Wystąpienie Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Bronisława Komorowskiego (11 kwietnia 2011, Katyń)

Sza­now­ni Pań­stwo,

Byli­śmy już tutaj razem po wie­lo­kroć.  Pamię­tam ten jesien­ny wie­czór 1989 roku, gdy byłem tu po raz pierw­szy z pre­mie­rem Tade­uszem Mazo­wiec­kim, z któ­rym jestem rów­nież dzi­siaj tutaj razem.

Się­gam pamię­cią do roku 1990, kie­dy w kwiet­niu po obję­ciu funk­cji wice­mi­ni­stra obro­ny naro­do­wej do spraw wycho­waw­czych swo­ją pierw­szą podróż, swój pierw­szy wyjazd, swo­ją pierw­szą piel­grzym­kę odby­łem tutaj, do Katy­nia. Dla­te­go w ramach tych samych spo­tkań modli­tew­nych, tych samych piel­grzy­mek, bo potem były tak­że i z Sej­mu, gdy peł­ni­łem funk­cję mar­szał­ka izby niż­szej, prze­cież też mie­li­śmy masę wspól­nych wspo­mnień. Jest jed­nak czas na pew­ne pod­su­mo­wa­nia, bo prze­cież mija Rok Katyń­ski przy­ję­ty w uchwa­le sej­mo­wej.

Sza­now­ni Pań­stwo,

Skła­nia­my dziś gło­wy w zadu­mie i modli­twie w miej­scu kaź­ni ofiar zbrod­ni katyń­skiej. Skła­nia­my je przed gro­ba­mi pol­skich ofi­ce­rów, poli­cjan­tów, funk­cjo­na­riu­szy służ­by gra­nicz­nej i służ­by wię­zien­nej, duchow­nych i urzęd­ni­ków pol­skie­go pań­stwa – jeń­ców wojen­nych zgła­dzo­nych pod­stęp­nie bez pro­ce­sów i pra­wa do obro­ny.

W zadu­mie i modli­twie skła­nia­my gło­wy tak­że przed doła­mi śmier­ci skry­to zamor­do­wa­nych rów­nie bestial­sko Rosjan, Ukra­iń­ców, Bia­ło­ru­si­nów. Las katyń­ski jest bowiem nie­mym świad­kiem tego, że sys­tem sta­li­now­ski był okrut­ny tak­że dla swych wła­snych oby­wa­te­li.

Każ­dy z tych gro­bów ukry­wa w sobie indy­wi­du­al­ny los ludz­ki, jakiś los czło­wie­ka. Rado­ści i tro­ski, nadzie­je i marze­nia każ­de­go poje­dyn­cze­go życia, a tak­że tęsk­no­tę za bli­ski­mi, nie­po­kój o zosta­wio­ną dale­ko Ojczy­znę i rodzi­nę. Skry­wa też tra­gizm tej ostat­niej chwi­li, w któ­rej każ­da z osób uwię­zio­nych, odłą­czo­na od swych kole­gów i towa­rzy­szy nie­do­li, sta­nę­ła, czu­jąc na kar­ku stal, zim­no lufy, sam na sam ze swy­mi sowiec­ki­mi opraw­ca­mi i tyl­ko z Panem Bogiem patrzą­cym na to z góry.

Sta­jąc tu dziś przed tymi gro­ba­mi, chciał­bym naj­pierw przy­wo­łać sło­wa z nie­wy­gło­szo­ne­go prze­mó­wie­nia moje­go poprzed­ni­ka, śp. pre­zy­den­ta Lecha Kaczyń­skie­go, któ­ry zgi­nął tra­gicz­nie w dro­dze do Katy­nia 10 kwiet­nia 2010. W prze­mó­wie­niu tym nakre­ślił on jak­by pano­ra­mę losów pol­skich od pak­tu Ribbentrop–Mołotow, przez losy woj­ny i udział w niej Pola­ków aż po jej gorz­ki dla nas koniec i lata powo­jen­ne, zna­czo­ne trwa­niem kłam­stwa katyń­skie­go. W zakoń­cze­niu tego prze­mó­wie­nia pan pre­zy­dent Lech Kaczyń­skich pisał:

