, któ­re na was nakła­dam. (…) Strzeż­cie ich i wypeł­niaj­cie je, bo one są waszą mądro­ścią…” (Pwt 4,2.6).

Bóg przez Jezu­sa Chry­stu­sa potwier­dził pra­wo Sta­re­go Przy­mie­rza, mówiąc: „Dopó­ki nie­bo i zie­mia nie prze­mi­ną, ani jed­na jota, ani jed­na kre­ska nie zmie­ni się w Pra­wie, aż się wszyst­ko speł­ni” (Mt 5,18). Jed­no­cze­śnie w swo­im naucza­niu pod­niósł wyma­ga­nia, wzy­wa­jąc nawet do miło­ści nie­przy­ja­ciół: „Sły­sze­li­ście, że powie­dzia­no: Będziesz miło­wał swe­go bliź­nie­go, a nie­przy­ja­cie­la swe­go będziesz nie­na­wi­dził. A Ja wam powia­dam: Miłuj­cie waszych nie­przy­ja­ciół i módl­cie się za tych, któ­rzy was prze­śla­du­ją; tak będzie­cie syna­mi Ojca wasze­go, któ­ry jest w nie­bie” (Mt 5,43–45). Ponad­to Jezus wyja­śnił, że każ­dy czło­wiek, zwłasz­cza ten naj­słab­szy i potrze­bu­ją­cy pomo­cy, jest moim bliź­nim, któ­re­mu winie­nem oka­zać miłość i miło­sier­dzie. Na prze­strze­ni dzie­jów ludzie róż­nie odno­si­li się do Boga i Jego przy­ka­zań. Już pro­rok Iza­jasz, a póź­niej Jezus z Naza­re­tu zwra­ca­li uwa­gę na to, że wie­lu wpraw­dzie dekla­ru­je miłość i swo­je przy­wią­za­nie do Boga, ale tyl­ko na pozór. Jak­że wymow­ne są sło­wa: „Ten lud czci Mnie war­ga­mi, lecz ser­cem swym dale­ko jest ode Mnie” (Mk 7,7). Nie­rzad­ko ludzie chcie­li sami decy­do­wać, któ­re z przy­ka­zań będą prze­strze­gać, a któ­re nie.

Nie była to jesz­cze naj­gor­sza sytu­acja, w jakiej zna­lazł się czło­wiek. Po okre­sie odej­ścia od Boga i Jego przy­ka­zań, wie­lu się nawra­ca­ło. Mie­li do Kogo wró­cić! Mie­li odnie­sie­nie do świa­ta war­to­ści. Nawró­ce­nie pole­ga­ło na tym, że prze­sta­wa­li być „słu­cha­cza­mi oszu­ku­ją­cy­mi samych sie­bie, ale wpro­wa­dza­li sło­wo w czyn” (por. Jk 1,22).

W XX wie­ku, na „nie­ludz­kiej zie­mi”, zda­rzy­ło się coś bar­dziej dra­ma­tycz­ne­go. Czło­wiek nie tyl­ko odrzu­cił Boże przy­ka­za­nia, ale same­go Boga. Został On wypro­szo­ny, a nawet bru­tal­nie wyrzu­co­ny z życia naro­du i rela­cji mię­dzy­ludz­kich. Wyraź­nym tego dowo­dem było dewa­sto­wa­nie cer­kwi i zamia­na świą­tyń na muzea ate­izmu. Poza­my­ka­ne zosta­ły ośrod­ki życia ducho­we­go: mona­sty­ry i klasz­to­ry, zaś duchow­ni wymor­do­wa­ni lub też wywie­zie­ni na dale­ką Sybe­rię lub bez­kre­sne ste­py Kazach­sta­nu. Jesz­cze na począt­ku XX wie­ku w pra­wo­sław­nym mona­sty­rze w Ostasz­ko­wie na wysep­ce Sto­łob­nyj roz­wi­ja­ło się życie ducho­we. Jed­nak w 1927 roku cały kom­pleks został zamie­nio­ny przez sowiec­kie wła­dze na ośro­dek dla mało­let­nich prze­stęp­ców.

