Droga! Dla każdego z nas słowo to posiada wiele znaczeń, czasami zawiera jakieś symbole, a bardzo często przypomina ważne wydarzenia w naszym życiu.
Droga może być ładna, słoneczna i dobra. Może prowadzić znanymi szlakami do wymarzonych miejsc, do rodzinnych stron, do żony, dzieci lub do Matki.
Może być też krańcowo różna, inna i straszna. Czasami taka trudna, zła, w jesiennym deszczu, znaczona potem, krwią i śmiercią polskich żołnierzy pędzonych do obozów i łagrów sowieckich czy wleczonych tam w zapchanych wagonach, bez strawy i wody, w nieludzkim poniżeniu, do specjalnie wyznaczonych miejsc kaźni na niezmierzonych obszarach wielkiego Kraju Rad.
Wiem teraz, że tymi złymi drogami w 1939 roku pędzony był i wieziony do Ostaszkowa mój Ojciec – starszy sierżant Korpusu Ochrony Pogranicza w Wilnie. Ileż to razy, już w swoim dorosłym życiu, jak kończyła się nadzieja po bezowocnych poszukiwaniach po całym świecie, widziałem Go na tych okrutnych drogach i domyślałem się strasznego końca.
Musiały jednak minąć 52 lata, abym mógł przeczytać rozkaz NKWD z Moskwy i Jego nazwisko: Silicki Cezary na liście wywozowym nr 038/2 z dnia 20 kwietnia 1940 roku.
Nadszedł również czas, kiedy można już było określić niektóre miejsca zbrodni (nawet w języku rosyjskim), znaleźć drogę do tych miejsc i dojechać tam z pielgrzymką. Z taką właśnie pielgrzymką 7 czerwca 1997 wyjechałem z Warszawy do Niego, do Jego szczątków i do miejsc, z których żywi nie mieli powrotu. Wiozła nas BTZ „Wilia” z Łodzi. Wszyscy uczestnicy to dzieci tych, których szczątki leżą w zbiorowych mogiłach Miednoje i Katynia.
Droga wygodnym autokarem, pod troskliwą opieką dwojga jakże wrażliwych ludzi: pani Kasi i pana Wojtka oraz dwóch dobrych kierowców. Droga, na którą przez 60 lat czekałem, prowadziła przez Terespol, Brześć, Kobryń do Baranowicz, gdzie zatrzymujemy się na nocleg w przyjaznym i serdecznym Domu Polskim. Po wspólnej kolacji sen nie przychodzi. Przyszły natomiast wspomnienia.
List, pisany w dzieciństwie (krótko po wojnie) do marszałka Woroszyłowa, o którym niektórzy mówili: „bo taki ludzki człowiek”. O dziecinna ufności i naiwności! Prosiłem generała o wolność dla Ojca, a to właśnie on z innymi i ze Stalinem na czele podpisał na Niego wyrok śmierci.
Wróciły również pytania. Pytania, które musiała zadawać Matka po aresztowaniu Ojca. Pytania, na które nikt nie umiał Jej udzielić wówczas odpowiedzi. Gdzie On jest? Czy żyje? Czy wróci? Czy będę umiała zapewnić im (mnie i bratu) byt, ochraniać ich przed najgorszym? Czy starczy sił na stawianie czoła niebezpieczeństwom i jaką mam być, by moi chłopcy zostali Polakami? Pytałem również siebie, czy będę umiał zdać Jej po swoim powrocie z pielgrzymki odpowiednią relację. Jak ją przyjmie? Ma już 90 lat.
Ranek w Baranowiczach, po nieźle przespanej nocy przywitał nas słonecznie i po smacznym śniadaniu pożegnaliśmy gościnne progi Domu Polskiego.
Przed nami Stołpce, Mińsk, Borysów i Orsza na Białorusi. Monotonną równiną mijaliśmy rzadko rozsiane wioseczki z przewagą drewnianej zabudowy, pamiętającej na pewno okres sprzed 1939 roku.
Na linii Baranowicze–Stołpce zatrzymaliśmy się w Nieświeżu, byłym powiatowym mieście, byłego województwa nowogrodzkiego. Główną pamiątką po świetnej przeszłości stanowi zamek z XVI wieku, była rezydencja Radziwiłłów, w którym od 1551 roku przechowywane było archiwum Wielkiego Księstwa Litewskiego i liczne zbiory sztuki. Ze zbiorów tych nie pozostało nic po grabieżach rosyjskich w 1772, 1812, 1916–20 i oczywiście w 1939 roku. Obecnie mieści się tam sanatorium dla niepełnosprawnych i z tego względu nie można było zobaczyć wnętrz tego obiektu. Oglądnęliśmy i podziwialiśmy kościół z XVI wieku, fundowany przez Radziwiłłów. Cudowne malowidła i freski, a w bocznych ołtarzach i w podziemiach prochy Radziwiłłów. Pochowany został tam również adiutant J.[ózefa] Piłsudskiego.
Warto także wspomnieć, że Nieśwież jest bardzo starym miastem, a w XIII i XIV wieku był nawet ośrodkiem osobnego księstewka.
W dalszej drodze do Orszy zatrzymaliśmy się już tylko w Mińsku, wstępując na krótką modlitwę do jedynego w Mińsku kościoła katolickiego pw. św. Szymowa i św. Heleny. W 1910 roku 2 listopada został on poświęcony przez ks. dziekana Witolda Czeczota. Dokładnie w 80 lat później, 21 listopada 1990 roku, ks. biskup Tadeusz Kondrusiewicz dokonał uroczystej jubileuszowej konsekracji.
Zgodnie z marszrutą pielgrzymki, po wyjeździe z Mińska, zatrzymujemy się w Kuropatach (ogromny masyw leśny za Mińskiem), gdzie leżą szczątki ofiar masowych represji. Wśród nich Polacy. Napisy w języku białoruskim nad bramą wejściową i na kamiennym obelisku nic więcej nie mówią. Białorusini obliczają, że od 1937 do 1941 roku złożono tam ciała około 600.000 ofiar.
Pod krzyżem z napisem: „Polakom pomordowanym w latach 1937–41” zapalamy znicze. Ogrom zbrodni przeraża tym bardziej, że od 1990 roku ludzkie działania pozostawiły tam tylko bramę z lakonicznym napisem, kamień z małą tabliczką o podobnej treści zapisu i skromny metalowy, mały krzyż postawiony (sądzę, że przez Polaków) na uboczu polany. Sporym zaskoczeniem dla nas była niska ławeczka z marmuru, długości około 2 metrów z napisem w języku białoruskim: „Od narodu cłuczanych sztataj Amieryki narodu Biełaruś dzielia pamiaci”. Ławeczkę tę nazywają „ławeczką Clintona”.
Przytłoczeni ogromem zbrodni i milczeniem Białorusi wracamy do czekającego nas autokaru.
Bohdan Silicki, Lębork
Pierwodruk: „Rodowód” 1998, nr 3