Spełniło się moje marzenie. 17 czerwca 2000 roku mogłam uczestniczyć w uroczystości poświęcenia cmentarza w Piatichatkach.
Klęcząc przy największym grobie, myślałam o ostatnim spotkaniu z moim ukochanym Ojcem.
Było to 15 października 1939 roku w Równem. Aresztowanych oficerów trzymano na Sucharówce – dzielnicy koszar i magazynów wojskowych, gdyż więzienie było przepełnione. Mama chodziła tam, by podawać paczki, ale nie było to łatwe. 15 października zabrała mnie ze sobą. Była piękna, słoneczna niedziela. Stałyśmy pod bramą z grupą kobiet i dzieci. Co pewien czas wychodził jakiś enkawudzista i, wrzeszcząc, odganiał nas. Gdy znikał, czekająca gromadka znów przesuwała się wolno pod bramę. Wreszcie wyszedł jakiś sowiet i powiedział, że paczek nie weźmie, ale wpuści dzieci z paczkami, ustawił nas parami. Stałam z małą, może dwuletnią dziewczyną, której pomagałam nieść paczkę, bo sama by nie poradziła. Szliśmy między zabudowaniami koszarowymi, aż doszliśmy do budynku, przed którym był duży trawnik, bezpośrednio na trawie, a także na krzesłach, siedziało chyba ze stu polskich oficerów. Otaczało ich kilkunastu sowieckich żołnierzy, trzymających w pogotowiu karabiny, z nasadzonymi na sztorc bagnetami.
Początkowo nie mogłam znaleźć Ojca, ale on zobaczył mnie pierwszy. Miał czarną brodę i wydawał mi się jeszcze wyższy i szczuplejszy. Uściskał mnie mocno i ucałował. Długo rozmawialiśmy. Nie potrafiłam się nie pochwalić, że dziś są moje imieniny i urodziny, bo właśnie kończę 12 lat. „Przepraszam cię, córuś, zapomniałem” – powiedział. Złożył mi życzenia i wyjął srebrną dwuzłotówkę. Początkowo wzbraniałam się przyjąć, ale wzięłam, chociaż wiedziałam, że nie powinnam.
Gdy dano znak odejścia, Ojciec pożegnał mnie słowami: „Pamiętaj, Liluś, bądź zawsze dobrą Polką”. Później dowiedziałam się, że podobnymi słowami żegnał moich braci, jeszcze tam, w domu.
Ojcze, tu, na cmentarzu, chcę Ci powiedzieć, że spełniliśmy Twoją wolę.
Liliana Ojrzanowska z domu Pecka, Rodzina Katyńska w Łodzi
Pierwodruk: „Rodowód” 2000, nr 9