Tra­ge­dia Katyń­ska i wal­ka z kłam­stwem katyń­skim to doświad­cze­nie waż­ne dla kolej­nych poko­leń Pola­ków. To część naszej histo­rii. Naszej pamię­ci i naszej toż­sa­mo­ści. To jed­nak tak­że część histo­rii całej Euro­py, świa­ta. To prze­sła­nie doty­czą­ce każ­de­go czło­wie­ka i wszyst­kich naro­dów. Doty­czą­ce i prze­szło­ści, i przy­szło­ści ludz­kiej cywi­li­za­cji. Zbrod­nia Katyń­ska już zawsze będzie przy­po­mi­nać o groź­bie znie­wo­le­nia i znisz­cze­nia ludzi i naro­dów. O sile kłam­stwa. Będzie jed­nak tak­że świa­dec­twem tego, że ludzie i naro­dy potra­fią – nawet w cza­sach naj­trud­niej­szych – wybrać wol­ność i obro­nić praw­dę.

Dro­dzy Pań­stwo!

Skup­my raz jesz­cze naszą uwa­gę na tym, co sta­no­wi­ło cha­rak­ter i isto­tę zbrod­ni katyń­skiej. A tak­że na tym, dla­cze­go na tak dłu­go i tak moc­no pora­ni­ła ona nasze naro­dy – naród pol­ski i rosyj­ski.

W zamia­rach Sta­li­na i jego towa­rzy­szy, któ­rzy wła­sno­ręcz­ny­mi pod­pi­sa­mi, łamiąc wszel­kie pra­wa woj­ny, wyda­li ten hanieb­ny i nie­go­dzi­wy wyrok, celem było znisz­cze­nie wiel­kiej czę­ści pol­skiej eli­ty pań­stwo­wej. Tak napi­sa­no w decy­zji: „zatwar­dzia­łych i nie­ro­ku­ją­cych popra­wy wro­gów wła­dzy sowiec­kiej”. Była to — jak pisał wyłą­czo­ny w ostat­niej chwi­li z trans­por­tu śmier­ci pro­fe­sor Uni­wer­sy­te­tu Wileń­skie­go Sta­ni­sław Swia­nie­wicz — część „akcji oczysz­cza­ją­cej przed­po­la do dal­szej eks­pan­sji impe­ria­li­zmu sowiec­kie­go”.

Sta­li­now­scy opraw­cy pogwał­ci­li pra­wa i kon­wen­cje cywi­li­zo­wa­ne­go świa­ta. Wymor­do­wa­li w okrut­ny spo­sób wzię­tych do nie­wo­li jeń­ców, a ich cia­ła zepchnę­li do nie­ozna­ko­wa­nych i wykre­ślo­nych z mapy i z ludz­kiej pamię­ci dołów śmier­ci. A kie­dy doły zosta­ły odkry­te i poka­za­ne świa­tu przez Hitle­ra, nie­daw­ne­go sojusz­ni­ka Sta­li­na, ten nie tyl­ko wyparł się zbrod­ni, ale Pol­skę, upo­mi­na­ją­cą się o uczci­we mię­dzy­na­ro­do­we śledz­two, oskar­żył o współ­pra­cę z III Rze­szą i zerwał sto­sun­ki dyplo­ma­tycz­ne z pra­wo­wi­tym, uzna­nym przez pra­wo mię­dzy­na­ro­do­we rzą­dem pol­skim.

Wte­dy to naro­dzi­ło się kłam­stwo katyń­skie. Naro­dzi­ło się ono przy obo­jęt­no­ści i zakła­ma­niu świa­ta zachod­nie­go. Mia­ło to kon­se­kwen­cje póź­niej w doj­ściu do jał­tań­skie­go podzia­łu świa­ta i zgo­dzie na narzu­ce­nie Pol­sce obce­go rzą­du.

