Izabella Sariusz-Skąpska, Bykownia, 3435 tabliczek

W Dzień Zadusz­ny 2012 roku sosny w Bykow­ni pod Kijo­wem po raz pierw­szy pochy­lą się nad 3435 tablicz­ka­mi z nazwi­ska­mi Ofiar Zbrod­ni Katyń­skiej. 21 wrze­śnia poświę­co­no tu cmen­tarz. Uobec­ni byli Pre­zy­den­ci Rze­czy­po­spo­li­tej i Ukra­iny, były prze­mó­wie­nia, pod­nio­słe obrzę­dy i cicha modli­twa. Rodzi­ny pozo­sta­ją­ce w kra­ju i te, któ­rych przed­sta­wi­cie­le uczest­ni­czy­li w nie­zwy­kłym pogrze­bie, ufa­ją, że dobrzy ludzie będą tu przy­cho­dzi­li, zmó­wią modli­twę i zapa­lą świe­ce.

Minę­ły 72 lata od Ich śmier­ci. Jak moż­na przy­go­to­wać się na taki pogrzeb? Jak moż­na na takie wyda­rze­nie cze­kać całe życie? Jak moż­na zacho­wać w sta­rym czło­wie­ku uczu­cia dziec­ka, któ­re Ojca widzi jak przez mgłę albo nie pamię­ta Go wca­le? Rodzi­ny Katyń­skie zna­ją takie pyta­nia i wie­lo­kroć odczu­wa­ły wąt­pie­nie postron­nych: czy takie rze­czy w ogó­le są moż­li­we? Skąd bie­rze się ich tęsk­no­ta i łzy?

Naza­jutrz po uro­czy­sto­ści poświę­ce­nia wra­cam do Bykow­ni. Sobot­ni pora­nek, cisza. Las oswa­ja się z nowym wido­kiem u swo­ich stóp: tam, gdzie nie­daw­no rosły chasz­cze, teraz lśni w słoń­cu gra­nit. Przy wej­ściu pylo­ny z orzeł­ka­mi jak z żoł­nier­skiej i poli­cyj­nej czap­ki. Wyku­te w gra­ni­cie, ale dziw­nie lek­kie, bo ich wysty­li­zo­wa­ne skrzy­dła są jak­by muśnię­te wia­trem. Dwu­ję­zycz­ny napis infor­mu­je, że jeste­śmy na Pol­skim Cmen­ta­rzu Wojen­nym. Dla Rodzin to „czwar­ty cmen­tarz katyń­ski”.

Cze­ka­li­śmy na nie­go kolej­ne 12 lat. Rodzi­ny tych, któ­rych Bli­scy zgi­nę­li w Katy­niu (jeń­cy z Koziel­ska), i tych, któ­rych Ojco­wie spo­czy­wa­ją w Char­ko­wie (Sta­ro­bielsk), i tych z Mied­no­je (Ostasz­ków), mają już „swo­je” cmen­ta­rze od 2000 roku. Bykow­nia dłu­go bro­ni­ła ujaw­nie­nia praw­dy, że wśród pocho­wa­nych tu ofiar sta­li­now­skich czy­stek są oby­wa­te­le Rze­czy­po­spo­li­tej, ska­za­ni bez posta­wie­nia zarzu­tów i zabi­ci bez sądu mocą osła­wio­ne­go wyro­ku z 5 mar­ca 1940. Byli jeń­ca­mi wojen­ny­mi, noca­mi wycią­ga­no ich z domów na Kre­sach, aresz­to­wa­no i wię­zio­no na tzw. Zachod­niej Ukra­inie. Są wśród Ofiar katyń­skie­go mor­du.

Nazwi­ska 3435 osób zna­my od 1994 roku, kie­dy do Pol­ski tra­fił spis zwa­ny „ukra­iń­ską listą katyń­ską”. Potem były lata dyplo­ma­tycz­nych zabie­gów, by przy­zna­no, że Pola­cy, któ­rych szcząt­ki znaj­do­wa­no w bykow­niań­skim lesie, to nie miesz­kań­cy zie­mi kijow­skiej czy pol­skie­go okrę­gu Mar­chlewsz­czy­zna, nie tyl­ko ofia­ry Wiel­kiej Czyst­ki 1937, ale wła­śnie Ofia­ry Zbrod­ni Katyń­skiej. Trze­ba było mozol­nej pra­cy pol­skich ekip eks­hu­ma­cyj­nych pod kie­row­nic­twem pro­fe­so­ra Andrze­ja Koli, któ­re od 2001 roku szu­ka­ły tu szcząt­ków Pola­ków, pie­czo­ło­wi­cie zabez­pie­cza­jąc każ­dy ślad.

