Anna Lechowicz, Mój drugi wyjazd do Katynia (14 kwietnia 1997)

Jesie­nią ubie­głe­go roku [1996], z oka­zji wrę­cze­nia pośmiert­nych odzna­czeń – krzy­ży za udział w woj­nie 1939, Woje­wo­da Czę­sto­chow­ski Ceza­ry Marek Graj obie­cał wyjazd do Katy­nia.

W kwiet­niu – mie­sią­cu pamię­ci, tym naj­tra­gicz­niej­szym w roku, kie­dy to 57 lat temu tak maso­wo roz­strze­li­wa­no naszych naj­bliż­szych, obiet­ni­ca zosta­ła speł­nio­na.

Dyrek­tor Wydzia­łu Orga­ni­za­cji i Nad­zo­ru, mgr Marek Sztol­zman, przy pomo­cy dyr. Pogo­rzel­skiej wzię­li całą spra­wę w swo­je ręce. Trzy­dzie­sto­oso­bo­wa gru­pa, nie pono­sząc żad­nych kosz­tów, mogła wyje­chać do Katy­nia. 14 kwiet­nia, o godz. 10 rano sprzed budyn­ku Urzę­du Woje­wódz­kie­go, bar­dzo ser­decz­nie żegna­ni przez Woje­wo­dę, wyru­szy­li­śmy auto­ka­rem do War­sza­wy.

Z Rodzi­ną Katyń­ską poje­cha­li: wice­wo­je­wo­da Miro­sław Kula, dyrek­tor Wydzia­łu Orga­ni­za­cji i nad­zo­ru, Marek Sztol­zman, lekarz dr Szy­da, dwóch dzien­ni­ka­rzy z kame­rą tele­wi­zyj­ną i, co było dla nas naj­waż­niej­sze ze wzglę­du na piel­grzym­ko­wy cha­rak­ter, ks. pra­łat Sta­ni­sław Gęb­ka. Wyru­szy­li­śmy z modli­twą, odda­jąc się w opie­kę Mat­ce Bożej.

W War­sza­wie na dwor­cu cen­tral­nym spo­tka­li­śmy się z pilo­tem panią Mał­go­sią, pra­cow­ni­cą Biu­ra Podró­ży ORBIS, któ­re to biu­ro było orga­ni­za­to­rem naszej wypra­wy. Oko­ło godz. 16 wsie­dli­śmy do pocią­gu – wago­nów sypial­nych. Podróż prze­bie­ga­ła spo­koj­nie i wygod­nie. Na gra­ni­cy nie było żad­nych kło­po­tów, a nasze kwia­ty, tzn. wiel­kie wień­ce od Woje­wo­dy i od nas, sta­ły sobie zamknię­te w paka­me­rze wago­nu, od cza­su do cza­su skra­pia­ne wodą.

W godzi­nach ran­nych (nale­ża­ło cof­nąć zegar­ki o 2 godzi­ny) przy­je­cha­li­śmy do Smo­leń­ska, gdzie cze­kał na nas przed­sta­wi­ciel władz tego mia­sta. Wsie­dli­śmy do auto­ka­ru ZBP, któ­ry zawiózł nas do hote­lu SOKOLA GÓRA. Tam cze­ka­ły na nas poko­je jed­no- i dwu­oso­bo­we. Jak chcie­li­śmy, tak mogli­śmy sobie wybie­rać. W tym też hote­lu, po ulo­ko­wa­niu się, zje­dli­śmy śnia­da­nie. Po śnia­da­niu wizy­ta u guber­na­to­ra.

Wice­wo­je­wo­da Kula, dyr. Sztol­zman oraz dwie oso­by z Rodzi­ny Katyń­skiej – pani Kost­kie­wicz i ja, w obec­no­ści pilot­ki i p.p. foto­gra­fów zło­ży­li­śmy wizy­tę u Guber­na­to­ra Smo­leń­ska. Wizy­ta prze­bie­ga­ła w bar­dzo god­nej atmos­fe­rze. Roz­mo­wa była o współ­pra­cy – wymia­nie kul­tu­ral­nej, sztu­ki oraz spor­to­wej. Upo­waż­nio­na przez Zarząd Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich zło­ży­łam podzię­ko­wa­nie za zgo­dę wysła­ną na piśmie do Fede­ra­cji na zbu­do­wa­nie pol­skie­go cmen­ta­rza w Katy­niu, z proś­bą o opie­kę nad tym miej­scem. Pan Kost­kie­wicz, mówią­cy bar­dzo dobrze po rosyj­sku, jesz­cze raz pro­sił o opie­kę nad tym miej­scem, poru­szył rów­nież spra­wę opie­ki nad gro­ba­mi Rosjan na pol­skich cmen­ta­rzach.

