Usłyszane przed chwilą przez nas czytania mszalne w tej niezwykłej scenerii Wojennego Cmentarza w Miednoje nabierają szczególnego znaczenia. Świadczą o ich wiecznej aktualności, są dla nas z jednej strony przestrogą, z drugiej zaś zachętą: „słuchaj praw i nakazów, które uczę was wypełniać, abyście żyli. (…) Nic nie dodacie do tego, co ja wam nakazuję, i nic z tego nie odejmiecie, zachowując nakazy Pana, Boga waszego, które na was nakładam. Strzeżcie ich i wypełniające je, bo one są waszą mądrością i umiejętnością w oczach narodów”.
Nie byłoby tego miejsca, gdyby zachowywano przykazania nadane przez Boga na Synaju. A wśród dziesięciu przykazań jest to: „Nie zabijaj”.
Polscy jeńcy wojenni, policjanci, funkcjonariusze Straży Granicznej, Służby Więziennej, żołnierze Żandarmerii i Korpusu Ochrony Pogranicza zostali przetransportowani z obozów etapowych do Ostaszkowa. Jak wiemy było ich wielu: około 6300 więźniów. Wszyscy oni przeżywali wielki dramat. Poszli na front, wypełniając rozkaz czy polecenie. Pozostawili w domu swoich rodziców, żony i dzieci. Targał nimi niepokój: co z bliskimi? Czy żyją, jak sobie radzą w wojennych warunkach? Kto opiekuje się starszymi i chorymi rodzicami? Czy dziecko, które nosiła w swym łonie żona, narodziło się zdrowe? Kiedy będą mogli zobaczyć najbliższych?
W przetrwaniu koszmaru obozowego życia i wielkiego niepokoju bliskich pomagała modlitwa, ta osobista i ta wspólnotowa. W zdecydowanej większości byli to ludzie wierzący: katolicy, prawosławni, żydzi, muzułmanie. Niestety poza modlitwą nic nie mogli zrobić dla swoich rodzin. „Wiara pozwalała przetrwać najtrudniejsze chwile w obozie” – zapisali w książce o innych obozie tego czasu autorzy książki o Starobielsku (Wanda Krystyna Roman i Jędrzej Tucholski).
Przebywając w klasztorze w Ostaszkowie, poprzez modlitwę i refleksję dotkniemy dramatu, uwięzionych, skazanych na bardzo trudne warunki, głód, zimno, brak opieki medycznej, terror i strach…
Wszyscy oni zostali skazani na śmierć. Rano na apelu w Ostaszkowie wyczytywano skazanych. Odnosili oni sienniki do cerkwi i tam byli poddawani rewizji. Więźniów ustawiano w czwórki i wyprowadzano z obozu. Następnie pociągiem przewożono do stacji w Kalininie. Karetką więzienną przewożono ich do Zarządu Obwodowego NKWD i trzymano do zmroku w celach, w podziemiach budynku. Skazanych przyprowadzano do jednego z pomieszczeń piwnicznych, sprawdzano personalia, przeprowadzano do celi śmierci wyłożonej wojłokiem i tam mordowano strzałem w tym głowy. Zwłoki wynoszono na dziedziniec i układano w samochodach osobowych. O świcie (był to już następny dzień) samochody w kolumnie ruszały do tego miejsca (do Miednoje). Zwłoki zrzucano do przygotowanego dołu o głębokości trzech-czterech metrów. Koparka zasypywała jamę i przygotowywała wykop na następny dzień. Rozstrzeliwania trwały od 4 do 22 maja 1940 roku.
To wszystko działo się w tym miejscach, w których byliśmy wczoraj i dzisiaj.
Wśród tych, którzy tego doświadczyli, był m.in. posterunkowy Władysław Imiołek, z niewielkiej wsi leżącej w Beskidzie Wyspowym, w mojej rodzinnej miejscowości. Wezwany poleceniami przełożonych udał się na wschód, do miejsca zbiórki. Nie wrócił już nigdy do żony i dzieci. Bliscy daremnie poszukiwali jakichkolwiek o nim wiadomości. W wiosce pozostała żona i syn niepełnosprawny, któremu nie było łatwo w życiu. Dopiero w 2007 roku rodzina dowiedziała się, że tutaj został wrzucony do dołu śmierci. Śp. Władysław Imiołek spoczywa na tym Wojskowym Cmentarzu otoczony pamięcią i modlitwą przybywających do tego miejsca. Po tej mszy świętej stanę w zadumie i modlitwie nad miejscem, gdzie znajduje się tabliczka z jego imieniem i nazwiskiem.
Na tym cmentarzu spoczywa około 6300 jeńców z Ostaszkowa. To taka liczba osobistych tragedii. Ale trzeba ją przemnożyć przez liczbę rodziców, żon, dzieci przyjaciół i znajomych. Ich potomkowie nie mogą przybyć do tego miejsca, by się pomodlić, stanąć nad symbolicznym grobem oznaczonym tabliczką w geście zadumy. Za nich my mamy to uczynić.
Chrystus powiedział w Ewangelii: „Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym”.
Myślimy o ówczesnym systemie, który dał polecenie straszliwego mordu w tym miejscu, o ludziach, którzy byli katami w tym miejscu. Zło zrodziło się w ich sercu, złe myśl przyoblekły się w czyn, którego rozmiar i skutki przerażają w tym miejscu.
Dźwięk dzwonu, który wydobywa się na tym Wojennym Cmentarzu spod ziemi, jakby z grobów woła o nas o chrześcijańską modlitwę za pomordowanych, o pokój i o sprawiedliwość na świecie.
Woła także o to, abyśmy sami czuwali nas swoim sercem, kształtowali je w szkole Ewangelii, aby w nim rodziły się tylko dobre myśli i pragnienia.
Reszta niech będzie milczeniem.
Pierwodruk: „Rodowód Rodzin Katyńskich. Biuletyn Federacji Rodzin Katyńskich” 2018