Szanowny Panie Prezydencie,
Dostojni Goście,
Drogie Rodziny Katyńskie!
Jesienią 1940 roku do kijowskiego więzienia przyjechał transport ze Lwowa. Wśród polskich więźniów była Beata Obertyńska. Zapisała ten moment:
To kolos ta kijowska tiurma! Podwórza, dziedzińce, korytarze, mury, bramy, sklepione sienie i znowu dziedzińce, korytarze, podwórza. Pędzą nas pod jakiś budynek i zatrzymują. Wiatru się tu już nie czuje, tylko zimno idzie od brukowanego kamieniami podwórza. Wywołują nas nazwiskami. Zatem strach, aby nie rozdzielono nas z tymi, z którymi jedziemy ze Lwowa. Nigdy się nie wie, co zdecyduje o doborze takiej grupy. Może istotnie tylko przypadek i kolejność byle jak złożonych kopert z aktami, które idą razem z nami transportem. Ale nie! Na szczęście nie rozdzielają nas. (…) Prowadzą w korytarz tak wąski jak korytarz w pociągu i pocięty tak samo małymi drzwiczkami jak te od przedziałów. Żołnierz zatrzymuje się przed jednymi z nich, otwiera je w zupełną ciemność…
Polska poetka nie wiedziała, że w kijowskim więzieniu i innych więzieniach Ukrainy przed paroma miesiącami ginęli obywatele Rzeczypospolitej, jeńcy wojenni, bez sądu skazani na śmierć osławionym rozkazem z 5 marca 1940 roku. W zbrodniczym systemie komunistycznym nie było miejsca na przypadek, a o ludzkim losie nie decydowała kolejność rzuconych byle jak teczek z aktami. Nieprzypadkowe były zbrodnie, przemyślane było kłamstwo i perfidne zacieranie śladów przez dziesięciolecia. Ziemię przekopywano, ciężki sprzęt miażdżył szczątki, metodycznie niszczono dowody.
W lesie w Bykowni stąpamy po śladach gigantycznej tragedii mieszkańców tej ziemi. Wielki Terror 1937 roku pochłonął miliony ofiar, a tutaj spoczęły szczątki dziesiątków tysięcy. Należeli do różnych narodów i wyznawali różną religię. Od lat pielgrzymujących do Bykowni spotykają drzewa owinięte barwnymi „rucznikami”, a obok tabliczki przywiezione przez rodziny pomordowanych. Ten las ma wiele twarzy: ze starych fotografii spoglądają kobiety i mężczyźni, których zamęczono na tej ziemi. Czytamy ich imiona i biografie: Emma, matka trojga dzieci, Anastazja, nauczycielka, której tabliczkę dedykował syn, January, reżyser, Władimir, sprzedawca w księgarni, Jurij, osierocił dwóch małych synków, Oleksij, aktor… Tysiące biografii i wspólny los: skazani przez „trójkę”, rozstrzelani, pochowali w Bykowni…
Potem, wiosną 1940 roku, w Bykowni rozegrał się jeden z tragicznych rozdziałów Zbrodni Katyńskiej. Od lat dzieci i wnuki ofiar przywoziły tu z Polski kwiaty i wiązały na drzewach biało-czerwone wstążki. Są tutaj w lesie także polskie tabliczki, z których płyną słowa miłości i tęsknoty. Dzisiaj imiona obywateli Rzeczypospolitej, Ofiar Zbrodni Katyńskiej, przemówiły głosem mocnym niczym granit. 3435 nazwisk wykuto w kamieniu na dowód, że pamięć silniejsza jest niż kłamstwo. 3435 historii polskich jeńców wojennych. 3435 losów ich rodzin.
W ciszy bykowniańskiego lasu słychać cierpienie. Od dzisiaj stoimy tutaj na poświęconej ziemi, na Polskim Cmentarzu Wojennym, czwartym cmentarzu katyńskim. Niechaj modlitwy pielgrzymów uciszą ten las i przyniosą ukojenie rodzinom.
Cytat za: „Rodowód Rodzin Katyńskich. Biuletyn Federacji Rodzin Katyńskich” 2011–2012, numer tematyczny: Bykownia 2012