Maria Śliwińska, Charków (2008, 2010)

2008

W nie­dzie­lę 2 listo­pa­da 2008 ówcze­sny mar­sza­łek Sej­mu RP Bro­ni­sław Komo­row­ski odsło­nił w Char­ko­wie, na daw­nym gma­chu NKWD, tabli­cę upa­mięt­nia­ją­cą pomor­do­wa­nych tam pol­skich jeń­ców z obo­zu w Sta­ro­biel­sku.

Kil­ka dni wcze­śniej zadzwo­ni­ła do mnie Bogna Szklar­czyk, pre­zes Sto­wa­rzy­sze­nia Rodzi­na Katyń­ska w Kato­wi­cach z roz­ka­zem: „Lecisz ty, albo syn, do Char­ko­wa na uro­czy­sto­ści zwią­za­ne z 68. rocz­ni­cą Zbrod­ni Katyń­skiej”. Mój pasz­port nie­waż­ny, a Adam był za gra­ni­cą.

Tele­fon do syna z pro­po­zy­cją nie do odrzu­ce­nia: „Przy­jeż­dżaj, lecisz do Char­ko­wa, na cmen­tarz do dziad­ka Maria­na, ja nie mogę”. Entu­zja­zmu nie było, ale po chwi­li ciszy: „W porząd­ku – pole­cę. To może być jedy­na taka moż­li­wość”. Wśród dele­ga­cji zna­la­zła się trój­ka wnu­cząt z Kato­wic: Kry­sty­na Paprzyc­ka-Altin, wnucz­ka che­mi­ka, por. sape­rów rez. Józe­fa Woj­ta­la, Piotr Pecka, któ­re­go dzia­dek płk pie­cho­ty Józef Adam Pecka był dowód­cą w 38. Dywi­zji Pie­cho­ty rezer­wo­wej, oraz Adam – wnuk por. rezer­wy Maria­na Wło­dzi­mie­rza Śli­wiń­skie­go, wice­pro­ku­ra­to­ra Sądu Okrę­go­we­go w Kato­wi­cach.

Po odsło­nię­ciu tabli­cy wszy­scy poje­cha­li na Cmen­tarz Ofiar Tota­li­ta­ry­zmu w Pia­ti­chat­kach, tam odby­ła się dal­sza część uro­czy­sto­ści. Odpra­wio­na była msza świę­ta w inten­cji wszyst­kich ofiar spo­czy­wa­ją­cych na obu cmen­ta­rzach: pol­skim i ukra­iń­skim. W eku­me­nicz­nych modli­twach uczest­ni­czy­li duchow­ni trzech chrze­ści­jań­skich reli­gii i rabi­ni.

Adam zro­bił wie­le zdjęć z odsło­nię­cia i z cmen­ta­rza. Na jed­nym z nich była w odda­li, na tle drzew, syl­wet­ka mło­de­go czło­wie­ka. Wyja­śnił mi, że tam odbył się nie­zwy­kły solo­wy kon­cert skrzyp­co­wy. To jeden z pra­wnu­ków, z olsz­tyń­skiej RK, prze­cho­dził wśród mogił i grał …

2010

W 2010 roku jesie­nią zor­ga­ni­zo­wa­no kolej­ny wyjazd-piel­grzym­kę na Pol­ski Cmen­tarz Wojen­ny do Char­ko­wa.

Zawia­da­mia­nie rodzin pocho­wa­nych tam jeń­ców Sta­ro­biel­ska i przed­wy­jaz­do­wa gorącz­ka orga­ni­za­cyj­na w Sto­wa­rzy­sze­niu nie pozwa­la­ła na roz­my­śla­nia przed wyjaz­dem. Podróż dłu­ga, był czas zadu­my.

Z Kato­wic piel­grzy­mo­wa­ło 11 osób na gro­by ojców, dziad­ków, wuj­ków: 

  • Ani­ta Bock z synem Paw­łem Śnie­chow­skim – cór­ka sędzie­go Ryszar­da Bock, kie­row­ni­ka Sądu Grodz­kie­go w Sierp­cu, porucz­ni­ka rezer­wy zmo­bi­li­zo­wa­ne­go do Łącz­no­ści w Kawa­le­rii w Jaro­sła­wiu; 
  • prof. Jerzy Bur­sa z kuzy­nem – syn majo­ra Leonar­da Bur­sy, kwa­ter­mi­strza 30. Puł­ku Arty­le­rii Lek­kiej w Twier­dzy Brześć nad Bugiem;
  • Hele­na Paprzyc­ka z cór­ką – ojciec i dzia­dek, pod­po­rucz­nik rezer­wy sape­rów Józef Woj­tal, był che­mi­kiem i pra­co­wał w Insty­tu­cie Doświad­czal­nym Che­mii Spo­żyw­czej w Sierp­cu Bisku­pim, spo­łecz­nik;
  • Marze­na Jawor­ska z mężem Sła­wo­mi­rem – brat jej bab­ci Jadwi­gi, Alek­san­der Anto­ni Cybyk, absol­went wydzia­łu inży­nie­rii lądo­wej Poli­tech­ni­ki Lwow­skiej, był kawa­le­rem, pod­po­rucz­nik rezer­wy 38, PP Zło­czów.