W latach, któ­re przy­szły, kłam­stwo katyń­skie obo­wią­zy­wa­ło w ofi­cjal­nym życiu, choć naj­czę­ściej pomi­ja­no tę zbrod­nię po pro­stu mil­cze­niem. Praw­da o Katy­niu trwa­ła w domach i rodzi­nach, trwa­ła też w szko­łach, gdzie zna­leź­li się nauczy­cie­le, któ­rzy prze­ka­zy­wa­li ją uczniom, ale prze­bi­cie się z nią do życia publicz­ne­go ozna­cza­ło nara­że­nie się na repre­sje, a bywa­ło, że i na utra­tę wol­no­ści. Pie­lę­gno­wa­ła tę praw­dę i gło­si­ła ją pol­ska emi­gra­cja, a wraz z nią z cza­sem w kra­ju ludzie wiel­kiej odwa­gi, któ­rzy posta­wi­li Krzyż Katyń­ski na war­szaw­skich Powąz­kach, wydaw­cy pod­ziem­nych publi­ka­cji, pra­sy i ksią­żek. Praw­dę o Katy­niu pod­trzy­my­wa­ły wier­nie rodzi­ny pomor­do­wa­nych.

Ina­czej – jak sądzę – spra­wa przed­sta­wia­ła się w Rosji. Tu wie­dza o tej zbrod­ni, jeże­li w ogó­le docho­dzi­ła do zwy­kłych ludzi, to tyl­ko w jej fał­szy­wej wer­sji. Po pierw­szym uka­za­niu świa­tu, tak­że i Związ­ko­wi Radziec­kie­mu, zbrod­ni Sta­li­na w 1956 roku praw­da o Katy­niu w ogó­le nie wyszła na jaw. Na świa­do­mość ludzi, wie­lu Rosjan, jak sądzę, wpływ mia­ła, a cza­sem pew­nie jesz­cze ma nadal, pamięć o wiel­kiej Woj­nie Ojczyź­nia­nej, na któ­rej ich ojco­wie czę­sto ginę­li z imie­niem Sta­li­na. Trud­no więc sobie ta praw­da o jego zbrod­niach toro­wa­ła dro­gę.

Zbrod­nia i kłam­stwo katyń­skie pozo­sta­wa­ły przez dłu­gie dzie­się­cio­le­cia nie tyl­ko bole­sną raną naszej naro­do­wej histo­rii. Zatru­ły też rela­cje mię­dzy Pola­ka­mi i Rosja­na­mi. Krzyw­da i fałsz dzie­lą nie tyl­ko ludzi, ale i naro­dy. Dla­te­go dzi­siaj wdzięcz­ni jeste­śmy tym Rosja­nom, któ­rzy to zro­zu­mie­li daw­niej, jeste­śmy wdzięcz­ni tym, któ­rzy to rozu­mie­ją dzi­siaj. Dla­te­go jak tyl­ko sta­ło się to moż­li­we, wol­na już Pol­ska pod­ję­ła upar­te sta­ra­nia o praw­dę katyń­ską, o jej ujaw­nie­nie i peł­ną doku­men­ta­cję zbrod­ni.

Dużo się w tej mate­rii już sta­ło, ale dużo jesz­cze pozo­sta­je do zro­bie­nia.

Obec­ni tutaj dzi­siaj przed­sta­wi­cie­le Rodzin Katyń­skich – któ­rym jeste­śmy wszy­scy jako zbio­ro­wość naro­do­wa win­ni naj­wyż­sze uzna­nie za ich wal­kę o praw­dę o Katy­niu – mają szcze­gól­ne pra­wo ocze­ki­wać peł­nej reha­bi­li­ta­cji praw­nej ich zamor­do­wa­nych Bli­skich. Wszy­scy dzie­li­my z nimi to ocze­ki­wa­nie, podob­nie jak ocze­ki­wa­nie na ujaw­nie­nie i prze­ka­za­nie pol­skim histo­ry­kom resz­ty doku­men­ta­cji tej zbrod­ni.

Moż­na by zapew­ne powie­dzieć, że zmar­li tej reha­bi­li­ta­cji już nie potrze­bu­ją. Bo oczy­wi­ste jest to, że każ­da ta śmierć była zbrod­nią, a każ­dy wyrok nie­pra­wo­ścią urą­ga­ją­cą wszel­kim cywi­li­zo­wa­nym zasa­dom moral­nym i praw­nym. Doko­na­nia jed­no­znacz­ne­go aktu reha­bi­li­ta­cji praw­nej potrze­bu­ją jed­nak żywi, aby jasne było, że nie­pra­wość i zbrod­nia spo­tka­ły się z potę­pie­niem, że nie­sła­wa nie spo­ty­ka ofiar, lecz ich mor­der­ców, że zbrod­ni­czy sys­tem, któ­ry czy­nił swych przy­wód­ców pana­mi życia i śmier­ci ludzi i naro­dów, znik­nął raz na zawsze.

