Nareszcie! Po 60 latach od haniebnej zbrodni dokonanej na moim. Ojcu, mogłem spełnić swój synowski, smutny obowiązek – pogrzebać Go na Polskim Cmentarzu Wojennym w Miednoje. Było to moim gorącym pragnieniem od chwili, kiedy dowiedziałem się, jak i gdzie zginął Ojciec. Całym swoim życiem, wraz z tysiącami zamordowanych barbarzyńsko na „nieludzkiej ziemi” Polaków, zasłużył na taki polski pogrzeb z udziałem najwyższych władz państwowych i kościelnych Rzeczypospolitej. Spoczywa tam teraz w ziemi przesiąkniętej polską krwią i poświęconej przez polskich kapłanów. Na polskiej ziemi, bo naznaczonej polskimi krzyżami, daleko od kraju i bliskich, ale na polskim cmentarzu.
Ten cmentarz to pomnik pamięci, hołdu, prawdy, której najwięksi władcy Wschodu i Zachodu nie potrafili zabić ani ukryć, chociaż tak bardzo się starali. Nie udało się im zniszczyć nas, żywych świadków tego zbrodniczego procederu.
Kiedy mówi się teraz o Katyniu, Charkowie, Twerze i wielu innych miejscach naznaczonych zbrodniczą ręką na Wschodzie, używa się często dwóch słów: PAMIĘĆ i PRZEBACZENIE. Dla mnie PAMIĘĆ to dzieciństwo bez Ojca, o chłodzie i głodzie, bez Ojca, którego nie znałem. Kiedy On po raz ostatni przemierzał piwniczny korytarz w budynku NKWD w Kalininie, ja, sześciomiesięczne dziecko, wraz z trojgiem rodzeństwa i Matką, wyrwawszy się z rąk sowieckich, ukrywaliśmy się i przymieraliśmy głodem. PAMIĘĆ to bezskuteczne poszukiwanie po 1945 roku Ojca przez Czerwony Krzyż, to moje „szczenięce lata” bez Ojca wśród przyjaciół i kolegów z hrubieszowskiej ulicy Kilińskiego, którzy ojców mieli. Jakże ja im zazdrościłem. Zazdrościłem starszemu rodzeństwu – oni Ojca mieli, choć krótko. Oni Go znali, ja nie. To On po żołniersku wychowywał moich braci, to On rozpieszczał moją o 5 lat starszą siostrę. Mnie nigdy nie zobaczył, nawet nie dowiedział się, czy Jego czwarte dziecko to syn, czy córka. Ja od urodzenia byłem półsierotą. Jak to boli, mógł czuć tylko taki chłopiec, jakim ja byłem w tym czasie, tylko taki, któremu zgotowano podobny los. Takich w Miednoje drugiego września 2000 roku było dużo, ale nie dla wszystkich – nawet teraz – nie dla wszystkich los był łaskawy.
PAMIĘĆ to ukrywanie faktu, że Ojciec był „granatowym policjantem”, a fakt ten był mi znany od dziecka. Komu mogłem się chwalić, że Ojciec walczył w Legionach o Polskę, że wśród „Lwowskich Orląt” walczył o polski Lwów, że przelewał krew za swoją, twoją, naszą Ojczyznę, że wstąpił do Policji Państwowej i przez 16 lat na Kresach bronił interesów naszego odrodzonego państwa, że za to państwo zginął. Tak, tego byłem pewny, kiedy przez lata nie mieliśmy żadnej wiadomości – nie wiedziałem tylko, jak i gdzie.
PAMIĘĆ to wszystko to, co wiedziałem o Katyniu, o tych, co mówili i pisali prawdę, i o tych, którzy prawdę znali i ją ukrywali, często posuwając się do kolejnej zbrodni włącznie.
PAMIĘĆ to starania tysięcy Polaków, rodzin pomordowanych, rządu RP, wielu uczciwych ludzi w kraju i za granicą, w tym Rosjan. Starania o prawdę, którą są brzozowe polskie krzyże stawiane potajemnie, to doprowadzenie do jej zwycięstwa, do zdemaskowania zbrodniarzy, to POLSKIE CMENTARZE WOJENNE W CHARKOWIE, KATYNIU, MIEDNOJE.
To dzięki nim po 60 latach po raz pierwszy w życiu mogłem być tak blisko Ojca. Dziękuję!
A PRZEBACZENIE? Komu mam przebaczać? Stalinowi, Berii, Soprunience? A może butnemu Timoszence, który pisał, jak bohatersko po 17 września gromił polską armię, a następnie namawiał Ukraińców do mordowania „polskich panów”, co też miało miejsce na Wołyniu i w Galicji? Oni i im podobni nigdy by o przebaczenie Polaka nie poprosili, a więc nie muszę im przebaczać. A może mam PRZEBACZAĆ milionom Rosjan, których bliscy zostali zamordowani bestialsko, jak mój Ojciec, i spoczywają w bezimiennych dolach śmierci rozsianych po całej Rosji? Tylko niewielka ich cząstka ma swoje cmentarze zbudowane dzięki Polakom w Charkowie, Katyniu i Miednoje. Nie mam czego PRZEBACZAĆ Rosjanom, takim jak Nikołaj Zorin, który życiem zapłacił za to, że w Norymberdze miał tylko wątpliwości w sprawie Katynia. Czy jego synowi, który przez całe swoje życie dociekał prawdy o zabójstwie swojego ojca i starał się wyjaśnić sprawę Katynia.
Czy mam PRZEBACZYĆ Grigorijowi Digience z Tweru, który tam, na cmentarzu rozdawał kartki z prośbą o przebaczenie? Przebaczenie win, których nie popełnił, win, o których dowiedział się niedawno? Jaką odwagą wykazał się ten Rosjanin z krwi i kości, może docenić tylko ten, kto zna mentalność Rosjan. Takim ludziom – Rosjanom z czystym sumieniem – mogę PRZEBACZYĆ.
Ale czy mogę PRZEBACZYĆ takim istotom, jak Jurij Muchin, autorowi wydanej w 1995 roku – a więc po Gorbaczowie i Jelcynie – książki pt. Katyński kryminał, który raz jeszcze w sposób haniebny zbrukał pamięć naszych Ojców. Takim Rosjanom i jemu podobnym mówię NIE, nigdy wam nie PRZEBACZĘ.
Ryszard Kuraż, Rodzina Katyńska w Gdyni
Pierwodruk: „Rodowód” 2000, nr 9