Wystąpienie Sekretarza Rady Ochrony pamięci Walk i Męczeństwa, prof. Andrzeja Krzysztofa Kunerta (10 kwietnia 2012, Katyń)

Sie­dem­dzie­siąt trzy lata temu Pol­ska utra­ci­ła nie­pod­le­głość w wyni­ku podwój­nej agre­sji – nazi­stow­skiej III Rze­szy i sta­li­now­skie­go Związ­ku Sowiec­kie­go – i pod­pi­sa­ne­go przez obie tota­li­tar­ne potę­gi 28 wrze­śnia 1939 roku w Moskwie ukła­du o przy­jaź­ni i gra­ni­cy, będą­ce­go fak­tycz­nie aktem kolej­ne­go, czwar­te­go już, roz­bio­ru Pol­ski.

Sie­dem­dzie­siąt dwa lata temu, 3 kwiet­nia 1940 roku z sowiec­kie­go obo­zu jeniec­kie­go w Koziel­sku wyru­szył pierw­szy trans­port śmier­ci do Katy­nia…

I tak jak sym­bo­lem wymie­rzo­nych w Pol­skę zbrod­ni tota­li­ta­ry­zmu nazi­stow­skie­go pozo­sta­je Auschwitz, tak sym­bo­lem zbrod­ni tota­li­ta­ry­zmu sta­li­now­skie­go pozo­sta­je Katyń. Obie te nazwy wpi­sa­ły się krwa­wy­mi zgło­ska­mi na kar­ty histo­rii Pol­ski w tym samym cza­sie, wio­sną 1940 roku… Była jed­nak jed­na ogrom­na róż­ni­ca – o zbrod­ni katyń­skiej aż do koń­ca PRL mogli­śmy mówić jedy­nie w ści­słym gro­nie rodzin­nym i oczy­wi­ście mogli­śmy się modlić.

Pisał póź­niej poeta:

Modli­my się za żoł­nie­rzy, żoł­nie­rzy Wil­na i Lwo­wa,
Poj­ma­nych w napa­ści z tyłu, zdra­dziec­kiej i juda­szo­wej,
Kie­dy nie mie­li już nawet okrut­nych praw każ­dej woj­ny,
Któ­ra pozwa­la zabi­jać, aby same­mu nie zgi­nąć,
Żoł­nie­rzy w łagrach śmier­tel­nych, żoł­nie­rzy w bagnach zatru­tych,
Żoł­nie­rzy w lodach kamien­nych, żoł­nie­rzy bitych i sku­tych,
Żoł­nie­rzy naszej wol­no­ści.
Modli­my się za nie­win­nych.

(Kazi­mierz Wie­rzyń­ski, Msza żałob­na w kate­drze nowo­jor­skiej, 1943)

Inny z naszych wiel­kich poetów, w imie­niu pole­głych w latach tam­tej woj­ny pro­sił potom­nych:

A gdy dzie­ci zapo­mną, że miesz­ka­ły w schro­nach,
Że widzia­ły dni strasz­ne, ponu­re i krwa­we –
Nie­chaj tyl­ko to jed­no pamię­ta­ją o nas,
Żeśmy padli za wol­ność, aby była p r a w e m.

(Ryszard Kier­snow­ski, Testa­ment pole­głych, 1942)

Sło­wa te zosta­ły napi­sa­ne sie­dem­dzie­siąt lat temu. To wów­czas gene­rał Wła­dy­sław Anders ewa­ku­ował ze Związ­ku Sowiec­kie­go swą armię, któ­ra chcia­ła nieść wol­ność do Pol­ski przez trzy kon­ty­nen­ty. Wśród 77 tysię­cy jej żoł­nie­rzy było tyl­ko 4 tysią­ce ofi­ce­rów, do nie­daw­na jeń­ców, więź­niów i zesłań­ców. Jak­że bra­ko­wa­ło wśród nich tych kil­ku­na­stu tysię­cy ofi­ce­rów, któ­rzy spo­czę­li w Katy­niu, Mied­no­je, Char­ko­wie, Bykow­ni i wie­lu innych miej­scach na „nie­ludz­kiej zie­mi”.

