Jesienią ubiegłego roku [1996], z okazji wręczenia pośmiertnych odznaczeń – krzyży za udział w wojnie 1939, Wojewoda Częstochowski Cezary Marek Graj obiecał wyjazd do Katynia.
W kwietniu – miesiącu pamięci, tym najtragiczniejszym w roku, kiedy to 57 lat temu tak masowo rozstrzeliwano naszych najbliższych, obietnica została spełniona.
Dyrektor Wydziału Organizacji i Nadzoru, mgr Marek Sztolzman, przy pomocy dyr. Pogorzelskiej wzięli całą sprawę w swoje ręce. Trzydziestoosobowa grupa, nie ponosząc żadnych kosztów, mogła wyjechać do Katynia. 14 kwietnia, o godz. 10 rano sprzed budynku Urzędu Wojewódzkiego, bardzo serdecznie żegnani przez Wojewodę, wyruszyliśmy autokarem do Warszawy.
Z Rodziną Katyńską pojechali: wicewojewoda Mirosław Kula, dyrektor Wydziału Organizacji i nadzoru, Marek Sztolzman, lekarz dr Szyda, dwóch dziennikarzy z kamerą telewizyjną i, co było dla nas najważniejsze ze względu na pielgrzymkowy charakter, ks. prałat Stanisław Gębka. Wyruszyliśmy z modlitwą, oddając się w opiekę Matce Bożej.
W Warszawie na dworcu centralnym spotkaliśmy się z pilotem panią Małgosią, pracownicą Biura Podróży ORBIS, które to biuro było organizatorem naszej wyprawy. Około godz. 16 wsiedliśmy do pociągu – wagonów sypialnych. Podróż przebiegała spokojnie i wygodnie. Na granicy nie było żadnych kłopotów, a nasze kwiaty, tzn. wielkie wieńce od Wojewody i od nas, stały sobie zamknięte w pakamerze wagonu, od czasu do czasu skrapiane wodą.
W godzinach rannych (należało cofnąć zegarki o 2 godziny) przyjechaliśmy do Smoleńska, gdzie czekał na nas przedstawiciel władz tego miasta. Wsiedliśmy do autokaru ZBP, który zawiózł nas do hotelu SOKOLA GÓRA. Tam czekały na nas pokoje jedno- i dwuosobowe. Jak chcieliśmy, tak mogliśmy sobie wybierać. W tym też hotelu, po ulokowaniu się, zjedliśmy śniadanie. Po śniadaniu wizyta u gubernatora.
Wicewojewoda Kula, dyr. Sztolzman oraz dwie osoby z Rodziny Katyńskiej – pani Kostkiewicz i ja, w obecności pilotki i p.p. fotografów złożyliśmy wizytę u Gubernatora Smoleńska. Wizyta przebiegała w bardzo godnej atmosferze. Rozmowa była o współpracy – wymianie kulturalnej, sztuki oraz sportowej. Upoważniona przez Zarząd Federacji Rodzin Katyńskich złożyłam podziękowanie za zgodę wysłaną na piśmie do Federacji na zbudowanie polskiego cmentarza w Katyniu, z prośbą o opiekę nad tym miejscem. Pan Kostkiewicz, mówiący bardzo dobrze po rosyjsku, jeszcze raz prosił o opiekę nad tym miejscem, poruszył również sprawę opieki nad grobami Rosjan na polskich cmentarzach.
Po wizycie trwającej około 1 godziny, po nadaniu komunikatów telefonicznych do Radia Katowice, wróciliśmy do naszego hotelu, gdzie nastąpił najważniejszy moment – wyjazd do Katynia. Po półgodzinnej jeździe, wzruszeni dojechaliśmy do Lasu Katyńskiego. Wysiadamy przy szosie, idziemy alejką w prawo. Panuje wielkie wzruszenie i cisza. Pogoda nam dopisała. Mimo wiatru i deszczu ze śniegiem, właśnie wtedy, gdy byliśmy w Katyniu, było bezwietrznie i świeciło słońce. Dochodzimy do cmentarzyska. Mamy łzy w oczach. Jest z nami Gubernator Smoleńska z kwiatami. Składamy kwiaty na płycie leżącej pomiędzy dwiema pionowymi płytami, gdzie na lewej płycie jest napis po rosyjsku, a na prawej po polsku: „Polskim oficerom zamordowanym w Katyniu w 1940 r.”. Między tymi pionowymi płytami jest coś w rodzaju metalowego płotka, na którym umieszczona jest nasza biało-czerwona flaga. Z tyłu, za tymi płytami stoją dwa duże drewniane krzyże. Po prawej stronie, w głębi, dwie malutkie mogiły z krzyżami polskich generałów.
Po dziewięciu latach, gdy byłam tam po raz pierwszy, moje wrażenie było ogromnie przygnębiające. Wówczas na płycie z prawej strony był kłamliwy napis o rozstrzelaniu przez hitlerowców w 1941 roku. Brak było jednego krzyża i dwóch mogiłek generałów. Dlaczego więc moje wrażenie było tak przygnębiające?… Tak silnie zadziałała sugestia po oglądaniu dwa lata temu, w 1995 roku w telewizji rozkopanych terenów w Lesie Katyńskim. Ból wynikający z rozkopywania tej skrwawionej ziemi, przewracania łopatami tych tak drogich nam kości jest nie do zniesienia.