Po wizy­cie trwa­ją­cej oko­ło 1 godzi­ny, po nada­niu komu­ni­ka­tów tele­fo­nicz­nych do Radia Kato­wi­ce, wró­ci­li­śmy do nasze­go hote­lu, gdzie nastą­pił naj­waż­niej­szy moment – wyjazd do Katy­nia. Po pół­go­dzin­nej jeź­dzie, wzru­sze­ni doje­cha­li­śmy do Lasu Katyń­skie­go. Wysia­da­my przy szo­sie, idzie­my alej­ką w pra­wo. Panu­je wiel­kie wzru­sze­nie i cisza. Pogo­da nam dopi­sa­ła. Mimo wia­tru i desz­czu ze śnie­giem, wła­śnie wte­dy, gdy byli­śmy w Katy­niu, było bez­wietrz­nie i świe­ci­ło słoń­ce. Docho­dzi­my do cmen­ta­rzy­ska. Mamy łzy w oczach. Jest z nami Guber­na­tor Smo­leń­ska z kwia­ta­mi. Skła­da­my kwia­ty na pły­cie leżą­cej pomię­dzy dwie­ma pio­no­wy­mi pły­ta­mi, gdzie na lewej pły­cie jest napis po rosyj­sku, a na pra­wej po pol­sku: „Pol­skim ofi­ce­rom zamor­do­wa­nym w Katy­niu w 1940 r.”. Mię­dzy tymi pio­no­wy­mi pły­ta­mi jest coś w rodza­ju meta­lo­we­go płot­ka, na któ­rym umiesz­czo­na jest nasza bia­ło-czer­wo­na fla­ga. Z tyłu, za tymi pły­ta­mi sto­ją dwa duże drew­nia­ne krzy­że. Po pra­wej stro­nie, w głę­bi, dwie malut­kie mogi­ły z krzy­ża­mi pol­skich gene­ra­łów.

Po dzie­wię­ciu latach, gdy byłam tam po raz pierw­szy, moje wra­że­nie było ogrom­nie przy­gnę­bia­ją­ce. Wów­czas na pły­cie z pra­wej stro­ny był kłam­li­wy napis o roz­strze­la­niu przez hitle­row­ców w 1941 roku. Brak było jed­ne­go krzy­ża i dwóch mogi­łek gene­ra­łów. Dla­cze­go więc moje wra­że­nie było tak przy­gnę­bia­ją­ce?… Tak sil­nie zadzia­ła­ła suge­stia po oglą­da­niu dwa lata temu, w 1995 roku w tele­wi­zji roz­ko­pa­nych tere­nów w Lesie Katyń­skim. Ból wyni­ka­ją­cy z roz­ko­py­wa­nia tej skrwa­wio­nej zie­mi, prze­wra­ca­nia łopa­ta­mi tych tak dro­gich nam kości jest nie do znie­sie­nia.

Oprócz mnie było tam trzech synów Ojców tam spo­czy­wa­ją­cych. Oni tam byli po raz pierw­szy i są męż­czy­zna­mi – może znie­śli to dziel­niej. Ja czu­łam z Nimi szcze­gól­ną więź. Wszy­scy pali­li­śmy zni­cze. Sta­ra­łam się cho­dzić w dal­sze zakąt­ki, bo może tam gdzieś jest jakiś ślad po moim Ojcu. Wie­le osób przy­wio­zło wią­zan­ki kwia­tów, któ­re zło­żo­no pod oby­dwo­ma krzy­ża­mi. Wszę­dzie pali­ły się świa­teł­ka, błysz­cza­ły łza­mi oczy.

Po tym pierw­szym kon­tak­cie z Tą Zie­mią ks. pra­łat Gęb­ka odpra­wił uro­czy­stą mszę. Poma­gał nasz pan dok­tor. Sztan­dar Rodzi­ny Katyń­skiej pod­no­sił powa­gę całej uro­czy­sto­ści. W poczcie sztan­da­ro­wym byli: pan Hen­ryk Muś, pan Wła­dy­sław Panek i pani Ludwi­ka Pastu­cha.

Zgod­nie z nauką Kościo­ła ks. pra­łat popro­sił mnie, abym w pew­nym momen­cie powie­dzia­ła trud­ne sło­wa – wyba­cza­my. Wiem, że to naka­zu­je wia­ra, że o tym wszę­dzie gło­si nasz Ojciec Świę­ty. Tak trze­ba, ale to nie jest łatwe. Wyba­czyć nale­ży nawet tym, któ­rzy są naj­więk­szy­mi zbrod­nia­rza­mi, ale pamięć musi­my zacho­wać.

