Ryszard Kuraż, Tak blisko Ojca

Naresz­cie! Po 60 latach od hanieb­nej zbrod­ni doko­na­nej na moim. Ojcu, mogłem speł­nić swój synow­ski, smut­ny obo­wią­zek – pogrze­bać Go na Pol­skim Cmen­ta­rzu Wojen­nym w Mied­no­je. Było to moim gorą­cym pra­gnie­niem od chwi­li, kie­dy dowie­dzia­łem się, jak i gdzie zgi­nął Ojciec. Całym swo­im życiem, wraz z tysią­ca­mi zamor­do­wa­nych bar­ba­rzyń­sko na „nie­ludz­kiej zie­mi” Pola­ków, zasłu­żył na taki pol­ski pogrzeb z udzia­łem naj­wyż­szych władz pań­stwo­wych i kościel­nych Rze­czy­po­spo­li­tej. Spo­czy­wa tam teraz w zie­mi prze­siąk­nię­tej pol­ską krwią i poświę­co­nej przez pol­skich kapła­nów. Na pol­skiej zie­mi, bo nazna­czo­nej pol­ski­mi krzy­ża­mi, dale­ko od kra­ju i bli­skich, ale na pol­skim cmen­ta­rzu.

Ten cmen­tarz to pomnik pamię­ci, hoł­du, praw­dy, któ­rej naj­więk­si wład­cy Wscho­du i Zacho­du nie potra­fi­li zabić ani ukryć, cho­ciaż tak bar­dzo się sta­ra­li. Nie uda­ło się im znisz­czyć nas, żywych świad­ków tego zbrod­ni­cze­go pro­ce­de­ru.

Kie­dy mówi się teraz o Katy­niu, Char­ko­wie, Twe­rze i wie­lu innych miej­scach nazna­czo­nych zbrod­ni­czą ręką na Wscho­dzie, uży­wa się czę­sto dwóch słów: PAMIĘĆ i PRZEBACZENIE. Dla mnie PAMIĘĆ to dzie­ciń­stwo bez Ojca, o chło­dzie i gło­dzie, bez Ojca, któ­re­go nie zna­łem. Kie­dy On po raz ostat­ni prze­mie­rzał piw­nicz­ny kory­tarz w budyn­ku NKWD w Kali­ni­nie, ja, sze­ścio­mie­sięcz­ne dziec­ko, wraz z troj­giem rodzeń­stwa i Mat­ką, wyrwaw­szy się z rąk sowiec­kich, ukry­wa­li­śmy się i przy­mie­ra­li­śmy gło­dem. PAMIĘĆ to bez­sku­tecz­ne poszu­ki­wa­nie po 1945 roku Ojca przez Czer­wo­ny Krzyż, to moje „szcze­nię­ce lata” bez Ojca wśród przy­ja­ciół i kole­gów z hru­bie­szow­skiej uli­cy Kiliń­skie­go, któ­rzy ojców mie­li. Jak­że ja im zazdro­ści­łem. Zazdro­ści­łem star­sze­mu rodzeń­stwu – oni Ojca mie­li, choć krót­ko. Oni Go zna­li, ja nie. To On po żoł­nier­sku wycho­wy­wał moich bra­ci, to On roz­piesz­czał moją o 5 lat star­szą sio­strę. Mnie nigdy nie zoba­czył, nawet nie dowie­dział się, czy Jego czwar­te dziec­ko to syn, czy cór­ka. Ja od uro­dze­nia byłem pół­sie­ro­tą. Jak to boli, mógł czuć tyl­ko taki chło­piec, jakim ja byłem w tym cza­sie, tyl­ko taki, któ­re­mu zgo­to­wa­no podob­ny los. Takich w Mied­no­je dru­gie­go wrze­śnia 2000 roku było du­żo, ale nie dla wszyst­kich – nawet teraz – nie dla wszyst­kich los był łaska­wy.

PAMIĘĆ to ukry­wa­nie fak­tu, że Ojciec był „gra­natowym poli­cjan­tem”, a fakt ten był mi zna­ny od dziec­ka. Komu mogłem się chwa­lić, że Ojciec wa­lczył w Legio­nach o Pol­skę, że wśród „Lwow­skich Orląt” wal­czył o pol­ski Lwów, że prze­le­wał krew za swo­ją, two­ją, naszą Oj­czyznę, że wstą­pił do Poli­cji Pań­stwo­wej i przez 16 lat na Kre­sach bro­nił inte­re­sów nasze­go odro­dzonego pań­stwa, że za to pań­stwo zgi­nął. Tak, tego byłem pew­ny, kie­dy przez lata nie mie­li­śmy żad­nej wia­do­mo­ści – nie wie­dzia­łem tyl­ko, jak i gdzie.