W pocią­gu dzie­li­łam prze­dział z Mary­sią Kotu­ło­wą i Hali­ną Wój­ciak:

  • Mary­sia była cór­ką kapi­ta­na pie­cho­ty w st. spo­czyn­ku Hen­ry­ka Maria­na Kró­li­kow­skie­go, ps. „Musz­kiet”; po przej­ściu w stan spo­czyn­ku pra­co­wał na sta­no­wi­sku inspek­to­ra Pol­skie­go Insty­tu­tu Roz­ra­chun­ko­we­go w War­sza­wie; 
  • Hali­na jest opie­ku­nem Izby Pamię­ci o Katy­niu w Zespo­le Szkół Ogól­no­kształ­cą­cych nr 7 w Kato­wi­cach; szko­ła pie­lę­gnu­je pamięć o ofia­rach II woj­ny, orga­ni­zu­jąc spo­tka­nia mię­dzy­po­ko­le­nio­we ze świad­ka­mi histo­rii, i gro­ma­dzi arte­fak­ty zwią­za­ne z ofia­ra­mi obo­zów zagła­dy. 

Na cmen­ta­rzu w jed­nej z brat­nich mogił spo­czął mój Teść, Marian Wło­dzi­mierz Śli­wiń­ski – w cywi­lu dr pra­wa, absol­went Uni­wer­sy­te­tu Jagiel­loń­skie­go, wice­pro­ku­ra­tor Sądu Okrę­go­we­go w Kato­wi­cach. Jako porucz­nik rezer­wy 24 sierp­nia 1939 był zmo­bi­li­zo­wa­ny do 3. kom­pa­nii ckm 74. pp z Lubliń­ca. Zgi­nął przed ukoń­cze­niem 35 lat, zosta­wia­jąc mło­dą żonę i nie­speł­na czte­ro­let­nie­go syn­ka Zbysz­ka.

Oby­dwo­je już nie żyją i jadę w ich imie­niu, dopeł­nia­jąc rytu­ału pogrze­bo­we­go, któ­re­go nie było im dane prze­żyć.

W cza­sie dłu­giej podró­ży był czas na roz­mo­wy z uczest­ni­ka­mi z innych sto­wa­rzy­szeń, wspo­mnie­nia i na wspól­ną modli­twę. U nas modli­twę zaini­cjo­wa­ły Mary­sia z Ani­tą.

W wago­nie za nami jecha­ła orkie­stra Woj­ska Pol­skie­go. Nasu­wa­ło się sko­ja­rze­nie: mło­dzi, peł­ni życia, jak Oni, do któ­rych jedzie­my.

Tra­sa wio­dła przez Lwów. Myślę o tym, jak moja Teścio­wa Feli­cja z dziec­kiem ucie­ka­ła przed fron­tem z Kato­wic do Lwo­wa, skąd uda­ło jej się wyje­chać po 17 wrze­śnia z pomo­cą lwow­skich kole­ja­rzy. Woj­nę prze­ży­ła w Kra­ko­wie, bli­sko rodzi­ny Maria­na, a po jej zakoń­cze­niu natych­miast wró­ci­ła do Kato­wic, do przed­wo­jen­ne­go miesz­ka­nia (co wte­dy nie było łatwe), z prze­ko­na­niem, że tam wła­śnie wró­ci jej mąż. Prze­cież przez wie­le lat prze­cho­wy­wa­ła „Goń­ca Kra­kow­skie­go” z dnia 22 czerw­ca 1943, w któ­rym napi­sa­no, że w cza­sie eks­hu­ma­cji w Katy­niu przy nie­zi­den­ty­fi­ko­wa­nej ofie­rze NKWD zna­le­zio­no wizy­tów­kę jej męża. Żyła w nie­pew­no­ści, ale i z nadzie­ją, jak wie­le wdów, dzie­ci, rodzi­ców, krew­nych i przy­ja­ciół.

Gdy zor­ga­ni­zo­wa­ły się Rodzi­ny Katyń­skie, zapi­sa­ła sie­bie i syna do kato­wic­kie­go Sto­wa­rzy­sze­nia. Wte­dy już było wia­do­mo, że Marian Śli­wiń­ski był jeń­cem Sta­ro­biel­ska i zgi­nął w Char­ko­wie. Poja­wia­ły się publi­ka­cje w pra­sie, ofi­cjal­nie wyda­wa­no książ­ki, skrzęt­nie uzu­peł­nia­li­śmy biblio­te­kę i wie­dzę. Skoń­czy­ły się nadzie­je.

W wago­nie poru­sze­nie, gdy pociąg mijał jed­no­znacz­nie koja­rzą­cą się Sze­pie­tów­kę. Mil­cze­nie.