Cisną się na usta sło­wa pol­skiej pisar­ki Zofii Nał­kow­skiej: „Ludzie ludziom zgo­to­wa­li ten los”. Sto­jąc tu, w Katy­niu, tak jak w Char­ko­wie czy Mied­no­je, a nie­dłu­go pew­nie tak­że i w Bykow­ni koło Kijo­wa, myśli­my o strasz­li­wym dzie­dzic­twie tota­li­tar­nych ide­olo­gii i sys­te­mów XX wie­ku. Myśli­my o cenie, jaką nasze naro­dy pła­ci­ły za wol­ność i god­ność, i o dro­dze, jaką ludz­kość w naszej czę­ści świa­ta szła ku temu, by uczy­nić pra­wa czło­wie­ka i pra­wa naro­dów war­to­ścią nie­na­ru­szal­ną przez żaden sys­tem i żad­ną ide­olo­gię. Myśli­my o zobo­wią­za­niu, jakie mamy wobec tej złej prze­szło­ści, o pamię­ci o niej, ale i o nadziei na bra­ter­stwo ludzi i naro­dów, jakie chce­my urze­czy­wist­niać i prze­ka­zać naszym dzie­ciom i wnu­kom.

Nasze naro­dy: pol­ski i rosyj­ski wyma­ga­ją trud­ne­go pro­ce­su pojed­na­nia budo­wa­ne­go na praw­dzie i pamię­ci, ale tak­że i na sil­nej woli opar­tej na prze­ko­na­niu, że osią­gnię­cie tego pojed­na­nia jest moż­li­we i celo­we.

Pojed­na­nie to dro­ga do zgod­ne­go współ­ży­cia naro­dów w przy­szło­ści. Wie­le nas Pola­ków i Rosjan dzie­li­ło. Musi­my jed­nak prze­zwy­cię­żyć klą­twę histo­rycz­ne­go deter­mi­ni­zmu, roz­ciąć do koń­ca gor­dyj­ski węzeł kłam­stwa.

Nie ma i nie będzie zgo­dy na fał­szo­wa­nie histo­rii, na prze­mil­cze­nia i przy­my­ka­nie oczu na fak­ty. Nie ma pojed­na­nia bez peł­nej praw­dy. Nie ma i nie będzie kom­pro­mi­sów z praw­dą! Nie ma takiej korzy­ści, któ­ra kaza­ła­by nam wyrzec się swo­jej toż­sa­mo­ści – jak pisał Lech Kaczyń­ski – praw­dy o Katy­niu!

Sza­nu­jąc wza­jem­ne wraż­li­wo­ści, odda­jąc dzi­siaj hołd pomor­do­wa­nym w Katy­niu pol­skim boha­te­rom, idź­my dalej dro­gą praw­dy ku pojed­na­niu pol­sko-rosyj­skie­mu. To jest dłu­ga dro­ga, to jest trud­na dro­ga, ale war­ta wysił­ku i nadziei.

Spo­ty­ka­my się dzi­siaj na zakoń­cze­nie Roku Katyń­skie­go. Był to rok szcze­gól­ny i nazna­czo­ny tra­ge­dią kata­stro­fy 10 kwiet­nia. War­to wiec doko­nać choć pobież­ne­go pod­su­mo­wa­nia tego, co nam, Pola­kom, uda­ło się osią­gnąć.