PAMIĘĆ to wszyst­ko to, co wie­dzia­łem o Katy­niu, o tych, co mówi­li i pisa­li praw­dę, i o tych, któ­rzy praw­dę zna­li i ją ukry­wa­li, czę­sto posu­wa­jąc się do kolej­nej zbrod­ni włącz­nie.

PAMIĘĆ to sta­ra­nia tysię­cy Pola­ków, rodzin pomor­do­wa­nych, rzą­du RP, wie­lu uczci­wych ludzi w kra­ju i za gra­ni­cą, w tym Rosjan. Sta­ra­nia o praw­dę, któ­rą są brzo­zo­we pol­skie krzy­że sta­wia­ne pota­jemnie, to dopro­wa­dze­nie do jej zwy­cię­stwa, do zde­ma­sko­wa­nia zbrod­nia­rzy, to POLSKIE CMENTARZE WOJENNE W CHAR­KOWIE, KATYNIU, MIEDNOJE.

To dzię­ki nim po 60 latach po raz pierw­szy w życiu mogłem być tak bli­sko Ojca. Dzię­ku­ję!

A PRZEBACZENIE? Komu mam prze­ba­czać? Sta­li­no­wi, Berii, Sopru­nien­ce? A może but­ne­mu Timo­szen­ce, któ­ry pisał, jak boha­ter­sko po 17 wrze­śnia gro­mił pol­ską armię, a następ­nie nama­wiał Ukra­iń­ców do mor­do­wa­nia „pol­skich panów”, co też mia­ło miej­sce na Woły­niu i w Gali­cji? Oni i im podob­ni nigdy by o prze­ba­cze­nie Pola­ka nie popro­si­li, a więc nie muszę im prze­ba­czać. A może mam PRZE­BACZAĆ milio­nom Rosjan, któ­rych bli­scy zosta­li zamor­do­wa­ni bestial­sko, jak mój Ojciec, i spo­czy­wa­ją w bez­i­mien­nych dolach śmier­ci roz­sia­nych po całej Rosji? Tyl­ko nie­wiel­ka ich cząst­ka ma swo­je cmen­ta­rze zbu­do­wa­ne dzię­ki Pola­kom w Char­ko­wie, Katy­niu i Mied­no­je. Nie mam cze­go PRZEBACZAĆ Rosja­nom, takim jak Niko­łaj Zorin, któ­ry życiem zapła­cił za to, że w Norym­ber­dze miał tyl­ko wąt­pli­wo­ści w spra­wie Katy­nia. Czy jego syno­wi, któ­ry przez całe swo­je życie docie­kał praw­dy o zabój­stwie swo­je­go ojca i sta­rał się wyja­śnić spra­wę Katy­nia.

Czy mam PRZEBACZYĆ Gri­go­ri­jo­wi Digien­ce z Twe­ru, któ­ry tam, na cmen­ta­rzu roz­da­wał kart­ki z proś­bą o prze­ba­cze­nie? Prze­ba­cze­nie win, któ­rych nie popeł­nił, win, o któ­rych dowie­dział się nie­daw­no? Jaką odwa­gą wyka­zał się ten Rosja­nin z krwi i kości, może doce­nić tyl­ko ten, kto zna men­tal­ność Rosjan. Takim ludziom – Rosja­nom z czy­stym sumie­niem – mogę PRZEBACZYĆ.

Ale czy mogę PRZEBACZYĆ takim isto­tom, jak Jurij Muchin, auto­ro­wi wyda­nej w 1995 roku – a więc po Gor­ba­czo­wie i Jel­cy­nie – książ­ki pt. Katyń­ski kry­mi­nał, któ­ry raz jesz­cze w spo­sób hanieb­ny zbru­kał pamięć naszych Ojców. Takim Rosja­nom i jemu podob­nym mówię NIE, nigdy wam nie PRZEBACZĘ.

Ryszard Kuraż, Rodzi­na Katyń­ska w Gdy­ni
Pier­wo­druk: „Rodo­wód” 2000, nr  9