Polski Cmentarz Wojenny w Katyniu – widok ogólny
10 kwietnia 2011 roku rozpocząłem – jako delegacja i przedstawiciel młodego pokolenia Stowarzyszenia Katyń w Szczecinie – podróż na Wschód z okazji obchodów 71. rocznicy Zbrodni Katyńskiej i pierwszej rocznicy wypadku prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem.
Został dla nas przygotowany specjalny pociąg, którym przez noc przejechaliśmy granicę, by następnego dnia uczestniczyć we wszystkich punktach napiętego programu. Pośród pasażerów dało się odczuć wiele emocji i przeżywania tego, co wydarzyło się kiedyś, ale również tego, co dzieje się teraz – szczególnego czasu upamiętnienia zamordowanych bliskich. Równie emocjonującym była rocznica katastrofy delegacji z 2010 roku, bardziej medialna, o czym przekonywałem się od roku, mimowolnie uczestnicząc w miesięcznicach jako mieszkaniec akademika na Krakowskim Przedmieściu jednej z warszawskich uczelni.
Zderzenie ze wschodnią rzeczywistością rozpoczęliśmy od zmiany rozstawu kół w pociągu, ale również napisów pisanych cyrylicą – do której odczytywania była uczona moja Mama, nie ja. Na ulicach Smoleńska, do którego dojechał pociąg, widać było leciwe samochody, również pożyteczności publicznej, a co jakiś czas pojawiał się widoczny patrol lub pojedynczy żołnierz pilnujący porządku. Widziałem również plakaty z ich wizerunkami porozwieszane w różnych miejscach, ale treść dla mnie była niezrozumiała.
Pierwszym punktem programu był przyjazd na miejsce katastrofy prezydenckiego samolotu. Pojawiliśmy się tam wcześnie rano, dokładnie rok i 1 dzień po tym wydarzeniu. Na miejscu już znajdowała się tablica upamiętniająca ofiary, obok – prawdopodobnie tej właściwej – złamanej w pół brzozy. Po przemówieniach w towarzystwie kilkudziesięciu reporterów złożyliśmy hołd – i ruszyliśmy dalej. Opuszczając lotnisko, widziałem pas startowy, na którym akurat lądował mały samolot. Było to nad wyraz symboliczne doznanie tego, jak wyglądało to rok wcześniej tuż przed niespodziewaną tragedią.
Na cmentarz katyński dotarliśmy koło południa. Wokół widziałem wiele delegacji, poczty sztandarowe, wojskowych, duchownych, żołnierzy, w tym orkiestry reprezentujące oba kraje. Byłem pozytywnie zaskoczony tablicami informacyjnymi, także w języku polskim, dzięki którym łatwiej mi było nie zgubić się w tym miejscu. Podczas oficjalnych przemówień pojawił się nasz prezydent Bronisław Komorowski i prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew. Z przejęciem wszyscy obserwowali, słuchali, ale również robili zdjęcia, aby upamiętnić każdy moment. Po części oficjalnej był czas, aby przespacerować się i bardziej szczegółowo zapoznać się z tym wyjątkowym miejscem, w którym byliśmy.
Pomimo tak dużej ilości osób odwiedzających tego dnia las zagłuszał gwar, jakby drzewa cały czas mówiły o przeszłości. Razem ze swoją mamą Teresą Jasiunas przyjechaliśmy uczcić pamięć dziadka-stryja Konstantego Jasiunasa, który nie ma swojego pochówku, ale o którego pamięć chciał zadbać mój dziadek Władysław – proszący o to przed swoją śmiercią moją Mamę. O dziadku Konstantym wiem z relacji, że jest wymieniany wśród osób zaginionych, a prawdopodobnie znajduje się na liście białoruskiej osób zamordowanych w Kuropatach. Tu w Katyniu spoczęło ponad 4 tysięcy oficerów i podchorążych Wojska Polskiego, bezbronnych i bestialsko zabitych polityczną decyzją władz partii bolszewickiej podczas II wojny światowej. Doły śmierci przykryte żeliwnymi płytami, kilka krzyży i Ściana Pamięci z nazwiskami ofiar na tablicach pokrytych rdzą – to niewiele, ale wystarczająco wiele, by zapadło w pamięci i mimo upływu czasu przypominało, że trzeba starać się, aby nigdy więcej coś podobnego się w naszym narodzie nie powtórzyło.
Bernard Łasecki, Rodzina Katyńska w Szczecinie
Pierwodruk: „Rodowód Rodzin Katyńskich. Biuletyn Federacji Rodzin Katyńskich” 2025