Odej­ście od Boga i odrzu­ce­nie Jego przy­ka­zań zaowo­co­wa­ło pode­pta­niem czło­wie­ka i jego praw. W latach 1939–1940 w Ostasz­ko­wie ist­niał zało­żo­ny przez NKWD obóz dla pol­skich jeń­ców wojen­nych (przy­wie­zio­no tu 8397 osób w listo­pa­dzie 1939 roku i 6570 w kwiet­niu 1940 roku). Po decy­zji z dnia 5 mar­ca 1940 roku jeń­cy byli prze­wo­że­ni do wię­zie­nia Obwo­do­we­go Zarzą­du NKWD w Kali­ni­nie (obec­nie Twer, miej­sce, gdzie wła­śnie jeste­śmy) i tam sys­te­ma­tycz­nie roz­strze­li­wa­ni. Po egze­ku­cji cia­ła zamor­do­wa­nych były grze­ba­ne w Mied­no­je.

Jeste­śmy w dro­dze! Uda­je­my się na gro­by funk­cjo­na­riu­szy Poli­cji Pań­stwo­wej, Kor­pu­su Ochro­ny Pogra­ni­cza, Żan­dar­me­rii Woj­sko­wej, Służ­by Wię­zien­nej, ofi­ce­rów i żoł­nie­rzy Woj­ska Pol­skie­go oraz urzęd­ni­ków pań­stwo­wych. Celem naszej piel­grzym­ki jest modli­twa za pomor­do­wa­nych. Chce­my sta­nąć nad mogi­ła­mi, zapa­lić zni­cze, opo­wie­dzieć o naszym bólu i zapew­nić o pamię­ci. Tyl­ko modli­twa o Boże miło­sier­dzie dla zamor­do­wa­nych jest w sta­nie im pomóc. Ona tak­że nam uła­twi ule­czyć zra­nio­ne uczu­cia i pomo­że w prze­ba­cze­niu wino­waj­com. Modli­twa może osu­szyć nasze łzy.

Jed­nak nie może­my ogra­ni­czyć się tyl­ko do spoj­rze­nia w prze­szłość. Czas naszej piel­grzym­ki to reko­lek­cje w dro­dze. Nie­ja­ko doty­ka­jąc tych miejsc, któ­re były świad­kiem hanieb­nej zbrod­ni, uświa­da­mia­my sobie, że doko­na­li tego ludzie, któ­rzy ze swe­go ser­ca wypę­dzi­li Boga. Oni nie tyl­ko odrzu­ci­li Boże przy­ka­za­nia, ale same­go Boga. A tam, gdzie nie ma Boga, Jego miej­sce zaj­mu­je Zły. Wów­czas z wnę­trza, „z ser­ca ludz­kie­go pocho­dzą złe myśli, nie­rząd, kra­dzie­że, zabój­stwa, cudzo­łó­stwa, chci­wość, prze­wrot­ność, pod­stęp, wyuz­da­nie, zazdrość, obe­lgi, pycha, głu­po­ta” (Mk 7,21–22).

Bra­cia i Sio­stry!

