Danuta Rumfeld, Wrota klasztoru w Kozielsku otwarły się przed nami

Rodzi­na Katyń­ska Byd­goszcz wraz z przed­sta­wi­cie­la­mi Rodzin Katyń­skich z Gdań­ska, Toru­nia, Pozna­nia i Wro­cła­wia zło­ży­ła hołd swo­im Ojcom na cmen­ta­rzu w Katy­niu. Wysłu­cha­li­śmy mszy świę­tej, zło­ży­li­śmy kwia­ty, zapło­nę­ły zni­cze. Wiel­kim prze­ży­ciem był powrót na cmen­tarz po zapad­nię­ciu zmro­ku – cmen­tarz oświe­tlo­ny reflek­torami i świa­teł­ka­mi palą­cych się zni­czy pod­kre­ślał powa­gę i gro­zę tego miej­sca.

Na dru­gi dzień raniut­ko wyru­szy­li­śmy do Koziel­ska. Cho­ciaż przy spo­tka­niu w Smo­leń­sku o. Pto­lo­me­usz prze­strze­gał nas, że jedzie­my na dar­mo i napo­tka­my duże trud­no­ści, bo niko­go z Pol­ski nie wpusz­cza­ją na teren klasz­to­ru – spo­tka­ło to nawet kon­su­la gene­ralnego. I wiel­kie zwy­cię­stwo. Uda­ło się, byli­śmy tam, gdzie nasi Ojco­wie. Nie na dar­mo prze­je­cha­li­śmy 890 kilo­me­trów (w obie stro­ny jed­ne­go dnia) na tra­sie Katyń – Kozielsk przez smęt­ne, ogrom­ne prze­strze­nie, okrop­ne dro­gi, by zoba­czyć, gdzie ostat­nie dni swe­go życia prze­by­wa­li nasi Ojco­wie. Co Oni sobie myśle­li, prze­mie­rza­jąc te pust­ko­wia i co Ich tam cze­ka…

Jestem bar­dzo szczę­śli­wa, że uda­ło mi się uzy­skać wej­ście na teren klasz­to­ru. Zosta­li­śmy opro­wa­dze­ni przez prze­wod­nicz­kę, któ­ra – jak oświad­czy­ła – poka­że nam wszyst­ko, co nas inte­re­su­je. Mimo­chodem zazna­czy­ła, że byli tu prze­trzy­my­wa­ni Pola­cy. Nie pyta­li­śmy o nic wię­cej. Naj­waż­niej­sze było tam być i przejść się w miej­scach, gdzie nasi Ojco­wie cho­dzi­li.

Speł­ni­łam marze­nie uczest­ni­ków piel­grzym­ki – i to jest najwa­żniejsze.

Danu­ta Rum­feld, pre­zes Rodzi­ny Katyń­skiej w Byd­gosz­czy
Pier­wo­druk: „Rodo­wód” 2001, nr 6