Bohdan Silicki, Moja trudna droga do nieludzkich miejsc na sowieckiej ziemi. Moja pielgrzymka do Jego prochów w czasie 7–15 czerwca 1997 (Refleksje)

Dro­ga! Dla każ­de­go z nas sło­wo to posia­da wie­le zna­czeń, cza­sa­mi zawie­ra jakieś sym­bo­le, a bar­dzo czę­sto przy­po­mi­na waż­ne wyda­rze­nia w naszym życiu.

Dro­ga może być ład­na, sło­necz­na i dobra. Może pro­wa­dzić zna­ny­mi szla­ka­mi do wyma­rzo­nych miejsc, do rodzin­nych stron, do żony, dzie­ci lub do Mat­ki.

Może być też krań­co­wo róż­na, inna i strasz­na. Cza­sa­mi taka trud­na, zła, w jesien­nym desz­czu, zna­czo­na potem, krwią i śmier­cią pol­skich żoł­nie­rzy pędzo­nych do obo­zów i łagrów sowiec­kich czy wle­czo­nych tam w zapcha­nych wago­nach, bez stra­wy i wody, w nie­ludz­kim poni­że­niu, do spe­cjal­nie wyzna­czo­nych miejsc kaź­ni na nie­zmie­rzo­nych obsza­rach wiel­kie­go Kra­ju Rad.

Wiem teraz, że tymi zły­mi dro­ga­mi w 1939 roku pędzo­ny był i wie­zio­ny do Ostasz­ko­wa mój Ojciec – star­szy sier­żant Kor­pu­su Ochro­ny Pogra­ni­cza w Wil­nie. Ileż to razy, już w swo­im doro­słym życiu, jak koń­czy­ła się nadzie­ja po bez­owoc­nych poszu­ki­wa­niach po całym świe­cie, widzia­łem Go na tych okrut­nych dro­gach i domy­śla­łem się strasz­ne­go koń­ca.

Musia­ły jed­nak minąć 52 lata, abym mógł prze­czy­tać roz­kaz NKWD z Moskwy i Jego nazwi­sko: Silic­ki Ceza­ry na liście wywo­zo­wym nr 038/2 z dnia 20 kwiet­nia 1940 roku.

Nad­szedł rów­nież czas, kie­dy moż­na już było okre­ślić nie­któ­re miej­sca zbrod­ni (nawet w języ­ku rosyj­skim), zna­leźć dro­gę do tych miejsc i doje­chać tam z piel­grzym­ką. Z taką wła­śnie piel­grzym­ką 7 czerw­ca 1997 wyje­cha­łem z War­sza­wy do Nie­go, do Jego szcząt­ków i do miejsc, z któ­rych żywi nie mie­li powro­tu. Wio­zła nas BTZ „Wilia” z Łodzi. Wszy­scy uczest­ni­cy to dzie­ci tych, któ­rych szcząt­ki leżą w zbio­ro­wych mogi­łach Mied­no­je i Katy­nia.

Dro­ga wygod­nym auto­ka­rem, pod tro­skli­wą opie­ką dwoj­ga jak­że wraż­li­wych ludzi: pani Kasi i pana Wojt­ka oraz dwóch dobrych kie­row­ców. Dro­ga, na któ­rą przez 60 lat cze­ka­łem, pro­wa­dzi­ła przez Tere­spol, Brześć, Kobryń do Bara­no­wicz, gdzie zatrzy­mu­je­my się na noc­leg w przy­ja­znym i ser­decz­nym Domu Pol­skim. Po wspól­nej kola­cji sen nie przy­cho­dzi. Przy­szły nato­miast wspo­mnie­nia.

List, pisa­ny w dzie­ciń­stwie (krót­ko po woj­nie) do mar­szał­ka Woro­szy­ło­wa, o któ­rym nie­któ­rzy mówi­li: „bo taki ludz­ki czło­wiek”. O dzie­cin­na ufno­ści i naiw­no­ści! Pro­si­łem gene­ra­ła o wol­ność dla Ojca, a to wła­śnie on z inny­mi i ze Sta­li­nem na cze­le pod­pi­sał na Nie­go wyrok śmier­ci.

Wró­ci­ły rów­nież pyta­nia. Pyta­nia, któ­re musia­ła zada­wać Mat­ka po aresz­to­wa­niu Ojca. Pyta­nia, na któ­re nikt nie umiał Jej udzie­lić wów­czas odpo­wie­dzi. Gdzie On jest? Czy żyje? Czy wró­ci? Czy będę umia­ła zapew­nić im (mnie i bra­tu) byt, ochra­niać ich przed naj­gor­szym? Czy star­czy sił na sta­wia­nie czo­ła nie­bez­pie­czeń­stwom i jaką mam być, by moi chłop­cy zosta­li Pola­ka­mi? Pyta­łem rów­nież sie­bie, czy będę umiał zdać Jej po swo­im powro­cie z piel­grzym­ki odpo­wied­nią rela­cję. Jak ją przyj­mie? Ma już 90 lat.