Trze­ba oddać hołd ukra­iń­skim Przy­ja­cio­łom, dzię­ki któ­rym wie­my o ukra­iń­skim śla­dzie Katy­nia. Trze­ba by wymie­nić tych, któ­rych deter­mi­na­cja dopro­wa­dzi­ła do tego nie­zwy­kłe­go pogrze­bu. Ale nie wol­no tego robić zdaw­ko­wo, a peł­na histo­ria bykow­niań­skie­go cmen­ta­rza to temat na nie­jed­ną książ­kę, a nie kil­ka stron.

Dzi­siaj mija­my pylo­ny przy wej­ściu na Pol­ski Cmen­tarz Wojen­ny w Bykow­ni i docho­dzi­my do zbio­ro­wej mogi­ły: przy­kry­ta leżą­cym krzy­żem, kry­je wyeks­hu­mo­wa­ne szcząt­ki. W per­spek­ty­wie błysz­czy w słoń­cu ścia­na pamię­ci – na niej w porząd­ku alfa­be­tycz­nym wyku­to 3435 nazwisk. Przez śro­dek jasne­go gra­ni­tu bie­gnie szcze­li­na, moż­na ją wziąć za ślad ude­rze­nia pio­ru­na, ale to krzyż – tędy wie­dzie dro­ga ku wiecz­no­ści, niczym w pora­nek Zmar­twych­wsta­nia. Przed ścia­ną posa­do­wio­no ofiar­ny stół, na czar­nym kamie­niu poło­żo­na płach­ta bia­łe­go gra­ni­tu jest zawsze goto­wa, aby gro­ma­dzi­li się tutaj na modli­twie piel­grzy­mi z Pol­ski albo przy­sta­nę­li miej­sco­wi prze­chod­nie.

Las bykow­niań­ski żyje. Pola­cy wstę­pu­ją tu na ścież­ki już wydep­ta­ne przez miesz­kań­ców tej zie­mi. Wcho­dzą­cych do lasu od stro­ny ruchli­wej szo­sy Kijów-Char­ków wita pomnik Wiel­kiej Czyst­ki 1937 roku. Tra­dy­cyj­na w for­mie, ale jak­że przej­mu­ją­ca postać łagier­ni­ka w nędz­nej fufaj­ce i walon­kach. Terror‘37 pochło­nął w Sowie­tach milio­ny, a w Bykow­ni, na wydzie­lo­nym wte­dy cmen­ta­rzy­sku NKWD, spo­czę­ły szcząt­ki dzie­siąt­ków tysię­cy. W latach sie­dem­dzie­sią­tych i osiem­dzie­sią­tych prze­ko­py­wa­no las, zacie­ra­jąc i bez­czesz­cząc śla­dy. Robi­li to sza­brow­ni­cy, szu­ka­jąc zło­ta, ale przede wszyst­kim robi­ła to sowiec­ka wła­dza, tka­ją­ca nowe roz­dzia­ły kłam­stwa o „ofia­rach hitle­row­skich zbrod­ni”. Na prze­ło­mie wie­ków, kie­dy tak­że na Ukra­inie zaczę­ła pękać sko­ru­pa kłam­stwa okry­wa­ją­ce­go prze­szłość, na drze­wach poja­wi­ły się barw­ne „rucz­ni­ki”, a obok tablicz­ki przy­wie­zio­ne przez rodzi­ny pomor­do­wa­nych. Kart­ki papie­ru, kawał­ki drew­na czy bla­chy, por­ce­la­no­we por­tre­ty, a na nich imię, nazwi­sko i czte­ry daty, z któ­rych ukła­da się los: data uro­dze­nia, aresz­to­wa­nia, egze­ku­cji – i reha­bi­li­ta­cji. Bykow­niań­ski las patrzy na piel­grzy­mów i prze­chod­niów ocza­mi ofiar: ze sta­rych foto­gra­fii spo­glą­da­ją ci, któ­rych zamę­czo­no na tej zie­mi. Moż­na poznać ich imio­na i bio­gra­fie: uro­dą zachwy­ca­ła wzrok Emma, mat­ka troj­ga dzie­ci. Dla Ana­sta­zji, nauczy­ciel­ki, tablicz­kę przy­wiózł syn Roman, a potem pew­nie dzie­ci zawie­si­ły jego zdję­cie – i tak drze­wo sta­ło się rodzin­nym nagrob­kiem. Z tablicz­ki patrzy Janu­ary, reży­ser, Wła­di­mir, sprze­daw­ca w księ­gar­ni, Jurij, któ­ry osie­ro­cił dwóch syn­ków. Pew­nie to oni, już doro­śli, zawie­si­li epi­ta­fium. Może i ich już nie ma, a pamięć prze­cho­wu­ją wnu­ki i pra­wnu­ki? Są sło­wa miło­ści i tęsk­no­ty. A prze­cież to tyl­ko nie­licz­ni z tysię­cy…

