Szanowny Panie Prezydencie,
Kochana Rodzino Katyńska,
Szanowni Goście!
Znowu jest kwiecień. 71 lat temu w tym miejscu słychać było strzały bestialskich egzekucji na polskich jeńcach wojennych, przywiezionych z obozu w Kozielsku. W kazamatach Charkowa i Tweru ginęli wtedy więźniowie Starobielska i Ostaszkowa. Po trzech latach, w kwietniu 1943 ziemia odsłoniła straszliwą tajemnicę – lecz zamiast zwycięstwa prawdy, zaczęło się katyńskie kłamstwo.
Mówimy, że w Zbrodni Katyńskiej zmieciono kwiat polskich elit. Czy razem z ocalałymi dwudziestoma dwoma tysiącami tych ludzi Polska uniknęłaby hańby PRLu z wpisanymi w konstytucję uzależnieniem od totalitarnego sąsiada i z przewodnią rolą jednej partii? Czy dwadzieścia dwa tysiące wojskowych i policjantów, prawników i lekarzy, poetów i księży, artystów i urzędników, nauczycieli szkolnych i wykładowców akademickich wystarczyłoby, aby zmienić wyrok historii?
Ryzykowne jest stawianie takich pytań i budowanie hipotez. Tutaj, w Katyniu, w Miednoje, w Charkowie, w Bykowni i w tych nieznanych jeszcze miejscach mordu zwyciężyła siła. Sprawcy zbrodni wierzyli, że to wystarczy.
Znowu jest kwiecień. Tam, w głębi lasu żeliwne płyty przykrywają ślady po dołach śmierci. Na bramie pamięci widnieją nazwiska Ofiar. Pod tabliczkami epitafijnymi płoną dzisiaj znicze i złożyliśmy polskie kwiaty. Mój bukiet wiozłam z krakowskiego Rynku. Każda tabliczka to człowiek, każda tabliczka to rodzina, przechowująca w sercu ranę.
Szanowny Panie Prezydencie!
Pańska obecność nadaje naszej pielgrzymce najwyższą rangę i jest pięknym gestem. Dziękujemy. Ale i Pan, jako mąż stanu, i my, Rodziny Katyńskie, wiemy, że doraźne, nawet najpiękniejsze gesty szybko przemijają, a do podręczników historii trafiają tylko fakty.
A te fakty to pełna dokumentacja katyńskiego mordu. Nie tylko akta współczesnego śledztwa, jakie podjęli gospodarze tej ziemi. To archiwalne już dzisiaj teczki osobowe naszych Bliskich, których wtedy, jesienią 1939 i zimą 1940 roku przesłuchiwano w obozach, a potem zabito bez sądu. Fakty to lista brakujących nazwisk i miejsc: gdzie ci ludzie zginęli i gdzie zepchnięto Ich do dołów śmierci? Czekamy i wierzymy, że dzień ostatecznego pokonania kłamstwa katyńskiego jest już bliski. Do ostatniego nazwiska. Do ostatniej tabliczki.
Rok temu podziemny dzwon oniemiał, kiedy na Polski Cmentarz Wojenny w Katyniu dotarła wiadomość o tragedii smoleńskiej. Na uroczystości nie dotarła delegacja prezydencka, nie dotarła garstka przedstawicieli Rodzin Katyńskich; zginęli wraz z tymi, którzy tego dnia służyli Rzeczypospolitej swoją pracą – z załogą TU-154, z oficerami ochrony…
Godzi się wymienić przynajmniej jedno nazwisko spomiędzy 96 ofiar katastrofy. Do katyńskiego lasu jechał Andrzej Przewoźnik. Ujawnianiu prawdy o Katyniu podporządkował pasję naukowca, a upamiętnianiu mordu na polskich jeńcach wojennych oddał lata pracy jako urzędnik Państwa Polskiego. Osierocił nie tylko Żonę i Córki, osierocił także nas, Rodziny Katyńskie, które zapamiętają Go jako budowniczego cmentarzy. Andrzej zaraził się od nas determinacją, a my czerpaliśmy z Niego siłę.
Dla naszych Dziadków, którzy tutaj leżą, dla pamięci katyńskich Wdów, które dziesięciolecia czekały na próżno, dla pokolenia dzieci katyńczyków, przed siedemdziesięciu jeden laty osieroconych, a dzisiaj już seniorów – my, wnuki i prawnuki, jesteśmy tutaj dzisiaj i będziemy tu wracali.
Jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie…
Cytat za: „Rodowód Rodzin Katyńskich. Biuletyn Federacji Rodzin Katyńskich” 2011–2012, numer tematyczny: Bykownia 2012