Pięk­nie po mszy św., tam w lesie katyń­skim powie­dzia­ła rosyj­ska prze­wod­nicz­ka. Wszy­scy zro­zu­mie­li­śmy przy­naj­mniej głów­ny sens tej wypo­wie­dzi. Wyra­zi­ła ból Rosjan po tym, co uczy­nił sowiec­ki sys­tem. Przy poże­gna­niu z tą prze­wod­nicz­ką pan Kost­kie­wicz w języ­ku rosyj­skim podzię­ko­wał jej za te sło­wa, pro­sząc, by tak wła­śnie mówi­ła do wszyst­kich odwie­dza­ją­cych to miej­sce. By ta skru­cha pomo­gła wyba­czyć i co naj­waż­niej­sze słu­ży­ła poko­jo­wym kon­tak­tom mię­dzy­na­ro­do­wym.

Dru­gie­go dnia wybra­li­śmy się na zwie­dza­nie Smo­leń­ska. Wzru­sza­ją­cym prze­ży­ciem było dla nas odwie­dze­nie maleń­kie­go pol­skie­go kościół­ka-kaplicz­ki, msza św. i roz­mo­wa z tam­tej­szym pro­bosz­czem.

Po połu­dniu jesz­cze raz poje­cha­li­śmy do Katy­nia.

To, co zasłu­gu­je na pod­kre­śle­nie w rela­cji z tej piel­grzym­ki, to praw­dzi­wie reli­gij­ny, poważ­ny i kul­tu­ral­ny nastrój całej wypra­wy. Naj­bar­dziej wzru­sza­ją­cym akcen­tem było zaraz po mszy św. tam, w lesie katyń­skim, odpra­wie­nie Dro­gi Krzy­żo­wej, Gol­go­ty Wscho­du opra­co­wa­nej przez ks. Pesz­kow­skie­go. Prze­szli­śmy dro­gę krzy­żo­wą z krzy­żem zro­bio­nym z paty­ków tam wyro­słych. Ksiądz poświę­cił i Tę Zie­mię i Ten Krzy­żyk, a wrę­cza­jąc go nam, ks. Gęb­ka powie­dział: „Niech on sta­nie się Waszą reli­kwią”. I jest z nami i będzie cen­ną pamiąt­ką z Lasu Katyń­skie­go.

Jeste­śmy bar­dzo wdzięcz­ni panu woje­wo­dzie za zaini­cjo­wa­nie całe­go przed­się­wzię­cia, panu wice­wo­je­wo­dzie Kuli, dyr. Sztol­zma­no­wi, któ­rych sta­ła z nami obec­ność w cza­sie tej piel­grzym­ki pod­no­si­ła powa­gę tego prze­ży­cia.

Cie­szy­my się też, że podob­no opi­nia o naszej gru­pie władz Smo­leń­ska rów­nież była bar­dzo dobra. Cie­szy nas to, bo napraw­dę zale­ży nam na poko­jo­wych nastro­jach mię­dzy­na­ro­do­wych.

Z takim wra­że­niem wsie­dli­śmy do auto­ka­ru, któ­ry zawiózł nas do sta­cji kole­jo­wej w Smo­leń­sku. Tam żegnał nas przed­sta­wi­ciel władz Smo­leń­ska. Podróż pocią­giem minę­ła wygod­nie, nikt na szczę­ście nie cho­ro­wał. Może obec­ność pana dok­to­ra doda­ła dobre­go samo­po­czu­cia, a wia­do­mo, że ono auten­tycz­nie poma­ga zdro­wiu.

W War­sza­wie cze­kał nas auto­kar, gdzie w bar­dzo już pogod­nym nastro­ju, w któ­rym pomógł nam ks. pra­łat, pro­po­nu­jąc wspól­ne śpie­wa­nie, ruszy­li­śmy do Czę­sto­cho­wy. Pan Wice­wo­je­wo­da wyka­zał duże zdol­no­ści aktor­skie, mówiąc dow­cip­ny skecz, rów­nież ks. Gęb­ka bawił nas weso­ły­mi opo­wia­da­nia­mi. Tak to nam pomo­gli nasi opie­ku­no­wie ducho­wi i mate­rial­ni w uzy­ska­niu rów­no­wa­gi psy­chicz­nej po tych wiel­kich wzru­sze­niach. Wszy­scy przy­wieź­li­śmy zie­mię z Katy­nia, któ­rą roz­da­my tym oso­bom, któ­re nie mogły poje­chać.

Wszyst­kich, któ­rzy przy­czy­ni­li się do reali­za­cji naszej piel­grzym­ki, pro­si­my o przy­ję­cie od Rodzi­ny Katyń­skiej bar­dzo, bar­dzo ser­decz­nych podzię­ko­wań.

Anna Lecho­wicz, pre­zes Rodzi­ny Katyń­skiej w Czę­sto­cho­wie
Pier­wo­druk: „Rodo­wód” 1997, nr 5