Były i pol­skie zna­ki: mie­dzia­na tablicz­ka puł­kow­ni­ka Kon­stan­te­go Druc­kie­go-Lubec­kie­go czy epi­ta­fium sędzie­go Karo­la Wal­te­ra. To była zapo­wiedź Pol­skie­go Cmen­ta­rza Wojen­ne­go. To był począ­tek upa­mięt­nie­nia Ofiar Zbrod­ni Katyń­skiej, spo­czy­wa­ją­cych w bykow­niań­skim lesie.

Sobot­ni pora­nek, miesz­kań­cy Kijo­wa korzy­sta­ją z wrze­śnio­wej pogo­dy i jadą do lasu. Część wzię­ła rowe­ry, część szu­ka grzy­bów. Ale są i tacy, któ­rych przy­wio­dła histo­ria. Wie­dzą, że jest nowy „memo­riał”. Po stro­nie ukra­iń­skiej dwie ścia­ny, w środ­ku jak­by prze­strze­lo­ne. Obok kur­han się­ga­ją­cy pra­wie czub­ków drzew, a na nim krzy­że, nie­co dzi­wacz­ne w for­mie, na jed­nym ukra­iń­ski trój­ząb. Tę część memo­ria­łu wyzna­cza­ją gra­ni­to­we ścia­ny z wyku­ty­mi nazwi­ska­mi – na wrze­sień 2012 budo­wa jest nie­skoń­czo­na, kil­ka­na­ście płyt pomie­ści­ło zale­d­wie kil­ka liter alfa­be­tu. Ale wśród pierw­szych setek nazwisk już widać pol­skie: są Gołę­biow­scy i Woj­cie­chow­scy, Baczyń­scy i Wol­scy… Idzie mło­da mama z kil­ku­let­nim syn­kiem, któ­ry widząc puste blo­ki pyta, dla­cze­go nic na nich nie ma. Kobie­ta uspo­ka­ja: „Nie uspie­li…” Wie­rzy, że roz­po­czę­te przed­się­wzię­cie musi być dokoń­czo­ne, a każ­de nazwi­sko znaj­dzie swo­je miej­sce…

…Bo tak już jest na pol­skim cmen­ta­rzu. Tu nie było mowy o pro­wi­zor­ce, a fakt, że budo­wa trwa­ła 3 mie­sią­ce, nie był ali­bi dla niko­go. Budow­ni­czy cmen­ta­rza – Rada Ochro­ny Pamię­ci Walk i Męczeń­stwa – jak w Katy­niu, w Char­ko­wie i Mied­no­je speł­ni­ła wiel­kie marze­nie Rodzin Katyń­skich. Każ­dy, kto pomógł w tym nie­zwy­kłym dzie­le, może liczyć nie tyl­ko na podzię­ko­wa­nia, ale na ser­decz­ną modli­twę córek i synów Ofiar – za to, że mają to swo­je miej­sce. 21 wrze­śnia piel­grzy­mów z pocią­gu spe­cjal­ne­go, któ­ry jechał tutaj 30 godzin, i dele­ga­cję, któ­ra dotar­ła samo­lo­tem, powi­ta­ło 3435 tabli­czek. Każ­dy czło­wiek z ukra­iń­skiej listy katyń­skiej został tego dnia pocho­wa­ny w poświę­co­nej zie­mi.