War­to zresz­tą się­gnąć pamię­cią dalej wstecz do tego cza­su, gdy pierw­szy pol­ski, nie­ko­mu­ni­stycz­ny pre­mier w listo­pa­dzie 1989 roku odda­wał hołd pomor­do­wa­nym. Byłem w jego świ­cie. Pamię­tam dobrze, jak tu wszyst­ko krzy­cza­ło komu­ni­stycz­nym kłam­stwem i pol­skim bólem. Dla­te­go z wiel­ką satys­fak­cją i z wiel­ką nadzie­ją nale­ży odno­to­wać ubie­gło­rocz­ną obec­ność pre­mie­rów Pol­ski i Rosji na cmen­ta­rzu pol­skich ofi­ce­rów. Na cmen­ta­rzu, któ­ry może być dziś poka­zy­wa­ny jako wzor­co­wy przy­kład prze­zwy­cię­ża­nia złej, paskud­nej prze­szło­ści, jako wzo­ro­wy przy­kład poka­zy­wa­nia tego, jak w imię praw­dy moż­na budo­wać lep­szą przy­szłość. To jest tak­że cmen­tarz, któ­ry może być wzor­cem dla tych, któ­rzy chcą tak­że i tu, w Rosji, dzi­siaj roz­li­czyć i zerwać wszel­kie wię­zy men­tal­ne ze sta­li­ni­zmem.

Dziś była tu po raz pierw­szy gło­wa pań­stwa rosyj­skie­go — Pre­zy­dent Rosji. Widzi­my tak­że i wie­niec przez nie­go zło­żo­ny, tu, na pol­skim cmen­ta­rzu. To są kolej­ne kro­ki, kro­ki waż­ne, w dobrą stro­nę na tej dro­dze, któ­rą idzie­my już od tylu, tylu lat.

Doce­nia­jąc w peł­ni gest pre­zy­den­ta Dmi­tri­ja Mie­dwie­die­wa, któ­ry tak­że skło­nił swo­ją gło­wę przed pomor­do­wa­ny­mi pol­ski­mi boha­te­ra­mi, musi­my myśleć i o prze­szło­ści, ale i o przy­szło­ści.

Nie musi­my pod­da­wać się fata­li­zmo­wi histo­rii, fata­li­zmo­wi, za któ­rym czai się poku­sa impe­rial­nej domi­na­cji albo lęku przed tą domi­na­cją. Pol­ska i Rosja, mimo że wie­le w histo­rii dzie­li­ło je, mogą tak roz­wi­jać swe sto­sun­ki, by ten fata­lizm prze­szło­ści prze­zwy­cię­żać. Dzi­siaj z lasu katyń­skie­go, któ­ry był miej­scem zbrod­ni i któ­ry miał być miej­scem nie­pa­mię­ci, może­my wyjść umoc­nie­ni praw­dą o boha­ter­skiej ofie­rze tysię­cy nie­win­nych jeń­ców wojen­nych. Ale tak­że ze zobo­wią­za­nia­mi, jakie nakła­da­ją na nas prze­strze­lo­ne czasz­ki naszych Roda­ków. Zobo­wią­za­niem do życia w wol­no­ści, posza­no­wa­niu praw czło­wie­ka i praw naro­dów do samo­sta­no­wie­nia. Zobo­wią­za­niem do uczci­wej pamię­ci o prze­szło­ści i do budo­wa­nia przy­szło­ści na praw­dzie i na pojed­na­niu.

Jesz­cze przed chwi­lą świe­ci­ło tu pięk­ne, przed­wio­sen­ne słoń­ce. Tak sobie myśla­łem, że prze­cież ci mło­dzi ludzie, któ­rzy w pol­skich mun­du­rach ginę­li, odda­wa­li tu życie w tak strasz­nej chwi­li, w tak strasz­nym oto­cze­niu, w tak zapew­ne potwor­nym lęku, pew­nie gdzieś kątem oka widzie­li ten las katyń­ski, może tak­że nie­bie­skie nie­bo. I pew­nie nie­któ­rzy z nich oprócz lęku o bli­skich, oprócz lęku o ojczy­znę, oprócz stra­chu o wła­sny los, pomy­śle­li jed­nak, że świat może być pięk­ny, że może być świa­tem reali­za­cji naszych dobrych nadziei, że może ten świat jesz­cze wró­ci. Dzi­siaj, sto­jąc tu, w Katy­niu, myślę, że to od nas zale­ży, czy świat tak­że widzia­ny z Katy­nia uczy­ni­my choć odro­bi­nę lep­szym.

 

Cytat za: „Rodo­wód Rodzin Katyń­skich. Biu­le­tyn Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich” 2011–2012, numer tema­tycz­ny: Bykow­nia 2012