Ranek w Bara­no­wi­czach, po nie­źle prze­spa­nej nocy przy­wi­tał nas sło­necz­nie i po smacz­nym śnia­da­niu poże­gna­li­śmy gościn­ne pro­gi Domu Pol­skie­go.

Przed nami Stołp­ce, Mińsk, Bory­sów i Orsza na Bia­ło­ru­si. Mono­ton­ną rów­ni­ną mija­li­śmy rzad­ko roz­sia­ne wio­secz­ki z prze­wa­gą drew­nia­nej zabu­do­wy, pamię­ta­ją­cej na pew­no okres sprzed 1939 roku.

Na linii Baranowicze–Stołpce zatrzy­ma­li­śmy się w Nie­świe­żu, byłym powia­to­wym mie­ście, byłe­go woje­wódz­twa nowo­grodz­kie­go. Głów­ną pamiąt­ką po świet­nej prze­szło­ści sta­no­wi zamek z XVI wie­ku, była rezy­den­cja Radzi­wił­łów, w któ­rym od 1551 roku prze­cho­wy­wa­ne było archi­wum Wiel­kie­go Księ­stwa Litew­skie­go i licz­ne zbio­ry sztu­ki. Ze zbio­rów tych nie pozo­sta­ło nic po gra­bie­żach rosyj­skich w 1772, 1812, 1916–20 i oczy­wi­ście w 1939 roku. Obec­nie mie­ści się tam sana­to­rium dla nie­peł­no­spraw­nych i z tego wzglę­du nie moż­na było zoba­czyć wnętrz tego obiek­tu. Ogląd­nę­li­śmy i podzi­wia­li­śmy kościół z XVI wie­ku, fun­do­wa­ny przez Radzi­wił­łów. Cudow­ne malo­wi­dła i fre­ski, a w bocz­nych ołta­rzach i w pod­zie­miach pro­chy Radzi­wił­łów. Pocho­wa­ny został tam rów­nież adiu­tant J.[ózefa] Pił­sud­skie­go.

War­to tak­że wspo­mnieć, że Nie­śwież jest bar­dzo sta­rym mia­stem, a w XIII i XIV wie­ku był nawet ośrod­kiem osob­ne­go księ­stew­ka.

W dal­szej dro­dze do Orszy zatrzy­ma­li­śmy się już tyl­ko w Miń­sku, wstę­pu­jąc na krót­ką modli­twę do jedy­ne­go w Miń­sku kościo­ła kato­lic­kie­go pw. św. Szy­mo­wa i św. Hele­ny. W 1910 roku 2 listo­pa­da został on poświę­co­ny przez ks. dzie­ka­na Witol­da Cze­czo­ta. Dokład­nie w 80 lat póź­niej, 21 listo­pa­da 1990 roku, ks. biskup Tade­usz Kon­dru­sie­wicz doko­nał uro­czy­stej jubi­le­uszo­wej kon­se­kra­cji.

Zgod­nie z mar­szru­tą piel­grzym­ki, po wyjeź­dzie z Miń­ska, zatrzy­mu­je­my się w Kuro­pa­tach (ogrom­ny masyw leśny za Miń­skiem), gdzie leżą szcząt­ki ofiar maso­wych repre­sji. Wśród nich Pola­cy. Napi­sy w języ­ku bia­ło­ru­skim nad bra­mą wej­ścio­wą i na kamien­nym obe­li­sku nic wię­cej nie mówią. Bia­ło­ru­si­ni obli­cza­ją, że od 1937 do 1941 roku zło­żo­no tam cia­ła oko­ło 600.000 ofiar.

Pod krzy­żem z napi­sem: „Pola­kom pomor­do­wa­nym w latach 1937–41” zapa­la­my zni­cze. Ogrom zbrod­ni prze­ra­ża tym bar­dziej, że od 1990 roku ludz­kie dzia­ła­nia pozo­sta­wi­ły tam tyl­ko bra­mę z lako­nicz­nym napi­sem, kamień z małą tablicz­ką o podob­nej tre­ści zapi­su i skrom­ny meta­lo­wy, mały krzyż posta­wio­ny (sądzę, że przez Pola­ków) na ubo­czu pola­ny. Spo­rym zasko­cze­niem dla nas była niska ławecz­ka z mar­mu­ru, dłu­go­ści oko­ło 2 metrów z napi­sem w języ­ku bia­ło­ru­skim: „Od naro­du cłu­cza­nych szta­taj Amie­ry­ki naro­du Bie­ła­ruś dzie­lia pamia­ci”. Ławecz­kę tę nazy­wa­ją „ławecz­ką Clin­to­na”.

Przy­tło­cze­ni ogro­mem zbrod­ni i mil­cze­niem Bia­ło­ru­si wra­ca­my do cze­ka­ją­ce­go nas auto­ka­ru.

Boh­dan Silic­ki, Lębork
Pier­wo­druk: „Rodo­wód” 1998, nr 3