Idę alej­ką, któ­rej wstąż­ka wije się pośród drzew. To gra­ni­ca pol­skie­go cmen­ta­rza. Po jed­nej stro­nie indy­wi­du­al­ne epi­ta­fia. Gdy spoj­rzeć w dru­gą stro­nę, zawsze ma się w zasię­gu wzro­ku ser­ce cmen­ta­rza: ścia­nę pamię­ci, ołtarz i mogi­łę. Wie­le razy okrą­żam cmen­tarz, wie­le razy czy­tam napi­sy i pozna­ję boha­te­rów, któ­rzy tu spo­czę­li. Jest ina­czej niż w Katy­niu: tam przy nie­mal każ­dym nazwi­sku wid­nie­je data i miej­sce uro­dze­nia, zawód czy funk­cja, dla woj­sko­wych – sto­pień. Tutaj wię­cej nie­wia­do­mych. Cza­sem przy imie­niu i nazwi­sku tyl­ko data uro­dze­nia: Józef Klu­ska ur. 1906, Sta­ni­sław Engel­hartd ur. 1890, Paweł Sob­czak ur. 1899. Nazwi­ska ilu­stru­ją róż­no­rod­ność tam­tej Pol­ski: Zyg­munt Skrze­tu­ski, Icko Kac, Ilja Janiw, Abram Pol­ler, Fio­dor Toł­stoj… Gdzie wię­cej danych, obok woj­sko­wych czy poli­cyj­nych stop­ni poja­wia­ją się całe histo­rie: tu spo­czął inspek­tor gór­ni­czy, nauczy­ciel, kie­row­nik wydaw­nic­twa Osso­li­neum, zie­mia­nin, wete­ry­narz, dyrek­tor ban­ku, dzia­łacz PPS, wójt, wła­ści­ciel mająt­ku, sena­tor RP, dr praw, kino­me­cha­nik, wła­ści­ciel mły­na… Egzo­tycz­nie brzmi kre­so­wa geo­gra­fia: Stryj, Rów­ne, Dub­no, Dydia­ty­cze, Sze­pie­tów­ka, Koło­my­ja, Łuck. Oso­bli­wo­ścią tego cmen­ta­rza katyń­skie­go są licz­ne nazwi­ska kobiet: Anie­la Kro­to­chwi­lów­na, Kle­men­ty­na Klim­ko­wa, Hele­na Pie­trow­ska…

Rodzi­ny Katyń­skie pozo­sta­wi­ły bia­ło-czer­wo­ne kwia­ty i cho­rą­giew­ki, foto­gra­fie i bio­gra­my Bli­skich. Na tablicz­ce Wła­dy­sła­wa Musku­sa, inży­nie­ra leśni­ka i geo­de­ty, leży gałąz­ka pol­skich wrzo­sów i zdję­cie przy­ło­żo­ne kamy­kiem. Na tablicz­ce pro­ku­ra­to­ra Sta­ni­sła­wa Mil­cza­now­skie­go kamyk pod­trzy­mu­je bukie­cik kon­wa­lii. Na tablicz­ce Karo­la Dowgiał­ło wśród sosno­wych igieł przy­siadł konik polny. Na tablicz­ce Sta­ni­sła­wa Czy­ża cór­ka, pani Maria, poło­ży­ła wore­czek z zie­mią z Leska, róża­niec i kopię obraz­ka, któ­ry wisiał w domu… Zapa­mię­tam syl­wet­kę pani Elż­bie­ty, któ­ra przy­sia­dła naprze­ciw tabli­cy swo­je­go Taty: „A ja zawsze wie­rzy­łam, że docze­kam tego momen­tu…”

Po tylu latach w Rodzi­nach Katyń­skich wiem, że gdy ma się szczę­ście poroz­ma­wiać z cór­ką czy synem kogoś z Nich, poja­wia się histo­ria na książ­kę i zni­ka ano­ni­mo­wość. Będąc znów w Bykow­ni, powi­tam Ich epi­ta­fij­ną tablicz­kę jak kogoś z rodzi­ny. Od lat tak się dzie­je, gdy idę wzdłuż muru tabli­czek w Katy­niu. Wio­zę z Pol­ski zni­cze nie tyl­ko dla Dziad­ka, ale dla Ojców i Dziad­ków moich Przy­ja­ciół.

Na cmen­ta­rzach w Katy­niu, Char­ko­wie i Mied­no­je piel­grzy­mów żegna głos pod­ziem­ne­go dzwo­nu. Umiesz­czo­ny w niszy pod bra­mą pamię­ci bije Ofia­rom. Bykow­niań­ski dzwon jest inny. Wisi nad zie­mią, a jego dzwon­ni­cę sta­no­wią czte­ry blo­ki skal­ne, w któ­rych wyrzeź­bio­no zna­ki reli­gii, jakie wyzna­wa­li oby­wa­te­le Rze­czy­po­spo­li­tej: krzy­że łaciń­ski i pra­wo­sław­ny, gwiaz­da Dawi­da i pół­księ­życ. Każ­dy może podejść i obu­dzić ser­ce dzwo­nu, a wte­dy obu­dzi się i bykow­niań­ski las. Nie­chaj spo­czy­wa­ją­cy tutaj znaj­dą wresz­cie uko­je­nie.

 

Iza­bel­la Sariusz-Skąp­ska, pre­zes Zarzą­du Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich, Rodzi­na Katyń­ska w Kra­ko­wie

Pier­wo­druk: „Tygo­dnik Powszech­ny” 2012, nr 45, prze­druk: „Rodo­wód Rodzin Katyń­skich. Biu­le­tyn Fede­ra­cji Rodzin Katyń­skich” 2011–2012, numer tema­tycz­ny: Bykow­nia 2012