Część podró­ży prze­bie­ga­ła nocą, a rano Char­ków. Auto­ka­ry prze­wio­zły nas na cmen­tarz. Po dro­dze minę­li­śmy bez posto­ju gmach i wię­zie­nie NKWD, gdzie roz­strze­li­wa­ni byli nasi bli­scy. Tam, przy wej­ściu, 2 listo­pa­da 2008 roku odsło­nię­ta zosta­ła tabli­ca upa­mięt­nia­ją­ca ich tra­gicz­ny los.

Więk­szość spo­śród nas była tu na poprzed­nich piel­grzym­kach. Nim przy­by­ła dele­ga­cja rzą­do­wa i roz­po­czę­ły się ofi­cjal­ne uro­czy­sto­ści, szyb­ko odna­leź­li­śmy „swo­je” tablicz­ki epi­ta­fij­ne, zaświe­ci­li­śmy zni­cze, poja­wi­ły się kwia­ty. Nasu­wa­ło się sko­ja­rze­nie z atmos­fe­rą Dnia Wszyst­kich Świę­tych na naszych cmen­ta­rzach i chy­ba tak­że o to cho­dzi. Pod­świa­do­mie prze­no­si­li­śmy tam­te emo­cje i nastrój, gdzie naj­pew­niej po naszym odjeź­dzie zosta­ło wszyst­ko uprząt­nię­te, znik­nę­ły śla­dy po naszym poby­cie i zapa­no­wa­ła cisza.

Zapa­li­łam zni­cze przy tablicz­kach bli­skich z naszej kato­wic­kiej Rodzi­ny. Nie każ­dy mógł przy­je­chać, toteż dobrą pamiąt­ką jest zdję­cie. Foto­gra­fo­wa­łam. Fakt, to mogi­ły są miej­scem spo­czyn­ku, ale kry­ją tajem­ni­cę wie­lu, nato­miast tabli­ce są swo­istą per­so­ni­fi­ka­cją tych, za któ­ry­mi tęsk­nio­no tyle lat i któ­rych tyle lat ocze­ki­wa­no. Każ­dy tro­chę się oszu­ki­wał – prze­cież były książ­ki prze­my­ca­ne z zagra­ni­cy, pol­sko­ję­zycz­ne roz­gło­śnie radio­we roz­po­wszech­nia­ły wie­dzę o Katy­niu. Żyła wciąż nadzie­ja… Wiem, bo taką nadzie­ję miał każ­dy w naszych domach, cho­ciaż z cza­sem sta­wa­ła się coraz bar­dziej płon­na.

Wędru­jąc mię­dzy 15 mogi­ła­mi, gru­pa z Dol­no­ślą­skiej Rodzi­ny Katyń­skiej odma­wia­ła róża­niec. Dołą­czy­łam do nich. To też jak pro­ce­sja z Dnia Wszyst­kich Świę­tych i jak­że bar­dzo na miej­scu. 

Nad Cmen­ta­rzem świe­ci­ło słoń­ce, nad drze­wa­mi błę­kit­ne, czy­ste nie­bo. Wśród foto­re­por­te­rów poru­sze­nie – zbli­ża­ła się dele­ga­cja z pre­zy­den­tem Bro­ni­sła­wem Komo­row­skim. Za chwi­lę roz­po­czę­ło się nabo­żeń­stwo. Dopeł­ni­łam rodzin­ną cere­mo­nię poże­gna­nia nie tyl­ko Maria­na Śli­wiń­skie­go, ale Ich wszyst­kich, któ­rych kry­ją, jak cału­nem pokry­te bazal­to­wą kost­ką, mogi­ły.

Ani Teścio­wa, ani mój mąż nigdy nie byli na cmen­ta­rzu w Pia­ti­chat­kach. Zby­szek zmarł w 1991, Teścio­wa w 1997 roku. Była jed­ną z 98 wdów kato­wic­kiej Rodzi­ny Katyń­skiej. Zdą­ży­li poznać los męża i ojca. Ja z synem miesz­ka­łam wte­dy poza Kato­wi­ca­mi. Do Sto­wa­rzy­sze­nia wstą­pi­li­śmy po prze­pro­wadz­ce, jako Kato­wi­cza­nie z wybo­ru. Adam jest wnu­kiem Maria­na, a i ja mia­łam swój jesz­cze jeden, podwój­ny rodzin­ny powód. Na cmen­ta­rzu w Mied­no­je pocho­wa­ni są: brat mojej Mamy, Anto­ni Zemła, i Jej stryj, Miko­łaj Zemła. Jako jedy­na z rodzi­ny byłam i tam, żeby TAM się pomo­dlić, TAM zapa­lić znicz i przy­wieźć garst­kę zie­mi wsy­pa­ną potem do gro­bów ich żon.

Kato­wi­ce 14 IX 2017, 9 X 2025

Maria Śli­wiń­ska, Rodzi­na Katyń­ska w Kato­wi­cach

Pier­wo­druk: „Rodo­wód Rodzin Katyń­skich. Biu­le­tyn Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich” 2025