17 sierp­nia 2012 roku byli­śmy świad­ka­mi bez­pre­ce­den­so­we­go wyda­rze­nia. Kościół kato­lic­ki w Pol­sce i rosyj­ski Kościół pra­wo­sław­ny pod­pi­sa­ły wspól­ną dekla­ra­cję wzy­wa­ją­cą do wza­jem­ne­go prze­ba­cze­nia i pojed­na­nia. Ta dekla­ra­cja to pły­ną­cy z ser­ca apel na rzecz przy­szło­ści, poko­ju i spra­wiedliwości. W dużej mie­rze od nas zale­ży, czy ewan­ge­licz­ny zasiew miło­ści wyda wła­ści­wy, ocze­ki­wa­ny plon. Ufa­my, że ci, któ­rych bli­scy spo­czy­wa­ją we wspól­nych mogi­łach w Katy­niu i Mied­no­je oraz wie­lu innych miej­scach, mogą nale­żeć do tych, któ­rzy praw­dę o prze­ba­cze­niu i pojed­na­niu naj­pierw przyj­mą w swo­ich ser­cach, a potem będą ją wpro­wa­dzać na wszyst­kie pozio­my życia spo­łecz­ne­go. To my, nie­ja­ko doty­ka­jąc miejsc zbrod­ni, pamię­ta­jąc o naszych naj­bliż­szych, zamę­czo­nych w nie­zwy­kle okrut­ny spo­sób, może­my ape­lo­wać o wyrze­cze­nie się zemsty i nie­na­wi­ści oraz uczest­ni­czyć w budo­wa­niu zgo­dy i bra­ter­stwa pomię­dzy ludź­mi, pomię­dzy naszy­mi naro­da­mi.

W prze­sła­niu zosta­ło pod­kre­ślo­ne, że „trwa­łe pojed­na­nie, jako fun­da­ment poko­jo­wej przy­szło­ści może się doko­nać jedy­nie w opar­ciu o peł­ną praw­dę o naszej wspól­nej prze­szło­ści”. Potrzeb­na jest więc dobra wola, zmie­rza­ją­ca do wyja­śnie­nia tego, co dotych­czas było skrzęt­nie ukry­wa­ne. „Pozna­cie praw­dę, a praw­da was wyzwo­li” (J 8,32). Tyl­ko praw­da może uwol­nić nasze dusze od demo­nów podej­rzeń i oskar­żeń. Jed­nym z zewnętrz­nych zna­ków wej­ścia na dro­gę praw­dy powin­no być otwar­cie na oścież archi­wów. W prze­strze­ni publicz­nej powin­ny być widocz­ne odno­wio­ne i zadba­ne cmen­ta­rze ofiar nie­ludz­kie­go sys­te­mu oraz inne zna­ki upa­mięt­nia­ją­ce zdep­ta­ne­go czło­wie­ka.

My, jako chrze­ści­ja­nie, musi­my jed­nak iść jesz­cze głę­biej. Aby prze­ba­cze­nie i pojed­na­nie mia­ły miej­sce, potrze­ba nade wszyst­ko wewnętrz­nej prze­mia­ny czło­wie­ka, jego nawró­ce­nia. To zaś jest moż­li­we jedy­nie przez przy­ję­cie Jezu­sa Chry­stu­sa, któ­ry jest naszym poko­jem i pojed­na­niem (por. Ef 2,14; Rz 5,11). Tyl­ko On może ule­czyć nasze pora­nio­ne ser­ca. Prze­ba­cze­nie, któ­re­go uczy nas Jezus, nie jest zaprze­cze­niem złych czy­nów, ale uczest­nic­twem w uzdra­wia­ją­cej i prze­mie­nia­ją­cej miło­ści Boga, któ­ry jed­na i odna­wia.

Boga nie moż­na bez­kar­nie wypro­sić z dzie­jów ludzi i naro­dów. Tam, gdzie negu­je się Jego obec­ność i Jego pra­wa, osta­tecz­nie prze­gry­wa czło­wiek. Oby Bóg powró­cił z wygna­nia do naszych serc, wspól­not rodzin­nych i naro­do­wych.

Daj­my Bogu należ­ne miej­sce w naszym życiu, aby świat wokół nas był lep­szy i pięk­niej­szy. Pozwól­my Bogu być Panem prze­szło­ści, teraź­niej­szo­ści i przy­szło­ści.

Cytat za: „Rodo­wód Rodzin Katyń­skich. Biu­le­tyn Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich” 2011–2012, numer tema­tycz­ny: Bykow­nia 2012