Oprócz mnie było tam trzech synów Ojców tam spoczywających. Oni tam byli po raz pierwszy i są mężczyznami – może znieśli to dzielniej. Ja czułam z Nimi szczególną więź. Wszyscy paliliśmy znicze. Starałam się chodzić w dalsze zakątki, bo może tam gdzieś jest jakiś ślad po moim Ojcu. Wiele osób przywiozło wiązanki kwiatów, które złożono pod obydwoma krzyżami. Wszędzie paliły się światełka, błyszczały łzami oczy.
Po tym pierwszym kontakcie z Tą Ziemią ks. prałat Gębka odprawił uroczystą mszę. Pomagał nasz pan doktor. Sztandar Rodziny Katyńskiej podnosił powagę całej uroczystości. W poczcie sztandarowym byli: pan Henryk Muś, pan Władysław Panek i pani Ludwika Pastucha.
Zgodnie z nauką Kościoła ks. prałat poprosił mnie, abym w pewnym momencie powiedziała trudne słowa – wybaczamy. Wiem, że to nakazuje wiara, że o tym wszędzie głosi nasz Ojciec Święty. Tak trzeba, ale to nie jest łatwe. Wybaczyć należy nawet tym, którzy są największymi zbrodniarzami, ale pamięć musimy zachować.
Pięknie po mszy św., tam w lesie katyńskim powiedziała rosyjska przewodniczka. Wszyscy zrozumieliśmy przynajmniej główny sens tej wypowiedzi. Wyraziła ból Rosjan po tym, co uczynił sowiecki system. Przy pożegnaniu z tą przewodniczką pan Kostkiewicz w języku rosyjskim podziękował jej za te słowa, prosząc, by tak właśnie mówiła do wszystkich odwiedzających to miejsce. By ta skrucha pomogła wybaczyć i co najważniejsze służyła pokojowym kontaktom międzynarodowym.
Drugiego dnia wybraliśmy się na zwiedzanie Smoleńska. Wzruszającym przeżyciem było dla nas odwiedzenie maleńkiego polskiego kościółka-kapliczki, msza św. i rozmowa z tamtejszym proboszczem.
Po południu jeszcze raz pojechaliśmy do Katynia.
To, co zasługuje na podkreślenie w relacji z tej pielgrzymki, to prawdziwie religijny, poważny i kulturalny nastrój całej wyprawy. Najbardziej wzruszającym akcentem było zaraz po mszy św. tam, w lesie katyńskim, odprawienie Drogi Krzyżowej, Golgoty Wschodu opracowanej przez ks. Peszkowskiego. Przeszliśmy drogę krzyżową z krzyżem zrobionym z patyków tam wyrosłych. Ksiądz poświęcił i Tę Ziemię i Ten Krzyżyk, a wręczając go nam, ks. Gębka powiedział: „Niech on stanie się Waszą relikwią”. I jest z nami i będzie cenną pamiątką z Lasu Katyńskiego.
Jesteśmy bardzo wdzięczni panu wojewodzie za zainicjowanie całego przedsięwzięcia, panu wicewojewodzie Kuli, dyr. Sztolzmanowi, których stała z nami obecność w czasie tej pielgrzymki podnosiła powagę tego przeżycia.
Cieszymy się też, że podobno opinia o naszej grupie władz Smoleńska również była bardzo dobra. Cieszy nas to, bo naprawdę zależy nam na pokojowych nastrojach międzynarodowych.
Z takim wrażeniem wsiedliśmy do autokaru, który zawiózł nas do stacji kolejowej w Smoleńsku. Tam żegnał nas przedstawiciel władz Smoleńska. Podróż pociągiem minęła wygodnie, nikt na szczęście nie chorował. Może obecność pana doktora dodała dobrego samopoczucia, a wiadomo, że ono autentycznie pomaga zdrowiu.
W Warszawie czekał nas autokar, gdzie w bardzo już pogodnym nastroju, w którym pomógł nam ks. prałat, proponując wspólne śpiewanie, ruszyliśmy do Częstochowy. Pan Wicewojewoda wykazał duże zdolności aktorskie, mówiąc dowcipny skecz, również ks. Gębka bawił nas wesołymi opowiadaniami. Tak to nam pomogli nasi opiekunowie duchowi i materialni w uzyskaniu równowagi psychicznej po tych wielkich wzruszeniach. Wszyscy przywieźliśmy ziemię z Katynia, którą rozdamy tym osobom, które nie mogły pojechać.
Wszystkich, którzy przyczynili się do realizacji naszej pielgrzymki, prosimy o przyjęcie od Rodziny Katyńskiej bardzo, bardzo serdecznych podziękowań.
Anna Lechowicz, prezes Rodziny Katyńskiej w Częstochowie
Pierwodruk: „Rodowód” 1997, nr 5