Jak­że ich bra­ko­wa­ło na wie­lu fron­tach tam­tej woj­ny w sze­re­gach pol­skich „piel­grzy­mów wol­no­ści”, któ­rzy nie mogąc jej zanieść do ojczy­zny, nie­śli ją miesz­kań­com wie­lu miast i mia­ste­czek we Wło­szech, we Fran­cji, w Bel­gii, w Holan­dii…

A prze­cież – i to nale­ży z naj­więk­szą mocą pod­kre­ślać w takich miej­scach, jak Katyń – ich ofia­ra w per­spek­ty­wie następ­ne­go pół­wie­cza i w wymia­rze naro­do­wym przy­nio­sła dobro, przy­nio­sła nam wol­ność. Naj­praw­dzi­wiej i naj­pięk­niej mówił o tym naj­więk­szy auto­ry­tet moral­ny naszych cza­sów, Ojciec Świę­ty Jan Paweł II, 14 kwiet­nia 1996 roku do piel­grzym­ki przed­sta­wi­cie­li Rodzin Katyń­skich na cze­le z ks. pra­ła­tem Zdzi­sła­wem Pesz­kow­skim:

Jeste­ście świad­ka­mi śmier­ci, któ­ra nie powin­na ulec zapo­mnie­niu. Tra­gicz­ne wyda­rze­nia, któ­re mia­ły miej­sce na wio­snę 1940 roku w Katy­niu, Char­ko­wie i Mied­no­je, są roz­dzia­łem w mar­ty­ro­lo­gium pol­skim, któ­ry nie może być zapo­mnia­ny. Ta żywa pamięć powin­na być zacho­wa­na jako prze­stro­ga dla przy­szłych poko­leń.

Trze­ba jed­nak mieć świa­do­mość, że rów­nież ta śmierć, a raczej to wiel­kie żni­wo śmier­ci, jest jakoś wpi­sa­na w Boże pla­ny i nabie­ra nowe­go zna­cze­nia w per­spek­ty­wie śmier­ci i zmar­twych­wsta­nia Chry­stu­sa. Nade wszyst­ko sta­je się ona ofia­rą, któ­rej owo­cem jest dobro. W wymia­rze naro­do­wym przy­bra­ło ono kształt wol­no­ści. W wymia­rze ludz­kim jest przy­kła­dem odwa­gi i wytrwa­nia w wier­no­ści ide­ałom. W wymia­rze chrze­ści­jań­skim sta­je się wezwa­niem do prze­ba­cze­nia.

(…) Pra­gnę dodać, że ja rów­nież codzien­nie modlę się za tych, któ­rzy zgi­nę­li w Katy­niu.

Odwa­ży­łem się przy­je­chać do Katy­nia po raz pierw­szy dwa lata temu. Byłem już kil­ka razy w Katy­niu, w Mied­no­je, w Char­ko­wie, w Bykow­ni… Pomo­gły mi i poma­ga­ją nadal wła­śnie te sło­wa Jana Paw­ła II, mówią­ce­go o wymia­rze naro­do­wym Ich Ofia­ry (o wol­no­ści) i o wymia­rze ludz­kim (o wier­no­ści ide­ałom).

Pamię­tam tak­że o waż­nych sło­wach jesz­cze jed­ne­go dostoj­ni­ka Kościo­ła, któ­ry w Katy­niu powie­dział:

Jeste­śmy wiel­kim naro­dem, któ­ry doświad­czo­ny został wie­lo­krot­nie i okrut­nie. Prze­trwa­li­śmy, mamy śnio­ną przez poko­le­nia wol­ność. (…) Los naszych pomor­do­wa­nych jest już w ręku Boga, ale w wymia­rze ludz­kim ofia­ry Katy­nia nie zazna­ją peł­ne­go poko­ju, dopó­ki ich krzyw­da będzie nas, czy kogo­kol­wiek, pobu­dza­ła do ciem­nych uczuć.

Sło­wa te wypo­wie­dział 26 wrze­śnia 2009 roku, w homi­lii pod­czas Mszy Św. odpra­wia­nej tutaj, na Pol­skim Cmen­ta­rzu Wojen­nym w Katy­niu, ks. prof. Tade­usz Pło­ski, Biskup Polo­wy Woj­ska Pol­skie­go, któ­ry dwa lata temu zgi­nął w kata­stro­fie smo­leń­skiej w dro­dze na obcho­dy 70. rocz­ni­cy zbrod­ni katyń­skiej. Był jed­nym z sied­miu, któ­rzy wów­czas ponie­śli śmierć, człon­ków Rady Ochro­ny Pamię­ci Walk i Męczeń­stwa, któ­rą to insty­tu­cję mam tu dzi­siaj honor repre­zen­to­wać.

Cytat za: „Rodo­wód Rodzin Katyń­skich. Biu­le­tyn Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich” 2011–2012, numer tema­tycz­ny: Bykow­nia 2012