Wystąpienie prezes zarządu Federacji Rodzin Katyńskich Izabelli Sariusz-Skąpskiej (11 kwietnia 2011, Katyń)

Sza­now­ny Panie Pre­zy­den­cie,
Kocha­na Rodzi­no Katyń­ska,
Sza­now­ni Goście!

Zno­wu jest kwie­cień. 71 lat temu w tym miej­scu sły­chać było strza­ły bestial­skich egze­ku­cji na pol­skich jeń­cach wojen­nych, przy­wie­zio­nych z obo­zu w Koziel­sku. W kaza­ma­tach Char­ko­wa i Twe­ru ginę­li wte­dy więź­nio­wie Sta­ro­biel­ska i Ostasz­ko­wa. Po trzech latach, w kwiet­niu 1943 zie­mia odsło­ni­ła strasz­li­wą tajem­ni­cę – lecz zamiast zwy­cię­stwa praw­dy, zaczę­ło się katyń­skie kłam­stwo.

Mówi­my, że w Zbrod­ni Katyń­skiej zmie­cio­no kwiat pol­skich elit. Czy razem z oca­la­ły­mi dwu­dzie­sto­ma dwo­ma tysią­ca­mi tych ludzi Pol­ska unik­nę­ła­by hań­by PRLu z wpi­sa­ny­mi w kon­sty­tu­cję uza­leż­nie­niem od tota­li­tar­ne­go sąsia­da i z prze­wod­nią rolą jed­nej par­tii? Czy dwa­dzie­ścia dwa tysią­ce woj­sko­wych i poli­cjan­tów, praw­ni­ków i leka­rzy, poetów i księ­ży, arty­stów i urzęd­ni­ków, nauczy­cie­li szkol­nych i wykła­dow­ców aka­de­mic­kich wystar­czy­ło­by, aby zmie­nić wyrok histo­rii?

Ryzy­kow­ne jest sta­wia­nie takich pytań i budo­wa­nie hipo­tez. Tutaj, w Katy­niu, w Mied­no­je, w Char­ko­wie, w Bykow­ni i w tych nie­zna­nych jesz­cze miej­scach mor­du zwy­cię­ży­ła siła. Spraw­cy zbrod­ni wie­rzy­li, że to wystar­czy.

Zno­wu jest kwie­cień. Tam, w głę­bi lasu żeliw­ne pły­ty przy­kry­wa­ją śla­dy po dołach śmier­ci. Na bra­mie pamię­ci wid­nie­ją nazwi­ska Ofiar. Pod tablicz­ka­mi epi­ta­fij­ny­mi pło­ną dzi­siaj zni­cze i zło­ży­li­śmy pol­skie kwia­ty. Mój bukiet wio­złam z kra­kow­skie­go Ryn­ku. Każ­da tablicz­ka to czło­wiek, każ­da tablicz­ka to rodzi­na, prze­cho­wu­ją­ca w ser­cu ranę.

Sza­now­ny Panie Pre­zy­den­cie!

Pań­ska obec­ność nada­je naszej piel­grzym­ce naj­wyż­szą ran­gę i jest pięk­nym gestem. Dzię­ku­je­my. Ale i Pan, jako mąż sta­nu, i my, Rodzi­ny Katyń­skie, wie­my, że doraź­ne, nawet naj­pięk­niej­sze gesty szyb­ko prze­mi­ja­ją, a do pod­ręcz­ni­ków histo­rii tra­fia­ją tyl­ko fak­ty.

A te fak­ty to peł­na doku­men­ta­cja katyń­skie­go mor­du. Nie tyl­ko akta współ­cze­sne­go śledz­twa, jakie pod­ję­li gospo­da­rze tej zie­mi. To archi­wal­ne już dzi­siaj tecz­ki oso­bo­we naszych Bli­skich, któ­rych wte­dy, jesie­nią 1939 i zimą 1940 roku prze­słu­chi­wa­no w obo­zach, a potem zabi­to bez sądu. Fak­ty to lista bra­ku­ją­cych nazwisk i miejsc: gdzie ci ludzie zgi­nę­li i gdzie zepchnię­to Ich do dołów śmier­ci? Cze­ka­my i wie­rzy­my, że dzień osta­tecz­ne­go poko­na­nia kłam­stwa katyń­skie­go jest już bli­ski. Do ostat­nie­go nazwi­ska. Do ostat­niej tablicz­ki.

Rok temu pod­ziem­ny dzwon onie­miał, kie­dy na Pol­ski Cmen­tarz Wojen­ny w Katy­niu dotar­ła wia­do­mość o tra­ge­dii smo­leń­skiej. Na uro­czy­sto­ści nie dotar­ła dele­ga­cja pre­zy­denc­ka, nie dotar­ła garst­ka przed­sta­wi­cie­li Rodzin Katyń­skich; zgi­nę­li wraz z tymi, któ­rzy tego dnia słu­ży­li Rze­czy­po­spo­li­tej swo­ją pra­cą – z zało­gą TU-154, z ofi­ce­ra­mi ochro­ny…

Godzi się wymie­nić przy­naj­mniej jed­no nazwi­sko spo­mię­dzy 96 ofiar kata­stro­fy. Do katyń­skie­go lasu jechał Andrzej Prze­woź­nik. Ujaw­nia­niu praw­dy o Katy­niu pod­po­rząd­ko­wał pasję naukow­ca, a upa­mięt­nia­niu mor­du na pol­skich jeń­cach wojen­nych oddał lata pra­cy jako urzęd­nik Pań­stwa Pol­skie­go. Osie­ro­cił nie tyl­ko Żonę i Cór­ki, osie­ro­cił tak­że nas, Rodzi­ny Katyń­skie, któ­re zapa­mię­ta­ją Go jako budow­ni­cze­go cmen­ta­rzy. Andrzej zara­ził się od nas deter­mi­na­cją, a my czer­pa­li­śmy z Nie­go siłę.

Dla naszych Dziad­ków, któ­rzy tutaj leżą, dla pamię­ci katyń­skich Wdów, któ­re dzie­się­cio­le­cia cze­ka­ły na próż­no, dla poko­le­nia dzie­ci katyń­czy­ków, przed sie­dem­dzie­się­ciu jeden laty osie­ro­co­nych, a dzi­siaj już senio­rów – my, wnu­ki i pra­wnu­ki, jeste­śmy tutaj dzi­siaj i będzie­my tu wra­ca­li.

Jeśli zapo­mnę o nich, Ty, Boże na nie­bie, zapo­mnij o mnie…

Cytat za: „Rodo­wód Rodzin Katyń­skich. Biu­le­tyn Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich” 2011–2012, numer tema­tycz­ny: Bykow­nia 2012