„Skażone krajobrazy są wszędzie. Europa Środkowa, Środkowo-Wschodnia, Południowa – niezależnie od nazwy wszystkie części naszego kontynentu są nimi pokryte, niektóre (…) zdobyły smutną sławę. Odkopano tam kilka grobów, wydobyto resztki ciał, niektóre nawet zidentyfikowano, tu i ówdzie po latach postawiono dla upamiętnienia monumenty. Większość takich miejsc pozostaje jednak nadal nieznana. Wiemy, że są, ale nie znamy ich dokładnego położenia. Te groby być może już nigdy nie zostaną odnalezione. Zmarli pozostaną zatem anonimowi, pozbawieni własnej twarzy i nazwiska, historii. Sterta kości, nic więcej”.
Smutna jest zacytowana wyżej refleksja autorstwa Martina Pollacka, niezmordowanego poszukiwacza śladów trudnej historii. Pośród „skażonych krajobrazów” wymienia on wiele miejsc Europy, a Katyń jest jednym z pierwszych na długiej liście. Bo ta złowrogo brzmiąca nazwa odsyła do różnych tematów historii ukrywanej, zakłamanej, nie do końca poznanej. Naszej historii. Katyń – cytując słowa austriackiego pisarza – też okryty jest cieniem i smutną sławą. Katyń to groby i resztki ciał. Katyń to częściowa identyfikacja ofiar i wiele znaków zapytania dotyczących tych, których nazwisk i miejsc pochówku nie znamy. Jak ciągle bezimienne Kuropaty.
Ale Katyń to także wiele świadectw zwycięstwa prawdy nad kłamstwem, światła nad ciemnością. To Polskie Cmentarze Wojenne w Katyniu, Charkowie, Miednoje i Bykowni. To biblioteki pełne książek o tym tragicznych rozdziale i setki świadectw rodzin.
To wreszcie Muzeum Katyńskie.
Miejsce, gdzie spoczęły nasze rodzinne historie i materialne ślady po naszych Bliskich. Te najcenniejsze: wydobyte z dołów śmierci przez niegdysiejszą Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, przez zespoły profesorów Mariana Głoska i Andrzeja Koli, przez profesor Magdalenę Blombergową. Wspominamy sekretarza ROPWiM Andrzeja Przewoźnika.
Nie jesteśmy tutaj gośćmi, bo wszak te mury zabezpieczają nasze, Rodzin Katyńskich, dziedzictwo. Byliśmy świadkami tworzenia tej ekspozycji, dopominając się o nasz punkt widzenia. Prezesi Federacji Rodzin Katyńskich – Włodzimierz Dusiewicz, Andrzej Sariusz-Skąpski i ja, kolejne rady i zarządy bombardowały kolejnych ministrów obrony narodowej i dyrektorów Muzeum Wojska Polskiego, dopominając się o godne, czytelne i trwałe zabezpieczenie depozytu Rodzin Katyńskich. Różnie bywało. Od 2009 roku ze zmiennym szczęściem uczestniczyliśmy w przygotowaniu zasad konkursu na projekt nowej ekspozycji, ocenialiśmy nadesłane prace i walczyliśmy o werdykt, a potem o scenariusz i jego realizację. Chylę czoła przed mądrością Krystyny Zachwatowicz-Wajdowej, która służyła nam fachową pomocą i dobrą radą. Pan Andrzej Wajda kibicował nam na kolejnych etapach przygotowań.
Nie wszystko udało się zrealizować. Można twierdzić, że założenia gigantycznego scenariusza autorstwa profesora Andrzeja Krzysztofa Kunerta, wspartego benedyktyńską pracą dr. Mateusza Zemli i Marcina Śliwińskiego, wielokrotnie przekraczały przestrzeń, którą mieli do zapełnienia. Ale można też przypomnieć, że niektóre wątki zrealizowano pobieżnie, zaledwie w iluś procentach, bo – jak zwykle – zabrakło czasu i cierpliwości. O innych czynnikach (materialnych i ludzkich) zmilczę. Oba te punkty widzenia są prawdziwe i stanowią wyzwanie dla obecnych i przyszłych Pracowników Muzeum Katyńskiego.
Jako Rodziny Katyńskie dobrze wiemy, że wielkie słowa, jakie tutaj padają przy uroczystościach, dodają Państwu otuchy. Ale słowa wybrzmiewają, a zostaje codzienność.
To bardzo dobrze, że macie Państwo nieocenioną pomoc, jaką jest przypisanie naszego Muzeum do kategorii placówek chroniących pamięć o wojennej martyrologii obywateli Rzeczypospolitej. Właściwa ranga stawia Muzeum Katyńskie w szeregu instytucji, których przesłanie nigdy nie ulegnie przedawnieniu.
W imieniu środowiska Rodzin Katyńskich deklaruję, że – chciani czy niechciani – jesteśmy zawsze przy Was. Możecie do nas dzwonić i pisać, możecie nas zapraszać do pomocy i nadal korzystać z naszego doświadczenia. Być może jako Federacja Rodzin Katyńskich doczekamy nawet spełnienia wielokrotnie powtarzanej obietnicy Gospodarzy, że na Cytadeli Warszawskiej znajdzie się miejsce także dla naszej, symbolicznej siedziby. W praktyce chodzi o dużą szafę na gromadzone od 1989 archiwalia.
Ale nie to jest najważniejsze. Najważniejszy jest bezpieczny dom dla dziedzictwa Ofiar Zbrodni Katyńskiej. To tutaj – żeby raz jeszcze posłużyć się metaforą Martina Pollacka – ze „skażonego krajobrazu” Katynia, Charkowa, Miednoje i Bykowni przywieziono święty depozyt. Dzięki tysiącom przedmiotów, dzięki sile świadectwa Rodzin nasi Bliscy nie są (jak pisał austriacki badacz) „anonimowi, pozbawieni własnej twarzy i nazwiska”.
Pamiętajmy o nich!
Pierwodruk: „Rodowód Rodzin Katyńskich. Biuletyn Federacji Rodzin Katyńskich” 2018